13

3000 pełnometrażowych filmów w YouTube to efekt nowej umowy z wytwórniami

YouTube to największy serwis z filmami w Internecie – w 2010 roku wgrano 13 milionów godzin materiałów wideo, a filmiki odtworzono 700 miliardów razy, serwis posiada najwięcej materiału HD w całym internecie, a filmy z YouTube są embeddowane na milionach stron na całym świecie. Jednym słowem gigant. Przez wiele lat była to jednak sztuka dla […]

YouTube to największy serwis z filmami w Internecie – w 2010 roku wgrano 13 milionów godzin materiałów wideo, a filmiki odtworzono 700 miliardów razy, serwis posiada najwięcej materiału HD w całym internecie, a filmy z YouTube są embeddowane na milionach stron na całym świecie. Jednym słowem gigant. Przez wiele lat była to jednak sztuka dla sztuki – Google kupił i rozwijał serwis tylko dlatego, żeby nie robił tego nikt inny, jednak YouTube wciąż przynosił straty. Po uruchomieniu możliwości reklamowania się w serwisie, finanse giganta się poprawiły, jednak wciąż to nie było to. W zeszłym miesiącu Paweł pisał o tym, że YouTube podpisał umowy z dostawcami treści i to jest fakt, którego dziś możemy już doświadczyć na naszej skórze – w serwisie pojawiło się 3000 pełnometrażowych filmów do wypożyczenia.

YouTube podpisało umowy z takimi gigantami jak Warner Brothers, Universal Pictures, Sony Pictures, Lionsgate Films i innymi. Warunkiem skorzystania z usługi jest powiązanie swojej karty kredytowej z serwisem, a w innym przypadku ma się dostęp do filmów darmowych, które są również pełnometrażowe, jednak wątpliwej jakości, gdyż są to filmy niskobudżetowe. YouTube oferuje wynajęcie pojedynczego tytułu w cenie 2,99 lub 3,99 dolara i umożliwia przerwanie odtwarzania i kontynuowanie oglądania filmu do 24 godzin po pierwszym uruchomieniu. Nie musimy jednak oglądać filmu tuż po zakupie – mamy na to miesiąc.

Serwis dostępny jest już teraz. Uważam to za świetny krok Google’a nie tylko dlatego, że w końcu YouTube ma szansę zacząć przynosić zyski, ale również dlatego, że wraz z tego typu usługą, gigant pokazuje, że przechodzenie do chmury ma sens, bo dostępnych w chmurze jest coraz więcej usług. Ma to oczywiste znaczenie dla klienta końcowego, który nie będzie już musiał kupować lub wypożyczać płyt DVD, bo do oglądania filmów wystarczy mu beznapędowy, bezsystemowy wręcz Chromebook – strzał w dziesiątkę. A nowa usługa YouTube może w istocie być ekwiwalentem standardowej płyty DVD, bo jak można wyczytać z informacji prasowych, do filmów dołączane będą materiały dodatkowe typu wywiady z aktorami i nagrania zza kulis.

O ile usługa ma szansę adaptacji na rynku amerykańskim, to wątpię by zagroził pozycji naszych lokalnych graczy. Pierwsza kwestia jest taka, że filmy w YouTube Movie tylko w języku angielskim i to bez napisów (pomijając fakt, że filmy płatne dostępne są tylko dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych), a w dużej mierze Polacy, bądź co bądź, przyzwyczajeni są do lektora. Druga kwestia dotyczy przyzwyczajeń Polaków – my wolimy płacić przelewami ekspresowymi (typu mTransfer) i smsami, a nie wiązać kartę z danym usługodawcą, choć myślę, że trend ten może ulec zmianie po tym, gdy Amazon w końcu z impetem wkroczy do Polski.