28

20 lat temu świat gier przeżył prawdziwy Wstrząs. Quake to dla mnie masa świetnych wspomnień

Wczoraj pierwszy Quake obchodził 20. urodziny. Sam nie wiem, kiedy zleciało te dwadzieścia lat, wciąż pamiętam zapowiedzi w papierowej prasie, wciąż pamiętam pierwsze przejście i pierwsze mecze w sieci lokalnej. Z jednej strony tytuł ten zrewolucjonizował gatunek FPS, z drugiej całkowicie zmienił moje podejście do strzelanek.

22 czerwca 1996 roku na półkach sklepowych pojawił się napędzany autorskim silnikiem Quake. W czasach, gdy na rynku dominowały dwuwymiarowe FPS-y, całkowite przejście na trzeci wymiar było wręcz szokujące. Jeśli dziś spojrzycie na pierwszy Wstrząs bez modów, ciężko ten widok przetrawić, jednak 20 lat temu ludzie przecierali oczy ze zdziwienia. Trójwymiarowe produkcje wyglądały gorzej, nie były też tak dynamiczne – Quake był przy okazji obłędnie mroczny, przesiąknięty ponurą stylistyką i nawet jeśli ktoś nie był w stanie przetrawić takiej piguły mroku, nie potrafił przejść obok tej oprawy obojętnie. Wizualnie Quake miał też swoją drugą, lepszą stronę, która nazywała się GLQuake – nie wiem czy pamiętacie, ale produkcja ID Software była pierwszą strzelaniną obsługującą akceleratory graficzne. Szybsze ekrany ładowania, stała liczba FPS i ulepszone oświetlenie.

John Romero, autor gry, nie planował wcale takiej produkcji – Quake jako strzelanka zrodził się niejako przypadkiem. Zamierzeniem producenta było stworzenie ambitnego, trójwymiarowego fantasy RPG-a(The Fight for Justice ), z pomysłem nie poradził sobie jednak programista – John Carmack. Kto by pomyślał, że coś, co na pierwszy rzut oka wydawało się porażką, stanie się produkcją wręcz kultową? Ostatecznie dostaliśmy dziwny miks strzelania gwoździami, średniowiecznych lokacji, pieczar, żołnierzy, rycerzy psów i klimatu prozy Lovecrafta. I tak, to był jeden wielki, teoretycznie nieprzyswajalny gulasz – ostatecznie jednak pomysł się sprawdził, a ostatnią cegiełkę dołożył Trent Reznor, wokalista Nine Inch Nails, który skomponował ścieżkę dźwiękową do gry.

Kampania w pierwszym Quake’u nie rzucała na kolana i tak naprawdę skupiono się na niej dopiero w kontynuacji. Wciąż pamiętam jednak praktycznie każdy poziom z trybu dla jednego gracza, a razem z tymi wspomnieniami wraca odczucie zaszczucia, beznadziei i mroku, które wręcz wylewały się z ekranu.

Jednak to nie kampanią Quake zapisał się w sercach graczy. Grywało się już w kilka osób w FPS-y, ale to dopiero Wstrząs pokazał, gdzie drzemie siła tego typu potyczek. Ludzie spędzali przy trybie sieciowym długie godziny nie tylko w domowych zaciszach, gdzie gdzieś za oknem rzucony był przewód do sieci lokalnej, ale również w kafejkach. Miałem przyjemność bawić się w „Kłeja” na oba sposoby i to cała masa świetnych wspomnień. Warto wspomnieć jeszcze o łatce QuakeWorld, która była dużym krokiem do spopularyzowania spotkań przez sieć – w normalnej wersji gra najlepiej radziła sobie po LAN-ie, dopiero aktualizacja przystosowała produkcję do połączeń modemowych i DSL. Mieliśmy na osiedlu 5-osobową sieć lokalną i jeden z naszej ekipy starał się grać w pierwszego Quake’a w pewnym sensie profesjonalnie, występując w mniejszych lub większych turniejach (bez znaczących sukcesów). Niszczył nas jednak niemiłosiernie i nawet starcie 4 na 1 przegrywaliśmy sromotnie. To właśnie Quake stworzył rocket jump, z którego ludzie korzystają w sieci nawet dziś. Nie wierzycie? Proszę…

Quake 2 – ależ to piękne

Jeśli miałbym wybrać ulubioną PC-tową strzelankę, nie celowałbym jednak w pierwszego Quake’a. Pozamiatała mną wydana w listopadzie 1997 roku część druga, która chociażby pod względem wizualnym miażdżyła jedynkę totalnie. Za ten tytuł wziąłem się dopiero w 1998 roku, kiedy pod moim dachem wysłużone 486 zastąpił Pentium 166MMX z pierwszym 3Dfx’em. Ludzie, jak to wyglądało – do dziś pamiętam miny znajomych, którym pokazywałem krążące nad trupami Strogów muchy.

Dograło tu to, co nie chwyciło w pierwszym Quake’u – choć pewnie większość zgodzi się raczej ze stwierdzeniem, że z lepszą i ciekawszą kampanią wiązał się słabszy i mniej skillowy tryb sieciowy. Owszem, grywałem w niego, ale pamiętam przede wszystkim opowieść fabularną.

computer updated

Nie sposób nie wspomnieć też o kapitalnej wręcz ścieżce dźwiękowej z Quake 2. Praktycznie każdy numer Sonic Mayhem był świetny i do dziś widzę, że gitarzyści tworzą kolejne ich covery.

Dziedzictwo

Ale to jednak pierwszy Quake wstrząsnął światem strzelanek i to on zapisał się na kartach historii elektronicznej rozrywki jako produkcja kultowa. Ten kult podtrzymywały również inne produkcje korzystające z Quake Engine, który nie napędzał jedynie pierwszego Wstrząsu – korzystali z niego również inni producenci, jak chociażby Valve, które jako podstawę swojego silnika wykorzystało właśnie Quake Engine. Spójrzcie na poniższy wykres, pokazuje on bowiem jak wiele branża gier zawdzięcza temu kodowi.

Quakowi z okazji 20. urodzin życzę wszystkiego najlepszego i niech zapowiedziane niedawno Quake Champions będzie tym powrotem serii, na który od lat czekamy.

grafika: 1, 2