0

10 pytań do…Pawła Nowackiego czyli o mediach starych i nowych, o blogerach i reklamie natywnej

Zapraszam do kolejnego odcinak z serii 10 pytań do… Tym razem na moje pytania odpowiada Paweł Nowacki Z-ca redaktora naczelnego ds. online Dziennik Gazeta Prawna. Paweł to człowiek starych mediów, który bardzo sprawnie zaadoptował się w tak zwanych nowych media i przeprowadza teraz przez ten proces tak renomowany tytuł jak Dziennik Gazeta Prawna. Zapraszam Nowe […]

Zapraszam do kolejnego odcinak z serii 10 pytań do… Tym razem na moje pytania odpowiada Paweł Nowacki Z-ca redaktora naczelnego ds. online Dziennik Gazeta Prawna. Paweł to człowiek starych mediów, który bardzo sprawnie zaadoptował się w tak zwanych nowych media i przeprowadza teraz przez ten proces tak renomowany tytuł jak Dziennik Gazeta Prawna.

Zapraszam

Nowe media to… ? Dokończ proszę to zdanie

..media obecne we wszystkich kanałach, będące tam gdzie ich aktualny, ale i przyszły klient-odbiorca. Nowe media to nowe formy narracji, to media nie nadające jedynie komunikaty w jedną stronę, ale wchodzące w interakcję z odbiorcą. To media aktywnie poszukujące odbiorców, w konsekwencji pakietujące swe produkty do coraz węższych grup odbiorców.

Czy prasa kiedyś umrze czy też będzie to powolna agonia jednej z form?

Prasa, jak wieszczą fachowcy, ma ponoć umrzeć. Jednak coraz bardziej jestem przekonany, że nawet jeśli stanie się niszowa sama forma drukowana to prasa na pewno przetrwa w innych kanałach i nośnikach. Zawsze będzie zapotrzebowanie na świat w którym ktoś za nas dokonał wyboru, oddzielił ziarna od plew, dokonał analizy, sprawdził fakty w co najmniej dwóch różnych źródłach, przeanalizował, wyciągnął wnioski. Opowiedział co ważnego się działo (w tym prasa przegrywa z mediami elektronicznymi: TV, radio a zwłaszcza internetem), ale i zapowiedział co się dziś zdarzy i dlaczego. To dlatego gazety codzienne, coraz bardziej upodabniają się do tygodników. Forma papierowa przetrwa, ale jako synonim specjalizacji, wyjątkowości, luksusu, wyższej półki, jakości.

Zobacz też: czym jest reklama natywna?

Jak przekonać ludzi do płacenia w sieci za treści?

To długi proces, sami się do tego przekonają. I będą to robić z różnych powodów. Bo w epoce nadpodaży treści mediów przybywa i jest coraz większy chaos. Próg wejścia (założenie strony, bloga) w internecie jest dużo tańszy niż wydanie gazety. Jedni będą kupować treści bo ktoś za nich dokona selekcji, wyboru, poda im to w trakcyjny sposób, inni bo ktoś dostarczy unikalną treść, a jeszcze inni klienci kupują (bo już to robią) treść bo potrzebna im jest konkretna wiedza z powodów zawodowych. Może znajdzie się i model na kupowanie newsów, ale dziś wciąż przeważa argument „po co mam kupować skoro w sieci znajdę bezpłatny zamiennik (np. portale) „. To nieprawda, nie wszystko. Problemem jest nie płacenie za treść, ale przekonanie klientów, że nasza oferta jest unikalna, odróżnia ją coś od bezpłatnych zamienników. Zawsze będzie grupa nie płacących, oni będą mieli dostęp do treści popularnej, gorszej jakości. Może pojawi się nawet płatny internet dla grupy 35 plus? http://www.pawelnowacki.eu/2014/03/powstanie-internet-dozwolony-dla-osob.html

Dlaczego stare media nie lubią tych najnowszych czyli blogów/vlogów itp ? Dlaczego tak często podważane jest ich znaczenie?

Blogi/vlogi wcale nie są nielubiane, ale są krytykowane. „Stare” media wciąż się jeszcze uczą nowych form komunikacji. Dominuje pogląd dziennikarski, że świat blogów nie jest wiarygodny. Procesy redakcyjne w starych mediach znacząco się jeszcze różnią od blogów. W redakcji dziennikarz zbiera informacje, weryfikuje je w różnych źródłach, potem poprawia po nim jakiś kierownik, czy sekretarz redakcji, a potem jeszcze wydawca dnia czy red. naczelny. No i często nadal jest korekta. Cały proces tworzenia informacji, tekstów silnie skierowany jest na weryfikację faktów, pokazywania wydarzeń, problemów z różnych punktów widzenia. Zresztą świat blogów/vlogów jest bardzo różnorodny. Jak na jednej szali położyć szafiarki i blogera piszącego o polityce? Jestem współzałożycielem i pierwszym redaktorem naczelnym serwisu Wiadomosi24.pl. Przewinęło się przez niego do dziś pewnie z kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Publikowali jednak materiały weryfikowane wcześniej przez profesjonalnych redaktorów. Nie ma w historii tego serwisu (przynajmniej nic o tym nie wiem) żadnego procesu, by kiedyś ktoś podał informacje nie sprawdzone, a takich nadsyłano bardzo dużo. Świat blogerów – w rozumieniu takim jak postrzegają go stare media – nie wykreował zbyt wielu gwiazd, indywidualności. Bo czym innym są popularni vlogerzy działający w formacie entertainment, czy właśnie szafiarki a czym innym rzetelna informacja. Zwłaszcza nie obciążona stronniczością bo bloger dostał „dary losu”. Z Wiadomości24.pl wydawca pozyskał wielu dziennikarzy, zatrudniając ich, wielu odnalazło się w innych firmach. Podobnie Salon24.pl czy inne platformy. Znamy z takich miejsc zwykle tylko kilka indywidualności, raczej komentatorskich, ale nie informacyjnych, czy śledczych. To zadziałało raczej w drugą stronę – wielu ludzi znanych z innych mediów (TV, prasa) stało się blogerami i zyskało jeszcze większy zasięg. Dziś podpierają to jeszcze aktywnością w social mediach, typu Twitter. Takich przypadków jak początkowo platformy blogerskie Antyweb, czy Spidersweb, które od kilku lat budują swoją wiarygodność jako źródła informacji, lub indywidualności, jak Michał Szafrański nie ma aż tak wiele.

Czym dla twoich mediów jest dziś video?

Video w mediach podatkowo-biznesowo-księgowych to bardzo trudny temat. Najbliżej do video jest nam w serwisie Dziennik.pl, który w tym roku pewnie mocno zmienimy. Moim zdaniem w video sprawdzają się 2 formaty: rozrywkowy – gdzie widownia wykształcona na YouTube ogląda rozrywkowe treści i newsowa, której naprawdę blisko do TV, a narracja jest jak w materiałach telewizyjnych. „Gadające głowy” nie są zamiennikiem. Bo internauta ogląda video, gdy wie, że zobaczy tam coś więcej niżby mógł przeczytać w tekście. Ale nie działa to chyba w drugą stronę – po co mam oglądać to co mogę przeczytać?

Wytoczyliście ostatnio działa przeciwko mediom które korzystają z nie swoich treści ? Czy strzały były celne?

Tak, celne. Nastąpiły 3 zjawiska: wzrost zapytań o udzielenie licencji, oczywiście za pieniądze. Także mniej serwisów omawiając dziś tekst z Dziennika Gazety Prawnej czy serwisów nazwę to „idzie po bandzie”, czyli ordynarnie kradnie naszą treść. No i nawet duzi gracze powoli uczą się linkować do źródła. A my dostaliśmy swego rodzaju narzędzie, by ścigać naruszycieli. I to nie koniec procesu. Co do zasady może i nasze prawo autorskie jest stare, ale nawet z nim da się przywołać do porządku każdy serwis, który z „agregacji” cudzej treści uczynił model biznesowy. Pomalutku jako wydawcy (kilka wydawnictw sięgnęło po takie rozwiązanie) osiągniemy swoje cele.

Co zmieniłbyś w Polskich mediach XXI wieku – załóżmy, że możesz wszystko. Co by to było?

Model biznesowy w internecie z odsłonowego na pobieranie opłat za treść. Wielkim błędem wydawców pod koniec lat 90. i na początku tego stulecia było niedocenienie internetu i oddanie treści za darmo. Tego, że pod ich bokiem powstał kanał garściami czerpiący treści z gazet. A gdy wykształcił się model biznesowy portali było już za późno. W polskim internecie liderami na rynku informacji są portale agregujace treści. Czy to nie dziwne? Po drugie przeszkadza mi, że wielu robi treści na każdy temat – tu zwykle powodem są założenia SEO. W pogoni za klikalnością poważne media publikują treści tabloidowe, a portal plotkarski pisze o polityce. Odbiorca głupieje, jak ma traktować oba podmioty? Mam świadomość, że życie nie jest czarno-białe i wiele rzeczy dopuszczam, ale w mediach najbardziej denerwuje mnie to że tak bardzo zajmują się… mediami.

Porównując polskie media do zagranicznych czy widzisz jakieś duże różnice? Jeśli tak to jakie?

Jedna jest znamienna – pozycja zagranicznych wydawnictw na wielu rynkach wynika z pewnej tradycji i roli prenumeraty. U nas w czasach komunistycznych była tylko namiastka, czyli „prenumerata” w teczce w kiosku. Wydawca ma inne koszty przy prenumeratorach, ale najważniejsza jest tradycja i chęć kupowania. Trudno jest przekonać Polaków, bez tradycji właśnie prenumeraty, że mają zapłacić w sieci za coś co dostaną np. za rok. Nie ma tego poziomu akceptacji co na rynkach skandynawskich, czy niemieckim do odłożenia w czasie konsumpcji treści, ale wcześniejszego jej opłacenia. Tego im zazdroszczę, nasi internauci edukują się kupując np. Spotify, czy coraz częściej sięgając po abonamenty VOD. Inna jest też w mediach narracja dnia, często ta polityczna narzucana jest w Polsce przez tabloidy. W mediach „starej” Europy przegląd prasy w TV czy radiu jest przeglądem prasy – czytaj opiniotwórczej, a nie tabloidów. Tym ostatnim trzeba pogratulować w Polsce pozycji, ale one – także te elektroniczne – są sobą, nie próbują ubierać się w inne szaty. Mediom naszym doskwiera także stolicocentryzm. Tego tak nie widać np. w niemieckich mediach. Też mnie boli brak mostu czy II linii metra, ale naprawdę nic nie dzieje się ważnego dla obywateli poza Warszawą, by TV tłukły to przez tyle dni?

Zmieniliście ostatnio całe swoje wydanie cyfrowe (aplikacje, stronę www) – możesz powiedzieć coś więcej na ten temat. Jaki był zamysł tych zmian i jakie były reakcje czytelników DGP?

Utrzymanie dotychczasowych prenumeratorów – to najważniejsze wyzwanie. Stara technologia wymagała wymiany, poza tym pracujemy teraz na jednym wspólnym narzędziu wyjściowym (oferowanym przez spółkę z holdingu – Infor.it) co pozwala nam docelowo panować nad kanałem online i jednocześnie aplikacjami i serwisami www. Dużą wagę przywiązujemy bowiem do oddzielania treści bezpłatnych – serwisy www i płatnych – druk i wydanie cyfrowe. To wydanie edgp.gazetaprawna.pl, bezpłatnie dostępne do 28 lutego, to oferta dla specjalistów, którym nasza treść potrzebna jest do pracy. Stąd średnia miesięczna prenumerat za 2014 rok to prawie 9100! Wiemy, że nasi klienci powoli przenoszą się do świata cyfrowego. Mamy nadzieję po tej zmianie pozyskiwać też nowych, młodych – już jako cyfrowych. Kto ma zostać przy wydaniu printowym, na pewno zostanie. Reakcje są różne, jak przy wdrożeniu, ktoś się nie może zalogować, ktoś jest zdziwiony, że trochę zmieniła się nawigacja. Ogólnie codziennie się logują, korzystają a nasza promocja http://www.gazetaprawna.pl/otwarta/ przynosi dobre efekty.

Ostatnio przeczytaliśmy o wyroku na jedną z gazeta za nie oznaczenie teksty sponsorowanego – czy twoim zdaniem tego typu sytuacji może być więcej?

Wygląda na to, że to nie koniec. Jak widać UOKiK, jako kontroler rynku, nie zaakceptował istnienia reklamy natywnej – tak lansowanej przez Natemat.pl. Zadaję sobie pytanie czy to błąd? Czy media nie są kiedyś skazane na tego typu format, bo reklamodawcy też się zmieniają i coraz częściej nie chcą występować jako reklama czy artykuł sponsorowany? Nauczyli się, że mają content marketing, używają Facebooka do pozyskania zasięgu. Wielkie wyzwanie przed mediami bo natywna reklama to jednak ustanowienie nowej granicy.

Dzięki