19

„Facebook OS” – czy to możliwe?

Facebook stał się codziennością w każdej dziedzinie życia. Na jego łamach możemy dzielić się z setkami osób każdym aspektem naszych doświadczeń. Najczęściej jest pierwszą stroną lub aplikacją, którą otwieramy na komputerze czy telefonie codziennie rano. Być może po wejściu na giełdę jego rozwój nabierze jeszcze większego tempa. A gdyby tak było? Czy możliwe jest zamknięcie się w jego ekosystemie i pozostanie w nim na dłuższy okres? Co zyskamy, a co stracimy?

Autorem poniższego tekstu jest Konrad Kozłowski.

Pierwsze co wpada nam do głowy po usłyszeniu frazy „Facebook OS” to jedynie okno przeglądarki i ekran logowania z wielkim białym „f” na granatowym tle. Być może nawet na dedykowanej mu maszynie, niczym Chromebook dla Chrome OS od Google. Naturalnie pisząc „Facebook OS” nie mam tu na myśli nowego systemu operacyjnego. To co rysuje się w mojej głowie, to strona, której nie musielibyśmy wcale opuszczać by wykonywać dowolne czynności. A jest to przecież możliwe i do tego dąży jego twórca i aktualni programiści. Przyjrzymy się jak już teraz Facebook dyktuje warunki, stwarzając zamknięte otoczenie, wyglądające z pozorów na bardzo otwarte.

Facebook zastępuje dla wielu osób czytniki RSS, bo przecież (prawie) wszystkie blogi, strony czy firmy mają już swoje tzw. „fanpejdże” na portalu społecznościowym z Palo Alto. Profile na Facebooku występują też w roli fotoblogów, co daje szanse fotografom-amatorom na nielimitowane udostępnianie swoich fotografii. Wyparł on też większość komunikatorów internetowych, umożliwiając błyskawiczny kontakt z dziesiątkami osób, tylko po wejściu na główną stronę portalu lub uruchomieniu aplikacji na smartfonie. Kluczem do sukcesu jest tu nieprzerwana konwersacja, ponieważ nieważne jest w jaki sposób korzystamy z portalu, zawsze mamy wrażenie, że prowadzimy jedną rozmowę z konkretną osobą. Rozwinięciem samych wiadomości i chatu na Facebooku jest partnerstwo ze Skypem, który bez opuszczania strony, pozwala na wideorozmowę z innym użytkownikiem portalu. Nie można zapomnieć, że domena facebook.com jest również aliasem e mailowym i nasze konto na Facebooku jest także skrzynką pocztową. Nic nie stoi na przeszkodzie by sięgnąć po jeszcze większą rozrywkę: gry – największe tytuły mobilne jak Angry Birds czy Fruit Ninja zagościły już na dobre i wciągają miliony graczy na masę czasu, ale do dyspozycji mamy też taką usługę jak Gaikai, gdzie możliwe jest granie w pełnowartościowe tytuły jak Wiedźmin II.

Co prawda usługi Spotify, Netflix czy Hulu nie są (jeszcze) dostępne w naszym kraju, ale mieszkańcy Stanów Zjednoczonych nie mają żadnych problemów ze słuchaniem muzyki czy oglądaniem seriali i filmów bezpośrednio na Facebooku za pomocą odpowiednich aplikacji.

Bardzo wiele osób twierdzi, że taka sytuacja nie jest niczym pozytywnym, ponieważ jedna witryna skupia w sobie nasze wszystkie internetowe aktywności i nie tylko. A gdybyśmy zapragnęli jeszcze więcej? Czego brakuje i czego życzyłbym sobie, by powstało w niedalekiej przyszłości?

Pomimo swojego istnienia, strona docs.com nie jest zbyt popularna i użytkownicy internetu mają wiekszą świadomość na temat Dokumentów Google, aniżeli partnerskiej witryny Facebooka, wynikającej ze współpracy z firmą Microsoft. Osobiście uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie edytora tekstu czy arkuszy kalkulacyjnych wewnątrz aplikacji na portalu społecznościowym. Wtedy z pewnością o wiele szybciej informacja o jego możliwościach dotarłaby do większego grona odbiorców i cieszyła się większą popularnością.

Do dyspozycji mamy aktualnie tworzenie wydarzeń, nawet prywatnych – w jakimś stopniu może to zastąpić kalendarz z naszymi codziennymi zapiskami. Niewielkie jednak rozszerzenie możliwości ich personalizacji mogłoby nadać tej funkcji całkiem nowe oblicze – mógłby stać się osobistym kalendarzem.

Bardzo cenię sobie takie usługi jak Pocket (nowa nazwa dla Read It Later), czy Readability. Ciekawym rozwiązaniem byłoby stworzenie przycisku pod linkami do artykułów na innych stronach, który otwierałby dodatkowe okienko, z przygotowanym dla nas tekstem, pozbawionym zbędnej otoczki.

Podobnie wyobrażam sobie sytuację wspomnienia w poście o jakiejś znanej osobie, firmie czy nawet budynku. Po najechaniu kursorem na konkretną nazwę, ukazywałby się niewielki dymek z informacjami pobranymi z Wikipedii.

Nadal oczekuję również na możliwość wypróbowania usługi Pipe (dosłownie „rura”), która pozwala użytkownikom Facebooka na bezpośrednią wymianę plików w czasie rzeczywistym, bez zbędnego wysyłania danych na serwer. Wysłanie pliku ogranicza się jedynie do wybrania odbiorcy i „wrzucenia” pliku metodą przeciągnij i upuść do tytułowej „rury” i gotowe. Wygodne prawda?

Jedna witryna, tak wiele możliwości i niesamowity, drzemiący w niej potencjał. Pomimu wielu przeciwników mojej opinii, nadal twierdzę, że Facebook jest rewelacyjnym wynalazkiem i jeżeli korzystamy z niego w racjonalny sposób, jest po prostu niegroźny, a jedyny w swym rodzaju. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby któryś z moich pomysłów się ziścił, a Facebook stał się centrum internetu. Przynajmniej na jakiś czas.