Zwykli użytkownicy internetu rzadko zastanawiają się nad konsekwencjami płynącymi z ich działalności online. Nie chodzi tutaj o tworzenie prostych haseł do poczty e-mail, ale o informacje pozostawiane po sobie w internecie. Mniej niż połowa ludzi łączących się z siecią zastanawia się, jakie konsekwencje będą miały opublikowane przez nich dane. Niestety, konsekwencje są duże i niekiedy bardzo bolesne – dla nas, ale także dla innych.

Czasy konspiracji dawno minęły. Polacy od dawna nie muszą już obawiać się inwigilacji ze strony państwa, ani też ukrywać się ze swoim życiem. Pewnie trochę z tych praktyk jednak mimowolnie przenieśliśmy do internetu. Jakiś czas temu pisałem o korzyściach płynących z ukrywania się pod pseudonimem w sieci. Teraz będzie trochę o ujawnianiu danych.

Microsoft opublikował ciekawy dokument (oraz infografikę) na temat świadomości internautów o konsekwencjach płynących z pisania o sobie w sieci. Z materiałów wynika, że tylko 44% ankietowanych zdaje sobie sprawę z tego, że to co piszą w internecie może mieć wpływ na ich osobistą reputację.

Coraz częściej słyszymy o ludziach wylanych z pracy na skutek publikacji na Facebooku. Internauci jednak wciąż nie zdają sobie często sprawy, jak łatwo dotrzeć do zamieszczanych przez nich wpisów w internecie i że to co zamieszczają będzie miało wpływ na ich życie „w realu”.

Pozostałe liczby podane przez Microsoft też są ciekawe. Dzieci mają tylko niewiele mniejszą świadomość swojej działalności w internecie od dorosłych. Dla porównania 57% pełnoletnich i 52% dzieci podejmuje kroki związane z oddzieleniem swoich profili związanych z pracą/szkołą i działalnością online.

Jak łatwo przewidzieć, najmniej zdajemy sobie sprawy z tego, że to co piszemy w internecie o innych może mieć wpływ na ich karierę zawodową czy opinię w szkole. Jedynie 36% ankietowanych dorosłych (34% dzieci) stwierdziło, że bierze to pod uwagę. Podobne dane dotyczą ogólnej wiedzy na temat opinii o innych.

A teraz konsekwencje.

Zdaniem Microsoftu 14% ankietowanych dorosłych stwierdziło, że doświadczyło negatywnych konsekwencji działalności w internecie innych. Spośród nich na skutek obsmarowania w sieci 21% zostało zwolnionych z pracy, 16% nie udało się uzyskać pracy, o którą się starali, 16% straciło swoje ubezpieczenie zdrowotne, 14% nie dostało się do wybranej szkoły, a 15% nie uzyskało kredytu.

Badania prowadzone były w Kanadzie, Niemczech, Irlandii, Hiszpanii i oczywiście USA. Podejrzewam, że w naszym kraju dane wyglądałyby nieco inaczej, jednak informacje podane przez Microsoft dają do myślenia. Przede wszystkim, jak łatwo dzisiaj zniszczyć człowieka lub przynajmniej przekłamać jego obraz za pomocą ogólnie dostępnych narzędzi.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • dr web

    i to napisal gosc ktorego nazwiska nie ma w sieci :P

  • Balsamista

    dr web: i to napisal gosc ktorego nazwiska nie ma w sieci :P

    a to napisał ktoś, kto najprawdopodobniej przeczytał ale nie zrozumiał tekstu.

    Przecież nie chodzi o to aby nie było Twojego nazwiska w sieci. Tylko o to by mieć świadomość, że każda akcja w internecie ma swoje konsekwencje.
    Możesz kreować swoje dobre lub złe imię poprzez to medium.

  • http://australiana.pl Asia

    Sama do niedawna nie zdawałam sobie z tego sprawy. Na szczęście większość tego „szpiegowania” służy lepszemu targetowaniu reklam. Tylko co będzie później….

  • Pingback: Blog NetCenter Solution · Prasówka 26.01.2012

  • botak

    Od dłuższego czasu mam manię dotyczącą mojej aktywności w sieci i kojarzenia ze sobą moich danych, które tam zostawiam. Sukcesywnie usuwam jakiekolwiek powiązania między moimi mailami, kontami, pseudonimami. Znajomi śmieją się, że popadam w przesadę, ale wątpię by taka działalność miała mi przysporzyć problemów, raczej ten brak ‘zacierania śladów’ może się kiedyś na nich odbić. Robiąc niewielki research o człowieku po samym jego nicku można otrzymać jego imię, nazwisko, numer telefonu, nawet adres i nie mówię tu o danych z facebooka. Ludzie nie zdają sobie sprawy z jaką łatwością można wyłapać ich dane, które sami w sieci umieszczają, a drą japy o ACTA.

  • Pingback: Polskie dzieci nie są bezpieczne w internecie. Co możemy zrobić, żeby to zmienić?

  • erzete

    Wszystko fajnie, badania poruszają interesujący (dla każdego aktywnego internauty winien przynajmniej on takim być!) temat, tylko… Miałbym pewne zastrzeżenie co do metodologii tych badań. Dane pochodzące z badań Microsoft’u, jak zrozumiałem, mają moc jedynie deklaratywną, czyli – upraszczając – „jest tak, jak mówią” (deklarują) respondenci. A skąd np. respondent wie niby, że nie dostał pracy, bo ktoś go przejrzał uprzednio na fejście, i w związku z tym – nie zaprosił nawet na rozmowę kwalifikacyjną…? To samo tyczy się pozostałych „konsekwencji”. Wszystko zależy od tego, jaką definicję sytuacji przyjmą badani. ;-)

  • http://www.inmen.pl/ Michał

    Uważam, że to samo jest w codziennym życiu w realu. Musimy po prostu liczyć się z internetem jako formą normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. To już nie jest „elyta” ludzi z dostępem do sieci, to już nie jest coś otwartego tylko dla nielicznych. Internet jest jak równy z równym z życiem realnym. To wszystko, zamiast spotkań przy piwie jest internet. Typowa sprawa.

    • botak

      Michał: zamiast spotkań przy piwie jest internet. Typowa sprawa.

      dla mnie to nie jest typowe 0.o
      pijesz z kolegami wirtualne browary? :D