88

Koniec z przestawianiem zegarów? Posłowie uśmiercają zmianę czasu

Niebawem przyjdzie nam przestawić wskazówki zegarów: zmiana czasu z letniego na zimowy nastąpi 29 października 2017 roku. W nocy z soboty na niedzielę godzina zmieni się z 3.00 na 2.00. Niektórzy pewnie się ucieszą, bo to dodatkowe, cenne minuty (ba, całe kwadranse!) snu. Proces znamy i stosujemy od dekad, wiosną wrócimy do czasu letniego. Czy ma to sens? Zdania są podzielone. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak założyć, że zabawy zegarkami przejdą do lamusa - posłowie okazali się wyjątkowo zgodni w kwestii pozostania przy czasie letnim.

Zmiana czasu nie jest ani pomysłem nowym (po raz pierwszy zastosowano to przeszło sto lat temu), ani polskim – stosuje go kilkadziesiąt państw, głównie w Europie i Ameryce Północnej. Trzeba przy tym zaznaczyć, że ta lista była znacznie dłuższa, ale kolejne kraje odchodzą od idei majstrowania przy zegarach dwa razy w roku. Śladem np. wschodnich sąsiadów, zamierza pójść Polska. Przynajmniej na to wskazują ruchy wykonywane przez polityków.

Swoistą rewolucję na tym polu chce przeprowadzić PSL – partia zaproponowała, by od pierwszego października 2018 roku obowiązywał wyłącznie czas letni. Przez cały rok. Projekt odpowiedniej ustawy poparła jednogłośnie sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych. Oczywiście nie oznacza to z automatu zmiany prawa, ale zwiastuje powodzenie pomysłu: jeśli posłowie są teraz zgodni (a to zdarza się ostatnio rzadko), to można się spodziewać, że tak już zostanie i zmiana czasu przestanie obowiązywać – w przyszłym roku wiosną przestawimy zegary po raz ostatni. To byłaby mała rewolucja, bo w Polsce zegary przestawia się regularnie (z krótką przerwą) od czterdziestu lat.

Dlaczego przestawiamy zegary? W teorii podyktowane jest to względami ekonomicznymi. Przynajmniej było tak kiedyś. Społeczeństwo miało w bardziej efektywny sposób wykorzystywać światło dzienne i w ten sposób oszczędzać energię elektryczną. Problem polega na tym, że dzisiaj na oświetlenie przypada tylko część zużycia energii elektrycznej (znamienne, że niektórzy, zwykle osoby starsze, mówią „światło”, gdy mają na myśli energię elektryczną), a przybywa urządzeń zasilanych w ten sposób. Zmienił się nasz tryb życia, zmieniły się godziny pracy wielu mieszkańców miast, przybyło rozrywek, które sprawiają, że funkcjonujemy inaczej. Czy ma zatem sens stosowanie rozwiązania, które w czasie I wojny światowej wprowadzili Niemcy?

Wypada też wspomnieć, że zmiana czasu ma negatywne skutki gospodarcze (np. w transporcie kolejowym) czy zdrowotne: u wielu osób następuje wybicie z rytmu dobowego, zwiększa się przemęczenie, dekoncentracja, spada wydajność – te koszty dla gospodarki trudno w prosty sposób obliczyć. W tym okresie zwiększa się nawet liczba wypadków drogowych, a to niesie ze sobą dodatkowe straty. I nierzadko dramaty jednostek. Czy to jednak oznacza, że zmiany zostaną przyjęte przez wszystkich z otwartymi rękami? Z pewnością nie – pojawią się głosy krytyki. Można jednak zakładać, że po kilku latach obowiązywania nowego prawa, zwolennicy przestawiania zegarków będą się wykruszać.

Zapamiętajcie proces cofania zegarów, za który zabierzecie się za kilkanaście dni – możliwe, że tego nie powtórzycie…