147

Producenci klasycznych zegarków płaczą ze śmiechu po inwazji smartwatchy

Wersje analogowe nie mają szans w starciu z cyfrowymi, nowoczesnymi - takich opinii nie brakuje, chociaż kilka lat temu były chyba bardziej popularne. Teraz wraca moda na "stare". Pytanie tylko czy to krótkotrwałe zjawisko? Może po zachłyśnięciu się nowoczesnością ludzie chcą od niej trochę odpocząć. Ciekawie to wygląda w przypadku smartwatchy - ten segment miał być bardzo duży, pochłonąć część rynku smartfonów i wysłać na emeryturę klasyczne zegarki. Te ostatnie mają się jednak bardzo dobrze, szwajcarscy producenci notują wzrost eksportu.

Zegarki szwajcarskie miały chwilę kryzysu. Dłuższą chwilę, trwało to kilka lat. I mogło się wówczas wydawać, że to sprawka ich inteligentnych kuzynów. Okazuje się jednak, że recesja mogla mieć związek ze… zwalczaniem korupcji w Chinach. Gdy proces ten nasilił się, luksusowe czasomierze trafiały rzadziej do Państwa Środka. Ale sytuacja w najludniejszym kraju świata zaczęła się zmieniać, a to cieszy nie tylko biznesmenów, urzędników i polityków, lecz także producentów luksusowych urządzeń.

Szwajcarzy poinformowali, że w październiku eksport zegarków zaliczył największy miesięczny wzrost od stycznia 2013 roku. Składało się na niego 2,3 mln (wzrost o 10% w porównaniu do października 2016) urządzeń o wartości blisko 1,8 mld franków szwajcarskich (wzrost o ponad 9%). Co ciekawe, był to szósty z rzędu miesiąc, w którym notowano wzrosty. I chociaż wartość eksportu najtańszych modeli spadła o kilka procent, z nawiązką nadrobiły to zegarki z wyższych półek cenowych, zwłaszcza te za kilka-kilkanaście tysięcy złotych.

Rewolucję smartwatchową można już odwołać? Chociaż Apple przekonuje, że ich Watch radzi sobie dobrze, nie ulega wątpliwości, że tego samego nie można powiedzieć o całym segmencie. Jeszcze kilka lat temu producenci elektroniki prześcigali się w premierach i zapowiedziach, ale dzisiaj temat ucichł. Inteligentne zegarki częściej spotykam dzisiaj w dyskontach – rynek przygasł jeszcze szybciej, niż biznes tabletowy. Nawet wejście firmy z Cupertino nie było w stanie go odpowiednio mocno rozhuśtać.

Tymczasem klasyka nie odpuszcza. Klienci nie dali się porwać hasłom, że musi być nowocześnie, że modę, styl da się połączyć z nowinkami, kolorowym wyświetlaczem, na którym tańczyć będzie Kaczor Donald. Ktoś powie, że to się jeszcze zmieni, że trzeba poczekać, aż na rynek trafi dużo smartwatchy luksusowych, ale jakoś to do mnie nie trafia. Kilka przykładów pewnie się pojawi, firmy przetestują tę ścieżkę rozwoju, lecz to może się skończyć tak, jak głośne wejście Samsunga do tego biznesu: z dużej chmury mały deszcz.

Nie wszystko co smart, musi porywać klientów. I dobrze – to znak dla producentów, by nie kombinować za bardzo. To samo pokazały przypadki wyciskarki do soków, a potem zaparzacza do kawy. Klienci (nierzadko za sprawą mediów) zdali sobie sprawę z tego, że nie muszą mieć drogiego, inteligentnego urządzenia, by zrobić sobie herbatę lub wycisnąć sok z torebki. Nie potrzeba im też inteligentnego zegarka, żeby odczytać godzinę. Zwłaszcza, gdy wyglądem sprzęt przypomina zabawkę dla dzieci, a nie biżuterię.

Klasyczne czasomierze odzyskały wigor, rośnie zainteresowanie płytami winylowymi, w filmach i serialach twórcy odwołują się do lat 80. XX wieku, wzięciem cieszą się stare konsole. Za kilka lat do łask zaczną pewnie wracać kasety VHS, a za kilka dekad ludzie będą walczyć o to, by kupić samochód, który nie posiada opcji autonomicznej i musi go prowadzić człowiek…