45

Zdjęcia Google to usługa warta każdej złotówki

Gdy w maju 2015 roku startowały Zdjęcia Google byłem zachwycony decyzją firmy z Mountain View. Skoro w zakresie fotografii wykonaliśmy tak duży postęp, to i pod względem archiwizowania i przechowywania zdjęć zasługujemy na coś znacznie więcej, niż foldery na dyskach. Dziś, niemal 3 lata później, nie potrafiłbym z dnia na dzień zrezygnować ze Zdjęć Google, a usługa jest warta każdej złotówki.

Zdjęcia Google rozwinęły skrzydła

Zdjęcia Google wywodzą się z Google+. W pewnym momencie firma zdecydowała, że częścią serwisu społecznościowego stanie się usługa pozwalająca bezproblemowe i w pełni automatycznie tworzenie kopii zapasowej zdjęć z naszych telefonów. Takie rozwiązanie ma sporo zalet, choć oczywiście największe obawy jakie podnosi, to kwestie prywatności i bezpieczeństwa danych. Jeśli nie stanowiło to dla Was problem, to rozdzielenie Zdjęć Google i Google+ oraz uruchomienie odrębnej usługi był dla Was, jak i dla mnie, świetną wiadomością – sieć społecznościową Googlerów dogorywa, a potencjał tak świetnego produktu po prostu się marnował.

Od tamtego czasu Zdjęcia Google doczekały się całej masy aktualizacji i poprawek. Co rusz, firma prezentuje kolejne funkcje, które mają uczynić robienie, posiadanie i przeglądanie zdjęć przyjemnością zamiast wyzwania. Ci, którzy dużo fotografują wiedzą, jak nieporęczne bywa zarządzanie zdjęciami – profesjonaliści mają swoje rozwiązania, ale zwykły użytkownik smartfona oczekuje banalnej obsługi i zautomatyzowania części procesów. Dokładnie tym zajmują się Zdjęcia Google.

Zdjęcia Google to usługa warta każdej złotówki

Tak, dobrze przeczytaliście. Płacę za Zdjęcia Google. A dokładniej za przestrzeń w chmurze Google, gdzie trafiają wykonywane smartfonem zdjęcia. Oczywiście darmowa wersja pozwala na przesłanie nielimitowanej liczby fotek, które są kompresowane. Wiele zdjęć wykorzystuję jednak w swoich materiałach, a do niektórych po prostu chciałbym móc powrócić za kilka miesięcy czy lat bez obawy, że tamten zachód słońca albo wizyta w ciekawym miejscu będą w jakikolwiek sposób pozbawione maksymalnej jakości, na którą zdobył się mobilny aparat.

Dostęp z każdego urządzenia w dowolnej chwili to zdecydowanie jedna z najważniejszych cech tej usługi, ale nie ma w tym nic wybitnego na tle innych, opartych o tę samą zasadę. Tu, gdzie Zdjęcia Google odwalają największą robotę, to możliwość łatwego wyszukiwania, kategoryzowania i zarządzania fotkami. Przeszukiwanie zasobów składających się z kilkuset fotografii potrafi przyprawić o ból głowy, a co dopiero gdy zaczniemy mówić o tysiącach, może dziesiątkach tysięcy. Wyłapanie w gąszczu miniaturek tego jednego, właściwego zdjęcia nie raz graniczy z cudem. Cóż, not anymore, jak mawiają anglojęzyczni.

Wyszukiwarka to najsilniejsza broń Zdjęć Google. Niezależnie od tego, czy poszukuję fotki z konkretną osobą, z konkretnego miejsca lub z konkretną zawartością, to tak naprawdę jedyne, co muszę zrobić, to wpisać odpowiednią frazę w pole wyszukiwania. Od czasu do czasu trzeba się nieco bardziej wysilić, sięgnąć nawet po angielskie słownictwo, ale koniec końców taka metoda bywa zabójczo skuteczna. A gdy algorytmy Google zawodzą na tyle, że zawartość zdjęć nie jest właściwie rozpoznawana, to przecież pamiętamy datę lub miejsce wykonania poszukiwanego zdjęcia – dotarcie do tak wąskiego grona zdjęć jest bułką z masłem. Utworzenie albumu i udostępnienie – podobnie.

Obecnie wciąż mieszczę się w pierwszym płatnym planie (100 GB), ale za pewien czas to ulegnie zmianie. Być  może wtedy podejmę decyzję o wykupieniu jeszcze większego pakietu albo pobiorę wszystkie zdjęcia na dysk i rozpocznę proces wgrywania od zera. Do tego czasu nie zamierzam zrezygnować z możliwości usługi, bo błyskawiczny dostęp do jakiejkolwiek fotografii w dowolnym momencie to dokładnie to, co powinno iść w parze coraz lepszymi zdjęciami z telefonów (i nie tylko).