46

Znowu dam szansę filmowi Netflixa – „Titan” w teorii idealnie wpisuje się w mój gust

Już jutro na Netflix zadebiutuje nowy oryginalny film z gatunku sci-fi. Jeśli nie słyszeliście o tytule "Titan" to wcale Wam się nie dziwię, bo serwis faktycznie nie promuje tej produkcji zbyt głośno, a właściwie nie robi tego wcale - szczególnie na naszym podwórku. Wczoraj opublikowany zwiastun pozwala mi sądzić, że mimo wszystko nie będzie to tak nieudany film.

„Titan” odnosi się oczywiście do jednego z licznych księżyców Saturna. To właśnie tam ludzkość miałaby się udać w przypadku końca cywilizacji na Ziemi – większość naszej planety nie nadaje się do zamieszkania, a w ciągu 10 lat ludzkość zagłodzi się na śmierć. Ale zanim pierwsi śmiałkowie wyruszą w daleką podróż muszą się do niego przystosować poprzez ewolucję. Wyselekcjonowana drużyna rozpoczyna więc szkolenie…

Ulepszeni ludzie zapoczątkują nową cywilizację na największym księżycu Saturna – Tytanie

Jeśli opis Was zaciekawił, to jestem z Wami. Dlatego poniżej zamieszczam drugi, zdradzający podobno znacznie mniej zwiastun, który powinien Wam się spodobać. Natrafiłem na niego dopiero wczoraj, całkiem przypadkiem, gdyż umyślnie ominąłem pierwszy trailer, który ukazał się sporo wcześniej. Główne role zagrają Sam Worthington (Avatar) and Taylor Schilling (Orange Is the New Black). O ile przed seansem „Manhunt: Unabomber” powiedziałbym, że wybór Sama był błędem, o tyle po jego występie w serii Discovery Channel (u nas można oglądać na Netflix) liczę na coś dobrego. Reżyserował Lennart Ruff, twórcą historii jest Arash Amel, a scenariusz napisał Max Hurwitz.

Jak widzicie jest on pozbawiony polskiej wersji językowej, ale bez obaw – w jutrzejszej premierze filmu już jej nie zabraknie. Podejrzewam, że „Titan” trafi na Netflix w okolicach godziny 9:00.

Wiem, że do tej pory filmy Netflixa nie przekonały większości z Was

I wcale się temu nie dziwię, ponieważ większość z nich to produkcje porównywane do filmów telewizyjnych, a nie kinowych. Jest kilka wyjątków od tej reguły, ale sprawa rozbija się raczej o to, czym naprawdę jest Netflix Original, a czym nie. Anihilacja czy Okja naprawdę mi się spodobały, lecz pamiętajmy, że prawa do pierwszego filmu Netflix przejął tak naprawdę w ostatniej chwili powodując wycofanie go z kin, a drugi od początku powstawał pod skrzydłami serwisu. Niektóre z oryginalnych filmów są produkcjami docenionymi na festiwalach (Cannes, Sundance czy SXSW), ale Netflix jedynie zakupił do nich prawa. Sytuacja jest dość skomplikowana, dlatego odsyłam do mojego tekstu poświęconego oryginalnym filmom Netflix.

„Titan” może podzielić los „Bright”, ale przypomnę też o filmie „Life”, który do kin trafił i wspominam go całkiem miło, podczas gdy nie brakuje negatywnych komentarzy na jego temat. Czy „Titan” będzie wart Waszego czasu? Przekonamy się jutro. Ja jestem dobrej myśli.

Oglądaj filmy sci-fi na platformie Showmax! Jedyne 19,90 PLN za miesiąc!