42

Zapomnieliśmy, że wielkie technologiczne korporacje istnieją po to, żeby zarabiać

Sztuczna inteligencja, autonomiczne samochody, drony, roboty, inteligentne domy i miasta – wizje z filmów science-fiction właśnie spełniają się na naszych oczach. Człowiek kawałek po kawałku oddaje swoje życie w ręce technologii. Konsekwencje tego odczujemy już za chwilę. Najwyższa pora się obudzić i zacząć decydować o wpływie technologii na nas samych.

Szklanka jest do połowy pusta i do połowy pełna. To właśnie teraz powinniśmy podejmować decyzje, które wpłyną na to, jaki scenariusz przyszłości się ziści. Pojęcie polityków o technologii, rozwijanych przez Google’a, Facebooka, Amazon czy Microsoft projektach jest nikłe. Świadomość nadchodzących zmian? Cóż, mam wrażenie, że ze świecą możemy szukać rządzących, którzy mają o tym jakiekolwiek pojęcie. A tymczasem powinny już powstawać akty prawne regulujące działanie robotów, autonomicznych samochodów i wielu innych. Ważna jest przy tym transparentność i odpowiedzialność, bo ważą się losy społeczeństwa. AI, robotyka, automatyzacja pracy odegrają niebagatelną rolę w kształtowaniu tego, jak będziemy funkcjonować za 10, 20 lat.

Sęk w tym, że rządy państw i politycy w zdecydowanej większości nie zdają sobie sprawy z ryzyka oraz zagrożeń płynących z nadchodzących zmian. Dotąd historia nie zna żadnego przypadku ustawodawstwa, które poprzedzałoby potęp technologiczny. Pewne decyzje dotyczące robotyki i regulacji z nią związanych (w tym dochodu gwarantowanego) mogą zapaść na szczeblu unijnym, ale dyskusje dopiero trwają. Przy czym najgorszym, co można w tym wypadku zrobić, to postawienie absolutnego tak lub absolutnego nie.

Nadchodzące zmiany rodzą bowiem zbyt wiele pytań, na które trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Jaką decyzję podejmie samochód autonomiczny w obliczu wypadku? Poświęci życie pasażera czy dwóch przechodniów? Część z was zapewne powie – dwa życia są cenniejsze. A co w sytuacji, gdy pasażerem jest kobieta w ciąży, a przechodniami miejscowi kieszonkowcy z bogatą kartoteką? Takich etycznych i moralnych problemów nieustannie przybywa.

tablet i laptop

Trudno w to uwierzyć, ale w większości stanów w USA najpopularniejszym zawodem jest kierowca ciężarówki. Skonfrontujmy to z nadchodzącymi zmianami, autonomicznymi pojazdami – w tym również ciężarowymi, co już testują wybrani producenci (m.in. Volvo). Problem widać gołym okiem. Sposobów na jego rozwiązanie jest mnóstwo. Reedukacja kierowców, budowa fabryk i zaangażowanie milionów ludzi w produkcję tychże ciężarówek to tylko jeden z nich.

Najwyższa pora się obudzić, szukać rozwiązań, budować społeczeństwo obywatelskie, któremu nie jest obojętny rozwój technologii oraz odpowiadające na niego zmiany prawne. Zapomnieliśmy, że wielkie technologiczne korporacje istnieją po to, żeby zarabiać. Ich celem nie jest uczynienie świata lepszym, pomoc ludziom czy eliminowanie istniejących problemów – to środki prowadzące do jednego, nadrzędnego celu, jakim jest przynoszenie zysków. Łudzimy się jednak, że jest inaczej i z ochotą zakładamy konta w kolejnych serwisach społecznościowych, kupujemy głośniki z asystentami głosowymi podsłuchującymi nas w domach przez 24 godziny na dobę. Nosimy w kieszeniach czarne skrzynki z całym naszym życiem, do których dostęp ma każdy programista, którego aplikacja otrzyma stosowne uprawnienia. Żyjemy tak, bo jest łatwiej i wygodniej.

Sam nie jestem wyjątkiem. Coraz częściej jednak czuję przerażenie, widząc skalę tak zwanego „postępu technologicznego”. Nazwijcie mnie zgorzkniałym paranoikiem. Pamiętajcie jednak, że kiedy za kilkanaście lat wyjdziecie z pikietami na ulice, będzie już za późno.

  • Krzysztof D

    Pan redaktor zapomina o środowisku w którym te korporacje funkcjonują. Jak na razie są one podległe pod prawodawstwo krajów w których działają. O ile nie mówimy totalitaryzmach, mechanizmy demokratyczne mają całkiem realną siłę wpływania na sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. Zasadniczo i dyktatorzy mają narzędzia do naginania przedsiębiorców do swojej woli, tyle że są one nieco mniej subtelne i w założeniu letalne.

    Zarządy ponadnarodowych kolosów zdają się być nieświadomi faktów, że co prawda mogą decydować o przepływie pieniądza i środków produkcji pomiędzy różnymi krajami (systemami podatkowymi, legislaturą) może to jednak doprowadzić do wdrażania przez państwa mechanizmów obronnych. Nie mówię tu o cłach, nacjonalizacji majątku (np. Wenezuela), ale o scenariuszu w którym pracownicy jakiegoś podmiotu zaczynają być traktowani jak kryminaliści (Uber, serwisy publikujące torrenty, Airbnb w Niemczech)

    • borysses

      Pan redaktor zapomina o środowisku w którym te korporacje funkcjonują.
      Jak na razie są one podległe pod prawodawstwo krajów w których działają.

      To tylko iluzja.

      https://www.cambridge.org/core/journals/perspectives-on-politics/article/testing-theories-of-american-politics-elites-interest-groups-and-average-citizens/62327F513959D0A304D4893B382B992B

      scenariuszu w którym pracownicy jakiegoś podmiotu zaczynają być traktowani jak kryminaliści

      Czemu nie właściciele? Prawo korporacyjne jest poryte bardziej niz powierzchnia ksiezyca. Korporacja jest czlowiekiem i przysluguja jej wszystkie z tego tytulu prawa. Rownoczesnie jakakolwiek odpowiedzialnosc za lamanie prawa przez korporacje jest tak rozwadniana, ze skazywanie wyzszych ranga pracownikow to raczej wyjatek niz regula.

    • Krzysztof D

      Raczej łatwiej udowodnić winę szeregowemu pracownikowi, czy nadzorowi średniego szczebla. Wierchuszka się obroni i zasłoni niewiedzą. Jednak w chwili gdy udowodni im się winy odpowiadają (zarząd i rada nadzorcza plus komisja rewizyjna) całym swoim majątkiem. Rzadko bo rzadko ale jednak się zdarza a praca naukowa dotyczy Stanów.
      Zadaniem obywateli jest wybieranie takich władz (samorządy, sejmiki wojewódzkie,parlament, prezydent) żeby do takich patologii jak w USA nie dochodziło.

      My jesteśmy Suwerenem i to na nas spoczywa odpowiedzialność wyboru światłych i uczciwych przedstawicieli naszych interesów. Bez jojczenia, jęczenia, prychania i sarkania, do Urn Wyborczych i nie wybierać mi byle idiotów z ładną gęba i sianem w łbie.
      Spędźcie z jedno popołudnie na przeczytaniu programów partii i biografii kandydatów, wypełnijcie testy na przynależność polityczną (są takie).
      A jak ktoś zacznie „Mój głos nie ma znaczenia”, „To wszystko o kant d… rozbić ” traktujcie takiego ciołka jak ruskiego prowokatora, pożytecznego idiotę obcych wpływów, reszta inwektyw w domyśle.

    • Ogotay

      Po co od razu takie drastyczne metody. Wystarczyloby tylko by takie panstwo jak np Polska, Niemcy czy Uk wprowadzilo prawo nakazujace takim korporacja by w 100% dzielily sie informacjami jakie zbieraja od użytkowników. Taki srajtbook, google i wszystkie inne wirtualne podmioty, ktore danych zbirraja olbrzymie ilosci a potem je wykorzystuja by jeszcze wiecej kasy od nas wyciagnac,powinny te dane udostepniac a potem panstwo po doglebnej analizie mogloby te dane wykorzystac do przywrocenia zdrowej rownowagi

    • Krzysztof D

      Istnieje coś takiego jak tajemnica handlowa więc jednak nie 100% zabranych informacji tylko wybrane aspekty takie jak dane osobowe i informacje związane z bezpieczeństwem narodowym (przekazywane na podstawie wniosku prokuratury za zezwoleniem sądu), ale Jeśli chodzi o dane finansowe to już co innego. Wtedy korporacja (w założeniu spółka akcyjna) powinna być jak najbardziej transparentna. Chodzi o to aby potencjalny akcjonariusz miał pełna wiedzę na temat stanu przedsiębiorstwa. Problem tylko z koncernami zagranicznymi bo prowadzą w poszczególnych krajach działalność w oparciu o spółki córki. Jak są zarejestrowani w jakimś raju podatkowym możliwości kontroli są ograniczone.

      Wniosek prosty powinno się wprowadzić zasadę że kto chce prowadzić działalność na terenie Polski musi zarejestrować ją na jej terenie. Bez żadnych delegatur, odrębną działalność.

      Schmitt ma firmę w Niemczech, przyjeżdża do nas i musi otworzyć firmę Schmitt Polska podległą w rzeczy samej polskiemu prawu. I tyle, przelewy pomiędzy obiema firmami opodatkowane, zysku z Polski nie wydrenują do rodzimego przedsiębiorstwa, wiadomo gdzie płacić dochodowy (pracownik może być zatrudniony w obydwu firmach, ale pracodawcy muszą ewidencjonować gdzie i za ile wykonywał pracę)

      Da się uszczelnić system i zdyscyplinować zachodnie koncerny.

  • ofca

    > Zapomnieliśmy, że wielkie technologiczne korporacje istnieją po to, żeby zarabiać

    Jacy „my”?
    Wyszukiwarka Google, serwisy spolecznosciowe FB, Twitter i reszta to nie sa darmowe rzeczy, ktore nam sie naleza. To uslugi oferowane przez te firmy.

    Chyba Wy zapomnieliscie, ze to sa firmy zarabiajace na swoich produktach, a nie cos, co sie „wam” nalezy. I te firmy maja prawo zarabiac.

    Poza tym – nie ma przymusu korzystania z nich, wiec te pretensje sa jakby nieuzasadnione troche :P

    Jak ktos idzie do Tesco na zakupy, to nie oczekuje, ze wezmie sobie z polki co bedzie chcial i sobie wyjdzie bez placenia, bo „zapomnial” po co Tesco powstalo.

    > Pamiętajcie jednak, że kiedy za kilkanaście lat wyjdziecie z pikietami na ulice, będzie już za późno.

    Sorry, przeciwko komu/czemu te pikiety?

    Nie bardzo rozumiem przeslanie tego artykulu.

    • stefan

      typowy clickbait. Poza tym, te złe wredne firmy płacą często duże pieniądze swoim pracownikom… a ludzie pracują żeby żyć. Dziwne? Chyba tylko dla socjalistów.

    • felieton

    • Dla takich cymbałów jak stefan właśnie napisałeś to „TL;DR Idealizujemy działania wielkich korporacji, postrzegamy je przez
      pryzmat PR-owych zagrywek, a nasza sympatia do nich sprawia, że 
      rezygnujemy z m.in.
      własnej prywatności. I druga rzecz – nie podejmujemy żadnych działań
      mających na celu prawne uregulowanie tych działań. Słowem – prawo nie
      nadąża za rozwojem technologicznym, co dziś jest imho kluczowe”. Czy uważasz, że było warto? ;)

    • stefan

      sam jesteś cymbał

    • Jak najbardziej mają prawo zarabiać. Jak najbardziej należy im się za to wynagrodzenie. Sęk w tym, że ich działania coraz bardziej nie podlegają żadnym regulacjom, a to idzie w parze z coraz większą ingerencją w nasze życie. Pierwszy z brzegu przykład – asystenci głosowi, który mogą dziś tak naprawdę wszystko. I jasne – na końcu tego wszystkiego jest jeszcze decyzja o zakupie konsumenta. Sęk w tym, że ów konsument postrzega Google’a, Facebooka i inne przez pryzmat pięknego obrazka, jaki wykreowały w jego głowie media i PR-owcy. Nie widzi, że Facebook przede wszystkim chce zarabiać pieniądze, a nie chodzi mu o podłączenie Afryki do internetu, żeby ludzie tam byli szczęśliwsi.

      TL;DR Idealizujemy działania wielkich korporacji, postrzegamy je przez pryzmat PR-owych zagrywek, a nasza sympatia do nich sprawia, że rezygnujemy z m.in. własnej prywatności. I druga rzecz – nie podejmujemy żadnych działań mających na celu prawne uregulowanie tych działań. Słowem – prawo nie nadąża za rozwojem technologicznym, co dziś jest imho kluczowe

    • Alot

      Nie odczuwam tej ingerencji.
      Może więc zamiast ‚my’ powinieneś pisać ‚ja’?
      Wiesz, tak dla zwykłej przyzwoitości, bo nie robisz tu jednak za Winkelrieda, tylko nabijasz kliki.

    • Karol Waśko

      Tylko czy prawo powinno nadążać za technologią? Prawo kosztuje nas społeczeństwo, posłowie, ekspertyzy, sejm, senat itp. a potem oczywiście prawa jazdy, dronowania i licencje. Technologia natomiastkosztuje producenta i moim zdaniem to rynek/konkurencja zweryfikuje jakość produktu i go ureguluje.
      Zresztą, czy wiesz że w Polsce nie można zarejestrować motocykla elektrycznego bo… nie ma silnika spalinowego… Tak, więc ja podziękuję za regulacje prawne i będę świadomym konsumentem.
      A odnośnie swojej prywatności mamy już stosowne prawa, które stosują się do wszystkich podmiotów w tym technologicznych.

    • Po pierwsze – „my”, jako społeczeństwo, znaczna część itp. To twój pierwszy artykuł publicystyczny w życiu? Po drugie – reductio ad absudrum. Tani chwyt. Po trzecie – właściwie to pewnie nic nie zrozumiałeś z tego tekstu.

    • Alot

      Nie. Nie ma takiej figury retorycznej ‚my’.
      Jest natomiast taki chwyt erystyczny.

    • „My” jest prawidłowo użyte w każdym artykule, w którym autor pisze o problemach społeczeństwa albo środowiska, z którym się identyfikuje.

    • Alot

      Autor usiłuje dokonać projekcji własnych fobii i słabości na całe społeczeństwo.
      Ani to prawdziwe ani uzasadnione.

    • A ty co, kosiarz umysłów, że już u niego fobię zdiagnozowałeś? A analfabetyzm technologiczny to żadna „nieuzasadniona projekcja”, jeżeli weźmie się pod uwagę ogół społeczeństwa. Nawet po ograniczeniu puli do osób poniżej pięćdziesiątego roku życia. Do tego dowód w postaci komentarzy pod artykułem. Dwóch cymbałów myśli, że „niewdzięcznik autor chce wszystko za darmo”, a trzeci…

  • doogopis

    Ja sądze że wszystko idzie w kierunku cyfrowej dyktatury na którą sami sie zgodzimy.
    Jak to tak dalej będzie szło to na pewno kiedyś obudzimy sie w takiej rzeczywistości.
    https://m.youtube.com/watch?v=-lVTDY75mlA
    Niby wolni ale kontrolowani na każdym kroku,a państwo wie o nas wszystko. Władza jest po to by rzadzic. Tu też mam wrażenie jakby nie kierowali sie nie naszym dobrem a zyskiem pewnych osób.
    Brak nawet kogoś kto niezależnie sie wypowie na temat zagrożeń jakie niesie takie powolne odbieranie prywatności. Przecież to nie oznacza powrotu do średniowiecza,nie! To oznacza że technologia powinna nam służyć a nie nas szpiegować by generować zysk pewnych ludzi.
    Pisze sie niby o zysku,ok. Tu coraz częściej chodzi o władze.
    Ludzie sie obudzą jak bedzie już za późno.
    Tak z drugiej strony to korporacja to kilka firm zrzeszonych w jedną. Korporacja ma status osoby prawnej jak my wszyscy. Traktowana jest jak osoba prywatna. Czy te firmy to korporacje,koncerny? Nazewnictwem sie żągluje a ciekawe jak jest?

  • Gratuluję felietonu! Była jakaś wymiana kadry na AW w ciągu ostatnich 3 lat? Wcześniej przeważały artykuły o wymowie „ja tam nie mam nic do ukrycia (i o prywatności w sieci nic nie wiem), więc mnie mogą sobie szpiegować”.

    Nie byłyby to internety, gdby było bez rady w komentarzu! ;) A oto i rada. Co najmniej jeden jaskrawy przykład. W tekście było o robotach odbierających możliwość utrzymania się – zbyt surrealistyczny nawet dla czytających to telemarketerów, którzy „polecą” jako pierwsi. W komentarzach desperacka próba podania streszczenia i wniosków na tacy – wyszło jak wyszło. Proponowałbym przykład z niedalekiej przeszłości. Może w serii „kiedyś możliwość, niedługo potem – przymus”: karty płatnicze, wrażliwe na wyciek danych kartoteki elektroniczne, śledzenie ruchu właściciela telefonu przez system i aplikacje itp.

  • Rafał Małek

    Ale po co ludzie na linii produkcyjnej ciężarówek? W pełni zrobotyzowane fabryki samochodów istniały już 30 lat temu.

  • mglamowski

    „Jaką decyzję podejmie samochód autonomiczny w obliczu wypadku? Poświęci życie pasażera czy dwóch przechodniów?”

    Odpowiedź jest bardzo prosta. Samochód autonomiczny będzie starał się uniknąć wypadku, ale priorytetem będzie ochrona pasażerów. Dlaczego? Dlatego, że samochód autonomiczny porusza się zgodnie z przepisami i bezpiecznie. Jeżeli więc dochodzi do sytuacji zagrożenia na drodze, to zdecydowanie nie z winy samochodu autonomicznego (pomijam pojedyncze przypadki, kiedy przyczyną jest awaria takiego pojazdu lub jakaś pomyłka) i tym bardziej nie z winy jego pasażerów. Nie ma znaczenia kto jest wewnątrz, a kto na zewnątrz i w jakiej liczbie. Gdyby taki samochód postępował inaczej, to łatwo byłoby tego nadużyć wychodząc na jezdnię w miejscu, w którym nie ma jak ominąć przeszkody. Taki samochód, ratując życie przechodnia, który sam o to życie nie dba, poświęciłby życie lub zdrowie pasażerów, co jest absurdem i nie ma żadnego uzasadnienia.