76

Każda karta pamięci oraz każdy pendrive może mieć zawyżoną pojemność – raport Antyweb

Dzisiejszy wpis ma być przestrogą. Przestrogą przed być może najpowszechniejszym dzisiaj przekręcie w branży elektroniki użytkowej. Nie tylko każdy z nas może stać się ofiarą takiego przekrętu, ale ogromna część z Was już takimi, zupełnie nieświadomymi ofiarami jest.

Osoby „nietechniczne” muszą po prostu przyjąć do wiadomości prosty fakt, że istnieje sposób na to, aby każdy nośnik oparty na  pamięciach flash zgłaszał systemowi operacyjnemu dowolną pojemność niezależnie od swojej nominalnej, fizycznej pojemności. Dzięki przeprogramowaniu za pomocą specjalnych narzędzi, dowolny pendrive czy karta pamięci będzie widziana w Waszym urządzeniu jako karta o pojemności dajmy na to 32 GB mimo tego, że faktycznie ma tylko 16 GB lub 8 GB. Mało tego. Taka karta czy pendrive będą do pewnego momentu działały zupełnie prawidłowo – będzie można je formatować, nagrywać na nie pliki, a także je odtwarzać. Problem pojawi się dopiero, kiedy ilość naszych danych na nośniku przekroczy jego fizyczną objętość. Nie łudźcie się jednak, że wasz komputer, telefon czy aparat fotograficzny Was w jakikolwiek sposób ostrzeże. Wasze dane będą się bez przeszkód, pozornie normalnie na nośnik zapisywać, pasek postępu pojawi się jak zawsze, a pliki będzie można nawet skopiować z nośnika z powrotem. To co jednak otrzymamy, poza nazwą i wielkością pliku nijak naszych danych nie będzie już przypominać.

Jak to możliwe? Otóż zarówno karty pamięci jak i pendrive’y zawierają mikrokontroler zarządzający fizyczną pamięcią nośnika. Mikrokontroler jest elementem uniwersalnym obsługującym nośniki o różnej pojemności. Po potraktowaniu dostarczanym przez jego producenta programatorem, łatwo można wmówić mu, że do dyspozycji ma więcej fizycznych kości pamięci niż to co jest faktycznie wlutowane w PCB. W efekcie kontroler nie tylko zgłasza urządzeniom większą ilość pamięci, ale także sam zachowuje się jakby faktycznie tej pamięci było więcej. Tyle tylko, że próba alokacji danych w takich nieistniejących kościach/obszarach to informatyczny odpowiednik pisania na Berdyczów.

To tylko zwykłe złodziejstwo?

Na pierwszy rzut oka problem dotyczy zwykłego oszustwa. Płacimy za kartę 32 GB a dostajemy coś o pojemności 8 GB. Bezużyteczne coś, ponieważ nawet zapełnienie do tej pojemności nie gwarantuje nam bezpieczeństwa naszych danych. W praktyce taki nośnik nadaje się tylko do kosza na śmieci, a ofiara oszustwa musi rozejrzeć się za nowym, tym razem ze sprawdzonego źródła.

Oszustwo i złodziejstwo jednak, jakkolwiek dotkliwe i bolesne nie jest najgorszym co może nas w konsekwencji spotkać.

Co gorszego?

Jak już wspomniałem, nośnik z zawyżoną pojemnością zachowuje się początkowo zupełnie normalnie. Niestety, ponieważ zupełnie nie wiadomo jaka jest jego prawdziwa, fizyczna pojemność, nie wiadomo też kiedy pojawią się problemy.

W życiu nietrudno o sytuacje, w której nie otworzy się pieczołowicie przygotowywana przez cały zespół oferta, akurat w trakcie wizyty klienta, nie wyświetli się składana nocami do kupy prezentacja na uczelni lub stracimy trzaskane przez całe wakacje zdjęcia z cyfrówki. W końcu wiele z danych, jakie pojawiają się na naszych pendrive’ach lub kartach SD ma wartość dramatycznie przewyższającą wartość nośnika.

Powszechność

We wstępie twierdziłem, że problem jest powszechny. Już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego:

Przerobienie karty 32 GB na taką 64 GB daje 100% zarobku. Jak ogromnie dochodowe jest przerobienie 16 GB na taką 64 GB? Nic dziwnego, że przy takich przebitkach proceder kwitnie, a na samym allegro dziennie sprzedaje się setki takich nośników. Duży dochód, prostota przekrętu oraz względne bezpieczeństwo związane z trudnością jego udowodnienia. To wszystko sprawia, że bezkarni przestępcy prowadzą ten „biznes” latami i sypiają spokojnie, bez strachu przed organami sprawiedliwości.

Prosty przepis na złoty interes

Kupno w hurcie kart „noname” 16 GB, przeprogramowanie ich i naniesienie tamponiarką nadruku z logiem jakiegoś umiarkowanie znanego producenta (z tuzami rynku trzeba uważać, żeby nie doczepił się sam producent o podróbki), to w miarę logiczne etapy. Wrzucenie na Allegro, opatrzenie informacją o promocji, wyprzedaży i okazji oraz okraszenie całości występującym co piąty wyraz słowem gwarancja, jest  też jasne. Ciekawiej się robi kiedy z naszej promowanej oferty skorzystają ludzie i karty powędrują do klientów.

Na sprzedane 100 kart ogromna większość zostanie odebrana, sprawdzona tylko czy się formatuje i zainstalowana w urządzeniach. Pozytywne komentarze się sypią, kasa leje stałym strumieniem i wszyscy są zadowoleni. Kiedy, a w zasadzie jeśli, problemy wyjdą to będzie to już po czasie, po którym nikomu nie przyjdzie do głowy reklamować taniej karty. Zresztą wystarczy zalecić format żeby mieć takiego klienta z głowy do czasu, aż znów przekroczy magiczne 16GB. Komentarz już dawno wystawiony, a na Policję przecież nikt z taką pierdołą nie pójdzie.

Część, zapewne niewielka, klientów przetestuje karty na tyle dokładnie, że pojawią się problemy. Co robimy? Przepraszamy, tłumaczymy, że mieli pecha i trafili na uszkodzony egzemplarz i bardzo chętnie zwracamy pieniądze. Klient płaci za transport w obie strony ale najczęściej i tak cieszy się, że szybko i bezproblemowo dostał pieniądze. Tym, którzy się upierają wysyłamy w zamian działającą kartę, do której parę złotych dopłacamy. Tak czy owak nadal pozytywy lecą, a „hajs się zgadza”.

Co z tymi nielicznymi, którzy znają problem, potrafią go zdiagnozować i obnażyć nasze machloje? Ci nie kupują kart za takie pieniądze. Jeśli się taki, jakimś cudem nadarzy to raczej nie wystawi negatywa w obawie, że sam dostanie go w zamian. Skrajnych pieniaczy warto przekupić (na przykład dwoma działającymi kartami), żeby komentarz wycofali…

Czy to działa? Oczywiście. Sprzedawca, od którego znajomy kupił dwie  „lewe” karty ma ponad 99% pozytywów. Przy takim rankingu nikt nie sprawdza komentarzy negatywnych lub neutralnych. A warto, tam dopiero widać czarno na białym.

Stawiam orzechy przeciw kamieniom, że wszystkie aukcje z najtańszymi ofertami dotyczą fałszowanych nośników. Wszystkie. Swojego czasu i pieniędzy na udowodnienie tej tezy mi szkoda, ale pomogę, jeśli ktoś miałby ochotę na „zakup kontrolowany”.

Nie tylko Allegro

Problem nie ogranicza się tylko do portali aukcyjnych. Niech przestrogą będzie, teraz już anegdotyczna sytuacja sprzed roku, kiedy w towarzystwie charakterystycznego dźwięku przelatujących „deadline’ów” usiłowałem oddać film montowany przez dwie bite doby dla pewnego krajowego operatora GSM. O ile na nowiutki, wyjęty przy mnie z folii, pomarańczowy nośnik materiały źródłowe weszły bez problemu, o tyle efekt mojej orki na ugorze, po przekroczeniu magicznej granicy 8 GB zawartości, za cholerę już otworzyć się nie dał. Wyścig z czasem, awaryjne przesyłanie przez Internet, ogromne komplikacje i kupa straconych nerwów – wszystko to przez oznaczony jako 16 GB pendrive. Pendrive, który zapewne w niemałej ilości jakaś firma reklamowa obrandowała i sprzedała operatorowi. Na taki sam pendrive i ten sam problem nadziałem się niedawno. Pomyślcie więc jak ogromna jest skala problemu, jeśli w dużym, międzynarodowym koncernie do dzisiaj funkcjonują te pendrive’y…

Jak kupić bezpiecznie?

Najprostsze jest hołdowanie zasadzie ograniczonego zaufania. To oczywiście dotyczy nie tylko Allegro, ale całego życia – im większa okazja tym większe prawdopodobieństwo oszustwa i tym bardziej wymaga prześwietlenia i sprawdzenia. Dobrze sobie Kochani zakonotujcie, że „nie ma darmowych obiadów”, a „okazja nigdy na człowieka nie czeka”.

Jak w przypadku większości powszechnie podrabianej elektroniki (np. słuchawek), jedyną gwarancję daje kupno markowego sprzętu u znanego, renomowanego sprzedawcy. Kupienie firmówki od „ZenonHurt” czy innego „Janusz kupno-sprzedaż” nie da żadnej gwarancji, że nasz Sandysk czy Kingston to nie podróbka opatrzona logosem za pomocą tamponiarki, w stodole za domem obrotnego przedsiębiorcy.

Jak sprawdzić?

Jeśli już daliśmy się zrobić w bambuko lub mamy dostęp do oferowanego nam okazyjnie nośnika, prosto można go sprawdzić zapełniając zdjęciami lub filmami. Trochę to potrwa (szczególnie przy dużych kartach) ale obejdzie się bez instalacji dodatkowych narzędzi i możliwe jest nawet na telefonie. Jeśli po wejściu na taki nośnik część plików będzie pozbawiona miniaturek to, cytując księdza Natanka: wiedzcie, że coś się dzieje. Pliki takie się oczywiście nie odtworzą, a to już daje nam 100% pewności, że zostaliśmy oszukani. Jeśli nie mamy tyle filmów/zdjęć, zawsze można wrzucić to samo kilka razy do podkatalogów.

Co dalej?

Jeśli kupiliśmy nośnik z zawyżoną pojemnością warto skorzystać jakiegoś narzędzia do jego sprawdzenia. PrintScreen z takiego testu uwiarygodni naszą reklamację, a podlinkowany w negatywnym komentarzu na Allegro być może ostrzeże kolejnych amatorów okazji.

Przykładem takiego programu jest FakeFlashTest do ściągnięcia z oficjalnej strony

W sieci (także pod powyższym linkiem) jest sporo poradników jak taki przeprogramowany nośnik naprawić. Wydaje się dość logiczne, że jeśli nacięliśmy się na tanią kartę 16 GB kuszące będzie używanie jej w zakresie jej fizycznych 8GB. Szczerze jednak odradzam. Niezależnie od sposobu w jaki to zrobicie (szczególnie jeśli ograniczycie się do jej przeformatowania na mniejszą pojemność), robicie to na własne ryzyko i osobiście takiej karcie nie powierzyłbym nawet fotek z wakacji nielubianego kuzyna.

Podsumowanie

Jak już pisałem proceder kwitnie. Głównie na Allegro, ale też na azjatyckich portalach aukcyjnych. Nam, konsumentom pozostaje być czujnymi i ze znacznie większą niż szczypta, ilością podejrzliwości prześwietlać zakupy nośników pamięci. Nikt nas w tym nie wyręczy. Ani Policja, ani Allegro. Szczególnie miłośnicy okazji powinni powstrzymać przyrodzony sobie pęd za promocjami i po karty pamięci oraz pendrive’y udać się raczej do marketu z elektroniką.

 

* pierwsze mylnie przypisywane M. Friedmanowi https://en.wikipedia.org/wiki/There_ain%27t_no_such_thing_as_a_free_lunch. Drugie to cytat z Wiesława Myśliwskiego.

  • galtom

    Dobry art! Bardzo dziękuje! – tylko ten tytuł… :-)

  • galtom

    Tylko tytuł do kitu!!! „Każda karta pamięci oraz każdy pendrive może mieć zaniżoną pojemność” – to co opisujesz to ZAWYŻONA pojemność.
    Zaniżona to wtedy gdy kupujesz fizycznie 64GB a urzadzenie zglasza np. 32GB

    Jak poprawisz to sie podziele ;-)

    • Andrzej Mizera

      no wlasnie tez mi sie wydaje ze powinno byc zawyzona pojemnosc

    • galtom

      To podobnie jak z „zawyżaniem” rachunku… płacimy więcej niż nominalnie powinniśmy. Zawyżona pojemność to większa niż faktyczna. Ciekawe kiedy autor się poprawi…

    • Filodendron

      Ciekawe kiedy autor się poprawi..

      Musiałby jeszcze brać czynny udział w swojej pracy, a nie jedynie naklepać, opublikować i później tylko czekać na „dziengi”. To ten dzisiejszy „profesjonalizm”. Nowy wymiar „dziennikarstwa”. Bylejakość do n-tej potęgi.

    • Nie publikuję artów i nie mam w zasadzie wpływu na to kiedy się pojawią.Tytułu sam też nie mam jak zmienić.:)

  • Przemek
    • Bart

      to w sumie przykład jak w artykule – z tym, że tu najpewniej oszukuje i przykleja nową nalepkę producent

  • Mariusz

    Niedawno napisałem wpis na ten sam temat ( http://techsavers.prv.pl/tani-pendrive-tania-karta-pamieci-czy-zawsze-sie-oplaca/ ) – próbowałem też skontaktować się z tymi nieuczciwymi sprzedawcami, niestety bez skutku.

    • mongol13

      Trudno żeby wdawali się w dyskusję. To by robili, gdyby byli uczciwi i sprzedając np pendriva 64GB 200 osobom, u 2 klientów okazałoby się, że u nich max to 32 i cyrki się dzieją. No ale skoro są świadomi tego co robią… milczeć, udawać, że nie ma problemu. Szczególnie jak nic u takiego nie kupiłeś.

  • IdontgiveaF

    Kolejny przykład na to, że ograniczenie przez allegro komentarzy wyłącznie do ostatnich 12 miesięcy to słaby pomysł. Osobiście zawsze przeglądałem negatywy żeby zobaczyć kilka rzeczy:
    1. Czy komentarze są od pieniaczy, czy też zawierają konkretne oskarżenia.
    2. Czy sprzedający w ogóle przejmuje się negatywami (odpowiada)
    3. Jeśli odpowiada, to w jakim stylu – januszowym, z wyzywaniem trudnych klientów od debili włącznie, czy jednak używając rzeczowych argumentów i przyznając się do jednoznacznych błędów jeśli takie popełnił (już nawet nie wspominam o głupim „przepraszam”)

    Nowe reguły trochę psują, jeśli sprzedawca był cwaniakiem, chamem i oszustem 3 lata temu to przecież cudowanie się nie zmieni. Dlatego nadal bym chcial mieć dostęp do tych mocno archiwalnych komentarzy. Niech gwiazdki, procenty i inne szybkie i wygodne wskaźniki będą wyliczane tylko za rok wstecz, ale treść komentarzy niech będzie widoczna po wieki :/

    Nawiązując do treści wpisu, to ostanio miałem w ręku jakieś dwa 8 GB reklamowe pendrive’y z którymi miałem problem po przekroczeniu pewnej pojemności. Mimo, że o problemie trefnych pamięci wiem od lat, nawet mi nie przyszło do głowy, że przy tak śmiesznych pojemnościach ktoś faktycznie mógł się bawić w oszukiwany firmware kontrolera.

  • Kris

    Sprzedający od stycznia 2017 nie może wystawić komentarza!
    Szach mat!

  • ktosiownik

    kilka lat temu „hitem” byly pendraki 1TB, 500GB z logo bodajze HP do zakupienia na ebayu

  • „(…) to informatyczny odpowiednik pisania na Berdyczów.” – polecam się dokształcić w temacie (prawdziwego) znaczenia tegoż powiedzenia => http://obcyjezykpolski.pl/pisz-na-berdyczow/

    • NoName1

      Chłopie, interesuje Cię treść artykułu czy wytykanie błędów? Szkoda gadać…

    • Nose4s

      Hola… języka nie kaleczymy, przysłów nie mieszamy. Oczywiście, z czasem wiele z nich straci pierwotne przesłanie, ale to nie znaczy, że można owo przesłanie kalać już teraz.

    • NoName1

      Chodzi mi głównie o to, że ktoś się „produkuje”, stara się napisać sensowny artykuł, a komentarz jaki się pojawi dotyczy błędu w opisie. Czy po to się teraz czyta cokolwiek? Chyba ważne jest przesłanie. A jeśli ktoś już nie wytrzyma bez wytykania tego błędu to może przy okazji napisać coś w stylu: „ale ogólnie artykuł dobry/znośny”. Warto pamiętać o pozytywnych aspektach a nie tylko na błędach w pisowni. Tyle w kwestii mojego nikłego wytłumaczenia

    • Nose4s

      Mogę się zgodzić. Ja po prostu uważam, że posłaniec jest tak samo ważny jak wiadomość, którą niesie, i sam w pewnym sensie jest wiadomością.

    • NoName1

      To też prawda. Jednak w sposobie komunikacji ważniejsza jest treść niż sposób jest przekazania, który mimo wszystko też jest dość ważny. W każdym razie nie będę robił offtop’u :) artykuł dobry, może więcej „zwykłych” osób zorientuje się trochę w tym temacie który bądź co bądź trwa juz naprawdę długo. Odkąd pamiętam takie procedery miały miejsce i wiele osób pisało żeby sprawdzać kartę bądź pena po kupieniu

    • Filodendron

      Może interesuje go rzetelność autora. Jeśli w jednym przypadku używa określeń, które nie wiedzą co znaczą, to skąd można mieć pewność, że w innych przypadkach nie konfabuluje?

    • Lepiej wydać się głupim nic nie mówiąc, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości – Abraham Lincoln.O ile pomyłkę, wynikającą z niewiedzy jeszcze mogę zrozumieć, o tyle poprawianie prawidłowo napisanego tekstu na coś wyssanego z palca, cóż. Do tego potrzeba wybitnej jednostki.

    • ajzzXY

      Artykuł pod względem merytorycznym oceniam dobrze, wyjaśnia on wszelkie kwestie związane z tą sprawą (czego dotyczy, gdzie występuje, jak można sprawdzić czy nie zostaliśmy oszukani, jak się nie dać oszukać).
      Jeśli chodzi o treść to zależy ona od wachlarza odbiorców, do których chcemy trafić (odbiorcy mogą być mniej lub bardziej obeznani w samym temacie, mogą być mniej lub bardziej lotni itp. …) Piękne słowa bledną, przy prostym, które trafia w sedno.
      Co do używania już mniej spotykanych słów, zwrotów, cytatów – zanim się ich użyje, warto je kilka razy sprawdzić. Co do powyższego cytatu – „Lepiej nic nie mówić i wydać się głupim, niż powiedzieć słowo i rozwiać wszelkie wątpliwości” jest to jeden z najsłynniejszych cytatów Marka Twaina, nie spotkałem się ani nie mogłem go odnaleźć w rzeczowych materiałach nt. AL, chociaż żył on wcześniej i mógł użyć takich słów…

    • Wypraszam sobie. Powiedzenia użyłem prawidłowo, zgodnie z jego słownikowym znaczeniem. A to, że historycznie powstało w przedziwny sposób i poprzez meandry historii dotarło do nas w znaczeni zasadniczo odwrotnym, niż pierwotne, to już zupełnie inna sprawa. Ja piszę dzisiaj i używam słów w ich obecnym znaczeniu. Reasumując – w języku rosyjskim (to bezpośrednio z niego pojawiło się w naszym) – „Berdyczów, rus., ale »pisz na Berdyczów«, t. j. ‘na przepadłe’”

  • LinekPark

    Dobrze wiedzieć, bo mi zestaw 32GB w fonie i karta 32GB zaczyna być za mały. Nie będę nawet kombinował. Kupię od razu w normalnym sklepie z elektroniką, gdzie już mam doświadczenia.
    Takie artykuły to powinny być nawet częściej o wielu sprawach, dobra robota!

  • Miszel

    Zastanawia mnie, że nigdzie nie porusza się tematu przeliczników MB->GB->TB gdzie zamiast 1 GB to 1024MB stosuje się przelicznik 1 do 1000 co w efekcie obcina nam wszystkim miejsce po włożeniu np. hdd do komputera.

    • Lukasz

      Stary szwindel branży jak z cyną, komputer liczy binarnie, ale cwaniaczki lecą na kasę i jak Francuzi zmieniają ślimaki w ryby.

    • Meretycz

      Jaki szwindel…? Większość świata obowiązuje układ SI i tyle.

    • Szymon L

      Większość świata jest praworęczna i w większości świata jest ruch prawostronny. Czyli co, tępimy lewusów?

    • Meretycz

      Nie, ale możemy tępić analfabetów. Gdzie napisałem niby coś takiego?

    • Szymon L

      Po prostu zabrzmiało to jak „większość ma rację nawet jeśli się myli”.

    • Meretycz

      Czyli sugerujesz, że na dworze nie ma 3 stopni celcjusza tylko 37 fahrenheita i srał pies, że to to samo?

    • Szymon L

      Temperatura taka sama tylko inna jednostka, więc w sumie to samo.
      A z pojemnością zamiast 2TB mam 1863GB, czyli orżnęli mnie na 185GB.

    • IdontgiveaF

      Zamiast 2TB masz 1863 GiB

      (…) więc w sumie to samo.

    • Meretycz

      Pojemność jest taka sama tylko jednostka inna….

    • IdontgiveaF

      W tym konkretnym przypadku nie „inna” tylko „błędna” ;)

    • Meretycz

      Podważasz układ SI? No dobra, ale na jakiej podstawie?

    • IdontgiveaF

      yyy….podważam? :)

      Jakbym kupił dysk 2TB i dostał 1863 GB, też bym się wkurzył :P Na szczęśce nigdy mi się to nie przytrafiło, bo nie mogło ;)

    • Meretycz

      Komputer nie pokazuje pojemności wg układu SI. Jak masz te 2TB to przy wskazaniu przez komputer 1863GB dostajesz…. 2TB przestrzeni. Czyli jakbyś się na termometry wkurzył, bo pokazuje Ci 37 a jest na dworze zimno.

    • IdontgiveaF

      2TB to przy wskazaniu przez komputer 1863GB

      Nie „przez komputer” tylko przez ułomny system jakim jest Windows ;) Normalny system/program wskaże mi albo 2TB albo 1863 GiB.
      Dyskutujesz z Szymonem a sam nie używasz prawidłowych jednostek.

    • Meretycz

      Ja tylko twierdzę, że nikt go nie oszukuje, nie okrada itd.

    • marcinsud

      Na takiej, że GB to 1000000 bajtów, a Szymon L pisząc że zamiast 2 TB ma 1863 GB popełnił błąd, bo GB ma dalej 2000. 1863 ma GiB. Na pudełku od dysku nie miał napisane TiB tylko TB więc skąd oburzenie? To, że używany przez niego system z różnych powodów stosuje złe jednostki nic tu nie zmienia.

    • ?
    • marcisnud

      Po prostu masz błąd w windowsie, który używa złych jednostek MB ma 1000 bajtów. MiB ma 1024 bajty

  • Nose4s

    „Wasze dane będą się bez przeszkód, pozornie normalnie na nośnik zapisywać, pasek postępu pojawi się jak zawsze, a pliki będzie można nawet skopiować z nośnika z powrotem.” <– To mały potworek, ale z jakiegoś powodu kłuje mnie w oczy.

    Zmień sobie na "Wasze dane będą się bez przeszkód, pozornie normalnie, zapisywać na nośniku, pasek postępu pojawi się jak zawsze, a pliki będzie można nawet z powrotem skopiować z urządzenia."

    Serio, zatrudnijcie sobie korektora, nawet nie chce mi się liczyć wszystkich błędów interpunkcyjnych.

    EDIT: Ah, temat w porządku, sam artykuł, merytorycznie, niczego sobie.

    • Mój sprawdzacz przecinków i innych takich, miał chyba słabszy dzień albo niechcący wysłałem tekst przed korektą. W swoim i jego imieniu posypuję głowę popiołem i przepraszam. Opierniczę go przy okazji :)

  • doogopis

    To sie nazywa kapitalizm. Jak ktoś nie wie!
    Idziesz kupujesz zasilacz 1A i może mieć 500mA, i co? Czy to nie jeden h?
    Te wiecznie palące sie tanie ładowarki? A niby wszystko ma normy.
    A poczytajcie se jakie wałki robią z akumulatorami litowymi,mam jedną z nadrukiem 1200mAh a z drugiej 1800mAh,po wielkości ma raczej 1200. A czytałem że piszą co chcą. Potem w laptopie po 3mieś bateria jest do wymiany,ale skoro taki aku ma ok 500 cykli lub więcej to powinienem rok ładować i strat nie widzieć w jakości. Czy tak jest.
    A te wszystkie buble co sie psują? Czy to nie jawne oszustwa? 15% więcej awarii powodowanych lutami bez ołowiu,aluminiowe kable pomiedziowane by pękały szybciej,postęp!
    Taniość nie wynika z potanienia procesu produkcji a ze spadku jakości!

    • LinekPark

      W tym miejscu warto by pozdrowić tanie i och achśne, wszechzayebiaszcze Xiaomi. :D

    • doogopis

      Dla pokemonów z gimbazy! I że coś tam lte 800mhz! By se mogli fotki na instagrama wysłać.

    • LinekPark

      No tego Lte800(b20) często im brakuje =D

    • Meretycz

      Ja tam mam i działa dobrze. Bateria długo trzyma, jakość połączeń jest dobra, zasięg trzyma przyzwoicie. A b20 jest jeśli się kupuje sprzęt z polskiej dystrybucji.

    • TadzikMen

      akurat telefon fajny jest ;)

    • Baterie i akumulatory pełna zgoda. Noname mają nadruki kompletnie wyssane z palca. Dlatego trzeba kupować albo firmówki albo te sprawdzone. Z ładowarkami jednak jest trochę inaczej. Teoretycznie cena zależy od mocy, więc zmiana nadruków wydaje się być kusząca. Wystarczy jednak dowolny miernik, żeby taką ładowarkę sprawdzić i przekręt udowodnić. Ładowarek mam w domu pewnie powyżej setki i z zasady sprawdzam jak działają. Nawet najtańsze, chińskie noname dają dokładnie tyle ile mają napisane.
      Z ładowarkami problemy są dwa. Po pierwsze kondensatory wysychają, w efekcie czemu stare ładowarki i zasilacze z czasem działają coraz gorzej a w końcu wcale. Po drugie, dzisiejsze urządzenia lepiej wiedzą ile prądu brać i bardzo często ograniczają możliwości ładowarki.
      Taki na przykład Surface Pro 4. Renomowany sprzęt sprzedawany ze śmiesznie małą ładowarką 31W. W sklepie Microsoftu jest akcesoryjna, dwa razy mocniejsza (65W za jedyne 400 zł). Zgadnij o ile szybciej sprzęt się dzięki niej ładuje? Zgodnie z testem na anandtech (bardzo wiarygodny IMHO serwis), czas ładowania jest identyczny! Mam na tapecie art o tym, ale robię jeszcze „research” żeby nie było, że tylko na swojego Surface chcę ponarzekać :P

    • doogopis

      Sam codziennie ładuje różne akumulatory litowe,ladowarkami z odzysku. Też mam mase zasilaczy.
      Po co ci tyle tych zasilaczy? Ja tam może mam tyle,często odzyskuje baterie od laptopów czy innych ładowalnych gadzetów. Moduje sobie potem powerbanki.
      https://uploads.disquscdn.com/images/53a444f2e6db3cde245ca6580a9cad4d6cf0cbb4c37c539579f56afd5aade23a.jpg takie małe panele sobie też robie z latarenek.
      Mam też większe panele zasilające usb.

    • Dobra, wygrałeś :) Ja montuję kamery i alarmy – przy większych instalacjach jednorazowo potrzebuję np. 50 zasilaczy. Z biegiem czasu trochę się tego nazbierało. O dziesiątkach gadżetów, sprzętów, rejestratorów itp. nie wspominając. Jak tak teraz liczę w myślach to samych routerów/switchów mam z 10 na stanie :)

    • Stary wk…

      W tanich zasilaczach do telefonów oszczędzają na transformatorach, po prostu ich brak. Jak padnie tranzystor to mamy ~230V na wyjściu.

  • Konrad Mosoń

    > Osoby „nietechniczne” muszą po prostu przyjąć do wiadomości prosty fakt, że istnieje sposób na to, aby każdy nośnik oparty na pamięciach flash zgłaszał systemowi operacyjnemu dowolną pojemność niezależnie od swojej nominalnej, fizycznej pojemności.

    Niektóre osoby „techniczne” muszą po prostu muszą przyjąć do wiadomości prosty fakt, że nie powinny pisać artykułów w których nie do końca wiedzą o czym piszą. Szczególnie gdy jest to pierwsze zdanie artykułu…

    Jak wgrasz na dysk talerzowy firmware który zgłosi inny rozmiar to też będzie widać w systemie inny rozmiar. I nie ma to związku z tym, że jest to dysk talerzowy lub kości flash. Możliwe tylko, że na kartach flashowych po prostu łatwiej to zrobić, bo dokumentacji do dysków producenci nie udostępniają.

    • mikez88

      W którym miejscu cytowanej wypowiedzi autor minął się z prawdą?

    • Konrad Mosoń

      Zdanie sugeruje, że tylko na kartach/pendrive’ach można okłamywać z rozmiarem.

    • IdontgiveaF

      To, że ty tak to odbierasz wcale nie oznacza, że tekst faktycznie to sugeruje. Od początku do końca mowa jest o kartach pamięci, bo to one, a nie dyski talerzowe, są masowo podrabiane.

      Zresztą sam zauważasz, że w przypadku dysków telerzowych jest to trudniejsze / niepraktyczne / czasem zupełnie niemożliwe.

  • zakius

    nie trzeba wyrzucać, wiele takich nośników wystarczy przeprogramować do ich właściwej pojemności
    chociaż oczywiście najlepiej reklamować

    • Podobno nie jest to takie proste. Musisz mieć programator bezpośrednio od producenta mikrokontrolera, albo ryzykować, że to nie zadziała. A jak sprawdzić tego producenta? Oszuści mają prościej, po prostu kupuję hurtem konkretny model z programatorem. Zwykły konsument z kartą noname nie będzie miał tak łatwo…

    • zakius

      dlatego najlepszym wyjściem jest reklamacja, chyba że wyceniasz swoje zdrowie na więcej niż zapłaciłeś za nośnik, bo nie wszyscy reagują pokojowo

    • Na tym polega biznes, że z reklamacjami nie ma cienia problemów. To Ci sprzedający w dobrej wierze doszukują się nie wiadomo czego i robią problemy. Złodzieje dobrze wiedzą co sprzedają i właśnie dzięki „bezproblemowym zwrotom” mają tyle pozytywnych komentarza. Tylko co z utraconymi danymi, co z naszym czasem i nerwami?

    • zakius

      cóż, znam nawet człowieka, który specjalnie czasem kupuje trefne karty w dobrej cenie bo sprzedawca wymienia je przy reklamacji na naprawdę fajne…
      ale ja jestem na to zbyt leniwy

      no i ostatnio trafiła mi się chyba z MM karta normalnej dużej marki (ale już nie pamiętam jakiej), która nie dość że miała znacznie mniejszą pojemność to ostatecznie jej kontroler zdechł i przestał cokolwiek odpowiadać

    • Ooo o tym nie pomyślałem. Faktycznie świetny livehack, który być może ukróci ten cholerny proceder. Szkoda, że nie wpadłem na to – dopisałbym do artykułu. Sposób na taniego Sandyska? Kupić najtańszą i zareklamować :P
      Z kartą z MM nie jestem przekonany. Mogła naprawdę być wadliwa. System logistyki w takich firmach powinien wykluczyć taką ewentualność.

  • tho

    Była kiedyś głośna sprawa z Grouponem, gdzie domorosły „byznesmen” chciał wprowadzić do obiegu podobne sprzęty – bodaj 32 albo 64GB, które realnie miały po 4 albo 8 i adekwatnie też kosztowały… Pisał w ofercie, że pendrive’y muszą być sformatowane w exFAT – inaczej pojemność będzie pokazywana źle. Miał tego tysiące. Na forach chwalił się, że jedzie do niego następny transport.
    Groupon najpierw zarzekał się, że każdego kontrahenta prześwietlają, a dopiero pod koniec dnia przyznali, że oferta będzie wycofana.

  • Szymon

    Poprawcie ten tytuł artykuł jest o tym, że karty mają zawyżane pojemności, a tytuł o zaniżaniu. No ludzie drodzy.

  • Worm Nimda

    Sprawa techniczna – nie ma co się bawić w zapisywanie zdjęciami i potem sprawdzenie czy się odczytają i od razu najlepiej użyć FakeFlashTest, USB Flash Drive Tester, ChipGenius czy H2testw.

  • Alot

    Oczywiście długo można się rozwodzić nad tymi, co czynią wałki, ale jak kiedyś powiedział pewien anonimowy sprzedawca kradzionych paneli radiowych – jakby kradzionych nikt nie kupował, to by nikt nie kradł.

    Reasumując więc.
    Profesjonalista nie będzie ryzykował zakupu w wątpliwej reputacji sklepie, niezależnie od promocji, bo rozumie, że od niezawodności sprzętu zależy jego praca.
    A ten kto się połasił?
    Odbijając piłeczkę przysłowiowo – Chytry dwa razy traci.

  • YY

    Płacę za kartę 64GB, a ona ma w rzeczywistości tylko 59GB, bo 1GB to 1024MB, a producent liczy jakby to było 1000MB
    To jest dopiero oszustwo i to społecznie akceptowalne!

    • IdontgiveaF

      Kupujesz i dostaje dokładnie to, co jest napisane na opakowaniu – 64 GB.

      (…) bo 1GB to 1024MB (…)

      1GB to 1000 MB lub 954 MiB, ale nigdy, przenigdy, nie 1024 MB

    • YY

      to ja w takim razie oczekuję, że Windows będzie widział to jako 64, a nie 59 i BDRip 63GB wejdzie mi na nią bez problemu

    • IdontgiveaF

      Możesz mieć pretensje do producentów softu, że posługują się jakimś żargonem a nie standardami. Jeśli system mówi Ci, że masz w czytniku kartę 59 GB, to on cię okłamuje a nie producent karty, bo karta i owszem ma 59 ale GiB.
      W linuxie jest z tym trochę lepiej, sporo programów domyślnie używa (w sensie jednoznacznego opisywania w UI) jednostek ki, Mi, Gi, Ti, ale to również nie jest regułą.

      Żeby zmieścić 63 GiB, potrzebujesz nośnika o pojemności ~67,6 GB, więc to chyba nic dziwnego, że na kartę 64GB nie wejdzie.

  • the

    Dobry artykuł, akurat kilka dni temu kupowałem microSD i właśnie na Allegro widziałem aukcje kart 128GB za 27 pln (gdzie za markową dałem prawie 200), przy czym sprzedawca ma masę pozytywnych komentarzy. Chwila googlowania i okazuje się, że jest nawet odpowiednia grupa na FB: https://www.facebook.com/STOPfakeSD, a sam proceder nieźle opisany i póki co bezkarny.

  • Tomasz Gapiński

    Zasada jest taka – nie kupować pamięci flash na allegro. Chcesz taniej – poluj na promocje w Biedrze czy Kauflandzie.