6

Wszyscy przed telewizory, laptopy i inne. „Zagubieni w kosmosie” – recenzja

“Zagubieni w kosmosie” powracają. Netflix zdecydował się nakręcić od nowa kultowy serial. Nowoczesna odsłona na pewno nawiązuje do oryginału, ale to nowa wersja dla nowych czasów. Wszystko rozpoczyna się od bardzo nieszczęśliwego wypadku, ale to co następuje później ogląda się tak przyjemnie, że nie mogę się doczekać seansu pozostałych 5 z 10 odcinków pierwszego sezonu.

Rodzina Robinsonów miała to szczęście, że wszyscy jej członkowie mogli skorzystać z programu “nowej szansy”. Wylot na nową planetę w celu jej kolonizacji daje sporo możliwości na rozpoczęcie kompletnie nowego życia, a nasi bohaterowie zdecydowanie tego potrzebują. Mają swoje problemy i opuszczenie własnej planety może uratować relacje między nimi. Będą popełniać błędy, będzie dochodzić do sprzeczek, ale przeciwności, które napotkają doprowadzą do zacieśnienia relacji.

 

Świadczą o tym pierwsze sceny, w których bohaterowie muszą bardzo szybko dostosować się do nowego otoczenia i podejmować błyskawiczne, lecz trudne decyzje. Niektórzy są zbyt ambitni, inni nie wierzą we własne umiejętności, ale z czasem to wszystko się prostuje, gdy dostrzegają, że na nowej planecie mogą zerwać z dotychczasowym wizerunkiem.

Jeśli wydaje Wam się, że macie do czynienia z czymś dość błahym, to… macie po części rację. “Lost in space” nie jest trudnym do oglądania i zrozumienia serialem sci-fi. Seans każdego odcinka jest po prostu przyjemny, bo możemy nacieszyć oczy świetnymi kadrami i ujęciami, a opowiadana historia ma w sobie wiele z typowych rodzinnych produkcji.

Jestem nieco zaskoczony poziomem efektów specjalnych w “Lost in space”. W wielu sytuacjach wykorzystano praktyczne rozwiązania – na przykład statek, na którym w pełni funkcjonalne były nawet lodówki – co wygląda fantastycznie i pomaga aktorom odpowiednio wczuć się w rolę. Gdy do gry wkracza CGI – bywałem rozdarty. Czasami była to bardzo miła niespodzianka, ale w niektórych momentach odniosłem wrażenie, że nie wszystkie prace zostały zakończone, czego efektem była moja zrzędnięta mina. Na całe szczęście, takich sytuacji jest bardzo niewiele i nawet nie zapadły mi szczególnie w pamięć.

“Lost in space” to rzeczywiście serial dedykowany rodzinnym seansom, bo prawdopodobnie każdy z widzów odnajdzie wśród bohaterów swojego odpowiednika.  Opowiadana historia nie jest przekombinowana i rozgrywa się w niedalekiej przyszłości – za około 30 lat – w co trudno uwierzyć, spoglądając na dostępną na wyciągnięcie ręki postaci technologię. Czy to cokolwiek zmienia? W żadnym wypadku, bo przecież większość z nas już dziś marzy o możliwości swobodnego podróżowania pomiędzy planetami i nazywania ich “domem”.

O tym, jak doszło do tego, że Robinsonowie znaleźli się na statku, a następnie rozbili, dowiadujemy się z flashbacków. Takie uzupełnienia aktualnie opowiadanej historii nie pozwalają się nudzić, a na retrospekcje niejednokrotnie czekałem bardziej, niż na następstwa bieżących wydarzeń. Nie żeby te drugie były mało interesujące, bo tak nie jest – po prostu byłem ciekaw w jaki sposób twórcy wyjaśnią podwaliny pod wszystkie wątki.

“Zagubieni w kosmosie” to serial przyjemny, ładny i momentami wzruszający. To na pewno nie jest produkcja goniąca za nagrodami, mająca sprostać najwyższym wymaganiom widzów, lecz mająca za zadanie umilić rodzinne popołudnie bądź wieczór. A takich wieczorów spędzicie na przykład 10 oglądając codziennie jeden odcinek. Choć możecie nie wytrzymać – sami zobaczycie.

“Zagubieni w kosmosie” debiutują na Netflix 13 kwietnia