125

YouTube zdaje się nie lubić środowiska LGBTQ i… ma problem

Tryb ograniczonego dostępu w YouTube pozwala na odfiltrowanie potencjalnie niebezpiecznych treści m. in. dla naszych dzieci. Jest to przydatna funkcja dla rodziców, którzy dbają o to, co ich pociechy mogą znaleźć w tym serwisie - z powodu specyfiki działania tego mechanizmu wybuchła mini-afera z udziałem środowiska LGBTQ, które narzeka na to, że treści pochodzące od takich osób, lub tyczące się tej tematyki są blokowane.

Po odkryciu przez osoby z rzeczonego środowiska, że większość treści tyczących się spraw m. in. gejów i lesbijek są blokowane w trybie ograniczonego dostępu, w kierunku YouTube popłynęło sporo słów krytyki. Youtuberzy o odmiennej orientacji seksualnej w różnych serwisach społecznościowych zaczęli szeroko komentować sprawę uznając słuszność idei blokowania niewłaściwych filmów, jednak nie znajdują zrozumienia dla ograniczania dostępności ich treści. Ciekawą wypowiedzią w tej materii wyróżnił się Hank Green, który podnosił kwestie małżeństw homoseksualnych, choć sam jest osobą heteroseksualną:

To nie jedyna taka wypowiedź na temat blokowania przez YouTube treści tyczących się spraw środowiska LGBTQ. Z obserwacji zainteresowanych wynika, że treści trafiające do listy wykluczających ich z widoczności w trybie ograniczonego dostępu wcale nie zawierają jednoznacznie nieodpowiednich treści. Wystarczy, że zostanie jedynie poruszona kwestia gejów lub lesbijek – w choćby luźny sposób. YouTube, analizując materiał wideo może go oznaczyć jako nieodpowiedni tylko z tego powodu.

Po fali krytyki, serwis YouTube wystosował na Twitterze oświadczenie, w którym przeprasza za zamieszanie i obiecuje zmiany, które kwestię osób LGBTQ „wyprostują”. W najbliższym czasie ma zostać wdrożona poprawka, która pozwoli nie tylko na odblokowanie treści, które nie powinny zostać ujęte na czarnej liście „ograniczonego dostępu”. W przyszłości, tego rodzaju materiały wideo będą rzadziej oznaczane jako nieodpowiednie (bo też nie wierzę w to, że wszystkie treści powinny być tam dostępne). To delikatna kwestia, toteż YouTube postanowił sytuację naprawić najlepiej, jak tylko można.

YouTube ugina się pod polityczną poprawnością?

Z jednej strony YouTube rozumiem. Na naszym rodzimym podwórku prężnie działa Sexmasterka, która chce uchodzić za seksualny autorytet, ale wychodzi jej to w formie teatrzyku z mocno pieprznym charakterem. Czy chciałbym, żeby z takich kanałów na YouTube moje dziecko czerpało wiedzę o seksie? Proszę Was. Dla mnie to bardziej perwersyjny serial komediowy i wolałbym, żeby młody człowiek nie miał do niego dostępu. I zapewne również w kręgu osób LGBTQ znalazłoby się kilka takich perełek zdatnych do natychmiastowego zablokowania.

Jednak, mając wśród swoich znajomych gejów oraz lesbijki zdaję sobie (szczątkowo) sprawę z tego, że odkrywanie odmiennej seksualności przez młodego człowieka może być traumatyczne. Zdawane mi relacje z tego, jak wyglądało „wyjście z szafy” przed rodzicami, przyjaciółmi, a nawet nauczycielami w szkole; próby samobójcze z powodu niemożności zaakceptowania swojej seksualności pozwoliły mi stwierdzić, że o ile uważam homoseksualizm za odchylenie od „większościowej normy” wspieranej przez system ewolucyjny, zjawisko samo w sobie nie jest groźne (o ile nikt z nim nie wpycha ci się do domu i sypialni) – a nawet jak pokazuje natura wbrew teorii Darwina, jest… naturalne. Pewnie narażę się tym stwierdzeniem niektórym osobom, ale zupełnie o to nie dbam. Powiem Wam tylko, że znajomość osób z tą „przypadłością” (jak się niektórym wydaje) uczy nowego spojrzenia na „problem”.

Dlatego też, YouTube powinien w bardziej stonowany sposób traktować osoby LGBTQ. Młody człowiek szukający informacji internecie np. o seksualności powinien wiedzieć o gejach i lesbijkach. Głównie dlatego, że być może sam jest w trakcie odkrywania swojej – nie chodzi mi tu o indoktrynację dzieci przez gejów i lesbijki. Bardziej o wspomniane wyżej świadectwa osób, które przeszły okres akceptacji samego siebie i są w stanie wspomóc innych, którzy nie dają sobie z tym rady.