iphone wymiana baterii
34

Tańsza wymiana baterii w iPhone? Legendarne serwisy Apple podobno wcale nie takie chętne do współpracy

Kiedy minionej jesieni wybuchł skandal z Apple w roli głównej związany ze spowalnianiem iPhone gdy ten ma zużytą baterię — wszyscy spodziewali się, że firma coś musi w tej kwestii zrobić. I faktycznie — niedługo po tym jak oficjalnie przyznali że taki proceder miał miejsce, ruszył program tańszej wymiany baterii, który potrwa do końca grudnia 2018. Okazuje się jednak, że coraz więcej zainteresowanych taką usługą zgłasza, że zostaje odesłana z kwitkiem. A przy okazji słyszymy o różnych kłopotach z serwisem...

Warunki wymiany baterii są… właściwie banalnie proste. Wiadomo, że objęte nią są modele 6, 6 plus, 6s, 6s plus, 7, 7 plus oraz SE. Jak to działa w praktyce? Rzućmy raz jeszcze okiem na ogłoszenie:

Apple obniża cenę wymiany baterii w iPhone’ach nieobjętych gwarancją o 240 zł – z 369 zł na 129 zł – dla wszystkich posiadaczy iPhone’ów 6 i nowszych modeli w przypadkach, w których zachodzi konieczność takiej wymiany.

Konieczność, to w ich mniemaniu żywotność mniejsza niż 80%, lub wówczas gdy telefon działa krócej niż powinien, co pozwalają sprawdzić testy diagnostyczne przeprowadzane przez specjalistów. Nie mówi się o tym głośno, jednak aby móc z niej skorzystać, iPhone — poza baterią — musi być w pełni sprawny. Nie przejdzie żadne uszkodzenie mechaniczne — ani wewnętrzne, ani zewnętrzne. Dlatego wielu klientów zostaje odesłanych z kwitkiem (tudzież: zaoferowana jest im najpierw dużo bardziej kosztowna naprawa innych elementów). Chociaż… niektórzy twierdzą, że obsługa serwisów robi też problemy na siłę.

BBC donosi o kilku takich przypadkach. Klient z delikatnym wgnieceniem na krawędzi, które nijak nie wpływa na działanie urządzenia dowiedział się, że zanim serwis przystąpi do naprawy — musi się z tym uporać. Koszt? Bagatela — 200 funtów. Inny klient dostarczył telefon, jak sam twierdził, w idealnym stanie — jednak serwis dopatrzył się, że mikrofon oraz głośnik nie działały jak należy. Koszt naprawy: 250 funtów. Dalej zaś czytamy, że w wysłanym iPhone 6 stwierdzono wewnętrzne uszkodzenia o którym właściciele nie mieli pojęcia… no, resztę historii już znacie.

To tylko pierwsze z wielu przypadków, o których piszą komentujący pod wpisem — bo nie chodzi tylko o baterie. Użytkownicy skarżą się, że zostani odesłani z kwitkiem nawet w przypadku napraw gwarancyjnych: mikrorysy na Apple Watch miałyby go dyskwalifikować z naprawy gwarancyjnej wyświetlacza, który rzekomo jest uszkodzony. I podobnych historii tam cały czas przybywa.

Co z tym legendarnym serwisem Apple?

Doskonale rozumiem, że naprawa urządzeń takich jak iPhone wymaga ogromnej precyzji i nawet najmniejsze odstępstwa od normy są dla serwisantów problemem. Z relacji którą czytamy wynika, że osoby odesłane z kwitkiem to nie są jednostkowe przypadki — i mowa tutaj głównie o klientach anglojęzycznych, a co z całą resztą? Ciekawa sprawa — chociaż ostatnio sam byłem świadkiem, jak Apple powiedziało, że nie mogą naprawić iPhone X ponieważ się nie włącza i… nie wiedzą, czy to faktycznie ich sprzęt. Było to dość zabawne, chociaż kto wie — może faktycznie zdarzały się przypadki takich oszustw i bez dokładnego przyjrzenia się temu co tkwi w środku, obsługa Apple Store faktycznie ma związane ręce?