Teoretycznie największy wpływ na wrażenia płynące z użytkowania danego modelu ma jego specyfikacja. W praktyce jednak za znacznie ważniejsze należy uznać całe oprogramowanie. To właśnie od niego zależy, czy ze wszystkiego będzie się dało komfortowo i intuicyjnie korzystać oraz czy będziemy chcieli pozostać przy danej marce, ponieważ akurat w przypadku Androida nakładka potrafi zrobić różnicę. Dzisiaj opiszę moją wymarzoną aplikację aparatu. Nie bez powodu zajmę się właśnie nią, bo pozostaje ona jedną z najczęściej używanych.

Spójność stylistyczna

Zacznę od aspektu wizualnego, nie mającego żadnej szczególnej korelacji z tematem użyteczności, ale powszechnie wiadomo, że co ładne to przyjemniejsze dla naszych zmysłów. Ważne, aby preinstalowana aplikacja wyglądała spójnie z resztą interfejsu. Mam tu na myśli zachowanie tego samego języka stylistycznego, co w reszcie zakamarków telefonu, ponieważ w innym przypadku dostaniemy miks godny Windowsa, w którego najnowszej odsłonie znajdziemy elementy kojarzące jeszcze poczciwego XP.

Większość firm rzeczywiście zwraca na to uwagę. Niestety, mniejsi producenci z Państwa Środka często posiłkują się najprostszymi rozwiązaniami, które nie wymagają od nich angażowania w cały proces kolejnych osób czy inwestowania jakichkolwiek dolarów. Po co się w to bawić, skoro można mieć program dostępny w każdym urządzeniu z Mediatekiem? Tak, chodzi mi w tym miejscu o aplikację, pamiętającą jeszcze lata 2012-2013. Wtedy jednak był schyłek stylistyki 3D, podczas gdy teraz jesteśmy w szczycie popularności płaskiego designu, choć patrząc na to, jak wygląda to w tanich telefonach z Państwa Środka, można w to zwątpić.

Wszystko pod ręką

Teraz przechodzimy w końcu do kwestii praktycznych. Smartfon to produkt elektroniczny, który w obsłudze ma być przyjazny dla każdego, nawet osoby zupełnie niezaznajomionej z tematem komputerów. Druga sprawa to prostota. Mnie osobiście zdecydowanie bardziej przypadają do gustu proste systemy, skrywające zaawansowane opcje w osobnym menu, a nie atakujące nas milionem możliwości już na start.

Na ekranie początkowym aplikacji aparatu powinniśmy mieć do dyspozycji kilka podstawowych przełączników. Oprócz tych oczywistych, jak m.in. do zarządzania diodą doświetlającą czy skrótem do galerii, przydatne okazują się przyciski do szybkiego włączania HDR, trybu portretowego czy samowyzwalacza, czyli stosunkowo często używanych opcji. Uważam, że równie przydatna jest możliwość natychmiastowego rozpoczęcia nagrywania filmu. W wielu modelach wymaga to przejścia w osobną zakładkę lub kliknięcia w ikonę kamery i dopiero wtedy możemy zacząć kręcenie Muppet Show. Być może sprawia to wrażenie lepiej zorganizowanego, ale nie do końca to do mnie przemawia.

Coś praktycznego

Na koniec zostawiłem problem wielu firm, czyli dawanie nadmiaru trybów dodatkowych. Owszem, kiedy oglądamy dany smartfon w sklepie i podziwiamy to, ile rzeczy jest w stanie zrobić, odmłodzić nas, sprawić, że nasze jedzenie będzie nawet smacznie wyglądać, a do tego zeskanuje książkę w trójwymiarze. Ogółem tego typu dodatków jesteśmy w stanie znaleźć sporo. Odpowiedz sobie w tym miejscu na pytanie, czy i jak często używasz niektórych trybów.

Osobiście lubię umiar w tym wszystkim. Podstawa to rozbudowany tryb manualny, w którym będziemy mogli sobie dowolnie ustawiać punkt ostrości, ISO, czas otwarcia przysłony i tym podobne. Szkoda, że często natkniemy się na mocno ograniczone. Zdarza się tak, że możemy zmienić podstawowe parametry, nie wymagające na dobrą sprawę włączania opcji profesjonalnej. Praktyczna pozostaje również panorama. Świetnie, jeżeli działa bez zastrzeżeń, choć to jest efektem tylko i wyłącznie wytężonej pracy programistów danego producenta. Obecnie standardem powinien już być także HDR.

Reszta dodatków w stylu upiększanie jedzenia czy zdjęć z nagranym dźwiękiem nie jest czymś, co powinno pojawiać się w telefonie już na start. Jakby nie było, zajmuje to cenne miejsce. Wielkość oprogramowania urosła znacznie w ciągu ostatnich lat, co szczególnie zauważymy, sprawdzając wagę, stworzonych przez społeczność, Custom ROM-ów, lżejszych kilka razy. Najrozsądniej, kiedy te tryby użytkownicy mogą pobrać ze sklepu z aplikacjami.

Przerost formy nad treścią

Aparaty w smartfonach są coraz lepsze. Dokonany przez nie postęp zdecydowanie może robić wrażenie, aczkolwiek dystans dzielący je od profesjonalnych sprzętów wciąż jest duży. Producenci starają się tuszować tą różnicę na różne sposoby. Jednym z nich jest zaoferowanie ogromnej liczby trybów dodatkowych, robiących wrażenie na wielu osobach. Szkoda jednak, że naprawdę niewiele firm dba o to, aby ich aplikacje nie tylko dobrze wyglądały, ale również były proste w obsłudze. Na szczęście da się znaleźć nieliczne wyjątki.