10

Virtus.Pro rozpoczyna rok w wielkim stylu

Jeszcze nie tak dawno ludzie świętowali z okazji rozpoczęcia nowego roku, a już za chwilę rozpocznie się kolejny miesiąc. 31 dni to wcale nie tak dużo, a jednak w tym czasie może wydarzyć się naprawdę wiele. Emocje po ELEAGUE major jeszcze nie opadły, ale i tak fani mają powody do dumy. Drużyna Virtus.Pro w styczniu rozegrała dwa ważne turnieje, w których zajęła miejsca na podium. Chłopaki często podkreślali, że początek sezonu zawsze jest u nich słabszy i sami nie wiedzą, dlaczego tak się dzieje. Dużo trenują, nie spoczywają na laurach i zawsze mierzą jak najwyżej. 2017 w przeciwieństwie do poprzedniego roku rozpoczął się dla VP fenomenalnie.

EMS One Katowice 2014 – Finał

Ich kariera rozpędziła się na poważnie po wygraniu turnieju w Katowicach trzy lata temu. Od tamtej pory chłopaki stali się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów esportowych w historii. Nic więc dziwnego, że fani oczekiwali od nich rozgrywek na najwyższym poziomie. Niestety, życie bywa nieprzewidywalne i nie raz się zdarzyło, że TaZ i spółka nie byli w stanie stanąć na wysokości zadania. Tutaj słowa „Wrócimy silniejsi” mocno zyskały na znaczeniu. Bo nasi profesjonalni gracze Potrafili odrodzić się wielokrotnie. Najbardziej dotkliwa była pierwsza połowa 2016 roku, gdzie ewidentnie coś było nie tak. Mecze uważane za proste okazały się niemożliwe do wygrania. Masa prostych błędów i brak tej werwy, za którą wszyscy uwielbiają Virtus.Pro. W takim momencie pojawiły się głosy, że czas na zmiany w składzie, gdyż inaczej będzie jeszcze gorzej. Sezonowi fani nie pomagali, a jedynie dolewali oliwy do ognia.

Obserwując kanały społecznościowe polskiego zespołu, dało się dostrzec lekki brak pewności siebie. Ostatecznie, nie poddali się. Przełamali złą passę i udowodnili wszystkim, że stać ich na wiele. Wrócili silniejsi. Polecam przypomnieć sobie wywiad z TaZem sprzed roku. Dzisiejsze Virtus.Pro jest pewne siebie, zaskakujące i wydaje się BYĆ silniejsze niż kiedykolwiek. To może być najlepszy rok w ich karierze.

Dobry początek 2017 dla Virtus.Pro

Początek 2017 to dwa ważne wydarzenia: turniej WESG (World Electronic Sports Games) i ELEAGUE major. Każda z tych imprez była oglądana przez setki tysięcy fanów esportu i Counter-Strike: Global Offensive z całego świata. W pierwszym mieliśmy dwie polskie drużyny, które zgarnęły łącznie 2,4 miliona PLN. VP udało się zająć trzecie miejsce, natomiast Team Kinguin było drugie. Zapewne część osób uważa, że ich wynik wcale do najlepszych nie należy, ale nie zgadzam się z tym. Jeżeli ktoś znalazł się na podium w danych rozgrywkach, to powinno się to traktować jako sukces.

Chłopaki pokazali, że są w o wiele lepszej formie, niż rok temu i to dopiero początek. Wystarczy popatrzeć na indywidualne sytuacje, które miały miejsce podczas WESG. Ich udział nie był zły, chociaż popełnili kilka błędów. W porównaniu do zeszłorocznej formy drużyna pokazała, że jest gotowa na nadchodzące wzywania. Nie sięgnęli po złoto i przegrali z młodszym zespołem, a i tak uważam ich występ za bardzo dobry. Mają pomysły, strategie i wolę walki, czyli to, czego jakiś czas temu mocno brakowało. Udowodnili ponownie, że stały skład zespołu, doświadczenie i porządne przygotowanie do rozgrywek pozwalają zajść naprawdę daleko w turniejach.

ELEAGUE major dopiero się zakończył, a ja nadal czuję te emocje i siłę, z jaką Virtus.Pro weszło w ten turniej. Dojście do ćwierćfinałów nie było aż tak proste, jakby się mogło wydawać, ale chłopaki osiągnęli tę pozycję z bilansem 3 wygranych. W żadnym meczu nie ulegli, chociaż czasami wydawało się, że scenariusz będzie dla nich zupełnie inny. Oni natomiast nie tylko pokonali rywali w fazie grupowej, ale i dalej nie pozwolili nikomu na przejście do kolejnych etapów. Jeżeli ktoś potrafi na mapie de_cobblestone z wyniku 3:13 zrobić 16:13 to zasługuje na wielki szacunek. Mecz odbył się bardzo późno, ale nie żałuję ani jednej minuty poświęconej na to spotkanie.

Drużyna North okazała się ciężkim przeciwnikiem, a Emil „Magisk” Reif spisywał się wręcz fenomenalnie. Do ostatniej rundy wszyscy oglądający mieli poszarpane nerwy, podobnie zresztą sami zawodnicy. Formacja pod opieką Jakuba „kubena” Gurczyńskiego musiała dać z siebie 200%, aby dotrzeć do półfinałów, ale wyszła ze spotkania obronną ręką. Według mnie następny mecz nie był już tak ciężki, bo z SK Gaming nie było już takiego ciśnienia. To Virtus.Pro narzuciło swój styl gry i miało przewagę nad rywalem. Warto wspomnieć, że chłopaki nie mieli zbyt dużo czasu na jakieś dodatkowe trening po WESG, a i tak ich gra wypadła jeszcze lepiej.

Zarówno ja, jak i wszyscy fani tej wspaniałej piątki mocno liczyliśmy, że tym razem w finalne to TaZ, Neo, Snax, Pasha i Byali zgarną puchar i będą zwycięzcami ELEAGUE major. Ostatni mecz tego wielkiego turnieju rozpoczął się dla nich dobrze. Udało się pokonać Astarlis na mapie de_nuke uzyskując wynik 16:12 dla VP. Niestety, na Overpass i Train nie było już tak kolorowo. Virtus.Pro dawało z siebie wszystko i sam do końca nie jestem przekonany, czego zabrakło w ich grze. Oponenci okazali się lepsi i to oni zostali numerem jeden całego wydarzenia, a nasi rodacy zakończyli imprezę na drugim miejscu. Zaraz po tym spotkaniu czułem niedosyt i smutek, a przecież chłopaki pokazali klasę. Ulegli jedynie raz. Należą się im brawa za taki rezultat i oczywiście dalsze wsparcie kibiców.

Virtus.Pro ma na swoim koncie już dwa sukcesy. Ekipa jest w świetnej formie i postawiła sobie wysoko poprzeczkę. Nie ma miejsca na użalanie się. Teraz to oni są głównym zagrożeniem w nadchodzących turniejach. Scena od zawsze się z nimi liczy, ale jeżeli VP tak zaczyna sezon, to dalej nie będzie łatwiej. Wydaje się, że TaZ z towarzyszami jak zawsze celuje w IEM, który chcą wygrać. O ile w 2016 miałem sporo wątpliwości, tak teraz jest spokojny, gdyż są duże szanse na zwycięstwo i tytuł mistrzowski. Dodatkowo nasi rodacy wskoczyli na drugie miejsce w rankingu HLTV.org.

Trzy lata temu nie było mi dane zobaczyć, jak sięgają po złoto, ale teraz będę mógł z trybun w Katowicach ich wspierać. Jest jeszcze trochę czasu, więc drużyna może dobrze się przygotować i znaleźć sposób na swoje obecne nemezis. Nie można lekceważyć przeciwników, bo oni też przygotują się na nadchodzący turniej. Jeżeli Virtus.Pro zaprezentuje równie wysoki poziom, co na ELEAGUE major to widzę ich na podium Intel Extreme Masters. Najlepiej na pierwszym miejscu. Muszą wziąć sprawy w swoje ręce, a udowodnili, że są do tego zdolni.

  • Bondzik

    Virtus.pro niczego nie musi udowadniać i nie musi już odnosić dużych sukcesów, to drużyna spełniona, zgarnęła w cssie wszystko co było do wzięcia. Ich pierwszy wielki sukces to CPL w 2005 r i WCG w 2006r. Od tego czasu stali się Fc Barceloną counter-strika. Mimo dużego wieku TaZa Neo i Pashy są po prostu najlepsi, a to, że przegrywają po prostu słabszy dzień, pech, lepsza dyspozycja drużyny przeciwnej czy grają na 200%, bo tylko w ten sposób można pokonać Virtus.pro kiedy mają gorszy dzień. Nie wróżę im już większych sukcesów w następnych latach bo wiek robi swoje, ale oni są już spełnieni, nic nie muszą i nie wymagajmy od nich tego to będą dłużej grali na najwyższym poziomie.

    • Kuba Borowski

      Może sceny już nie zdominują, ale w finałach ich jeszcze pooglądamy ;) no i nie ukrywajmy 2gie miejsce na majorze to też sukces. Mają kontrakt bodajże do 2020 roku, mogą podchodzić do tego luźniej, bez mentalności „nie jesteśmy już młodzi, jak nam nie będzie szło to nas wyrzucą”

    • „i nie musi już odnosić dużych sukcesów,”

      No jak to ? Tylko o drużynie na emeryturze można coś takiego napisać.

    • Loki

      Nie wiem od kiedy ich ogladasz ale wymagać czegos od drużyny która wszystko wygrała i dostarczyła tysiące godzin wrażeń jest zupełnie wystarczająca. Ja virtusow oglądam jako najlepszych w historii csa zespol i nie ważne czy wygrywają czy przegrywają samo ich oglądanie budzi emocje bo to polski zespol. A pisanie ze dobrze zaczęli rok jest typowa cebula. Jak grają dobrze to są artykuły a jak słabo to hejt.

  • PanNikt

    tekst sprawia wrażenie jakby autor interesował się e-sportem stosunkowo niedługo. Wynik na WESG, wziąwszy pod uwagę rywali i styl w jakim Virtusi odpadli z Team Kinguin, to jest dla takiego zespołu jak VP jednak porażka.

    • przemas

      haters gonna hate

    • Każdy inaczej to odbiera. Dla mnie 3 miejsce to sukces, pamiętam jaki był zeszły rok. Jeżeli ktoś jest w TOP3 turnieju, to dla mnie jest ok :)

    • PanNikt

      Nie ma tak co demonizować tego 2016, nie był taki najgorszy w ich karierze. Poza faktycznie kiepską pierwszą połową roku VP ma na koncie: wygrany Eleague w Stanach, wygrany rumuński przystanek Dreamhacka, zwycięstwo w mocno obsadzonym (zdecydowanie mocniej niż WESG) StarLadderze i w końcu 2. miejsce w Epicenter 2016.

      „Jeżeli ktoś jest w TOP3 turnieju, to dla mnie jest ok :)”

      Wg mnie takie podejście do turnieju takiego jak WESG nie jest niestety dobre. Realnie patrząc po obsadzie, drabince w jakiej było VP oraz ich umiejętnościach i doświadczeniu to dojście do finału należało do ich obowiązku i to był zapewne cel minimum jaki sobie stawiali. Nikt z VP nie był usatysfakcjonowany z takiego rezultatu w Chinach, bo tak klasowej drużynie po prostu nie przystoi radować się z takiego rezultatu na takim turnieju.

      To tak jakby Real Madryt zdobył trzecie miejsce na Klubowych Mistrzostwach Świata, a Ty byś napisał, że należy rozpatrywać to w kategoriach sukcesu. No niby można, ale bądźmy poważni :D Piona!

  • Sylwester

    nigdy nie czułem się przybity porażką Polskich Sportowców, niż po finale ELEAGUE… bezsilność zmieszana z żalem, łzami i wściekłością… przez cały wieczór pytałem sam siebie dlaczego do cholery oni to przegrali, dlaczego Astralis wyszedl ten pieprzony YOLO Rush na trainie… to są momenty, których nie da się zrozumieć, i z którymi nigdy się nie pogodzimy…

    • To prawda – to były mega emocje na końcu niedosyt i żal. Grali bardzo dobrze, nie wyszło ale nie można powiedzieć żeby to zawalili. Bardzo dobry początek roku moim zdaniem.