Wielokrotnie spotkałem się z opinią, również tu, w komentarzach Antyweb, że Google+ za wolno się rozwija i dlatego ludzie z niego uciekają, że już dawno powinien wprowadzić strony firmowe, skoro wszyscy wiedzą, że to jedna z ważniejszych cech Facebooka. Tymczasem ja myślę, że Google mógł to zrobić już w momencie zamkniętej bety, niecałe 5 miesięcy temu, lecz nie zrobił tego celowo. Co więcej sądzę, że jest to najlepsza możliwa strategia, biorąc pod uwagę konkurencję oraz sytuacje portali społecznościowych. Niesie ze sobą cały szereg zalet, które postaram się wyłuszczyć w tym artykule. Mówiąc krótko: Google bezbłędnie realizuje swój plan.

Facebook jest tak naprawdę jednym z prekursorów. Nie chodzi o to, czy był pierwszy, lecz pierwszy zdobył aż taką popularność. Do swojej pozycji dochodził powoli na zasadzie prób i błędów, wprowadzając kolejne zmiany stopniowo. Jedne lepsze, drugie gorsze, w każdym razie dzisiejszy Facebook różni się bardzo od tego z 2004 i 2005 roku.

Google natomiast startował z G+, kiedy Facebook miał ugruntowaną pozycję i przeszło 700 milinów użytkowników. Zamiast wyważać otwarte drzwi i wynajdować koło od nowa, wystarczyło skopiować wszystkie dobre pomysły, omijając te mniej udane, całość modyfikując na tyle, żeby dopasować do obowiązującej infrastruktury innych usług. Czemu zatem Google nie wprowadził od razu stron firmowych? Przecież nie jest to nazbyt skomplikowana funkcja, prawie nie rożni się od zwykłych profili, jak na razie. Samo Hangouts wydaje się dalece bardziej skomplikowane w realizacji. Czemu nie uderzył z grubej rury, przedstawiając dopieszczony w najmniejszych szczegółach, gotowy produkt?

Spotkałem się nawet z komentarzem na Antyweb, pod jednym z moich artykułów opisujących nowości na Google+, który brzmiał następująco:

Oj, z tymi nowymi funkcjonalnościami G+ to Google drobi jak gejsza. Żeby się nie przewróciło. Innymi słowy – mało, za wolno.

Google stać na ryzyko budowania serwisu po cichu i wprowadzenie gotowego produktu na rynek, nawet jeżeli ten się nie przyjmie, widać to chociażby po poprzednich próbach „uspołecznienia Google”. Stać ich również w sensie finansowym, aby długo rozwijać produkt, który nie przynosi zysku, bo nie został jeszcze upubliczniony. Mimo wszystko wprowadzenie G+ na rynek wygląda zupełnie inaczej. Powoli, jak to podkreśla zacytowany komentarz, małymi kroczkami. Moim zdaniem jest to przemyślna strategia budowania marki jaką jest Google+. Google doskonale zdaje sobie sprawę, że wygrana bitwa nie oznacza wygranej wojny.

Zastanówmy się co by było, gdyby Google przedstawił gotowy produkt, że G+ od pierwszego wyglądałby tak, jak pewnie będzie wyglądać za 2, może 3 lata.

Po pierwsze, nie ma co liczyć, że ludzie nagle rzucą się na nowy portal społecznościowy, bez względu na to jak dobry jest i o ile lepszy od konkurencji. Zaludnianie takiego serwisu to powolny proces. Ludzie są tam gdzie ich znajomi, a większość naszych znajomych to są ludzie konserwatywni, nie early adopters. Potrzebują czasu na oswojenie się ze zmianami. Innymi słowy, stawiam hipotezę, że niezależnie od tego czy G+ jest na początku dobrym, bardzo dobrym czy wręcz genialnym serwisem społecznościowym, prędkość adopcji jest podobna i sytuacja w której setki milionów użytkowników rzucają Facebooka i rejestrują się na G+ jest nie do osiągnięcia w momencie debiutu w żaden sposób.

Jeśli Google od razu wyciągnąłby wszystkie asy z rękawa nie miałby argumentów żeby stopniowo przyciągać nowych użytkowników i przypominać o sobie tym, którzy spróbowali, pobawili się i zapomnieli. Długotrwałe kuszenie małymi premierami będzie skuteczniejsze w dłuższym wymiarze czasu niż jedna wielka premiera o której przestanie się mówić nie dalej jak po miesiącu.

Po drugie, użytkownicy zasypani setkami funkcji i możliwości zamiast je wszystkie wypróbować i docenić, po prostu się pogubią. Komu starczyłoby motywacji aby siedzieć kilka dni, eksperymentować i uczyć się obsługi wszystkich nowości? Odpowiedź brzmi, jakiemuś nieistotnemu promilowi użytkowników – największym geekom. Większość funkcji zwyczajnie zmarnowałaby się niedoceniona i niewykorzystana (ile osób wie, że podobna do kręgów funkcja istniała również na Facebooku jeszcze zanim powstał G+?), część osób na pewno zniechęciłoby się do nowego serwisu, który na pierwszy rzut oka wydawałby się bardzo skomplikowany.

Kiedy Google powoli dozuje kolejne funkcje, wszyscy mają czas je poznać i się do nich przyzwyczaić. Zaczęło się od samych kręgów i chyba każdy użytkownik Google doskonale wie do czego one służą, nawet jeżeli niezbyt często z nich korzysta.

Dodatkowo przy każdej premierze nowych funkcji, tak jak wczoraj podczas debiutu stron firmowych, jest czas na zapoznanie się ze zmianami, omówienie ich na serwisach branżowych, wyłuszczenie wszystkich niuansów. Wystarczy przejrzeć RSS i zobaczyć ilu rozmaitych artykułów doczekały się strony firmowe i poprzednie aktualizacje. Doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby wszystkie nowe funkcje skomasować w jedną wielką aktualizację, nie miałbym ani czasu ani ochoty rozgryzać o co w tym wszystkim chodzi. No i oczywiście mamy efektu punktu pierwszego, przypominanie o serwisie w najlepszy możliwy sposób.

Po trzecie, Google+ ma w założeniu bardzo mocno zintegrować wszystkie usługi Google, prawdopodobnie bardziej niż się tego spodziewamy. Dokumenty, mapy, czytnik, poczta, wszystko zmienia wygląd, kolejne funkcje umożliwiają dzielenie się i współpracę wzbogaconą o Hangouts. Wyobrażacie sobie wprowadzenie tych wszystkich zmian nagle, jednego dnia we wszystkich usługach? Pomijając problemy organizacyjne tak wielkiego wdrożenia, użytkownicy doznaliby ciężkiego szoku. Zamiast oswajać się ze zmianami, pouciekaliby gdzie pieprz rośnie, do konkrecyjnych serwisów. Wpadka z Readerem byłaby przy tym niezauważalna i nieistotna.

Użytkowników nie można podchodzić z zaskoczenia, zwłaszcza jeśli zmiany są obligatoryjne i dotyczą wszystkich. Można nie kupować nowego Windowsa i siedzieć na XP nawet jak straci wsparcie, ale wygląd i funkcje usług Google zmieniają się wszystkim, czy tego chcą czy nie, w tym samym czasie.

Podsumowując, nagła, wielka premiera zmieniająca wszystko ma wątpliwe zalety, których efektów nikt nie zagwarantuje, ma natomiast cały szereg wad, które są nie do uniknięcia. Mówiąc krótko, nie jest rozsądne, żeby ryzykować wszystko nie wiedząc nawet czy są realne szanse na wygranie czegokolwiek.

Dlatego Google działa stopniowo. Celowo wprowadza nowe możliwości z dużymi odstępami czasowymi. Powolutku buduje swoją bazę użytkowników i dąży do uzyskania masy krytycznej, która spowoduje, że nawet najmniej zainteresowani technologią ludzie pójdą tam, gdzie będą ich znajomi. Ciągle przypomina o sobie znowu i znowu, każdą nową funkcją, każdą zmianą, nie tylko w Google+ ale w każdym swoim produkcie, który upodobnia się z wyglądu do G+ i otrzymuje jakiś rodzaj integracji. Oswaja nas ze zmianami drobnymi kroczkami tak, że nie zauważymy kiedy dokona się rewolucja.

Dodatkowo nawiązuje z użytkownikami dialog. Pyta jak podobają się zmiany, co chcieliby nawiązać w następnej kolejności. Buduje atmosferę dbałości o klientów, uwzględnienia ich potrzeb. Przypomina to wczesną betę Windows 7 i obecny dialog z przyszłymi z klientami na temat Windows 8. Zmiany są niemal rewolucyjne, ale nikt nie czuje się nimi niemile zaskoczony. Podczas gdy przedstawienie gotowego produktu przypominałoby premierę Windows Vista…

Proces jest powolny, bo musi taki być. W porównaniu do ewolucji Facebooka i tak wszystko dzieje się znacznie szybciej, o czym większość zdaje sie całkowicie zapominać. Nie ma sensu spodziewać się, że ów proces zakończy się w najbliższym czasie, sądzę, że plany Google sięgają co najmniej 2 lata w przód. Kiedy spotkamy się na Antyweb za 2 lata, wtedy chętnie podsumuję jak Google wywiązał się ze swojego planu i na ile bliski jest przerwania dominacji Facebooka oraz na ile trafne były moje przewidywania.

Tymczasem nie powinniśmy spodziewać się trzęsienia ziemi w świecie serwisów społecznościowych. Nie dlatego, ze Facebookowi nikt nie podskoczy, lecz dlatego, że kropla drąży skałę… powoli.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.facebook.com/riu.ueshiba Riu

    Czyli usprawiedliwiania Google ciąg dalszy….

    • Jan Rybczyński

      Dość skrajnie uprościłeś mój dość długi artykuł. Niby jaki mam interes w usprawiedliwianiu Google? Hmm?
      Możesz się nie zgodzić i stwierdzić, że to nie jest misternie uknuty plan, lecz szukanie na oślep, ale nie wmawiaj mi rzeczy, których nie robię. Interpretacja czyichś poczynań, nawet pozytywna, nie jest usprawiedliwianiem.

    • http://www.facebook.com/riu.ueshiba Riu

      Nawet jak strategia jest pełna niedoróbek, brak jest testów przed wypuszczeniem produktów, nawet jak się popełnia błędy, które popełniają początkujący… to wg Ciebie tak powinno być w przypadku tych, którzy powinni być przykładem i jest najlepiej jak tylko może być. Nie dopowiadaj sobie proszę żadnych teorii spiskowych. Jesteś bardzo subiektywny w swoim artykule, a ja mam inne zdanie i wystarczyło mi jedno zdanie, by wypowiedzieć się na temat tej subiektywności. Od tylei nic więcej :). Pozdrawiam

    • Jan Rybczyński

      A wielomiesięczne testy nowego wyglądu Gmail? A testy nowego wyglądu dokumentów? A zmiany jakie zaszły do wersji testowych do finalnych? Podajesz akurat niechlubny wyjątek, co z resztą pisałem przy okazji innego artykułu, że na tle innych zmian jest to wyjątkowo niefajna wpadka, ale nie reguła.

      Pewnie, jestem subiektywny całą gębą i o to chodziło, o wyrażenie mojego zdania na ten temat, które może okazać się prawdziwe lub nie, czas pokaże.

      W dalszym ciągu nie rozumiem w tym kontekście określenia „usprawiedliwianie”. Sam wykorzystuje wiele usług Google i wszelkie niedoróbki i opóźnienia są również mnie nie na rękę. Ale nie to jest tematem tego artykułu. Dla mnie wniosek jest jeden – większość opóźnień i luk proszących się o poprawienie to nie przypadek, ale celowe, zaplanowane działanie.

  • http://PodstawyBiznesu.pl Wojciech Wesołowski

    To dobra strategie wprowadzanie ulepszeń stopniowo …
    Co pozwala użytkownikom na zapoznania się z nowościami …
    Na pewno czeka nas wiele ciekawych i nowatorskich rozwiązań …

    • Jan Rybczyński

      ?

  • Shenson

    Bardzo dobry tekst i całkowicie się z nim zgadzam. Metoda drobnych zmian i powolnego przyzwyczajania użytkowników do nowości jest dużo lepsza od nagłego zaskoczenia ogromem funkcjonalności.

  • rolka

    Naciskajcie na Google by wreszcie zrobiło porządny GR!!!

  • Tomek Sułkowski

    Ano, w przypadku Apple w każdym razie taka strategia zdaje się sprawdzać, ma sens

    • Jan Rybczyński

      Dokładnie, wystarczy porównać sukces Apple ze zmianami w kolejnych generacjach produktów. Gdyby od razu wypuścili produkty niemal doskonałe, np. iPada z USB i slotem na karty pamięci, czy przełożyłoby się to na wyniki finansowe firmy? Myślę, że tak, negatywnie. Zamiast kupować kolejne wersje, kupilibyśmy raz na dłużej.

    • http://reklamisko.com Stare Psisko

      Gdyby od razu wypuścili produkty niemal doskonałe, np. iPada z USB i slotem na karty pamięci, czy przełożyłoby się to na wyniki finansowe firmy? Myślę, że tak, negatywnie. Zamiast kupować kolejne wersje, kupilibyśmy raz na dłużej.

      Haha, piszesz to, jakbyś popierał takie strategie, które mają na celu zwiększanie zysków kosztem funkcjonalności danych serii urządzeń. Ja rozumiem, że taki cel ma zarząd korporacji, ale inne cele mają konsumenci, którzy chcą mieć jak najlepszy produkt. (Inną sprawą jest to, że iPad podczas premiery był w zasadzie bezkonkurencyjny.)

    • Jan Rybczyński

      Oczywiście, ze z takiej strategii nie zawsze jestem zadowolony, ale dobrze jest mieć wiadomość takich mechanizmów i prawidłowo je rozpoznawać, oraz ocenić na jakie ustępstwa na naszą korzyść możemy liczyć a na jakie nie.

      Innymi słowy, nie zgadzam się, ze Google nie ma wiedzy/pomysłu jak rozwijać serwis G+. Wszystko jest zaplanowane tak a nie inaczej nie bez powodu. Całe szczęście taka polityka w przypadku webaplikacji jest mniej bolesna dla klienta niż w przypadku hardware. Tym bardziej, ze mówimy o usługach dostępnych za darmo.

    • spamerman

      Jak ktoś wpisze dokładnie nazwę firmy to i tak będzie ją miał na pierwszym miejscu. Wyjątkowo trzeba spartaczyć stronę, żeby tak nie było. I co tutaj zmieni + na początku. No chyba, że zaczną powstawać profile firmowe typu „nauka jazdy warszawa”. A może już powstają…

  • Rumcajs

    Zgadzając się co do treści artykułu, że Google rozwija się małymi krokami, to nie przekonuje mnie twierdzenie, że takim kolejnym krokiem są właśnie strony firmowe.
    Jest to zbyt mały, zbyt prosty i na tyle nieinnowacyjny dodatek, że mógłby być wprowadzony od początku. To żaden wynalazek, ludzie się dawno do tego przyzwyczaili na FB i mógł on być wprowadzony od razu.

    Bardziej te hangoutsy są pewną innowacją i mogłyby być takim krokiem.

    • Jan Rybczyński

      Skoro sam przyznajesz, ze dodatek jest prosty, to czym chcesz wytłumaczyć tak długie zwlekanie z wprowadzeniem go w życie?

      Poza tym wyszukiwanie stron firmowych z plusem na początku może potencjalnie wywrócić obecny porządek wyszukiwania, pozycjonowania i domen.Pod warunkiem, że G+ zyska odpowiednią popularność. To może być jedna z większych rewolucji od czasu powstania wyszukiwarki Google, ale jeszcze nie dzisiaj.

  • przechodzień

    „Innymi słowy, stawiam hipotezę, że niezależnie od tego czy G+ jest na początku dobrym, bardzo dobrym czy wręcz genialnym serwisem społecznościowym, prędkość adopcji(…)”
    „[za 2 lata - przyp. cytujący] chętnie podsumuję jak Google wywiązał się ze swojego planu i na ile bliski jest przerwania dominacji Facebooka oraz na ile trafne były moje przewidywania.”
    (tylko przykłady)

    Panie Janie, to od razu wartościuje g+! Zawiera w sobie jasną, choć zawoalowaną sugestię. Nie będę się skupiał na budowie, ale przypominają mi trochę podrywy kolegów informatyków, czytających poradniki NLP:)
    Coraz częściej jak tu wchodzę mam wrażenie że Antyweb stara się być bardziej opiniotwórczy niż opiniujący. Ale może mi się tylko wydaje.

    Co do g+ nie sposób się nie zgodzić, że zmiany muszą być przeprowadzane stopniowo. Ale też nie ma co popadać w hurraoptymizm – póki co nie kusi na tyle żeby zgromadzić wokół siebie większe grono użytkowników, a prędkość udostępniania nowości przypomina raczej czas realizowania reform.

    • Jan Rybczyński

      Ja pisze w kontekście wprowadzania nowego produktu na rynek. Nigdzie nie ma słowa o tym, czy chciałbym aby G+ zdobył dominującą pozycje na rynku czy nie. Jestem zafascynowany poczynaniami Google, ale w kontekście strategii, przemian, realizacji celów. Nie mówię o tym czy pochwalam i popieram te cele, mówię, ze Google doskonale wie co robi. Jednocześnie mogę być niezadowolony z dominującej pozycji Google.

      Mówiąc prościej: jeśli moje przywidywania się sprawdzą, mogę być jednocześnie zadowolony ze swojej trafnej oceny, oraz niezadowolony monopolu Google. Jedno nie przeszkadza drugiemu.

  • http://naqnaq.com WildWezyr

    O, mój stary komcio zacytowany w artykule, miło ;-).

    • Jan Rybczyński

      :-)

  • Pan Kucyk

    Google+ nie ma szczególnie dużo funkcjonalności, a te, które najbardziej konfudowały użytkowników, np. Sparks, pojawiły się od razu. Swoją drogą był to prawdziwy kasztan; używanie tego przypominało z grubsza czytanie kolejnych stron zwróconych przez wyszukiwarkę Googla. Bombowa idea.

    Brak stron firmowych, brak dostępu dla użytkowników Google Apps od początku uruchomienia usługi i trudno uznać za „przemyślaną strategię”.

    Tego typu funkcjonalność jest przeznaczona głównie dla firm, które mają działy marketingu, w których siedzą ludzie, którzy raczej by się nie pogubili w „gąszczu ficzerów”, bo właśnie są od tego, żeby się nie pogubić.

    Google ewidentnie kuleje jeżeli chodzi o marketing, strategię i pomysły co dalej poza wyszukiwarkę i sprzedaż reklam. Dodatkowo przykład Google Readera pokazuje, że IT, które było mocną stroną Googla też zaczyna obniżać loty.

    Jeśli tylko ludzie zauważą, że bardziej opłaca się zainwestować w reklamę na Facebooku (podejrzewam, że w niedalekiej przyszłości będzie to combo FB + Bing), to Google może być w dużych tarapatach.

    Swoją drogą, jakoś cicho się zrobiło o Chrome OS…

  • http://www.spieprzajgoogle.com Tomek

    Jan Rybczyński: A wielomiesięczne testy nowego wyglądu Gmail?

    Testowali ten wygląd kilka miesięcy??? I nie doszli do wniosku że jest obrzydliwy i odpychający?

  • http://www.spieprzajgoogle.com Tomek

    A skąd użytkownicy facebooka mają wiedzieć że Google dodało nową funkcję w G+? Jakbym nie miał w RSS Antyweba to bym nie wiedział. Na Onecie nie pisali, na Pudelku nie pisali, na google.pl też nie pisali. No skąd?

  • gawronzo

    Pamiętam jak eBay wchodził do Polski wypuszczając jakąś koszmarnie okrojoną i zbugowaną wersję, która stała się powszechnym pośmiewiskiem. Wtedy też dziwiono się co robi eBay, jaka strategia się za tym kryje (bo przecież taki gigant nie mógłby czegoś takiego popełnić). Nie trzeba było szukać wyszukanych eksplanacji, wymyślać niestworzonych teorii, król był nagi i „kuń wyglądał jak wyglądał”. Podobnie jest z G+ – już widać że projekt nie chwycił. Kompletnie nie istnieje w świadomości użytkowników Internetu. Nie wywołał exodusu z FB nawet na małą skalę. Zgromadził samych geeków podniecających się kręgami. Większość użytkowników to martwe dusze. To będzie Buzz 2 który pożre masę pieniędzy i czasu a na koniec będzie po cichu zamknięty. Nie życzę im źle ale tak mi to wygląda.

    • Jan Rybczyński

      Ciekawa teoria. Ja się z nią nie zgadzam, ale sam się zastanawiam kto ostatecznie będzie miał rację.

      Buzz przy skali G+ to malutki pikuś. Nie mogą go zamknąć, bo docelowa będzie zbyt mocno zintegrowany z innymi produktami.

    • spamerman

      Oj ja też się nie zgadzam. Siedzą na G+ codziennie, tworzę nowe konta i nabijam plusy swoim witrynom.

  • Danbec

    A ja pytam: jaki macie problem z czytnikiem googla? Nowy wygląd się wam nie podoba? Ok, ale nie nazywajcie go wpadką, bo żadna z was wyrocznia. Są osoby, którym pasuje taki wygląd i funkcjonalność. Szybko i sprawnie przegląda mi się na nim nowe wpisy.

    • Jan Rybczyński

      Każdy ma prawo do własnej opinii, w tym my i ja też. Nie trzeba być w tym celu wyrocznią. Z tego co się orientuje, Grzegorzowi Marczakowi się podoba, wiec trochę wrzucasz cały Antyweb do jednego wora zapominając, że wcale nie musimy być jednogłośni w swoich opiniach.

      Dla mnie czytnik jest nieprzyzwoita wpadką, totalna klapą.

    • http://www.spieprzajgoogle.com Tomek

      Pracujesz dla Google Janie? Skąd wiesz jak i z czym docelowo będzie zintegrowane G+?

      Jak G+ jest zintegrowany np. z Readerem? Można plusować newsy ale nie trzeba. Gdy G+ padnie Reader nadal będzie dobrze spełniał swoje zadanie.

    • Jan Rybczyński

      Po pierwsze były już jakieś zapowiedzi, po drugie domyślam się na podstawie dotychczasowych ruchów. Choćby integracja z wyszukiwarka na zasadzie +1 i teraz dodanych stron firmowych.

  • mariusz

    Muszę się nie zgodzić z twoim tekstem.
    Powodów jest kilka, a o tym zapomniałeś w swoim tekście.

    Google buduje g+ powoli, tylko co jakiś czas dodają coś nowego – tak zgadza się, ale to my to wiemy i my to odczuwamy.
    Kręgi, poprawki, integracja, kolejne poprawki, kolejne nowości itd.

    Problem w tym, że to my to wiemy i my to poznajemy pomału ale z mozołem.

    Teraz popatrzmy na osobę, która w grudniu wreszcie zainteresuje się google+ – szkoda tylko, że ta osoba wchodzi w to co inni znają, czyli stali bywalcy, a ona tego nie zna i będzie poznawać.
    Czy i tobie wydaje się że ona wejdzie wszędzie, ustawi wszystko?
    Google za pewne jeszcze coś dołoży przed świętami, co będzie kolejną rzeczą dla osób które nie znają google+.

    Tym samym sytuacja przedstawia się tak: to że google dozuje poprawki i zmiany to my to widzimy, bo konta mamy od pewnego czasu, zauważamy zmiany. Osoba, która będzie wchodzić do świata google+ teraz, albo za jakiś czas zderzy się… ZE WSZYSTKIMI nowinkami, rzeczami i elementami google+ – ponieważ google nie będzie tego nikomu początkującemu dozować: masz profil i z czasem damy ci to, co mają już inni – tak fajny pomysł, tylko że to dla wielu osób będzie szok, dlaczego im się coś pokazuje z opóźnieniem.

    Przykład mam na sobie: nie siedzę na FB i obecnie wchodząc tam zderzę się opcjami, ustawieniami i innymi rzeczami na FB – których nie będę rozumiał i pojmował – poco to lub na co, o co z tym chodzi, a o co chodzi z czymś innym.

    Tak samo będzie z google+ i nie jest ważne czy google teraz coś dozuje, czy nie. Bo to nam – osobą już obytym to dozuje, a osoba nowa i tak będzie musiała nadrobić to, co my już znamy lub wiemy. A to oznacza, że google+ czy jest dla początkujące, czy dla kogoś kto już trochę na nim siedzi i tak jest tym samym: nowością, gdzie wiele opcji nie zostanie ustawionych, a profil nie zostanie uzupełniony – bo zanim dana osoba osiągnie etap poznania jaki mają stali bywalcy, to do tego momentu google wprowadzi już kolejną nowość. Tylko, że to tego czasu ktoś stwierdzi jedno: google+ się nie rozwija, albo robi to bardzo wolno.

    • Jan Rybczyński

      W tym co piszesz jest wiele racji, ale:
      - poddajesz pod wątpliwość jeden z trzech punktów, a nie cały artykuł
      - w tym czasie będą już w serwisie użytkownicy, którzy g+ świetnie znają i przekażą swoją wiedzę swoim znajomym, już w tej chwili takich osób jest kilkadziesiąt milinów, to nie mało
      - podsycanie zainteresowania wciąż działa świetnie, zarówno na zarejestrowanych jak i jeszcze nie zarejestrowanych użytkowników

      Ale racja jest w tym, że użytkownicy, którzy przyjdą najpóźniej, doznają największego szoku zmiany, ale wtedy też nie będą mieli już wyboru, bo na G+ będzie wielu ich znajomych.

  • Konrad Pietrucha

    Jan Rybczyński: A wielomiesięczne testy nowego wyglądu Gmail? A testy nowego wyglądu dokumentów? A zmiany jakie zaszły do wersji testowych do finalnych? Podajesz akurat niechlubny wyjątek, co z resztą pisałem przy okazji innego artykułu, że na tle innych zmian jest to wyjątkowo niefajna wpadka, ale nie reguła.Pewnie, jestem subiektywny całą gębą i o to chodziło, o wyrażenie mojego zdania na ten temat, które może okazać się prawdziwe lub nie, czas pokaże.W dalszym ciągu nie rozumiem w tym kontekście określenia “usprawiedliwianie”. Sam wykorzystuje wiele usług Google i wszelkie niedoróbki i opóźnienia są również mnie nie na rękę. Ale nie to jest tematem tego artykułu. Dla mnie wniosek jest jeden – większość opóźnień i luk proszących się o poprawienie to nie przypadek, ale celowe, zaplanowane działanie.

    Pragnę tylko zwrócić uwagę w jaki sposób teraz prowadzi się projekty informatyczne – przy pomocy metodyk agile:
    - incrementalne zmiany
    - ciągła współpraca, konsultacje z przyszłymi użytkownikami systemu
    - planowanie tylko w zakresie aktualnego sprintu
    I to by wyjaśniało dlaczego zmiany są wprowadzane do Google+ w taki a nie inny sposób. Cała reszta choć jakoś pasuje i ma sens, to jest tylko dopasowywaniem opinii do rzeczywistości.

  • Konrad Pietrucha

    gawronzo: eksplanacji

    chyba wyjaśnień a nie eksplanacji:)

  • dzorcz

    chlopaki pytanie

    czy jak jest strona firmowa utworzona to mozna gdzies ustawic zeby po wejsciu w google plus pojawiala sie wlasnie ona a nei moj profil osobisty ?

  • Tomek

    Jak na profilu google + dodać wyświetlanie zdjęć pod nazwą profilową?

  • mariusz

    Jan Rybczyński: W tym co piszesz jest wiele racji, ale:
    - poddajesz pod wątpliwość jeden z trzech punktów, a nie cały artykuł
    - w tym czasie będą już w serwisie użytkownicy, którzy g+ świetnie znają i przekażą swoją wiedzę swoim znajomym, już w tej chwili takich osób jest kilkadziesiąt milinów, to nie mało
    - podsycanie zainteresowania wciąż działa świetnie, zarówno na zarejestrowanych jak i jeszcze nie zarejestrowanych użytkownikówAle racja jest w tym, że użytkownicy, którzy przyjdą najpóźniej, doznają największego szoku zmiany, ale wtedy też nie będą mieli już wyboru, bo na G+ będzie wielu ich znajomych.

    Tak zgadzam się, ale… google powinno stworzyć np. filmik w temacie komiksu, który pokazywał by: jak się używa wszystkich nowości i innych rzeczy, czym się różni google+ od facebook-a :)
    Fajne wprowadzenie uczy ludzi i pokazuje im, o co tu chodzi.
    Co nie zmienia faktu, że jeśli by znajoma założyła konto na g+, to najpierw obezna się w tym: co ma google+, a dopiero później zacznie szukać ludzi :) W tym czasie przydał by się jej ktoś, kto jej odpowie na pytania, jakie ją nurtują :P
    ps
    Co do artykułu to odebrałem go jako jeden punkt, a nie kilka. A to dlatego że wszystkie punkty sprowadzają się do jednego stwierdzenia :) Chyba że ktoś za słabo wyodrębnił różnice między punktami. Ale jeśli ktoś nawiązuje w punkcie 2 do punktu 1, a w punkcie 3 do punktu 2 i 1 no to moim zdaniem, trzeba to traktować jako jeden zbiorczy punkt rozbity na mniejsze punkciki, bo przekaż jaki płynie z tego tekstu jest jeden :)