7

Recenzja Woolet Glow. Trzecia edycja smart portfela z przyciskiem i zupełnie nową aplikacją

Nie jestem fanem portfeli - szczególnie tych dużych. Staram się zawsze wybrać dla siebie taki wzór, który w jak najmniejszym stopniu wypycha kieszenie. W końcu i tak noszę w nim tylko karty płatnicze i dokumenty. Woolet Glow spełnia ten wymóg, ale nie to jest tutaj kluczowe - portfel aspiruje bowiem do miana "smart", łącząc się z dedykowaną aplikacją i oferując kilka interesujących rozwiązań.

O modelu Woolet Glow pisaliśmy już w styczniu bieżącego roku. To już trzecia edycja powstałego dzięki crowdfundingowi inteligentnego portfela. Podobnie, jak pierwszą, sfinansowano ją za pomocą Kickstartera. Widać jednak ewidentnie, że akcja miała być raczej formą przedsprzedaży, bo cel ustalono na bezpieczne 5 tys. dolarów, gromadząc finalnie ponad dwa razy tyle. Glow miał być mocnym powiewem świeżości. Zrezygnowano z kilku rozwiązań na rzecz niskiej ceny. Postawiono na nową aplikację, a także dodano fizyczny przycisk, co jest dużym krokiem naprzód w porównaniu z poprzednimi edycjami.

Woolet 2.0 był już recenzowany na Antyweb przez Konrada. Wówczas pisał on o portfelu:

Podobnie jak wiele innych gadżetów (ekhem, smartwatche, ekhem), portfel wyposażony w jakąkolwiek elektronikę jeszcze przez jakiś czas nie stanie się produktem powszechnym. Na drodze ku temu stoi wiele kwestii, a najważniejszymi są brak zainteresowania, chęci i zrozumienia szeroko pojętego społeczeństwa. Portfel, którego nie da się zgubić, to bardzo kusząca propozycja, ale istnieje wciąż zbyt wiele barier, by dały się do niego przekonać miliony.

I rzeczywiście nie jest to gadżet dla każdego, choć myślę, że każdy mógłby wiele skorzystać, dzięki oferowanym przez niego funkcjom.

Design i wykonanie

Czym Glow różni się od poprzednich generacji Woolet? Przede wszystkim postawiono tutaj na kilka zmian w designie. Kieszonki na karty są teraz pionowe. Portfel też wysmuklał, otrzymał dodatkowy przycisk fizyczny, diodę LED i złącze MicroUSB służące do ładowania. To ostatnie umieszczono jednak w tak niefortunnym i niewygodnym miejscu, że ładowanie baterii bywa frustrujące. Portfel wspiera na szczęście ładowanie bezprzewodowe Qi, ale stosowną ładowarkę będziemy musieli dokupić.

Woolet Glow jest dostępny w trzech wersjach kolorystycznych: navy blue, black oraz cognac. Ja od kilku tygodni noszę w kieszeni tę pierwszą. Portfel jest naprawdę mały i poręczny, co dla mnie stanowi ogromny atut. Jego wysokość to zaledwie 112 mm, szerokość 92 mm, a grubość – jedynie 17 mm. Idealnie mieści się w niemal każdej kieszeni i nie wypycha jej.

Ma to swoją cenę, bo portfel nie posiada kieszonki na monety. Zastosowano pojedynczą kieszeń na banknoty, a także ograniczono też liczbę slotów na karty do czterech. Trzeba przyznać, że nie są one zbyt głębokie. Miewałem zatem częste obawy, że któraś się wysunie i wypadnie z portfela – szczególnie, że wkładałem je po dwie z braku miejsca.

Oprócz slotów na karty mamy tutaj trzy przegrody (jedna na zewnątrz i dwie wewnątrz) oraz, wspomnianą już, dość pojemną kieszeń na banknoty. Ciekawym dodatkiem jest uchwyt na mały długopis w miejscu zgięcia portfela. Umieszczenie go tutaj wcale nie zwiększa rażąca objętości Glow-a.

Możliwości Woolet Glow

No dobrze, ale co taki inteligentny portfel potrafi? W porównaniu z poprzednimi modelami znacznie więcej, ale ciągle nie rzuca to, moim zdaniem, na kolana.

Podstawowym mechanizmem jest tutaj oczywiście powiadamianie o utracie łączności z telefonem. Odpowiada za to dedykowana aplikacja, która, rzecz jasna, musi działać sobie w tle. Musimy też mieć włączony Bluetooth. Na pewno nie wpływa to korzystnie na baterię. W zamian możemy liczyć na to, że telefon poinformuje nas, gdy łączność z portfelem zostanie utracona (i portfel zrobi to samo – pikając). Otrzymujemy też namiary GPS na lokalizację, w której ostatni raz portfel był połączony ze smartfonem.

Na tym nie koniec. Portfel działa bowiem jak beacon i może być lokalizowany przez innych użytkowników Woolet. Dzięki temu zlokalizowanie go będzie łatwiejsze – zakładając oczywiście, że takowi użytkownicy pojawią się w pobliżu. Rozwiązanie to jest naprawdę ciekawe i może doprowadzić do zaskakujących rezultatów, w przypadku, kiedy ktoś przywłaszczy sobie nasz portfel.

Ważnym elementem jest też fizyczny przycisk tuż obok logo Woolet na froncie portfela. Może on wykonywać jedną z kilku czynności – zależnie od konfiguracji aplikacji. Jedną z nich jest zwalnianie spustu migawki aparatu – niestety nie użyjemy tutaj systemowego programu do fotografowania, tylko musi to być dedykowany klient Woolet. Inne ciekawe rozwiązanie, to oznaczanie miejsca zaparkowania samochodu, a nawet uruchamianie rejestratora dźwięku w telefonie.

Sama aplikacja przeszła sporą ewolucję w porównaniu z poprzednią wersją. Jest dość prosta i pozbawiona wodotrysków. Interfejs oparto o nawigację z wykorzystaniem dolnego paska. Nie uświadczymy tutaj żadnych elementów Material Design, jeśli chodzi o Androida. Programowi znacznie bliżej do stylistyki iOS. Ogólnie jednak spisuje się on przyzwoicie, oferując stabilne i bezproblemowe działanie. Nie zaobserwowałem tutaj żadnych problemów z łącznością. Trzeba jednak mieć na uwadze, że program musi działać cały czas w tle. EMUI w smartfonach Huawei ma tendencję do „ubijania” go, co dezaktywuje praktycznie wszystkie funkcje Woolet.

Dziwi trochę, że, choć projekt ma polskie korzenie, twórcy wydają się je całkowicie wypierać, rezygnując m.in. z języka polskiego w aplikacji. Przecież przetłumaczenie tego interfejsu zajęłoby maksymalnie godzinę…

Podsumowanie

Chciałbym napisać, że Woolet Glow to rewolucyjny produkt, za który warto zapłacić każde pieniądze. Nie do końca jednak tak czuję. Owszem, portfel jest ciekawym gadżetem, ale trudno mi go nazwać czymkolwiek więcej. Na pewno praktycznym rozwiązaniem jest tutaj ciągły monitoring, który może skutecznie uchronić nas przed kradzieżą lub zgubieniem. Klikalny przycisk został już rozwiązany w mniej przydatny sposób, ale ciągle ma sens.

 

Dużą wadą Woolet Glow jest ładowanie. Micro USB umieszczono tak gęboko, że dostanie się do niego wymaga sporo gimnastyki. Z drugiej strony będziemy z niego korzystali naprawdę rzadko – Woolet ma się ładować podobno co pół roku (mam go dopiero od kilku tygodni, więc trudno mi to zweryfikować). Ja osobiście chętnie zobaczyłbym tutaj też więcej praktycznych funkcji i mechanizmów (choć i tak dodanie przycisku i diody to ogromny krok naprzód) – niemniej zdaję sobie, że to pewnie podniosłoby znacząco cenę portfela. A ta w przypadku Glow nie jest astronomiczna, bo wynosi 410 złotych (440 w zestawie z ładowarką Qi). Jak na skórzany (jest też opcja eco) portfel z funkcjami smart, to niewiele. Jeżeli zatem potrzebujecie pierwiastka „smart” w portfelu, jest to naprawdę ciekawa, choć nieidealna propozycja.

 

+ Przyjemny, minimalistyczny design

+ Małe wymiary, nie wypycha kieszeni

+ Praktyczne funkcje zapobiegające zgubieniu/kradzieży

+ Przycisk i dioda LED

– Koszmarnie ulokowane złącze MicroUSB

– Niezbyt rozbudowana aplikacja/funkcje protfela

Ocena: 7/10