16

Wonder Boy: The Dragon’s Trap — powrót klasyka w doskonałej formie

Rynek konsolowy w Polsce przed kilkoma dekadami... właściwie nie istniał. A już ma pewno nie w formie, jakiej znali go Brytyjczycy, Amerykanie czy nawet Francuzi. Owszem, w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia można tu było nabyć 16-bitową konsolę Segi, jednak trudno mówić o tym, by cieszyła się popularnością taką jak na Zachodzie. Dlatego nie będę zdziwiony kiedy powiecie mi, że o serii Wonder Boy słyszycie po raz pierwszy. Prawdopodobnie dużo lepiej znacie Sonica czy jego największego konkurenta — Mario. I cóż mogę dodać — lepiej późno niż wcale...

Serii której trzecia odsłona po 28 latach od premiery doczekała się odświeżonej wersji. I to takiej, która może posłużyć za idealny przykład tego, jak powinny wyglądać takie zabiegi. Bowiem twórcy dokonali wszelkich starań by zadowolić zarówno świeży narybek jak i starych wyjadaczy. I co ważne — naprawdę im się to udało.

Jak w to się gra?

Wonder Boy: The Dragon’s Trap zaczyna się dość niepozornie. Wcielamy się w rolę bohatera którego pasek energii od wejścia pokazuje, że drzemie w nim naprawdę duża moc. Jednak szczęście to nie trwa długo. W pierwszych kilkunastu minutach gry docieramy do komnaty z Mecha Dragonem, którego musimy zgładzić. Jednak zamiast rozprawić się z nim raz a dobrze, ten rzuca na nas klątwę która zamienia nas w człowieka-jaszczurkę. I prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero teraz, kiedy robimy co w naszej mocy, by się jej pozbyć.

Podróż po świecie, który w jakimś stopniu otwarty jest dla nas od samego początku. Nie liczcie jednak na dostęp do wszystkiego — na ten będziemy musieli dopiero zasłużyć. Jak? Zbierając nowe bronie i umiejętności, które pozwolą nam zajrzeć do miejsc wcześniej niedostępnych. Na naszej drodze ku pierwotnej formie przyjdzie nam również zmagać się z kolejnymi klątwami, a każda nowa forma zapewni nam szereg świeżych umiejętności — m.in. chodzenie po ścianach, latanie czy pływanie.

Stara szkoła, to jest to!

Błądzenie po tamtejszych korytarzach i labiryntach nie należy do łatwych. Autorzy przygotowali na nas cały szereg pułapek i przeszkód, z którymi będziemy musieli sobie poradzić. Co więcej — jak to miały w zwyczaju gry platformowe z tamtych lat, wiele bonusów i skrótów postanowili także przed nami ukryć. Dlatego nie wahajcie się sprawdzać co kryje się dookoła. To mogą być przejścia zaklęte w pozornie identycznych kamieniach, sklepy w których nabędziecie unikalne przedmioty, albo czekające na nas skrzynki z rozmaitymi skarbami. Sprawdzanie każdego piksela nazywa się pieszczotliwie „lizaniem ścian” — i w tym tytule przynosi ono naprawdę zadowalające efekty.

Remake na wagę złota

Przyznam, że materiały promocyjne Wonder Boy: The Dragon’s Trap niespecjalnie zachęciły mnie do tej gry. Wyglądała na nich sztucznie i plastikowo, a styl kojarzył mi się mimowolnie z marnej jakości flashówką. I po spędzeniu z Wonder Boy: The Dragon’s Trap kilku dobrych godzin nie pozostaje mi nic innego, jak uderzyć się w pierś oraz przyznać do błędu. Bo może i nie jest to najlepiej wyglądająca gra na współczesnej generacji konsol, ale w praktyce wypada znacznie lepiej, niż jawiła się na trailerach. I wdzięczny jestem serwisowi Gamasutra za świetny materiał o inspiracjach i kulisach powstawania tej produkcji — prawdopodobnie bez wcześniejszego zapoznania się z nim, ominąłbym tytuł szerokim łukiem.

Wonder Boy: The Dragon’s Trap w każdej chwili pozwala nam się przełączać między starą, a nową wersją gry — zarówno w kontekście grafiki, jak i ścieżki dźwiękowej. Podczas mojej przygody korzystałem z obu tych dróg i muszę powiedzieć, że ekipa z Lizardcube we współpracy z muzykiem Michaelem Geyrem wykonali kawał doskonałej roboty. Aranżacja chiptune’owych dźwięków wypada fenomenalnie, zaś animacje które musiały pokrywać się ze starą wersją 1:1 także nie zawodzą. Autorzy włożyli ogrom serca i pracy w to, aby całość zagrała jak należy. „Odtwarzanie” gry automatycznie narzuciło im cały zestaw limitów, który udało im się naprawdę zręcznie obejść. A przez to, że cała ekipa jest ogromnymi fanami starej wersji i znają ją od podszewki zadbali o to, aby gra nie zatraciła ducha oryginału. Majstersztyk!

Dla kogo to gra?

Wonder Boy: The Dragon’s Trap to klasyk 1:1, odziany w nowe szaty. Gra nie odważyła się zmienić niczego w oryginalnym projekcie — nie liczcie zatem na taryfę ulgową w kwestii poziomu trudności czy jakichkolwiek wskazówek, które za rączkę poprowadzą was po tamtych barwnych światach. Nic z tych rzeczy. Na pocieszenie dodam, że stare kody wciąż działają — dlatego w razie potrzeby zajrzyjcie do archiwalnych magazynów sprzed lat! Jeżeli lubicie dobrze zaprojektowane platformówki 2D, a przy okazji macie trochę cierpliwości w zanadrzu — to nie zwlekajcie! Gra dostępna jest w cyfrowych sklepikach na PC, PlayStation 4, Xboxie One oraz Switchu!

  • Artur Łukasz

    szkoda że nie ma na androida.

    • Kamil

      No tak, w tej generacji ceny „mniejszych” gier nie są specjalnie przychylne. Tych 50-60zł za czasów PS3/X360 znacznie lepiej działały na wyobraźnię.

  • philipo

    W Polsce pewnie sporo osób kojarzy wersję Wonder Boy na ZX Spectrum.

    • Kamil

      Hmmm… wiedziałem że istnieje, ale nigdy nie miałem przyjemności zagrać. Była i u nas jakimś hitem, czy po prostu krążyła w podziemnym obiegu? :)

    • philipo

      Czy była hitem to nie wiem, ale pamiętam, że starszy kumpel miał na jakiejś składance

  • yagoodtp

    Nie zlicze ile bilonu poszlo na automatach na wonderboya, shinobiego itp :)

    • Kamil

      One dobrze pożerały pieniądze ;))

    • shruikan

      No chyba że miało się Sega Game Gear i tłukło się w te gry w domu :)

    • Kamil

      Byłeś jednym z tych szczęściarzy? ;)

    • shruikan

      Wszystko dzięki kuzynom we Francji… A tak swoją drogą to Shinobi się nie kończyło tylko się zapętlało z lekkimi modyfikacjami po przejściu wszystkiego. Mając mało gier się siedziało i masterowało to co było. Imho Wonderboy był taki „meh”

    • Kamil

      Wonder Boy nie jest zły. Ale jeżeli chodzi o SMD (bo to na niej grałem i gram) to jednak trylogia Sonica i Aladdin nie mają sobie równych :). Disnejowi się coś tam udało, była FENOMENALNA gra z Pocahontas (robiona przez infocom, ekipę która później dała nam the longest journey). Ale no, Wonder Boy jest dla mnie też gdzieś tam dalej — co nie znaczy, że to zła gra :)

  • Karol Hamann

    Mówienie, że w latach 90. rynek konsol nie istniał w Polsce jest kłamstwem, Pegazus to najlepiej sprzedająca się konsola w Polsce.

    • kim

      rynek oryginalnych konsol xd

    • Kamil

      Jesteś pewien że najlepiej? ;)

  • isaakPL

    Cudna gra wymaszerowałem na Switchu

    • Kamil

      Jest świetna, ale nie ma się co oszukiwać — to nie jest gra dla wszystkich.