143

Wkurza mnie, że nawet po zapłaceniu za oprogramowanie, muszę oglądać reklamy

Tu reklama, tam reklama - nikogo nie zaskakuje już, że producenci oprogramowania wciskają bannerki, gdzie się da. Problem pojawia się, gdy to samo zaczynają robić twórcy systemów operacyjnych.

Adware niegdyś było stosunkowo popularnym hasłem. W ten sposób określano licencję oprogramowania, które rozpowszechniano za darmo. Dziś to określenie odeszło do lamusa i nabrało pejoratywnego wydźwięku – jest używane głównie z myślą o niechcianych aplikacjach reklamowych instalowanych np. wraz z innymi, popularnymi programami. Nie spotkałem się już dawno z innym zastosowaniem. Czy ktokolwiek słyszał, żeby aplikacje mobilne z reklamami opisywano mianem adware? A tymczasem wydawana pod koniec lat ’90 przeglądarka Opera z wielkim animowanym bannerem na pasku narzędziowym właśnie w taki sposób była określana.

To jednak nieszczególnie dziwi. Model dystrybucji oprogramowania oparty na zarabianiu na reklamach stał się bardzo popularny – szczególnie, że ułatwiają to rozbudowane sieci reklamowe. Właściwie z punktu widzenia użytkownika jest to rozwiązanie bardzo wygodne. Zawsze lepiej jest pobrać aplikacje za darmo z reklamami i następnie je wyłączyć za opłatą, gdy uznamy to za stosowne. W taki sam sposób działa przecież też ogromna liczba usług – w tym popularne Spotify. Po tę formę coraz częściej sięgają też twórcy gier – np. w Alanie Wake’u zbieraliśmy baterie jednej z popularnych marek. Co i rusz widuje się też w popularnych produkcjach bannery, billboardy i plakaty reklamujące jakieś marki – nie jest to szkodliwe, pod warunkiem, że twórcy zachowują dobry smak.

Problem pojawia się w momencie, gdy znamiona adware zaczyna nosić system operacyjny. Tutaj producenci stają się coraz bardziej bezczelni. W WebOS na telewizorach LG pojawia się ogromna reklama Netfliksa. Na telewizorach Samsunga też od jakiegoś czasu serwowane są treści reklamowe. Od dłuższego czasu praktyka ta ma miejsce również w Windowsie. Co jednak szczególnie niepokojące, system firmy z Redmond będzie miał reklam jeszcze więcej. Wraz z Creators Update w systemie pojawi się menu udostępniania plików, a w nim – kolejne reklamy. Uwagę na to zwrócił jeden z użytkowników Twittera, który testuje przedpremierowe wersje oprogramowania.

Co najgorsze, reklam w Windows 10 wyłączyć się nie da. O ile kafelki z menu Start usuniemy już na początku, a sponsorowane tła na ekranie blokady możemy dezaktywować, to proponowane aplikacje w panelu share póki co są ustawione „na sztywno”. Tu nasuwa się pytanie, jaki kolejny może być krok Microsoftu. Sponsorowane ikonki na pulpicie? Bo przecież być może kogoś zainteresuje instalacja programu A lub B.

Być może przesadzam, ale płacąc za oprogramowanie, chciałbym mieć pewność, że jego producent nie będzie na mnie jeszcze dodatkowo zarabiał w tak bezczelny sposób (wiem, że i tak zarabia, gromadząc moje dane itd.). Tymczasem jest to coraz rzadsze zjawisko i to zaczyna niepokoić.