49

Gramofony i winyle wracają do łask – też zamierzam zasmakować starego brzmienia

Klasyk śpiewał wieczór, Bambino i Ty - postanowiłem pójść w tym kierunku. Druga połówka jest, o wieczór dość łatwo, pozostawała kwestia Bambino, ale i ten problem został rozwiązany, stałem się współwłaścicielem takiego sprzętu. A wraz z nim kolekcji płyt winylowych. Kolekcji ciekawej, bo bardzo różnorodnej. Posiadając taki zestaw, żal byłoby nie skorzystać. Pisząc wprost: chyba zacznę przygodę z czarnymi płytami. Pewnie uderzy po kieszeni i niejednokrotnie wywoła zgrzytanie zębów, ale przecież to nieodłączny element takich "zabaw".

Winyle wracają do łask od kilku lat, dowiadujemy się, że ich sprzedaż rośnie, że pojawiają się w miejscach, w których się ich wcześniej nie spodziewaliśmy. Świeżym przykładem… Biedronka. Tak, popularna sieć dyskontów zamierza niebawem wprowadzić do oferty winyle i gramofon w podejrzanie niskiej cenie. O ile na ten ostatni sprzęt bym uważał, o tyle same płyty mogą być ciekawym prezentem – jeśli nie dla kogoś, to dla siebie. Zwłaszcza, jeśli ktoś ma już sprzęt. Chociaż to nie jest wymagane – przyznam się, że kilka lat temu trafiłem przypadkiem na kiermasz płyt i kupiłem cały pakiet, a gramofonu nie posiadałem. Co więcej: nie zamierzałem go wtedy kupować. Stwierdziłem po prostu, że to ciekawe pozycje i może kiedyś…

Minęło trochę czasu, a ja stałem się współwłaścicielem gramofonu Bambino i znacznie większej kolekcji czarnych płyt. Dłuższa historia, ale finał jest taki, że pisząc te słowa spoglądam na ów zestaw. No właśnie – czy to jest finał? Raczej nie, należy chyba mówić o początku. Sam sprzęt jest dość mocno sfatygowany i musiałbym go pokazać specjaliście. Czy to jednak ma sens? Czytałem już, że Bambino nie jest zbyt łaskawym urządzeniem dla płyt. Jeśli te informacje potwierdzi mi kilku specjalistów czy przynajmniej hobbystów, to pozostaje skupić się na poszukiwaniach sprzętu.

Tu zaczynają się pewne wątpliwości, bo wiem, że ta forma rozrywki może wciągnąć i mocno uderzyć po kieszeni (zresztą, to dotyczy prawie każdej rozrywki). Nie piszę już nawet o audiofilskim podejściu, nie zamierzam kupować magicznych przewodów z włosiem jednorożca, by poczuć różnicę. Ale „zwyczajny” zestaw też swoje kosztuje, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. I boję się, że zaraz zacznę wydawać sporą część wypłaty na jakieś gadżety związane z tym tematem. Albo na winyle – przecież z tym jest jak z książkami: ograniczeniem jest jedynie wolna przestrzeń w domu. A prawdziwy kolekcjoner zawsze znajdzie miejsce.

Część osób stwierdzi pewnie, że to jakaś hipsterka, że zamierzam sobie utrudnić życie bez konkretnego powodu. Bo stos płyt to trochę za mało, można się go po postu pozbyć. Nie zamierzam jednak rozpisywać się na dedykowanych forach, jak to winyle zmieniły moje życie i jaka przepaść dzieli je od innych nośników, nie dołączę do żadnej „sekty”. Ot, uważam, że nie wszystko w życiu musi być cyfrowe. Przenosimy do Internetu/chmury/na dyski całe swoje życie i nawet w przypadku mniejszej awarii zostajemy (na chwilę) z niczym. Nie ma filmów, muzyki, zdjęć, gier. W przypadku niektórych ludzi pewnie nic nie ma, bo wszystko już przerzucili do cyfrowego świata. Jasne, ma to swoje plusy, lecz czasem chciałoby się poczuć tę analogową nutę.

Reasumując: winyle, przybywam! Niebawem pewnie zacznie się przesiadywanie na specjalistycznych forach i profilach, by dowiedzieć się czegoś na ten temat. Jeśli macie sprawdzone adresy, chętnie poznam. Jeśli na szybko chcielibyście podzielić się jakaś wiedzą i ochronić nowicjusza przed wielkimi błędami, będę bardzo wdzięczny.