windows 10 logo
13

Microsoft obiecuje, że nie zainstaluje niczego bez Twojej zgody na Twoim komputerze

Proces uaktualnienia do Windows 10 i późniejsze kontrowersje związane z aktualizacjami wywołały lawinę nieprzychylnych firmie komentarzy. W 2015 roku okazało się, że upgrade do Windows 10 na niektórych komputerach odbył się bez zgody użytkowników, a i nie można było uniknąć późniejszych poprawek. W świetle tych wydarzeń, grupa niemieckich konsumentów zdecydowała się... pozwać Microsoft za tego typu działania.

Dzisiaj sprawa się nieco ustabilizowała – użytkownicy mają nieco większą kontrolę nad procesem aktualizacji. Te można nieco opóźnić, lecz nie da się ich uniknąć całkowicie. Kompromis w tej kwestii był jednak potrzebny z powodu szczególnej sytuacji Windows 10 na rynku: oprogramowanie musi działać na każdej możliwej konfiguracji, dlatego stosuje się w nim pewne optymalizacyjne sztuczki, które mogą (ale nie muszą) zadziałać u wszystkich. Receptą na udane uaktualnienia miał być program Windows Insider, wedle którego entuzjaści mogli instalować wczesne wersje przyszłych odsłon Windows 10 na swoich komputerach i zgłaszać błędy Microsoftowi. Szybko jednak okazało się, że i to podejście ma sporo wad – wielu Insiderów bowiem dokonywało instalacji kompilacji z programu Insider na… maszynach wirtualnych, gdzie niemożliwe było przetestowanie ich na możliwie jak największej liczbie konfiguracji sprzętowych. Stąd też pojawiły się pewne kłopoty – niektóre ważne uaktualnienia psuły niektóre funkcje systemu Windows 10.

Microsoft obiecuje, że już więcej nie zainstaluje niczego na komputerach użytkowników

Sprawa nieautoryzowanych instalacji systemu jest ciągle żywa – szczególnie w Niemczech, skąd wypłynął pozew przeciwko Microsoftowi. Informacja prasowa dla tego kraju stanowi, iż „firma nie będzie pobierała plików instalacyjnych nowych systemów operacyjnych bez zgody użytkownika”. Eksperci wskazują jednak na to, że taki zapis może nie znaczyć zupełnie nic, bowiem Windows 10 jest „ostatnią” wersją oprogramowania Microsoftu, a aktualizacje dla niego nie mogą być traktowane jako osobne, samodzielne OS-y. Z drugiej strony jednak, jeżeli Microsoft chce być traktowany przez klientów poważnie, nie powinien uciekać się do nieetycznych działań polegających na „wciskaniu oprogramowania na siłę”, jak to miało miejsce w trakcie uaktualnień do Windows 10.

Przypomnijmy, w 2015 roku okazało się, że jedna z paczek instalacyjnych rozpoczynających uaktualnienie została umieszczona w kanale Windows Update, przy czym została oznaczona jako „zalecana” i – jak podaje Microsoft – omyłkowo zaznaczono, iż ma być ona domyślną dla automatycznego zaimplementowania. To zaś spowodowało, że wiele maszyn, na których nie wyrażono na to zgody zostało obdarzonych przez Microsoft nowym systemem operacyjnym. Użytkownicy, nie tylko w Niemczech poczuli się oszukani – nie wyrażali przecież zgody na instalowanie nowego systemu operacyjnego, a i tak go otrzymali. Tuż po tym Microsoft przeprosił wszystkich użytkowników twierdząc, iż uaktualnienie do Windows 10 zostało rozesłane omyłkowo z powodu zamieszania, jakie powstało w trakcie migrowania maszyn do nowszej wersji „okienek”.