65

YouTube usunął kanał „Wiem co ćpiem”. To cholernie zła decyzja

Musicie mi wybaczyć - teraz będzie trochę o technologiach i trochę "o życiu", jak to ma w zwyczaju pisać Maciej Sikorski. Od razu uderzę w sedno - YouTube usunął ze swojej platformy kanał "Wiem co ćpiem", gdyż naruszał jego regulamin. Z tym, że misją tego kanału i jego twórcy było edukowanie publiczności w zakresie narkotyków - motywem przewodnim jest zaś "harm reduction", czyli redukowanie szkód.

A teraz, nieco przewrotnie odniosę się do misji takich kanałów jak „Wiem co ćpiem”. Mestosław, który odpowiadał za produkowanie filmów, zbieranie materiałów oraz publikowanie ich w serwisie YouTube wychodzi z podobnego założenia co ja. Ludzie i substancje psychoaktywne to temat stary jak świat. Nikogo nie mierzi to, że najpopularniejszym narkotykiem (tak, uważam tę substancję za narkotyk!) jest etanol, który według mnie jest niebezpieczny (co potwierdzają badania), potężny i… słaby jednocześnie. Potężny, bo potrafi niszczyć życia całych rodzin i słaby… bo co to za „faza”, w której człowiek tankuje kilka godzin i jak przegnie, to zdycha przez kolejne pół dnia?

Mestosław w swoich filmach alkoholu nie unikał, ale jednocześnie nie poświęcał mu większej uwagi – nie bez powodu. Polska to kraj, w którym restrykcje związane z dostępem do substancji psychoaktywnych są naprawdę spore (co nie zmienia faktu, że idąc do zwykłej apteki bez recepty można sobie urządzić „imprezę”) – ponadto ten temat obrósł pewnymi mitami, z którymi trzeba jednoznacznie się rozprawić po to, aby w przyszłości wypracować zdroworozsądkową politykę narkotykową. Tak, narkotykową, a nie antynarkotykową.

Ja tam wolę wiedzieć co ćpiem

Tak, oglądałem filmy Mestosława – nie namawia w nich do brania, obiektywnie prezentuje informacje o możliwych skutkach ubocznych, wspomina o zagrożeniach wynikających z długotrwałego brania „tego i owego”. W omawianym temacie „święty nie jestem”, a przecież wiele wskazuje na to, że jakoś sobie radzę, nie bredzę (niektórzy z Was pewnie mają inne zdania… ;)) i raczej nie planuję wylądować na odwyku. Może dlatego, że… zdaję sobie sprawę z zagrożeń?

Kto interesuje się tym tematem nieco bardziej, zapewne zna serwisy Hyperreal, czy Erowid, które stanowią kompendium wiedzy na temat substancji psychoaktywnych. Na pierwszy rzut oka – to przecież „ćpuńskie” portale. Znajdziecie tam smakoszy wszelkich dostępnych substancji, którzy dodatkowo dzielą się swoimi przeżyciami po spożyciu m. in. środków na kaszel. Ale to tylko pozór – Hyperreal działający już od łohoho i jeszcze trochę, podobnie Erowid wcale nie namawiają do ćpania. Mają za zadanie edukować.

Polecam Wam zagłębienie się w te dwa serwisy. Znajdziecie tam nie tylko „przepisy na odlot”, ale również relacje osób, które nie miały takiego szczęścia jak inni bywalcy internetu i zabrakło im dostatecznej wiedzy – być może też samozaparcie. Podjęli kilka bardzo głupich w swoim życiu decyzji i być w może tym momencie mają „zjazd”, z którego do świata mogą wrócić jedynie na tarczy. Na Hyperrealu znajdziecie także wręcz błagających o pomoc ludzi, którzy wymieniają się kontaktami do ośrodków leczenia, lekarzy którzy będą w stanie przywrócić ich do społeczeństwa. Nikt tam tego serwisu nie gani za „nakłonienie do ćpania”.

Podobnie jest z „Wiem co ćpiem” – jego autor zdaje sobie sprawę, że namawianie kogokolwiek do czegokolwiek jest złe. Ale z drugiej strony przecież ludźmi rządzi ciekawość. Czerpanie wiedzy tylko od znajomych, którzy „zeżarli byle co i było fajnie” to prosta droga już nie do uzależnienia, ale do zrobienia sobie bardzo poważnej krzywdy. Jeżeli już ktoś ma ogromne parcie na to, żeby sobie „zaszaleć”, niech wie co się z tym wiąże – wszystko w myśl zasady: „know your body, know your mind, know your substance, know your source”.

I dlatego, drogi YouTube – bardzo mi się nie podoba Twoja decyzja

Tym bardziej, że po dziś dzień „lepsza strona Wykopu” może cieszyć się z obraźliwych względem Jana Pawła II filmów, banda nienachapanych dzieciaków kręci dramy w tym serwisie, a poziom spada na łeb na szyję. Dobrych kanałów naukowych nam naprawdę potrzeba – tym bardziej, że narkotyki to nie problem, z którym na siłę trzeba walczyć – to tylko kwestia, którą trzeba mądrze rozwiązać. Wcale nie jestem zwolennikiem postawy, wedle której powinny być one dostępne dla każdego (i od razu wszystkie) – trzeba skonstruować prawo tak, aby nie przegiąć ani w jedną, ani w drugą stronę. I co ważne – ludzi edukować.

Poprosiliśmy Google o komentarz w tej sprawie – jeżeli się pojawi, od razu go zamieścimy.