31

Watt-r – ten pojazd może pomóc setkom milionów ludzi

Wiele problemów państw słabiej rozwiniętych, ludzi, którzy w nich żyją, to dla nas abstrakcja. Większość obywateli Zachodu nie doświadcza braku bieżącej wody, kanalizacji, nieobecności energii elektrycznej. Internet stał się dla nas standardem, awaria systemu bankowego trwająca kilka godzin jest przez niektórych postrzegana jako armagedon. Trudno będzie nam zrozumieć sytuację ludzi, którzy każdego dnia pokonują spore odległości po to, by zdobyć kanister wody. Ta sprawa dotyczy jednak pokaźnej części populacji. Możliwe, że zbliża się przynajmniej częściowe rozwiązanie ich kłopotu.

Watt-r to na razie projekt – zaznaczę na wstępie, że pojazd nie musi powstać, niekoniecznie trafi masowo do odbiorców w Azji czy Afryce. Przeczytacie o nim po raz pierwszy i ostatni, bo taki już los wielu pomysłów, które mogliśmy oglądać w Sieci. O ile jednak część z nich była po prostu zabawna lub dziwna, pozbawiona większego sensu, o tyle w tym przypadku cel jest szczytny i warto trzymać kciuki – a nuż będzie to nowinka, która przyniesie szersze zmiany?

Watt-r to na razie projekt.

Mamy do czynienia z pojazdem, w którym nie znajdziemy drzwi, siedzeń, kierownicy czy pedałów. Jest rama, są panele słoneczne i silnik elektryczny. Brak akumulatora sprawia, że Watt-r porusza się jedynie za dnia. A ów ruch do szybkich nie należy – mowa o prędkości idącego człowieka. Pisząc krótko: wózek napędzany energią słoneczną. Co w tym ciekawego? I komu to może pomóc? Milionom ludzi, głównie kobiet i dzieci, które każdego dnia wędrują, by pozyskać wodę i przynieść ją do domu. Nierzadko mają do pokonania sporo kilometrów, w upale, ze sporym ciężarem obarczającym dłonie, barki czy głowę.

Wyobraźmy sobie teraz, że w tej rzeczywistości pojawia się prosty w użytku, a przy tym tani pojazd, dzięki któremu można przetransportować za jednym razem kilkaset litrów wody. Wystarczy dla więcej niż jednej rodziny. Dzieci mogłyby poświęcić czas nauce, kobiety zdobyłyby czas na inne zajęcia – np. na hodowanie kur, które swego czasu propagował Bill Gates. W dłuższej perspektywie mogłaby się dokonać głębsza przemiana, w jakimś stopniu ograniczyłoby to biedę, niedożywienie, akty przemocy, do których dochodzi na trasach przemarszu. To przykład dawania wędki zamiast ryby. Kto zapłaci za ową wędkę?

W teorii Watt-r będzie spłacał się sam.

W teorii Watt-r będzie spłacał się sam – użytkownik może sprzedawać przewiezioną wodę i po kilku latach uiszczania mikropłatności, stanie się właścicielem pojazdu bez kredytu na głowie. A potencjał zarobkowy jest większy, bo takim wózkiem można transportować nie tylko wodę, ale też np. produkty rolne, narzędzia czy odzież. Kolejną funkcją będzie ładowanie sprzętu mobilnego – mieszańcy wsi mogą podłączyć do maszyny komórki i podładować ich akumulatory. Na tym nie koniec – z czasem społeczność mogłaby dodać inne zastosowania, ludzka kreatywność pewnie kolejny raz dałaby o sobie znać i po kilku latach moglibyśmy nie poznać tych prostych wózków.

Co z wykonaniem? Pomysłodawcy nie ukrywają, że chcieliby za jakiś czas przetestować sprzęt w Afryce. Projekt stał się możliwy w realizacji m.in. za sprawą spadku cen paneli słonecznych i coraz szerszego wykorzystania druku 3D – tworzenie takich maszyn nie jest już bardzo drogie (jak na warunki finansowe ubogich mieszkańców subsaharyjskiej Afryki). Idea jest prosta, a rozwój technologiczny sprawił, że może być wdrożona na większą skalę. O ile oczywiście okaże się, że to ma sens. Bo, jak już pisałem, dla nas te problemy są abstrakcją, w związku z czym możemy błędnie wskazywać na rozwiązania. To, co projektant z Londynu uznał za świetny pomysł, mieszkańcy Indii albo Somalii skwitują łapaniem się za głowę.

Gdyby jednak okazało się, że maszyna działa, faktycznie pomaga i odciąża rzeszę ludzi…

  • www

    Wody nie mają ale pojazd kupią z całą pewnością…

    • Dlatego pomysł zakłada, że będą go spłacać przez kilka lat.

    • Michał Jastrzębski

      patrzac na sredni roczny dochod netto w tych spolecznosciach, to raczej kilkaset.

  • Tak działa kapitalizm. Produkcja pojazdów jest tak tania, że można je rozdawać biedakom. Z tym jest związana śmieszna historia z czasów zimnej wojny. Rosjanie dostali w swoje ręce kopię filmu „Grona gniewu” pokazującego jaka bieda była w USA podczas wielkiego kryzysu. Zaczęli ten film puszczać w kinach w Moskwie, aby pokazać, że kapitalizm nie jest wcale taki dobry. Wychodzący z kina komentowali jednak, że w USA ludzie, którzy nie mają co jeść mają swój samochód!!! Oczywiście przestano wyświetlać ten film w Rosji.
    http://ksiazki.audio/blog/turning-points-in-us-history

    • Bękart Mroku

      A czemu biedakom a nie na przykład rudym albo wszystkim o masie powyżej 200 kg albo poniżej 70 albo … ?
      Akurat rozdawanie biedakom nie ma większego sensu bo nie docenią, sprzedadzą przy pierwszej możliwej okazji.

    • Ma sens, ludzie mają sumienie, które każe im robić coś dla innych, szczególnie jak mają środki i możliwości do tego.
      Właśnie bogaci wspierają biednych poprzez wszystkie organizacje charytatywne. Co do marnotrawstwa biednych to masz częściową rację. Wśród biednych są jednak też tacy, którym potrzebna mała pomoc, aby wyszli z biedy.

    • Bękart Mroku

      Wspierają przez organizacje aby sobie poprawić humor lub wizerunek. W sumie jak masz kasy tyle, że nie wydasz to coś można zmarnować.
      Na pewno są jednostki które zasługują na pomoc. Ale nigdy dać. Udzielić taniej pożyczki, wesprzeć wiedzą ale nie dać. Rozdawanie oducza chęci do robienia czegokolwiek.
      Miałem koleżankę żyła z socjalu, miała nawet specjalny zeszyt gdzie było spisane co gdzie, ile i kiedy się należy + wzory pism i wypełnienia ich. Nawet nie myślała o znalezieniu pracy. Jak 99,9%(?) klientów wszelkiej pomocy socjalnej. Ilu „uchodźców” w Europie chce pracować a ilu socjal?
      Niestety rozdawnictwo demoralizuje, uczy, że się należy. Więc leczenie swoich kompleksów czy sumienia datkiem na organizację charytatywną moim zdaniem robi więcej szkody niż pożytku.
      Chcesz pomóc naucz, wypożycz narzędzia, pożycz na materiały ale nigdy nie dawaj.

    • Całkowicie się z tobą zgadzam, że wielu (może nawet większość) wykorzystuje ten system. Zgadzam się także w kwestii pożyczania, a nie dawania. Ja pisałem o milionerach i powodach, dla których oni dają.

      Osobiście nigdy nie daję pieniędzy biedakom od których śmierdzi wódką, papierosami itd. Nie daję też pieniędzy na organizacje charytatywne, szczególnie po tym jak dowiedziałem się o skandalach. Ja pożyczam, daję, pomagam rodzinie i przyjaciołom. W UK gdzie mieszkam najtrudniejszy jest pierwszy rok po emigracji. Staram się zawsze pomóc tym co przyjechali. Rzadko to jednak jest pomoc materialna, najczęściej dobre rady doświadczonego emigranta czy pomoc w znalezieniu pracy. Pojawiła się kiedyś taka rodzina, która wykorzystywała naszą społeczność. Problem polegał na tym, że mieli dwójkę dzieci i wiem, że wielu im pomogło także materialnie ze względu właśnie na te dzieci. Skończyło się na tym, że gdy już zaczęli dostawać pomoc od państwa odcięli się od tych, którzy im pomagali nawet bez jednego dziękuję. Teraz „wspieram” ich pieniędzmi z moich podatków, ale na to nie mam wpływu.

    • Bękart Mroku

      I to bardzo dobra postawa. Dobra rada często jest więcej warta od pomocy materialnej dla osoby która chce coś zrobić.

    • Michał Jastrzębski

      pytanie, czy dobra rada i nauczanie oplaca sie nam na dluzsza mete, ekonomicznie, pozostaje otwarte.

    • Bękart Mroku

      A dlaczego ma się nie opłacać? Każdy pracujący członek społeczności jest wartościowy. Czy boisz się, że okaże się lepszy ? Więc lepiej kopnąć na starcie :P

    • Rafał Małek

      Bo jeżeli ludziom dają pieniądze gdy nie zarabiają i zaprzestają dawać kiedy cokolwiek zarobią, to nic dziwnego, że ludzie kombinują aby nie zarobić i przez to nie stracić.
      Czyli nie dlatego ludzie czegoś nie robią, bo dostają, ale dlatego, że by im zabrano kiedy zrobią. Ten system jest tak pomyślany, że wymusza bezczynność.

      Podobnie z bezrobociem. Jeśli ktoś zarobi choćby złotówkę i zgłosi do fiskusa ten zarobek, to traci status bezrobotnego, wyleci z rejestru bezrobotnych.
      Aby bezrobotny mógł przepracować choćby jeden dzień za pieniądze, to wpierw musi iść do urzędu i się wyrejestrować, a dzień po zakończeniu pracy może iść do urzędu i z powrotem się zarejestrować, co trwa kilka tygodni. Najpierw wyznaczany jest termin zgłoszenia się, na przykład za 3 tygodnie, podczas tego zgłoszenia jest przydzielany do jakiegoś pokoju (w zależności jakiej pracy szuka). Kilka tygodni później ma termin zgłoszenia się do tegoż nowego pokoju, tam ustalany jest plan (że niby do tej a tej daty dostanie pracę) i podpisuje papierek, że ma się zgłosić za 2 miesiące po oferty. Po 2 miesiącach okazuje się, że ofert nie ma i znowu dostaje papierek z terminem zgłoszenia się za 2 miesiące. Raz się nie zgłosi w wyznaczonym dniu, to traci status bezrobotnego i może się zarejestrować ponownie za kilka miesięcy, znowu przechodząc tą samą ścieżkę rejestracyjną.

    • Bękart Mroku

      Mylisz się. Nie system a mentalność. Jeśliby nic nie dawać to by znaleźli pracę. To już nie te czasy, że państwo miało każdemu zapewnić etat i czy się stoi czy się leży…
      Teraz trzeba popracować i rozwijać się.
      Pewnie zaraz powiesz, że jakby nie dostali to przestępczość by wzrosła. Ale od tego jest policja i skuteczne kary. Nie wczasy na koszt podatnika jak teraz ale porządna kara. Chłosta, ucięcie ręki stare dobre sprawdzone metody. I wykrywalność bliska 100%. To załatwi sprawę.

    • Rafał Małek

      Korwinowskie bzdury.
      Ci ludzie mieszkają w buszu. W wiosce jest
      kilkanaście, góra kilkadziesiąt osób, do kolejnej wioski i do studni
      (lub innego źródła wody) kilkanaście kilometrów piechotą, w jedną
      stronę. Czyli to odludzie.
      I muszą sobie przynieść tę wodę w 
      wiaderku, te kilkanaście kilometrów piechotą, codziennie, co zajmuje
      kilka godzin. Co jest bardzo męczące. Do tego mnóstwo pracy związanej z 
      uprawą poletka, z hodowlą zwierząt, z chodzeniem po okolicy by coś
      upolować, itd.

      Na odludziu nie można pójść do pracy zarobkowej za
      pieniądze, bo jak sama nazwa wskazuje, to odludzie, tam nie ma żadnych
      firm, żadnych miejsc pracy, ani nawet nie ma klientów gotowych zapłacić
      za tę pracę.
      Może w okolicy (tak ze 20…30 kilometrów dalej) jest
      jakaś plantacja białego człowieka i tam pomagają za pieniądze, ale tego
      średnio wychodzi 1$ dziennie zarobku. Nic więcej tam nie ma.

      Więc
      w takich warunkach trudno zarobić na budowę wodociągów. Ba, trudno
      zarobić nawet na rower, by tych kilkunastu kilometrów nie chodzić
      piechotą, taki wydatek to jakieś 4…5 lat oszczędzania.
      A co do studni, to nie wszędzie można wykopać, bo nie wszędzie jest woda, to Afryka.

      To
      nie ma nic wspólnego z lenistwem czy pracowitością, ci ludzie mają
      mnóstwo rzeczy do zrobienia przy własnym gospodarstwie rolno-hodowlanym.
      Tylko to odludzie, a więc żyją z minimalną ilością pieniędzy, albo
      wręcz poza systemem monetarnym, jedzą to co sami wyprodukują i 
      przemieszczają się pieszo.

    • Bękart Mroku

      Masz rację więc dajmy im. A co. Niech się przeniosą do miasta lub sprzedadzą co wyhodują ewentualnie zrobią jakąś spółdzielnie. Dawanie czegoś komuś za to, że jest jest szkodliwe. I żadne teorie tego nie zmienią. Można pomóc, ale nigdy dawać. Chce pracować to skorzysta, nie che trudno jego problem.

    • Rafał Małek

      Przypominam, że wodę którą masz w kranie, ciepło w kaloryferach, drogi po których jeździsz, to wszystko inwestycje publiczne z pieniędzy zebranych od różnych ludzi w podatkach (albo wcześniej z pieniędzy zarobionych na przedsiębiorstwach państwowych).
      Więc w pewnym sensie zostało „dane” przez państwo.
      Podstawówka też raczej nie była prywatna…
      Policja nie jest prywatna…

      Większość z tego, z czego korzystasz na co dzień, zostało dane przez państwo.
      Nawet globalna sieć telefonii komórkowej GSM została opracowana przez konsorcjum, w skład którego wchodzili przedstawiciele różnych państw oraz firm telekomunikacyjnych. To, że telefon nadal działa po wyjeździe z miasta, to też państwo, które przymusiło operatorów do stawiania masztów na jakimś odludziu, gdzie jest to nieopłacalne (w umowach dotyczących koncesji były warunki, w jakim okresie jaka powierzchnia i jaki procent populacji ma być pokryty zasięgiem).

      Można by pomyśleć, że bez tych podatków więcej mógłbyś sobie kupić.
      Problem w tym, że po wyjściu z domu musiałbyś brodzić w błocie, bo nieopłacalne byłoby stawianie chodników, w ciemności, bo nieopłacalne byłoby stawianie latarni ulicznych, po zjeździe z sieci autostrad prywatnych nie byłoby większości dróg lokalnych, tylko gruntowe, bo nie opłaca się budować dla kilkunastu mieszkańców jakiejś wsi. Zaraz za podmiejskimi krzakami skończyłby się zasięg telefonu, bo operatorowi nie opłacałoby się stawiać i utrzymywać masztu dla kilku mieszkańców jakiejś wsi, skoro w mieście pod jeden przekaźnik podpiętych jest parę tysięcy telefonów.
      Spróbowałbyś otworzyć firmę, a tu nie ma pracowników, wszyscy chętni nawet nie potrafią czytać i pisać, bo ich nie było stać pójść do prywatnej szkoły. Nie wspominając o wyższych kwalifikacjach.

    • Bękart Mroku

      Z tego co wymieniłeś tylko dostawa wody stanowiłaby problem ze sprywatyzowaniem. A w zasadzie przesył wody. Więc w mieście to powinno kontrolować państwo.
      Policji siłą rzeczy nie da się sprywatyzować. Reszta ciepła, szkoła może sobie spokojnie być prywatne. Nie każdy musi mieć.
      „Większość z tego, z czego korzystasz na co dzień, zostało dane przez państwo.”
      Nie dane, zapłaciłem.
      Co do GSM prędzej czy później sami by postawili nadajniki bo to walka o klienta. Przynajmniej przy trasach. Więc ingerencja państwa nie jest konieczna.
      „Spróbowałbyś otworzyć firmę, a tu nie ma pracowników, wszyscy chętni nawet nie potrafią czytać i pisać, bo ich nie było stać pójść do prywatnej szkoły. Nie wspominając o wyższych kwalifikacjach.”
      Mógłbym przyuczyć ;-) Można by stypendia dawać i tak dalej i tak dalej.

  • memphiz

    … jest już jakieś info o przewidywanej cenie?

  • Marcin Kubera

    Setkom milionów.

  • doogopis

    Czarneckim z Afryki potrzeba najpierw dobrego dostępu do wody. https://uploads.disquscdn.com/images/4b5c7ef03f0ed0a7d854976a3364d182de51f29cba061c875328028d0af3b0dc.jpg
    Parodianci hipokryci jak Gates jakoś nie są tym zainteresowani. Jakby Afryka cierpiała z powodu braku kiepskich szczepionek,ale brudna woda jest tam dużym problemem.
    A gdzie jakiś czarnecki kupi takie cudo na kółkach? Przecież oni nie mają nawet na jedzenie.
    Świat tylko udaje że im pomaga. Ja oni mają tam dostarczyć takie cuda na kółkach skoro wody i troche ryżu nie potrafią im dostarczyć. A miliardy tam idą! No nie ma co!

    • Bękart Mroku

      Czekaj czekaj. Jaka ludzkość? Czemu ludzkość ma szukać wody w terenach pustynnych? To w interesie mieszkańców tamtych terenów. Więc niech sami się zatroszczą, a nie wszystko im dać.
      A poszukiwanie wody(nowego terytorium) na innych planetach jest jak najbardziej w interesie ludzkości.

    • doogopis

      Ci moge pokazać wode w kosmosie jak chcesz! Całą mase wody. Jeden w 2013 mało sie nie utopił. Po to rurki do nurkowania mają.

    • Bękart Mroku

      Chętnie zobaczę wodę w kosmosie. Jak już wyląduję na innej planecie. Ale pewnie nie dożyję.

    • Rafał Małek

      Jak niby mają się zatroszczyć o wodę? Jedyne co mogą zrobić, to wyemigrować do Europy, gdzie woda jest w kranie.
      U siebie w kraju nawet nie mają wodociągów, więc gdyby mieli pieniądze (choć nie mają), to i tak nie kupiliby za nie wody, bo tej wody nie ma. Trzeba sobie pójść z wiaderkiem 20 kilometrów w jedną stronę i przynieść do domu.

    • Bękart Mroku

      A to w Europie woda w kranie się automagicznie bierze? A może powinni sobie wodociąg położyć albo studnie wykopać? Wystarczy wziąć się do roboty a nie siedzieć i czekać na pomoc.

    • dfregthyju
    • doogopis

      Idiota serwisu! To ty szlajasz sie za mną i wklejasz te twoje durne wstawki! Więc kto ma tu ból d? Przegrałeś,więc chociaż tak próbujesz sie odegrać! Cienko! Więc smaruj zwieracze,smaruj! Dwa razy dziennie!

    • Michał Jastrzębski

      to niech przestana sie zabijac, i zbuduja sobie studnie. To proste. Trzeba tylko chciec. Nic za darmo, dla nikogo.

  • Lel

    A może, zamiast targać na plecach/głowach niech sobie wymyślą koło? Wyprawy wózkiem po wodę w dwie osoby to nie jest ciężka sprawa. W ciągu tych kilku tysięcy lat mieli czas by wymyślić sobie koło czy studnie.