8

Recenzja Watch Dogs 2. Tak ta seria powinna wyglądać od początku

Pierwsze Watch Dogs nie zostało zbyt ciepło przyjęte. Głównie przez to, że nie miało zbyt wiele wspólnego z pierwszym, świetnie zrealizowanym zwiastunem. Ubisoft nie przekreślił jednak swojej nowej marki - i bardzo dobrze, bo dwójka jest tym, czy od początku powinna być jedynka.

Mroczny klimat pierwszej części poszedł w odstawkę. I jest to powód do radości, bo choć turbo-poważna otoczka pierwszej części fajnie wypadała na pierwszych zwiastunach, to wirtualne Chicago nie sprawdzało się już tak dobrze. Po części przez nijakiego głównego bohatera – Aidena Pearce’a i jego zbyt poważny stosunek do równie poważnego świata.

W dwójce witamy się natomiast z Marcusem Holloway’em, wyluzowanym hakerem, który wstępuje w szeregi walczącej z systemem ctOS 2.0 grupy DedSec. Ekipa to dość wywrotowa – jest małomówny programista, który wyczynia cuda, jest artystka dbająca o wizerunek grupy, jest i nieobliczalny gość w masce, których chyba za dużo naoglądał się teledysków Daft Punk (i jeszcze jeden typ, którego nawet nie zapamiętam). Wybuchowa mieszanka zagwarantuje Wam fajne sytuacje i równie fajne gagi, a klimat wspólnych przygód można opisać słowami – „bardziej wyluzowana grupa z Mr. Robot”. A i cel jest w zasadzie ten sam – walka z wielką korporacją, która oplata swoim systemem całe miasto. W tym wypadku kolorowe San Francisco, choć tak naprawdę zwiedzimy całą zatokę.

To tak wygląda codzienność hakera?

Watch Dogs 2 pokazuje mocno przerysowany świat hakerów, któremu bliżej do filmu „Hakerzy” z Angeliną Jolie niż faktycznych działań nastolatków szczycących się kolejnym atakiem DDoS. No dobrze, żartuję – to inny świat niż codzienność prawdziwych hakerów. Nasza wesoła ekipa nie ma za sobą armii, dlatego stara się ją stworzyć. Podczas gdy pierwsza część opowiadała o chowaniu się w cieniu, grupa z dwójki staje wręcz na głowie by pokazać się ludziom. Kiedy ci zainteresują się ich działalnością, pobiorą ich aplikację, zasilając sprawę mocą obliczeniową swoich telefonów i komputerów. Przyjdzie nam więc zbierać „śledzących”, co w dobie wielkiej popularności serwisów społecznościowych jest bardzo na czasie. Generalnie Watch Dogs 2 porusza wiele ciekawych tematów dzisiejszego świata, ale będziecie musieli sprawdzić to sami, nie chcę psuć Wam tej przyjemności. Zdradzę tylko, że autorem systemu ctOS, z którym walczy nasza grupa jest firma Nudle, która zarówno z nazwy, jak i logo kojarzy się z …oczywiście Google.

Jest lepiej

Watch Dogs było moją pierwszą grą na własnym PlayStation 4, kupiłem ją w zestawie z konsolą. Może właśnie dlatego nie wspominam gry tak źle jak większość graczy. Poza tym bardzo lubię sandboksy pokroju GTA, zaciskałem więc zęby i starałem się nie zwracać uwagi na rzeczy, które nie dograły w części pierwszej. A tych było sporo – od fatalnego modelu jazdy, przez przekombinowane hakowanie, aż po kiepski model chodzenia i problemy techniczne na każdej w zasadzie platformie.







Mam wrażenie, że ktoś przy projektowaniu Watch Dogs 2 powiedział głośno – „bierzemy pomysły z jedynki, kładziemy je jeszcze raz na stół projektowy i robimy od nowa”. Przynajmniej taki jest efekt, udało się bowiem zażegnać większość problemów, które dokuczały jedynce. Model jazdy jest wreszcie fajny, nieźle sprawdza się wspinaczka, egzamin zdają misje poboczne i znajdźki – i po prostu w Watch Dogs 2 dobrze się gra. Nikt nie silił się tu na bardzo poważną opowieść, dzięki czemu głupoty w stylu wyścigów dronów świetnie pasują do całości. Podobnie jak przezabawna misja, w której naszym zadaniem jest zwinięcie wypasionego samochodu przypominającego kultowego K.I.T.T.a, a następnie przejechanie nim po mieście w „asyście” policji i policyjnego helikoptera. Po co? Żeby pokazać kim jest DedSec. Kompletnie nie brakuje mi tu mroku i bardzo się cieszę, że Ubisoft wiedział jakiej granicy nie przekraczać. Seria Saints Row jest dla mnie zbyt niepoważna, tu udało się zachować umiar.

Prościej jest też w temacie samego hakowania i choć mamy drzewko rozwoju postaci, to odblokowywanie kolejnych umiejętności nie zmienia diametralnie całej rozgrywki. Praktycznie nigdy nie było tak, że czegoś mi brakowało, jeśli zupełnie zapominałem o ulepszaniu swojego bohatera, po prostu pewne rzeczy wykonywało mi się trudniej. A i samo hakowanie nie jest jakoś specjalnie skomplikowane – czasem to po prostu wciskanie jednego przycisku, innym razem doprowadzenie wiązki prądu w odpowiednie miejsca. Nic z czym nie dalibyście sobie rady.

Oczywiście absurdalnie nierealne jest przejmowanie władzy nad systemem sygnalizacji świetlnej po wciśnięciu jednego przycisku w smartfonie, ale hej – bawimy się, po co zaprzątać sobię głowę takimi szczegółami i psuć frajdę z hackowania?

WD 2 nie wygląda jakoś rewelacyjnie, choć ma wizualne momenty – szczególnie gdy San Francisco skąpane jest w słońcu. Gra nie aspiruje do miana najładniejszego sandboksa i jest w tym od początku szczera. Grałem zarówno na zwykłym PlayStation 4, jak i na PlayStation 4 Pro. W drugim przypadku wyglądało to oczywiście lepiej z uwagi na upscaling do 4K. Gra w wersji na nową konsolę Sony prezentowała się zdecydowanie lepiej na ekranie wyświetlającym obraz w 4K (w moim przypadku Samsungu KSS7000) ale również trochę lepiej na zwykłym monitorze 1080p, na którym zdarza mi się czasem grać. Produkcja raz na jakiś czas trochę oszukuje nie dorysowując dalszych budowli, ale i tak wygląda to naprawdę dobrze. No i jest kolorowo, co potęguje wrażenie zwiedzania fajnych miejsc.

Podoba mi się też, że miasto żyje własnym życiem. Oczywiście widziałem lepsze wirtualne organizmy, jednak Ubisoft starał się pokazać SF takim, jakim jest i w dużej mierze im się to udało. Mamy więc różne subkultury, ale i zwykłych ludzi żyjących własnym życiem. A ci lubią reagować kiedy robimy coś w ich mniemaniu nieprawego. Potrafią wtedy po prostu wyciągnąć telefon, a następnie zadzwonić na policję czy po karetkę. Najlepiej szybko wtedy zwiać, bowiem jest spora szansa na to, że po podaniu rysopisu, stróże prawa szybko się nami zainteresują.

Nie znajdziecie w Watch Dogs 2 normalnego multiplayera, co nie oznacza, że nie ma go w ogóle. Ciekawie zapowiadają się misje współpracy z innymi graczami – kradniemy wspólnie dane czy eliminujemy przeciwników. Raz na jakiś czas napotkacie również innych graczy, którzy będą chcieli Was zhakować (możecie się oczywiście odwdzięczyć tym samym) – choć ten pomysł pojawił się już w pierwszej części. Niewiele niestety z zabawy wieloosobowej przetestowałem – ale cóż, takie są uroki grania przed premierą.

Co nie dograło?

Głównymi problemami Watch Dogs 2 są błędy techniczne, które mam nadzieję będą łatane w kolejnych aktualizacjach. Grałem na PlayStation 4 Pro i mimo większej mocy konsoli, spotykałem sporadyczne spadki FPS-ów. Raz naprawdę konkretnie – rozpędziłem się sportowym autem i przemierzałem kolejne ulice nabierając coraz większej prędkości. W którymś momencie gra musiała nie doczytać obiektów, bowiem zaczęła skakać jak na pokazie slajdów podczas biurowej prezentacji. Pomogło dopiero wczytanie ostatniego zapisu. Są też typowe dla sandboksów glitche, choć nie tak częste jak w pierwszym WD i raczej rozbawiają niż irytują.

Nie przypadł mi też do gustu model strzelania, celownik ciągle mi gdzieś latał – ostatecznie przestawiłem wspomaganie na wysokie i jako dałem sobie z tym radę. Wkurzają też trochę niepotrzebne animacje – chociażby przed rozpoczęciem niektórych rozmów (cofanie się i ustawianie odpowiednim miejscu), czy czekanie aż zamkną się drzwi od kryjówki hakerów.

Werdykt

Watch Dogs 2 wygląda, działa i gra się w nie tak, jak powinno było wyglądać i działać pierwsze Watch Dogs. I nie mówię tu o próbach dogonienia świetnego zwiastuna o grze jako całości. Tak, jak mówiłem w materiale z pierwszych, 4-godzinnych wrażeń, wszystko jest tu lepsze, a w zasadzie bardziej dopracowane niż w jedynce.

Fajniejsi bohaterowie, ciekawsze miejscówki, bardziej zróżnicowane zadania, lepszy model jazdy. Grze wciąż daleko do GTA V, ale porównywanie czegokolwiek do produkcji Rockstara jest z góry skazane na przegraną. I choć Watch Dogs 2 też jest „piaskownicą”, to nareszcie robi wszystko tak, jak robić powinno. Solidna, dobra produkcja, która powinna przypaść do gustu wszystkim fanom „sandboksów”, zachwyceni będą natomiast gracze, którym podobała się jedynka.

Ja bawiłem się przy WD2 bardzo dobrze i zamierzam do tej gry wracać – chociażby po to, żeby lepiej poznać świat, poszukać rzeczy, które ominąłem na początku i prostu dobrze się bawić. Bo dobra zabawa w Watch Dogs 2 zarezerwowana jest nie tylko dla przerysowanych, wyluzowanych bohaterów, ale również graczy, którzy sięgną po ten tytuł.

Ocena 8/10

  • Daniel

    Halo….?!?! Za stworzenie ctOS jest odpowiedzialne Nudle? Nope. Za ctOS i ctOS 2.0 jest odpowiedzialna firma Blume (http://chicago-ctos.com/ fakt, że tyczy sie tu Chicago ale jednak) Nudle i inne firmy tylko współpracują z Blume udostępniając dane każdego użytkownika. Nudle to odpowiednik naszego Google, gdzie nawet jest aplikacja Nudle Maps i cały ośrodek Google w Dolinie Krzemowej. Ale nie mylić proszę Blume z Nudle. Blume firma zajmująca się inteligentym miastem (ctOS)

    • Paweł Winiarski

      Masz 100% racji, za bardzo uproscilem :)

  • Drooith

    Fajna recka :) Dużym plusem była fajna recka Mafii 3 więc teraz chętniej czyta się inne ;)

    • Dzięki

    • aaa

      Mafia 3 została rozjechana jak masło.

    • Drooith

      I słusznie :)

    • Karol Zębik

      mafia III to najgorzej wydane pieniadze w moim zyciu

  • wyborcapisudokolejnychwyborow

    kpa kolego za 8/10. Za ten model jazdy samochodem to powinni każdemu klientowi dopłacić. Dischonored 2 ociera się o perfekcję, a ty za gniota od UBi dajesz wysokie 8/10. Jest lepiej niż w poprzedniej części ale to wciąż średniak i nic więcej. Coraz gorsze te twoje recenzje.