32

W połowie polskich szkół nie są stosowane żadne technologie cyfrowe

Zespól badawczy Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego i firma PCG Edukacja przeprowadziły badanie w polskich szkołach, dzięki któremu chcieli zobrazować poziom cyfryzacji w polskich szkołach. Nazwane zostało ono jako największe badanie tego typu, bo przeprowadzone zostało na grupie 100 129 respondentów: uczniów, rodziców, nauczycieli i kadry zarządzającej.

Robi wrażenie i z pewnością oddaje stan cyfryzacji w polskich szkołach dość precyzyjnie. Jakie są główne wnioski z przeprowadzonych badań? Ładnie podsumowała je prof. Marlena Plebańska:

Zaawansowani cyfrowo uczniowie, ciekawi nowych możliwości lecz nieufni wobec technologii w szkole rodzice oraz nauczyciele słabo wyposażeni przez swoje placówki w odpowiednie narzędzia oraz cyfrowe kompetencje to aktualny obraz polskiej szkoły w kwestii wykorzystywania technologii cyfrowych.

Spójrzmy jednak na główne cyferki. 50% ankietowanych przyznało, że w ich szkole nie są wykorzystywane żadne cyfrowe technologie. Najciekawsze jednak wnioski płyną z badania, jak wyglądają typowe lekcje, gdzie takowe są wykorzystywane. A mianowicie wygląda to tak, że to nauczyciel demonstruje taki sprzęt, a uczniowie są tylko odbiorcami.

Uatrakcyjnia to wprawdzie zajęcia, ale nie wzbudza kreatywności wśród uczniów. Nauczyciele najczęściej wykorzystują tu prezentacje multimedialne (42%) i tablice interaktywne (27%). Programowanie na lekcjach? Prawie w ogóle, tylko 5% badanych przyznało, że uczestniczyło w takich zajęciach. Jeszcze mniej, bo 1% miało okazję skorzystać z interfejsów pomiarowych, klocków do nauki programowania czy robotów.

A jak z wykorzystaniem sprzętów i dostępu do sieci? 75% uczniów korzysta ze sprzętu tylko na lekcjach, 20% przynosi swój własny sprzęt, który wykorzystuje w czasie zajęć. Natomiast tylko 4% ma możliwość korzystania ze sprzętów udostępnionych w szkole, również w domu.

Ponad połowa uczniów (52%) korzysta z własnego dostępu do sieci, 23% korzysta z sieci dostępnej w szkole, a 27% nie ma w ogóle dostępu do sieci w swoich placówkach.

Raport jest dość obszerny, znajdziecie go pod tym linkiem. Myślę, że to będzie ciekawa lektura dla wszystkich. Najbardziej pesymistyczny z tego wydaje się fakt, że tak duży odsetek szkół nadal nie ma dostępu w ogóle do nowych technologii, wydawało mi się, że to już pieść przeszłości i obecnie jest to już w zdecydowanej mniejszości. Widać, że wiele jeszcze przed nami, by uzupełnić te luki w najważniejszym przecież miejscu, gdzie młodzi ludzie zaczynają swoją edukację.

  • Ymnytor

    Jak już się opisuje taki raport to warto napisać co uważane jest za technologie cyfrowe.

    50% ankietowanych przyznało, że w ich szkole nie są wykorzystywane żadne cyfrowe technologie

    Czyli, że co? Nauczyciele nie korzystają z komputerów, aby wyświetlać cyfrowe pomoce, nie ma projektorów, tablic multimedialnych, na informatyce w szkołach nie ma komputerów?
    Czym są klocki do nauki programowania? To są te pomoce dla dzieci z podstawówki do tłumaczenia podstawowych zagadnień jak instrukcje warunkowe? Bo jeśli tak, to nie ma się co dziwić, że tak jest, bo w Polsce dopiero planuje się wprowadzać podobne lekcje do programów, a zanim to zacznie przynosić efekty minie więcej czasu. Swoją drogą nigdy nie spotkałem się z badaniami pokazującymi w jakim stopniu wykorzystywanie takich pomocy i np. scratcha w nauczaniu dzieci faktycznie działa.
    Podobnie jest z przynoszeniem własnego sprzętu. Też ciężko wywnioskować z tekstu o co chodzi. Dzieci przynoszą własne komputery, bo nie rodzicom informatykom nie podoba się windows w salach informatycznych, czy po prostu muszą przynosić laptopy, bo w szkołach nie ma. Nie boją się, że zostaną okradzione? Czy może za własny sprzęt traktowany jest np. pendrive z prezentacją w powerpoincie. A może jeszcze po prostu korzystanie z własnego sprzętu to robienie sobie zdjęć na Snapchata podczas lekcji.

    • W drugiej połowie wykorzystują te pomoce cyfrowe, dość mocno, co do programowania w szkołach, projekt ruszył chyba w zeszłym roku jak nie wcześniej

    • Ymnytor

      Ale czym są te pomoce tego nie napisałeś. Jeśli są to słabe prezentacje, to może nie warto się w to bawić, bo przekażą mniej wiedzy, niż potrafi zrobić to dobry nauczyciel bez nich. Można się bawić w pięknie wyglądającą cyfrowo szkołę w tabelkach jakiś rankingów, ale ma to sens?
      Ruszyć może i ruszył, ale zanim coś ruszy naprawdę minie trochę czasu. Łatwo się domyślić, że nauczyciele nie wiedzą jak uczyć w ten sposób dzieci, jakie ćwiczenia wykonywać. Proces szkoleń, zakup niekoniecznie potrzebnych materiałów to mnóstwo czasu.

    • Wydaje mi się, że to możliwe, że te 50% w ogóle nie ma dostępu do tych pomocy. Często oceniamy stan w perspektywie swojego miasta. Ale są szkoły w bardzo małych miejscowościach, zapomniane i nie dofinansowane, dysponują może jakimś bardzo starym sprzętem, którego bez sensu już nawet odpalać

    • zerra

      Bzdury o tych szkołach w małych miejscowościach. Wszystko zależy od umiejętności Dyrektora placówki, jak dużo pieniędzy mu przydzielą/WYWALCZY z wspólnej puli. Mam przykład od siebie ze wsi. Szkoła malutka „0” + podstawówka, a w szkole osób jest z 50 (razem z 0!).
      Szkołą dostała swój przydział na dany cel i 5 lat temu odremontowali całą szkołę z zewnątrz + zrobili ogród botaniczny z miejscem na grilla(to było współfinansowane w jakieś części z unii).Drugim przykładem z tej szkoły jest okres kiedy był taki okres gdzie zamykali szkoły czy też zmieniały one tryb uczenia(nauczyciele tam mieli być bodajże zatrudnieni na normalną umowę), ale mniejsza o to.
      Po prostu nauczyciele kiedy były wycieczki czy jakieś konkursy chcąc zaoszczędzić pieniądze(żeby jej nie zamknęli/przerobili) nie brały zapłaty za tą fatygę co się później okazało że nic im to nie dało ponieważ te pieniądze dalej trafiły do wspólnej puli szkół z danego terytorium…

      Teraz dam przykład trochę świeższy ponieważ obserwowałem szkoły(2 są w mieście gdzie chodziłem do technikum) przez ostatnie 2 lata.
      U mnie dyrektorka to była pomyłka, szkołą przez 4 lata jak chodziłem do technikum dorobiła się jednej sali „Studio Filmowe” oraz 30 laptopów (ale to akurat z środków unii europejskie / lub po części).

      Dwa lata temu w drugiej szkole był konkurs na nowego dyrka. Wygrała osoba która rzeczywiście nadawała się na to stanowisko ponieważ potrafiła wyciągać pieniądze z tej puli i przez to
      wymienili całą sieć elektryczną(? Kable rozprowadzające prąd, nie wiem jak to się nazywa dokładnie),
      wyremontowali korytarze, wyposażyli kilka sal w nowoczesne sprzęty oraz wybudowali budynek dla nowego kierunku w szkole.
      Tutaj zaznaczę od razu że ta osoba wszędzie gdzie była dyrektorem to szkoła po prostu wskakiwała na lepszy poziom.

      Tak więc widzisz jak to jest z tym dofinansowaniem.
      Pozdro

    • To dość optymistyczny akcent w tej dyskusji. Pozdrowienia dla tego dyrektora, szacunek

    • kubastick

      Potwierdzam, jestem w 1 klasie technikum informatycznego i mam lekcje programowania w c++, jednak tylko konsola nic pozatym

  • doogopis

    Przecież ta wielka państwowa edukacja to ściema! Sam chodziłem do podstawówki 25lat temu plus czy minus. A ludzie dziś nie uczą sie więcej tylko mniej! Tu w fr to już nawet nie zadają zadań domowych, bynajmniej nie w pierwszych trzech klasach podstawówki. A jeszcze troche to w ogóle szkoła bedzie wielką szopką!
    I niby teraz mamy neta,taki dostęp do wiedzy! I co i nic!

  • Kamil Ro. Dzióbek

    >50% ankietowanych przyznało, że w ich szkole nie są wykorzystywane żadne cyfrowe technologie.

    Podstawa programowa mówi, że musi być informatyka i komputery. I tak jest. Więc komputery są w każdej szkole. To niemożliwe żeby 50% ludzi nie wiedziało o ich obecności.

    >Z badań wynika, że co piąty uczeń korzysta z własnego sprzętu podczas lekcji.

    Czyli co piaty uczeń pisze na Facebooku w czasie lekcji gdy ma telefon schowany pod ławką. Ewentualnie sprawdza odpowiedzi na Wikipedii w czasie klasówki. Te dane są przerażające.

    >Programowanie na lekcjach? Prawie w ogóle, tylko 5% badanych przyznało, że uczestniczyło w takich zajęciach.

    Programowanie nie było w programie nauczania, więc raczej nauczycie nie powinni takich lekcji przeprowadzać.

    Tak samo w programie nie ma zabawy klockami LEGO Mindstorms, a takie zabawy wiele uczą na temat robotyki. Tego typu lekcje były dostępne kiedyś za dopłata w niektórych szkołach.

    >Ponad połowa uczniów (52%) korzysta z własnego dostępu do sieci, 23% korzysta z sieci dostępnej w szkole, a 27% nie ma w ogóle dostępu do sieci w swoich placówkach.

    Nie wychodzi 100%. Czyli 23% szkół ma wi-fi dla dzieci, a reszta dzieci musi korzystać z LTE lub z darmowego Areo2. To okropne że LTE i Areo2 niedochodzi do 27% placówek. A się tak chwalili pokryciem kraju. Może te placówki są wyłożone folia aluminiową by tłumić fale?

    • Piotr Rywciu

      Ewentualnie mamy zeskanowany podręcznik na telefonie…

  • Marcin

    O czym tu w ogóle jest mowa? Nauczanie informatyczne w szkołach zatrzymało się dobrych 10 lat temu, a teraz co najwyżej się cofa (czyli w skali świata galopuje w tył). Jako pracownik na uczelni wyższej mogę powiedzieć, że widziałem rzeczy, które się nie śniły największym filozofom:
    1. Ręczna numeracja wierszy w excelu (zatrzymaliśmy jelonka dopiero jak przekroczył setkę).
    2. Wyśrodkowanie 100 stron pracy magisterskiej za pomocą spacji. TAK! Całe 100 stron, wiersz po wierszu, wyśrodkowane spacją.
    3. 50 stron pracy poprawionej i skomentowanej w trybie recenzji (MS word) – tak po ludzku, żeby było łatwiej. Student nie umiał „wygumować przekreśleń więc przepisał wszystko od nowa.

    Takich przykładów można by mnożyć. Natomiast próba nauczenia świeżo upieczonego maturzystę podstaw programowania, często kończy się jego płaczem i błaganiem o litość. Bo nie spodziewał się, że jeśli w nazwie kierunku studiów nie ma słowa matematyka/informatyka, to znaczy, że musi ją umieć.

    A wy tutaj rozwodzicie się nad jakimiś technologiami cyfrowymi. Za to obsługa „fejsa” idzie im biegle i jest to pierwsza rzecz, która pojawia się na ekranie po włączeniu komputera.

  • MDW

    Mój syn (8 lat, II klasa) chodzi do takiej właśnie „analogowej” podstawówki (duża szkoła we Wrocławiu). Gdy przekraczam próg tej szkoły to mam wrażenie, że przenoszę się w czasie. Szkoła nie różni się niczym od mojej podstawówki (1981-1989). Ten sam klimat, podobni nauczyciele. Ale prawdę mówiąc wisi mi brak tej cyfryzacji, bo dzieciak ma jej wystarczająco dużo w domu (pomino tego, że ma ostro wydaielany czas na cyfrowy świat). Dziwię się tylko nauczycielom i niektórym rodzicom, że nie chcą sobie ułatwiać życia korzystając z nowych technologii. Męczą się z głupimi problemami, które można byłoby rozwiązać cyfrowymi rozwiązaniami bez właściwie jakichkolwiek nakładów finansowych. To takie… nieudolne i czasem zabawne. :) Muszą minąć jeszcze za dwa pokolenia tacy ludzie zrozumieli, że nawet głupi smartfon może im ułatwić życie. :)

  • airhead

    nie mają komputera w księgowości? :)