5

W co warto grać na PS Vita – część czwarta

Nadszedł czas na kolejną odsłonę serii o grach na PS Vita. Jak zwykle serwuję miks nowości i klasyki, w którym — mam nadzieję — każdy odnajdzie coś dla siebie!

Pozwolę sobie ostrzec, że w związku ze specyfiką platformy — na poniższej liście nie uświadczymy pakietu tzw. blockbusterów i gier AAA z miejskich plakatów. Na platformę często decydują się publikować mniejsze studia (indie), ponadto znajdziemy tu spory zestaw portów z innych konsol, a tym często towarzyszą charakterystycznych dla japońskiego rynku tytuły — m.in. visual novel. Mimo wszystko każdorazowo postaram się wymieszać na tyle rozważnie, abyście niezależnie od gustów, w każdym z zestawień każdy mógł znaleźć coś dla siebie!

Criminal Girls 2: Party Favors

O PS Vita zwykło się mówić, że jest miejscem idealnym na porty i sequele. Te bardziej i mniej udane. Criminal Girls 2: Party Favors to idealny obraz tej teorii. Po pierwsze, debiutancka część serii trafiła na ostatni handheld Sony w usprawnionej względem oryginału wersji… a sequel to już oczywistość — tytuł krzyczy najgłośniej. Druga odsłona przepełnionego po brzegi erotyzmem RPG z bandą słodkich dziewczynek w roli głównej. Tytuł na wskroś japoński i na swój sposób typowy dla tamtejszego rynku.

Podobnie jak we wcześniejszych częściach Criminal Girls, tutaj również przeniesiemy się do tajemniczego świata który najprościej można określić mianem czyśćca. To właśnie w nim wcielimy się w rolę instruktorki, której zadaniem jest… zreformowanie pięknych dziewoj, by w przyszłości nie popełniły żadnej zbrodni. Trzeba dmuchać na zimne! Sytuacja jednak trochę się komplikuje, kiedy w nasze szeregi przedziera się postać która ma swoje za uszami i… wszyscy trafiamy do piekła. Od teraz naszym celem będzie wydostanie się z tych niespodziewanych tarapatów. Z jakim skutkiem? To już zależy tylko od nas, czyli graczy!

Do całej zabawy powraca usprawniony, lecz pozostający w podobnym klimacie, turowy system walki. Bierze w nim udział maksymalnie czwórka naszych uroczych bohaterek. Te będą same rzucały propozycję ataków / obrony, a my wybierzemy opcję, która naszym zdaniem jest w danej sytuacji najrozsądniejszą. Nowością jest wykrzykiwanie w ich kierunku komend, które mogą je zdenerwować albo zmotywować do działania. Nie poprawiono jednak kwestii przedmiotów, czyli… nie dodano go. Dlatego wszyscy którzy chcą dać grze szansę, muszą liczyć się z tym, że kilkudziesięciogodzinny grind będzie tam codziennością. A ten po jakimś czasie staje się, po prostu, nudny.

Criminal Girls 2: Party Favors to ciekawy sequel, który naprawia kilka grzechów poprzedniej części. Kilka, ale… no niestety — nie wszystkie. Fani gier z humorem i delikatnym erotyzmem (tak, przygotujcie się na  cenzurę — jednak gra w Europie wciąż posiada oznaczenie PEGI18) mają szansę być urzeczeni, bo w konsolowych wydaniach nie mamy ich na Zachodzie zbyt wielu. Jednak z góry uprzedzam, że jest to rzecz do której trzeba podejść ze sporym dystansem!

Lumines Electric Symphony

O ile Tetris jest dla mnie synonimem przenośnego grania na konsolach Nintendo, u Sony takim symbolem jest właśnie Lumines. To również gra, w której układamy kolorowe klocki. A kiedy uda nam się ustawić co najmniej cztery identycznego koloru klocki obok siebie, skanująca co kilkanaście-kilkadziesiąt sekund linia je redukuje. Cel całej rozgrywki jest taki sam, jak u całej konkurencji: zgarnąć jak najwięcej punktów na nasze konta. Co zatem wyróżnia grę na jej tle?

Tempo, klimat i elektrrrryzująca ścieżka dźwiękowa, która hipnotyzuje i nie daje się od niej oderwać. Zasady Lumines są banalnie proste, okazuje się jednak, że z tych niewielkich rozmiarów klocków można wyczarować naprawdę niesamowite kombinacje. A to przekłada się na bajeczną rozgrywkę, która nie raz i nie dwa spędziła mi sen z powiek. Te niepozorne gry często okazują się najbardziej wymagającymi — podobnie jest tym razem. Lumines Electric Symphony była jednym z tytułów startowych, dlatego starano się wykorzystać wszystkie atuty Vity — dlatego nie mogło zabraknąć w tym wszystkim nawet użycia tylnego panelu dotykowego (pamiętacie w ogóle że on tam jest?!). Całość została skąpana w subtelnym 3D, doskonała ścieżka dźwiękowa w rytm której układamy elementy na planszy wciąż jest bardzo mocną stroną zabawy. I co tu dużo mówić, to jedna z tych gier, której nie powinno zabraknąć na konsoli żadnego szanującego się miłośnika platformowy!

Psycho-Pass: Mandatory Happiness

Gry z gatunku Visual Novel to na Zachodzie nowość. My, dawno temu, mieliśmy nasze kochane paragrafówki, które ostatnimi czasy wracają do łask na urządzeniach mobilnych. W nieco zmienionej wersji, ale zawsze. Japonia jednak od lat kocha interaktywne opowieści, w których to gracz sam wybiera ścieżkę i ma szansę podejmować decyzje razem z bohaterem. Od kilku lat jednak coraz więcej przedstawicieli gatunku migruje również na Zachód. Jednym z nich jest Psycho-Pass: Mandatory Happiness, opowieść oparta na popularnej serii anime oraz krótkich powieści.

Daleka przyszłość. Maszyny i technologia o jakiej jeszcze nie śnimy jest tam na porządku dziennym. Rządzi nim Sibyl, system który zna obywateli lepiej niż oni sami. Projektuje im życie, ocenia ich poczytalność, zdolności i charakter. Wybiera życiowych partnerów oraz ścieżkę kariery, by ci byli szczęśliwi. Brzmi pięknie? Nic z tych rzeczy. Zaprojektowane szczęście może satysfakcjonuje większość, ale z pewnością nie wszystkich. Wszystkie przejawy buntu i zachowania klasyfikowane jako niebezpieczne eliminowane są w mgnieniu oka. A pośrodku tego wszystkiego dwójka bohaterów, z perspektyw których będziemy poznawali tamtejsze wydarzenia: Nadeshiko oraz Tasurugi. Ze swoimi doświadczeniami, wspomnieniami oraz… brakiem wspomnień. Różnią się od siebie niemal wszystkim, jednak przyjdzie im pracować razem. Z jakim skutkiem?

Tego, jak i wielu innych wieści z pseudoradosnego świata dowiecie się sięgając po Psycho-Pass: Mandatory Happiness. Grę-czytankę, skąpaną w fantastycznym cyberpunkowym klimacie. Od razu zaznaczę, że nie jest to tytuł „na raz” — jeżeli naprawdę zależy komuś na poznaniu całej tamtejszej historii, warto pokusić się o kilka przejść, skutki zabawy będą różniły się w zależności od podejmowanych przez nas po drodze decyzji. Cała zabawa okraszona została miłą dla oka grafiką z małą domieszką animacji. Dochodzi do tego wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa, a miłośnikom Threes! donoszę, że znalazło się też miejsce dla mini-gierki opartej na podobnym schemacie. Jeżeli będziecie mieli dość dynamicznych pogoni w grach akcji czy niekończących się walk w jRPG, warto na chwilę przycupnąć i wczytać się w to, co tej futurystyczny świat ma nam do zaoferowania.

Tearaway

Sony brakuje maskotki. Postaci, która jednoznacznie kojarzyłaby się z marką PlayStation. Po Crashu Bandicoocie swoje pięć minut miał Sackboy z LittleBigPlanet, ale i jego czas najwyraźniej przeminął. Kiedy zatem w 2013 roku zadebiutowało Tearaway, przeurocza platformówka od ojców szmaciaków, miałem nadzieję, ze uda im się zawalczyć o to miano. Tym bardziej, że miała ku temu ogromny potencjał.

Bo platformówki, czy to 2D czy 3D, to rzecz ponadczasowa. Gry które podobają się małym i dużym, niezależnie od koloru skóry czy płci. Jeżeli są dobrze zaprojektowane, ich twórcy zadbają o bilans wyzwań które rzucają w naszym kierunku, a światy są skonstruowane tak, że aż chce się je poznać z każdej strony no to recepta na sukces gotowa. I Tearaway wśród ludzi którzy odważyli dać się mu szansę był oceniany naprawdę wysoko (kilka lat później średnia na MetaCritic wynosi 87/100, w rankingu graczy ma nawet oczko więcej). I absolutnie mnie to nie dziwi, bowiem to jedna z najsłodszych i najbardziej charakterystycznych produkcji na tę platformę. Twórcy zrobili użytek z każdej unikatowej opcji konsoli. Dali nam przyjemnych bohaterów i wysłali nas w fantastyczny świat papercraftów. Jako pierwsi tak kreatywnie i nieirytująco wykorzystali na dłuższą metę tylny panel dotykowy, a jakby tego było mało — na deser zaserwowali nam niegłupią fabułę z morałem.

Tearaway to jedna z tych produkcji, które polecam wszystkim. Ponadczasowa i urzekająca, a przy tym piękna i dająca ogromnie dużo satysfakcji. Przekonajcie się sami!

Zobacz też:

  • Marian Koniuszko

    W koncu pojawilo sie Lumines. Czesc na Vite jest slabsza od pierwszej czesci z PSP (dlaczego jest ona niedostepna w PSN?!?), ale nadal jest to cudowna gierka, w ktora mozna pograc 5 minut a mozna grac tez az do rozladowania baterii.

  • Hiwatari

    Nawet nie wiedziałem, że jest cykl dotyczący gier na PS Vita.
    To się zdziwiłem, a że jest ze wczoraj, a nie sprzed 3 laty, to już w ogóle. Fajnie, że ktoś się jeszcze nią interesuje.
    Kupiłem najlepsze gry AAA i teraz nie wiem co z nią zrobić, bo nie wiele tego.

    • Polecam przekonać się do gier Indie. Moja PS Vita mocno się kurzyła, bo uparcie czekałem na mityczne AAA.

      Kiedy zmieniłem podejście i przejrzałem PS Store – karta 4GB przestała być wystarczająca, teraz 8GB jest za mało i gdyby nie cena, to celowałbym w memorkę 32GB.

      Zamiast czekać na dobre gry, po prostu zacząłem grać w bibliotekę Vity. Konsola dostała u mnie drugie życie :-)

    • Hiwatari

      Od gier Indie jest smartfon, nie konsola do gier z takimi możliwościami. Jednak zmieniłem podejście i gram teraz w… Gry z Japonii. Ostatnio ogrywam Attack on Tittan (i te cut scenki jak w anime i jon dubbing) i WoW. Później pogram w SAO dwie części, a jeszcze premiera Berserka na horyzoncie i nie tylko.

    • Po części masz rację, ale Vita wygrywa tym, że posiada fizyczne sterowanie. Naprawdę świetnie grało mi się w Limbo czy Hotline Miami. Oczywiście lubię Indie z fabułą, ponieważ porty gier endless-runner pokroju Corriror Z…nieszczególnie mi podchodzą.

      Zamierzam podejść do jRPG – może je polubię, podobnie jak otworzyłem się na Indie. Niestety cierpię na chroniczny brak czasu, takiego Borderlands 2 na Vicie, przechodzę już 3 miesiące ;-) Miło wspominam jednak Final Fantasy VIII czy Vagrant Story, także powinienem polubić ten gatunek.

      Co do magii gier – całkowita prawda. Może japońszczyzna to zupełnie inny świat, niż „nasze” Call of Duty czy Fallout, ale grywalność mają niesamowitą. Pamiętam swój zachwyt, kiedy kupiłem Nintendo Wii.