ursus bulldog
59

Polski Ursus się rozwija, ale amerykańska konkurencja pokazała mu właśnie miejsce w szeregu

Czym różnią się kraje rozwinięte od tych zacofanych? Odpowiedzi jest sporo, ale jedną z najważniejszych stanowi struktura zatrudnienia: w krajach wysokorozwiniętych rolnictwo jest bardzo wydajne, plony są duże i nie wymaga to wielkich nakładów pracy. Ludzkiej pracy. Trzeba mieć na uwadze, że w tym sektorze zatrudnienie będzie maleć, bo coraz więcej zadań przejmą maszyny. Uporają się z problemem szybciej, taniej i lepiej niż człowiek. Świeży przykład płynie z USA. Ciekawe, czy nasza legenda z tego segmentu nadąży za tymi zmianami?

Ursus w paru ostatnich dekadach zmagał się z dużymi zawirowaniami. Ostatecznie legenda została przejęta przez innego gracza z tego sektora i zaczęła wracać do gry. Dostarcza ciągniki i maszyny rolnicze na rynek polski, podpisuje też kontrakty w pozostałych państwach europejskich, a nawet na innych kontynentach – wystarczy wspomnieć Afrykę.

john deere logo

Co ciekawe, firma zaczęła się też pojawiać na AW. Weszła w biznes autobusów elektrycznych, rozpoczęła prace nad elektrycznym dostawczakiem, niedawno okazało się też, że może pomóc wskrzesić inną polską legendę: WSK. Także w formie elektryka. Pozytywne informacje, interes się rozwija, zatrudnienie rośnie, widać nowe inicjatywy. W tym kontekście jakoś można przełknąć gorsze wyniki – producent poinformował, że w ostatnim półroczu był na minusie, ale można to łączyć z inwestycjami. Z czasem powinny się one opłacić.

Inwestorów i decydentów firmy martwić mogą inne informacje. Zza Oceanu płyną doniesienia na temat inwestycji dokonanej przez branżowego molocha, korporację John Deere. Za ponad 300 mln dolarów kupiła ona firmę z Doliny Krzemowej: Blue River Technology. Czym zajmuje się to przedsiębiorstwo? W wielkim skrócie: wykorzystuje najnowsze rozwiązania świata IT w uprawie roślin. Tworzy maszyny, które korzystają z kamer, uczenia maszynowego, namiastki sztucznej inteligencji. Dotyczy to przede wszystkim oprysków – za sprawą rozwiązań tego startupu ilość chemikaliów stosowanych na polu może być zmniejszona nawet o 90%. To pewnie skrajne przypadki, ale przyjmijmy, że udaje się zmniejszyć opryski o 50% – to oznacza spore oszczędności i pozytywne działanie z ekologicznego punktu widzenia.

Opryski w nowej formie nie są kierowane na całe uprawy – zamiast kanonady właściwej dla bitwy pancernej mamy raczej działania snajperskie. Maszyna, którą ciągnie traktor, rozpoznaje intruza, rośliny chore, zbyt małe czy przeszkadzające w rozwoju pozostałym i kieruje na niego wiązkę chemikaliów. Reszta upraw nie jest spryskiwana. Tak postępuje się już z sałatą, tak niebawem będzie wyglądała uprawa bawełny, w planach firma ma też rozwiązania dla kukurydzy oraz soi. Czy to działa? Jeżeli wielki amerykański producent badał te technologie przez kilka kwartałów i ostatecznie wyłożył kilkaset milionów dolarów, zakładam, że tak.

Z jednej strony pokazuje to, jaki potencjał drzemie w branżach, które raczej nie są kojarzone z IT – statupy mogą powstawać w każdym sektorze, bo wszędzie można coś zmienić. Tu mamy rolnictwo, ale na podobne innowacje czekają górnictwo, gospodarka leśna, hodowla czy budowlanka. Z drugiej strony staje się jasne, że niektórzy „tradycyjni” gracze z tych biznesów mogą mieć problem. Bo czy Ursus będzie w stanie wydać wspomniane pieniądze na takie innowacje? Nie. Ułamek tej sumy to dla niego góra złota. Można oczywiście narzekać, że to przez chorą sytuację w Dolinie Krzemowej, że wyceny młodych firm nie są normalne, ale to sytuacji zbytnio nie zmieni – pojawia się ryzyko, że przetrwają najsilniejsi, których stać będzie na takie inwestycje.

Nie twierdzę oczywiście, że Ursus zaraz padnie i powinien odpuścić. Zastanawiam się raczej, czy przywołane rozwiązania może wdrożyć na własną rękę, ewentualnie współpracując z polskimi firmami i uczelniami? I kiedy byłby w stanie to zrobić? Bo przez najbliższe lata takie produkty w ofercie korporacji John Deere będą pewnie bardzo drogie i zdecydują się na to najwięksi farmerzy. Ale z czasem stanie się to standardem – co wówczas zrobi Ursus lub inny mniejszy producent? Pół biedy, gdy więksi będą licencjonować te technologie mniejszym, sprzedawać wyspecjalizowane maszyny. Gorzej, gdy całe rolnictwo przeskoczy na zupełnie inny poziom rozwoju technologicznego i stanie się w pełni zautomatyzowane, a nasz producent nie załapie się na tę rewolucję. Wówczas może nie pomóc ani cena ani rozpoznawalna marka…