217

Uczę się pracować bez myszki

Jestem leniwcem z natury. Ponoć w biznesie to całkiem niezła cecha bo osoby leniwe szukają wszędzie uproszczeń, optymalizacji i automatyzacji - są też często przyczyną wprowadzania innowacji w biznesie. Po części się z tym zgadzam. Piszę o tym dlatego, że w ramach usprawnienia pracy postanowiłem ostatnio porzucić myszkę na rzecz gładzika i skrótów klawiaturowych.

Musi być szybciej

Nie robię tego dlatego, że mam problem z obsługą myszki. Mam wrażenie, że odrywanie rąk od klawiatury w celu najechania kursorem na wybraną rzecz i potem klikanie jest stratą czasu. Ponieważ lubię optymalizować wszystko co robię, to postanowiłem jeszcze bardziej zaangażować się w świat skrótów klawiaturowych w Mac OS. Podstawy znam, ale jest tego tyle, że zapamiętanie i przyzwyczajenie się do tych mniej oczywistych skrótów zajmie mi sporo czasu. Jest też oczywiście gładzik, który w przeciwieństwie do myszy znajduje się tuż pod klawiaturą i jest szybszy w użyciu, o ile nie potrzebujemy wykonać bardzo dokładnych operacji. Na szczęście w grafice komputerowej się nie zatrudniłem i takich rzeczy robić nie muszę.

Widzę już postęp.

Naukę pracy bez myszy zacząłem od tego, że po prostu nie zabieram jej do pracy lub jest permanentnie schowana w szufladzie. Po kilku dniach mimo iż wydawało mi się to niemożliwe okazuje się, że zaczynam się przyzwyczajać do faktu, że jej nie ma. Z skrótami idzie coraz lepiej i coraz szybciej. Zaczynam też zapamiętywać te z podstawowych aplikacji, z jakich korzystam na Macbooku. Na szczęście nie ma ich aż tak dużo i jest to do opanowania.

Niestety mam jeszcze odruchy, aby często sięgać do gładzika, kiedy chcę zmienić pozycję kursora, kursora który tak naprawdę nie do końca jest mi w wielu przypadkach potrzebny. Owszem w online’owym Gmailu jest niezbędny do klikania w maile ale np. aby otworzyć nową stronę internetową w przeglądarce już nie, a ja nadal chcę to robić myszką poprzez najechanie na okno wyszukiwarki.

Dlaczego walczę o tę optymalizacje pracy?

Nie chodzi tylko o czas – oszczędności na czasie nie będą na tyle duże, aby miało to znaczenie. Tak naprawdę chodzi o usprawnienia własnego stylu pracy, im bardziej będzie on efektywny, tym mniej będziemy się męczyć z rzeczami, które są nieefektywne. Zwracam na te aspekty coraz większą uwagę po to, aby w pracy pracowało mi się szybko i optymalnie i aby nie tracić koncentracji na mało istotne rzeczy.

Zdaje sobie sprawę, że w sztuce budowania własnego „work flow” jestem jeszcze amatorem. Jednak to właśnie na tym poziomie dostrzega się największy postęp – jestem więc mocno zmotywowany.