0

Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem wielkich targów. Zauważyliście?

Za nami wielka branżowa impreza: w Barcelonie odbyły się kilka dni temu targi Mobile World Congress. Święto rynku mobilnego, targi, na które zjeżdżają rzesz ludzi z całego świata - setki, a nawet tysiące producentów sprzętu, dostawców usług, analityków, przedstawicieli mediów, handlowców, pasjonatów. Przez tydzień mówi się głównie o rynku mobilnym. Przynajmniej tak było w poprzednich latach - tym razem emocje jakoś nie porażały, doniesienia ze stolicy Katalonii nie wylewały się z ekranu komputera. Rynek dojrzał...

Wystarczy spojrzeć na raporty firm analitycznych, by przekonać się, że w sektorze mobilnym coś zaczyna się zmieniać. Sprzedaż nie rośnie już dynamicznie, o ile w poprzednich latach producenci mogli ją zwiększać bardzo mocno (czasem skoki wyrażane w procentach były 3-cyfrowe), o tyle teraz stają przed zagrożeniem w postaci spadków sprzedaży. Samsung już się z tym zderzył, Apple przygotowuje rynek do twardszego lądowania, Xiaomi przestało czarować. A moglibyśmy dłużej wymieniać. Patrząc na raporty i prognozy widać, że coś się zacięło.

Raporty to jedno – informacje w nich zawarte nie muszą być jasne i widoczne dla osób, które rynkiem są zainteresowane w mniejszym stopniu. Ich mogą bardziej przyciągać wspomniane targi. Sęk w tym, że te imprezy też zaczynają hamować. Przynajmniej od strony mobilnej. Jesteśmy po dwóch wielkich wydarzeniach: najpierw zaliczyliśmy CES, ostatnio MWC. Kilka lat temu targi te były zdominowane przez sprzęt mobilny: nie brakowało premier nowych urządzeń i długo się o nich mówiło (najpierw spekulowało), przez tydzień świat nowych technologii żył „smartfonowymi” doniesieniami z Las Vegas czy z Barcelony.

Tym razem było inaczej. Owszem, mówiono o CES, ale branża mobilna zeszła tu na dalszy plan – najgłośniej było o samochodach. Autonomicznych, elektrycznych, nafaszerowanych nowinkami. Na dobrą sprawę, to nie jest jeszcze szokujące, bo CES to nie wydarzenie poświęcone mobile i tylko mobile. To mają być targi nowości. Najwyraźniej po kilku latach mobile przekazało pałeczkę innym segmentom rynku. Co ciekawe, widać to było także podczas targów w Barcelonie. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy osoby obserwującej wydarzenie z Polski.

W Barcelonie królowała chyba rzeczywistość wirtualna. A do tego gadżety. Premiery? Owszem, były. Ale te najważniejsze odbyły się na samym początku imprezy, właściwie przed jej rozpoczęciem. Były oszałamiające? Raczej nie. Samsung poprawił smartfon z roku 2015, LG poszło w kierunku, który może się okazać ślepą uliczką. To nie były pokazy wgniatające w fotel. Po nich natomiast emocje totalnej opadły. Każdego dnia śledziłem doniesienia z Barcelony i nie widziałem zbyt wiele nowinek, nie rzucałem nagle wszystkiego, by przyjrzeć się bliżej usłudze czy projektowi X. Było po prostu nudno. No chyba, że ktoś z zapartym tchem śledzi rynek VR.

Targi w Barcelonie nie wstrząsnęły branżą, nie będziemy o nich mówić przez kilka tygodni, wydaje się mało prawdopodobne, by jakiś produkt stał się wzorem dla innych, by jakiś pomysł zainspirował cały segment i wprowadził branżę na nowe tory. Niedawno pytano czy targi CES są jeszcze potrzebne branży, niedługo to samo pytanie może się pojawić w odniesieniu do MWC. Nie oznacza to oczywiście, że te imprezy znikną – po prostu czeka nas ich ewolucja. Od komórek przeszliśmy w MWC do smartfonów, potem pojawiły się tablety i gadżety ubieralne, teraz mamy VR i jeszcze więcej gadżetów. Mobile staje się naprawdę pojemne. Jestem ciekaw, w jakim kierunku potoczy się to w kolejnych latach?

Podczas MWC z pewnością było co oglądać, nie wystarczyłoby pewnie tygodnia, by to wszystko dokładnie „zbadać”. Ale to wydarzenie nie wywołuje już tak dużych emocji. Odzwierciedla po prostu sytuację na rynku, a ten po prostu przestaje elektryzować. Zastanawiałem się jeszcze w 2015 roku, czym mogą mnie zaskoczyć producenci i na razie nie uzyskałem odpowiedzi. Wątpię, by to zmieniło się podczas kolejnej edycji imprezy.