logo uber
20

Uber zakończył rok z gigantyczną stratą. Mógłby być na plusie, ale… nie chce

Kiedy firma działa właściwie? Do głowy przychodzi myśl, że wtedy, gdy interes przynosi zyski. Jeśli zatem spojrzymy na wyniki korporacji Uber, która w jednym roku potrafiła "wypracować" 4,5 mld dolarów straty, raczej nie uznamy tego biznesu za dobrze funkcjonujący. Co więcej: jego przyszłość można malować w czarnych barwach, bo z takimi liczbami daleko nie da się zajechać. Zdziwienie zapewne pojawi się po wysłuchaniu słów CEO firmy, który stwierdził ostatnio, że firma mogłaby na siebie zarabiać, ale... nie chce tego robić. Przynajmniej na razie.

Uber znowu stał się gwiazdą mediów. Tym razem za sprawą prezentacji wyników kwartalnych i podsumowania roku. Wszystkich interesujących liczb nie poznaliśmy, korporacja nie jest notowana na giełdzie i nie musi upubliczniać tych danych. Ale i na te jawne warto spojrzeć. Przychody w ostatnim kwartale 2017 roku wyniosły 2,2 mld dolarów i w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego oznaczało to wzrost o ponad 60%. Cały ubiegły rok przyniósł aż 7,5 mld dolarów przychodów i… 4,5 mld dolarów strat. To naprawdę duża liczba.

[/okladka] Tomasz Kielczewski dla HK Strategies / UBER // sesja niedoslyszacego kierowcy pracujacego z platworma UBER // Warszawa 2016

Po publikacji tych danych, znowu pojawiły się głosy, że z tym interesem coś jest nie tak: zagraża konkurencji dyktując niskie ceny przejazdów, ale robi to w nie do końca uczciwy sposób. Po wynikach widać wyraźnie, że z takimi cenami nie da się zarabiać. Ponownie można było usłyszeć/przeczytać, że takie innowacje to nie innowacje, a zwyczajne demolowanie rynku. Klienci mogą być zadowoleni, lecz do czasu: konkurencja może w końcu powiedzieć „pas”, opuścić rynek, a wtedy Uber podniesie ceny. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

Krótko po tych wywodach pojawiła się wypowiedź nowego szefa korporacji – Dara Khosrowshahi stwierdził, że Uber mógłby na siebie zarabiać, ale nie chce. Powód? Bo woli inwestować w rozwój i to rozumiany dwojako: technologiczny i geograficzny. Firma chce po prostu rosnąć w globalnej skali i spełnić swoje marzenie o pojazdach autonomicznych. Wyobraźcie sobie: samojezdne taksówki jednego gracza poruszające się w setkach (tysiącach?) miast na wszystkich zamieszkanych kontynentach?

CEO firmy przekonywał, że gdyby priorytety uległy zmianie, gdyby celem stało się szybkie zarabianie, to Uber byłby w stanie go osiągnąć. Blef i mydlenie oczu czy stwierdzenie faktów? Naprawdę trudno ocenić. Prawdą jest jednak, że dla niektórych firm zysk schodzi na dalszy plan, a priorytetem jest rozwój. Wystarczy przywołać korporację Amazon, która cały czas w siebie inwestuje i rzadko pokazuje zyski. Zwłaszcza duże. To jednak nie wynika ze złego zarządzania – Jeff Bezos i spółka mają taką strategię, jeśli postanowią ją zmienić, pewnie szybko mogliby wykazać naprawdę duże zyski. Ale nie chcą. Czy Uber jest w podobnej sytuacji?

Możliwe, że odpowiedź poznamy już za jakiś czas – jeżeli firma zechce wejść na giełdę, to decydenci korporacji mogą pokazać, że z tego interesu da się wycisnąć pieniądze. A potem wrócą do starego modelu, do prac nad autonomiczną jazdą. Warto w tym miejscu dodać, że niedawno Uber dogadał się z firmą Waymo, biznesem autonomicznych aut, za którym stoi Alphabet. Spór przeniósł się już do sądu, ale długo to nie trwało, osiągnięto porozumienie, zgodnie z którym Uber zapłaci blisko ćwierć miliarda dolarów. Oficjalnie do winy się nie przyznał, lecz taki ruch można odczytać w jeden sposób.

Znika poważny problem, nowy CEO pewnie będzie chciał szybko załatwić inne niezbyt przyjemne sprawy pozostawione w spadku przez poprzednika. Pracy do wykonania sporo.