kierowca UBER w Warszawie
75

Uber opuści Polskę? Nowe przepisy mogą namieszać w prowadzeniu biznesu nad Wisłą

Zamieszania wokół korporacji Uber, jej działalności w naszym kraju, ciąg dalszy. Można przy tym zakładać, że naprawdę mocne przepychanki zaczną się dopiero teraz. Przy czym będą się odbywały po cichu, w gabinetach i korytarzach. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa pracuje nad nowymi przepisami regulującymi transport drogowy. Jeżeli zrealizowane zostaną pomysły urzędników, kierowca współpracujący z amerykańską firmą stanie się... taksówkarzem.

Uber, jego polski oddział, stwierdził, że sprawy nie będzie komentował, dopóki projekt ustawy nie trafi do konsultacji społecznych. Trudno się temu dziwić: na razie nie ma sensu robić szumu i protestować, bo nie wiadomo, na czym stanie. Zwłaszcza, że wspomniany resort może się ścierać z innymi ministerstwami. Na czym mają polegać zmiany?

Część z nich sygnalizował już Grzegorz pisząc o milionie użytkowników Ubera w Polsce, wspominał, że wprowadzony zostanie obowiązek posiadania licencji przez wszystkich kierowców trudniących się drogowym przewozem osób, również tych, będących pośrednikami. Dzisiaj pisze o tym Rzeczpospolita i zwraca uwagę na fakt, iż po przepchnięciu projektowanej ustawy, każdy kierowca nie będzie już mógł wozić odpłatnie pasażerów korzystających z aplikacji typu Uber. Będzie musiał zdobyć licencję, tę poprzedzą egzaminy.

– Chcemy zrównać na rynku wszystkich, którzy funkcjonują w branży przewozu. Każdy, kto świadczy takie usługi, musi mieć odpowiednie umiejętności. Każdy, kto taki egzamin zda, będzie mógł wozić odpłatnie pasażerów – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury.

W teorii ma to sprawić, że pasażer poczuje się bezpieczniej: wiezie mnie licencjonowany kierowca. Warto jednak zauważyć, że ta bariera może zniechęcić sporą część kierowców, którzy dzisiaj współpracują z Uberem. Robią to m.in. dlatego, że egzaminy i zezwolenia nie są im potrzebne. Przynajmniej tak twierdzą, a sprawami zajmują się urzędnicy miejscy i sądy. Pojawia się zatem pytanie, jak zmiana przepisów wpłynie na polski rynek, na obecność Ubera w naszym kraju. Pisałem niedawno, że w Danii efektem nowych przepisów było… zawieszenie działalności amerykańskiej korporacji. W Polsce może być podobnie. A jeśli korporacja tu zostanie, może mieć problem ze znalezieniem kierowców.

Rada Ministrów podobno zajmie się projektem w przyszłym miesiącu, kilka tygodni później miałby już być procedowany w Sejmie. W efekcie nowe przepisy mogłyby wejść w życie jeszcze w tym roku, najpóźniej od stycznia roku 2018. Patrząc na tempo podejmowania niektórych decyzji, jest to możliwe. Najciekawsze jest to, że taksówkarze domagają się pełnego zrównania praw i obowiązków, mówią o wyższym ubezpieczeniu czy kasie fiskalnej. Tu jednak pojawia się Ministerstwo Finansów, które mówi o… liberalizacji przepisów.

Doszliśmy do bardzo ciekawego wątku: jeden resort mówi tak, drugi podchodzi do sprawy inaczej, pewnie kolejny miałby jeszcze inny pogląd na tę kwestię. I nie zdziwiłbym się, gdyby sprawa znowu utknęła na kilka kwartałów we wspomnianych gabinetach. Przypominam, że Uber działa w Polsce od kilku lat, przez cały ten czas toczy się spór o jego funkcjonowanie i do tej pory kwestia ta nie została uregulowana. Drugi rząd, który nie wie, jak to rozwiązać. Chyba to dziwi mnie najbardziej w całym tym temacie.

Zastanawiam się przy tym, jak się sprawy potoczą, gdy w końcu jakieś decyzje zostaną podjęte, gdy przepisy ulegną zmianie, a Uber i podobne mu firmy znajdą rozwiązania, które pozwolą im działać bez większych zmian w swojej strukturze? Znowu kilka lat będzie trwało łatanie dziur? Trudno mi sobie wyobrazić, co będzie się działo, gdy zacznie być realizowany pomysł autonomicznych pojazdów na europejskich, w tym polskich, drogach. Tesla mówiła kiedyś o tym, że ich samochód jeżdżąc w trybie samojezdnym mógłby zarabiać dla swojego właściciela. Wyobraźmy sobie teraz, że polscy urzędnicy i politycy mają się zmierzyć z takim wyzwaniem. Nic tylko usiąść z popcornem i obserwować taki spektakl. Trzeba przy tym uzbroić się w cierpliwość, bo to może się ciągnąć latami.

Nie jestem za tym, by Ubera z Polski usuwać, jednocześnie denerwuje mnie system, w jakim korporacja działa w naszym kraju. Za takie współdzielenie podziękuję. I oczekuję, że pojawi się w końcu rozwiązanie, które przynajmniej spróbuje zadowolić wszystkie strony: kierowców, taksówkarzy, urzędników, pasażerów. Sprawa nie może być aż tak skomplikowana, nie wierzę, że akurat to jest świętym Graalem w przewożeniu ludzi…