44

Za tę jedną decyzję mogę pochwalić TVP pod rządami Jacka Kurskiego

Jacek Kurski niedawno podsumował dwa lata swoich rządów w TVP. Zapewne nie muszę pisać, że jest z nich zadowolony, przekonuje, że zrobił sporo dobrego dla publicznego nadawcy - przywołując popularne ostatnio hasło można stwierdzić, że firma wstała z kolan. Mnie brakuje tego optymizmu przy ocenie tych kilku kwartałów, ale za jedną decyzję jestem tej ekipie naprawdę wdzięczny: przeniesiono program Jeden z dziesięciu do TVP1 i przyniosło to efekty: znacznie więcej Polaków ogląda zmagania, w których potrzebna jest duża wiedza.

TVP wywoływała skrajne emocje na długo przed zmianą rządów, do jakiej doszło w 2015 roku. Kolejne ekipy robiły z niej swój folwark, a część widzów narzekała na spadającą jakość. Zapewne wśród Czytelników znalazłbym sporo osób, które od lat nie śledzą stacji Telewizji Publicznej. Sam pisałem kiedyś, że jedyną rzeczą, która wychodzi jej dobrze, jest TVP Kultura. Kanał o marginalnym znaczeniu, lecz naprawdę warty uwagi. Przynajmniej tak było kiedyś. Oczywiście ile osób, tyle opinii. Szef TVP jest zadowolony z biznesu, którym zarządza.

W rozmowie z serwisem wirtualnemedia.pl Jacek Kurski stwierdził, że spełnił wszystkie obietnice, które złożył. Miało to polegać na odbudowie sił TVP i przywróceniu jej prestiżu. Podobno jest ona skuteczna w przekazywaniu misji kulturowej i tożsamościowej. Brzmi poważnie. Gdy jednak czytam o nowej, wiosennej ramówce, ta powaga trochę przygasa. Okazuje się, że pojawią się nowe telenowele, ewentualnie wróci się do sprawdzonych tytułów. Hitem mają się stać programy, które z kulturą wysoką mają niewiele wspólnego. Chociaż Jacek Kurski zapewnia, że w TVP będzie się pojawiać coś więcej niż discopolo. Mają np. wrócić kabarety. Złośliwi powiedzą, że te stacje serwują już widzom programy kabaretowe, chociaż znajdziemy je pod innymi nazwami…

Telewizję Publiczną można krytykować za wiele rzeczy, w ostatnich miesiącach oberwało się jej za serial Korona królów, który z jednej strony pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale z drugiej strony cieszy się sporą popularnością wśród widzów. Niedawno pisałem też o zapychaniu ramówki odcinkami Familiady – to może wywoływać zdziwienie. Jedna sprawa zasługuje jednak na szacunek: to przeniesienie teleturnieju Jeden z dziesięciu do TVP 1. Efekt zmiany jest taki, że program ma o pół miliona większą widownię. Warto dodać, że widowisko dało też sporo od siebie: programy nadawane przed i po teleturnieju też cieszą się większą widownią. Nie można mieć jednak wszystkiego: na tych zmianach straciła Dwójka.

Przeniesienie Jednego z dziesięciu do TVP 1 i poważny wzrost oglądalności tego programu jasno pokazują, że Polacy chcą oglądać takie rzeczy. Aby przyciągnąć widza, nie trzeba serwować idiotycznych pytań, jak to miało miejsce w przypadku wskrzeszenia Milionerów. Patrząc na wyniki widowiska prowadzonego przez Tadeusza Sznuka można dojść do wniosku, że ludzie nie uciekają od bardziej wymagającej rozrywki – wystarczy ją zaserwować. Może byłoby warto pomyśleć o jeszcze jednym programie tego typu? Kiedyś wspominano o powrocie Wielkiej gry i chociaż ten pomysł umarł, decydenci TVP mogliby pomyśleć o czymś podobnym. W nowoczesnym wydaniu, by przyciągnąć także młodego widza, ale nadal w oparciu o wiedzę, która nie ma związku ze znajomością świata polskich celebrytów. To byłaby misyjność…