1

To koniec pewnej epoki dla branży SEO. DMOZ.ORG zamknięty

Jeden z najstarszych katalogów stron w internecie kończy swój żywot. To jednocześnie koniec pewnej epoki w branży SEO.

Katalogi stron www kiedyś stanowiły jedno z podstawowych narzędzi do gromadzenia linków. Co ciekawe, szczególnie dużą popularnością cieszyły się one właśnie w Polsce. Na przestrzeni lat powstało kilkadziesiąt tysięcy stron tego typu – wiele z nich darmowych, ale były też płatne, które w większym stopniu przywiązywały wagę do jakości. Linki z katalogów przez jakiś czas stanowiły wartość dla Google’a. Dziś to jednak już relikt przeszłości.

Symbolem katalogów w sieci był dmoz.org – jeden z największych i zarazem najstarszych katalogów w internecie. Twórcy przykładali dużą wagę do jego jakości, co szybko zaprocentowało. W czasach, gdy zaczynałem dopiero interesować się tematyką pozycjonowania, dmoz.org był uważany jako miejsce, gdzie po prostu należało być obecnym. Posiadanie linków tutaj mocni wpływało na page rank witryny (czy ktoś jeszcze pamięta, co to było?). A to nie wszystko, Google otwarcie przyznawał, że z katalogu były pobierane linki do Google Directory (platformę zamknięto w 2011 roku). W czasach świetności dmoz.org był po prostu najlepszym źródłem linków i interesujących stron.

Czasy jednak się zmieniają, a z katalogów nikt już nie korzysta (pytanie, czy kiedykolwiek korzystał…). Sam dmoz.org też cierpiał na swoje problemy. Z czasem dodanie tutaj strony graniczyło z cudem. Moderatorzy mocno ograniczali poszerzanie bazy o nowe linki. Pojawiły się też oskarżenia o zmowy i inne nieczyste praktyki. Finalnie dmoz.org zakończył swoją działalność 17 marca 2017 roku.

Dlaczego to koniec pewnej epoki w branży SEO?

Pozyskiwanie linków nigdy nie było proste, a tymczasem to one w dużej mierze zawsze decydowały o pozycji danej witryny w wynikach wyszukiwania. Google przez lata doskonalił swoje algorytmy w taki sposób, aby skutecznie wykrywać nienaturalne linkowanie. Wszelkie praktyki polegające na tym można śmiało podpiąć pod „black hat seo”. Po drugiej stronie barykady (white hat seo) znalazła się cała reszta, a więc optymalizacja struktury, kodu oraz treści. A przynajmniej tak wygląda teoria, bo dziś ciągle jeszcze bardzo łatwo znaleźć „specjalistów” od pozycjonowania, którzy swoją skuteczność opierają na systemach wymiany linków i innych, wątpliwej jakości narzędziach, które szybko prowadzą do tego, że witryna otrzymuje od Google’a filtr. Zresztą gigant w związku z tym udostępnił kilka lat temu webmasterom narzędzie Disavow Tool, które służy do dodawania linków prowadzących do naszej witryny, które wyszukiwarka powinna ignorować (to też pewne zabezpieczenie przed depozycjonowaniem uprawianym przez nieuczciwą konkurencję).

Co zastąpiło katalogi? Mam wrażenie, że social media stały się takimi „nowymi katalogami”. Google niejednokrotnie zwracał uwagę na to, że linki z Facebooka czy Twittera są dla niego ważne. Swego czasu ten ostatni był nawet mocno zintegrowany z wynikami wyszukiwania. Z czasem przyszło też Google Plus, którego rolę dziś mocno ograniczono (był krótki okres, kiedy witrynę mogliśmy zintegrować z naszym profilem i uzyskać w ten sposób bardzo estetycznie wyglądający w wynikach wyszukiwania „authorship” – dziś te znaczniki nie są już obsługiwane). Niemniej ciągle warto być tam obecnym i dodawać linki do swoich stron. Szczególnie jeśli spojrzymy na rolę Google+ w portfolio firmy. Serwis wydaje się być dziś kreowany trochę na taki społecznościowy agregator interesujących linków.

Myślę, że za katalogami nikt na pewno nie będzie tęsknił (może poza gromadką SEO-wców starej daty). Co ciekawe, to głównie w Polsce cieszyły się one tak dużą popularnością. Przykładowo w Szwecji funkcjonujące strony tego typu można policzyć na palcach jednej dłoni. Gdzieś usłyszałem porównanie, że jeden wysokiej jakości link jest wart więcej niż 10 linków z katalogów i trudno się temu dziwić. Szczególnie, że Google zaczyna coraz mocniej opierać swoje działanie o machine learning, a do głosu dochodzą zupełnie nowe czynniki, jak chociażby czas, jaki użytkownicy spędzają na danej podstronie.

  • W moim odczuciu Dmoz nieco kłócił się z obecnym wizerunkiem firmy. Mozowcy na blogu cały czas „gonią” dla nas algorytm szukając nowych technik, przeprowadzając badania, nieustannie wskazując jak bardzo zaawansowany jest algorytm Googla. Z drugiej strony jednak sami są właścicielami katalogu, który jest pozostałością zamierzchłych czasów. Mimo, że katalog miał swoją wartość, to jednak trzeba go było odciąć zwyczajnie dla zasady. Niewiele firm pewnie by się na ten krok zdecydowało.