The End of the F***ing World
8

To teenage drama inna niż wszystkie! Recenzja The End of the F***ing World

W miniony piątek na Netflix trafiła wyczekiwana seria The End of the F***ing World, bazująca na komiksowej serii Charlesa S. Forsmana. Z pierwowzorem nigdy do czynienia nie miałem, ale płynące zewsząd pozytywne opinie sprawiły, że skusiłem się na tę ociekającą czarnym humorem serię. I jeżeli lubicie nietypowe poczucie humoru, piękne zdjęcia i produkcje z których po ścieżkę dźwiękową sięgacie tuż po zakończeniu seansu, to zarezerwujcie sobie dzisiejszy wieczór na tych kilka krótkich odcinków! 

W trudnych czasach dorastania

Seriale typu teenage drama kojarzą się w dużej mierze z klimatami Beverly Hills 90210 i bandą dzieciaków z miłosnymi rozterkami. James (w tej roli Alex Lawther) i Alyssa (Jessica Barden), główni bohaterowie The End of the F***ing World, wymykają się z tych schematów już na starcie. On uważa się za psychopatę, jest cichy, spokojny i raczej nie zwraca na siebie specjalnej uwagi — nie ma szans na wygraną w szkolnym konkursie popularności. Ona jest wyszczekaną, szczerą, zagubioną i nie pasującą do obrazu idealnej rodziny budowanej przez matkę, ojczyma i nowe rodzeństwo nastolatką. Dlatego chwilę po tym jak ich drogi się przecinają postanawiają kontynuować tę znajomość i porzucić dotychczasowe życie. Każdym z nich kierują inne bodźce, jednak ostatecznie zaczyna wytwarzać się między nimi niepowtarzalna więź.

Bunt to dopiero początek

Zbuntowany nastolatek w tej historii jest tylko punktem wyjścia, które pozwalają scenarzystom budować coraz bardziej absurdalne sytuacje. Twórcy serialu nieustannie balansują na granicy, którą bardzo łatwo jest przebić i przesadzić. Z brutalnością i granicą dobrego smaku. Na szczęście, w mojej opinii, ani razu nie posuwają się o krok za daleko — dzięki czemu od początku do końca historię tę śledzi się z nieskrywaną przyjemnością i właściwie to najlepiej pochłania się ją jednym tchem, z opcjonalnymi przerwami na kolejny kubek herbaty.

Jako widzowie nieustannie obserwujemy następne etapy ich wspólnej podróży, kiedy już udało im się oderwać od nudnego, schematycznego do bólu, życia. Każde z nich ma swoje małe cele, marzenia i oczekiwania. Jednak ich kolejne przygody cały czas weryfikują to, czego tak naprawdę w życiu pragną. I priorytety zaczynają zmieniać się szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Aż w pewnym momencie wszystko inne zaczyna blednąć w obliczu ich wspólnej relacji, która znienacka staje na pierwszym planie i sprawia, że wszystko inne staje się tylko tłem.

Jednym tchem do samego końca

Niewiele jest w ostatnich latach serii, które potrafią mnie przykuć do telewizora na tyle, abym obejrzał je jednym tchem. Tej się udało. Idealne tempo akcji, urzekająca narracja uzupełniona przez przemyślenia głównych bohaterów, świetne dopasowanie ról do Barden i Lawthera, przepiękne zdjęcia, dynamiczny montaż i klimat podróży sprawiają, że naprawdę trudno się od tego oderwać.

Tym bardziej, że seria nie jest długa — składa się na nią raptem osiem odcinków, z których każdy trwa około 20 minut. Dodajmy do tego jeszcze fenomenalną ścieżkę dźwiękową która z każdym kolejnym utworem jeszcze celniej trafia klimatem w akcje i nim się obejrzymy nagle okazuje się, że to niepowtarzalny pakiet, którego próżno szukać gdziekolwiek indziej.

Ironiczne, brutalne, zabawne… i na raz

Tych kilka godzin które spędziłem przy pierwszym sezonie The End of the F***ing World były naprawdę fajnym otwarciem tegorocznego serialowego sezonu. Martwi mnie jedynie otwarte zakończenie całej historii, bo szczerze mówiąc to nie jestem przekonany, czy to formuła, która potrzebuje czegoś więcej. Wielokrotnie byliśmy już świadkami tego, jak scenarzyści nie dawali rady utrzymać tempa i humoru na równie wysokich obrotach co wcześniej — i obawiam się, że ze względu na zawirowania w historii Jamesa i Alyssy — tutaj sprawa może potoczyć się podobnie. Dlatego na kontynuację specjalnie nie czekam, ale wszystkich spragnionych dawki czarnego humoru i historii o młodych buntownikach jak najbardziej zachęcam do sięgnięcia po tę serię!

  • Zdzisław Dyrman

    Serial o życiowych po***ach.

  • Mikołaj

    a ja nie rozumiem czemu z tego zrobili serial skoro odcinki trwaja po 20minut z hakiem jest ich raptem 8 wiec na dobra sprawe mozna by to spokojnie zamknac w ramach jednego filmu trwajacego 2.3h (czyli w sumie standardowej dlugosci filmu jak na kinówki w dzisiejszych czasach) ;) PS. serial oglądałem i pomimo że lubie takie wykręcone historie i bohaterów to jakoś szczególnie mnie nie zachwycił, choc swoje momenty miał

    • trenda ten

      Zwłaszcza, że wypuścili to na jeden rzut.

    • lanister

      Jak wszystkie inne seriale na Netflixie :) Nawet fajne 2 pierwsze odcinki, dalej już dużo nudy i trochę się męczyłem momentami, ale dla dobra ludzkości dałem radę. Ktoś musi to oglądać, nie dziękujcie.

    • Kamil

      Ale ten na Netflix trafił później — premiera serialu miała miejsce w październiku :)

    • lanister

      O no proszę, myślałem, że to produkcja oryginalna Netflixa.

    • Kamil

      Nie, nie. Netflix Originals to nie tylko tytuły które produkują, to także te, które mają na wyłączność w ofertach VOD (?)

    • Kamil

      Powiem Ci, że też zastanawiałem się czemu serial, a nie film. No ale może chodziło o te przerwy na herbatę ;)