59

Test wiedzy o artykule przed skomentowaniem? Ależ mnie się to podoba…

Po co w mediach pojawiają się artykuły? To oczywiste, żeby czytelnik mógł się z nimi zapoznać. Idealną sytuacją (i nierealną) jest taka, w której każdy czytelnik - bez wyjątku - czyta publikację od deski do deski i dzięki temu ma pełny obraz tego, jak sprawa się ma (a w wypadku mediów mocno opiniotwórczych, jakie zdanie ma konkretny dziennikarz). Tak się jednak nie da, a chętnych do komentowania na szczęście nie brakuje. Problem jest jednak wtedy, gdy czytelnik artykułu nie czyta, a chce się wypowiedzieć.

Skąd pomysł na „test wiedzy” przed skomentowaniem artykułu? W ręce wpadła mi informacja o tym, że NRK – norweski nadawca radiowo-telewizyjny na swoich stronach internetowych wprowadził ciekawe rozwiązanie eliminujące nieporozumienia wynikłe z niedostatecznego doczytania treści artykułu.

Tak, dobrze czytacie. Aby móc wyrazić swoją opinię na temat publikacji, czytelnik musi udowodnić wpierw, że wie co komentuje. To, jak wygląda czytanie artykułu w wykonaniu niektórych internautów jest powszechnie wiadome. Relatywnie mało osób przeczyta wpis od deski do deski, bardzo chętnie natomiast „wchodzą” im materiały interaktywne, zwłaszcza wideo (o ile nie odpalą się w autoplayu i są dla nich przystępne). Poniższy wykres (źródło: Slate) dobitnie przedstawia to, jak wygląda problem z czytaniem treści w internecie. Powszechne jest również zjawisko „skanowania” treści – wtedy czytamy głównie nagłówki, bardziej rzucające się w oczy wyrazy oraz wytłuszczenia.

test wiedzy

Wytłuszczenia właśnie. Niektórzy z Was zwracają uwagę na to, że w swoich wpisach stosuję taki zabieg. Robię to głównie dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak wygląda czytanie artykułu – nie jestem maszyną i robię to tak samo jak Wy. Zależy mi jednak na tym, by nawet ten nieco bardziej „leniwy” czytelnik miał dostatecznie dobry pogląd na to, co zostało we wpisie zamieszczone. Stąd też, pogrubiam te wyrazy lub całe fragmenty, które są według mnie kluczowe.

To niestety nie wystarcza

Nie dokonam w tej kwestii żadnego przewrotu, nie zmienię nagle przyzwyczajeń czytelników. Zdarza się jednak, że w komentarzach pojawiają się nieścisłości, tarcia również z powodu niedostatecznego doczytania treści. Widzę to nie tylko w swoich wpisach, ale również kolegów, na innych stronach. Internauci są gotowi szerować nawet tylko chwytliwe tytuły, których treść wskazuje na zupełnie coś innego. To nie jest komfortowa sytuacja dla osoby, która żyje z tego, że pisze. Dla nas, możliwość wykonywania takiej pracy to również hobby i chcemy się nim cieszyć.

Zapewne chcielibyście wiedzieć, dlaczego według mnie ta kwestia jest tak istotna. Przede wszystkim, zauważcie, że media internetowe to nie tylko wpisy dziennikarzy, blogerów, ale również potężne społeczności. Czym byłby Antyweb bez sekcji komentarzy? Trudno sobie wyobrazić taką sytuację. Uznaję zasadę, że komentator to tak samo ważny twórca treści w medium, jak dziennikarz. Korzysta z możliwości polemiki z autorem oraz innymi komentującymi. Niejednokrotnie wzbogaca treść zaproponowaną przez autora o własne przemyślenia, osobiście wyłuskane fakty. Zawsze cieszę się z rzeczowych dyskusji, mocnych argumentów i porywających dysput.

Mam ogromny szacunek do idei komentarzy. Ale równocześnie mam spore wymagania

Ponownie babram się w typach idealnych. Obserwując działania moich kolegów, nie tylko z AW doskonale wiem, że choćby najlepszy warsztat autora, najbardziej rzeczowe artykuły nie są gwarantem dobrej, merytorycznej dyskusji komentatorów. Zdarzają się wojenki, ofensywne wpisy czytelników pod adresem autorów. Jestem za krytyką, która: a) jest dobrze uzasadniona, b) nie ma charakteru „plaskacza”. Jeżeli do takich rzeczy dochodzi – korzystam z danych mi możliwości „ogarnięcia” dyskusji, a także z tego, że obelgi mnie kompletnie nie ruszają. Doskonale wiem, że nikt z tych komentujących nie zrobi tego samego w stosunku do losowej osoby na ulicy. A jeżeli zrobi, będzie się tam liczył z konsekwencjami.

Wrócę do idei testu wiedzy o artykule. Czy to ma sens?

Oczywiście, ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, nie może to być oparte na „odsiewie” osób, które mają inne poglądy niż redakcja lub autor. Mam swoje poglądy i szanuję te, które należą do innych – o ile są opakowane w rzeczowe argumenty. Po drugie, nie mogą to być pytania nazbyt szczegółowe. To nie może być głupi test ze znajomości lektury, gdzie trzeba wiedzieć jakiego koloru była firanka w tym i tym fragmencie książki. Należy skupić się na faktach, które są kluczowe do odpowiedniego zrozumienia treści publikacji.

Dzięki niewielkiemu wysiłkowi wydawcy, można doprowadzić do sytuacji w której ma się pewność, że komentujący czytelnik zapoznał się z najważniejszymi faktami zawartymi w publikacji. Podejrzewam, że w niewielkim stopniu pozwoliłoby to na odsianie osób, które do artykułu wchodzą tylko po to, żeby kogoś wkurzyć. Oczywiście, nie udałoby się w ten sposób zapewnić w stu procentach merytorycznych dyskusji – to akurat jest niemożliwe.

Trzeba również postawić sobie pytanie o wartość biznesową takiego podejścia do komentarzy. Biorąc pod uwagę przypadek AW, gdzie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ilość komentarzy w stosunku do liczby odsłon nie stanowi z reguły nawet jednego procenta (a komentarzy jest sporo), nie odbiłoby się to istotnie na takich wskaźnikach, jak czas przebywania na stronie. Teoretycznie, taki zabieg mógłby podnieść współczynnik odrzuceń, ale podobnie jak i w przypadku czasu przebywania na stronie, nie doszukiwałbym się w tym istotnego wahnięcia.

Pytanie o sens takiego przedsięwzięcia powinien sobie postawić każdy wydawca w medium internetowym. Istnieją miejsca, w których taki „zamach” na sekcję komentarzy mógłby się skończyć źle. Są też takie, które celują w konkretnego odbiorcę, który dodatkowo ucieszy się z takiej metody. Kwestia do osobistego rozpatrzenia. Na AW wydawcą nie jestem, więc… naturalnie się nie wypowiem, czy widziałbym to tutaj. Sam pomysł jednak jest warty uwagi.

  • Konrad Uroda-Darłak

    Problem w tym, że znaczna część tekstów jest pozbawiona jakichkolwiek konkretów – ot papka na napisana na podstawie losowych materiałów prasowych.

    • Ze względu na różne potrzeby czytelników trzeba dywersyfikować formy. Niektórzy wolą suche info, inni natomiast opinie oraz analizy.

    • kofeina

      Konrad nie pisał o opiniach i analizach ;)

    • Nie ma dzisiaj rozchwytywanych mediów bez opinii i analiz – rozumiem Konrada, ale od strony wydawniczej to wygląda zupełnie inaczej. Można się wkurzać o to, że internet, telewizja, prasa tak wyglądają, ale musimy się dostosowywać do potrzeb czytelników. Nam wcale nie zależy na tym (przynajmniej na AW), żeby zasiać ferment w tekście i patrzeć z popcornem w rękach, jak się ludzie biją. Fakty, źródła, najlepiej te sprawdzone absolutnie trzeba szanować (w internecie wrogiem tego podejścia jest czas – byle jak najszybciej), natomiast z punktu widzenia interesu medium, zawarcie opinii, przesunięcie osi publikacji w stronę nieco innej kwestii przynosi wymierne korzyści.

    • kofeina

      Jeszcze bardziej wprost może – owa „papka”, to nie „analizy i opinie”, te moim zdaniem są ok, nawet jeśli uważam je za nietrafione. Chodzi o prawdziwą papkę, bełkot.

    • Co najgorsze, na takie „treści” też jest cholerny popyt.

    • Konrad Uroda-Darłak

      Tiaa, zwłaszcza te analizy dotyczące niemożności zmiany przyzwyczajenia :P

    • Kamil Ro. Dzióbek

      No i dodatkowo to lanie wody, jak w tym artykule. Oczywiście nie przeczytałem go.

    • marchew

      po co w takim razie chcesz czytać taką papkę? czy w ogóle mieć cokolwiek z nią do czynienia?

  • Meretycz

    Nie doczytałem do końca, ale się zgadzam.

    • Artur Marciniak

      Również nie doczytałem ale mam odmienne zdanie niż Twoje

  • Taryf

    Bym skomentował, ale doczytałem tylko do połowy.

    • Już skomentowałeś. ;)

    • W sumie też doczytałem do połowy. O ile początek był w miarę ciekawy, to jak zaczęło się dlaczego pogrubia się teksty, to przewinąłem do końca, zobaczyłem, że jest jeszcze tekstu a tekstu i uznałem, że nie chce mi się czegoś takiego dalej czytać. Problemem większości tekstów jest to, że są zbyt długie o ile początkowo mogą zaciekawić czytelnika, to zbyt długie czytanie o jednym temacie zaczyna się nudzić, tym bardziej że to nie jest jakiś porywający temat

  • Daniel

    Czy ja dobrze zrozumiałem? Antyweb wprowadzajcie to na swoją stronę. Użytkownik Nazir będzie miał mniejsze pole na pisanie swoich komentarzy o niczym – zwłaszcza nie na temat

    • Pytaj Tomka. ;)

    • Ja tam bym wprowadził ;)

    • Juras

      Wprowadźcie najpierw jakiś system sprawdzający wartość waszych artykułów, sprawdzający czy wiecie o czym piszecie, czy tylko przepisujecie z innych portali, z cała masą upiększających zdań zapychaczy :). Ja tam bym taki tu wprowadził. Kto jest za łapka w górę.

      P.S Jak piszecie pierdoły o pierdołach to ciężko aby w komentarzach nie pisać pierdół o pierdołach.

    • Alot

      A co jeślibyś oblał, bo okazałoby się, że sam nie masz pojęcia o czym pisałeś?

  • Peter Maciejko

    Test wiedzy o temacie przed napisaniem artykułu myślę, że byłby jeszcze lepszy.

    • To robi wydawca. ;)

    • Peter Maciejko

      Na Waszym przykładzie często widać, że mu nie wychodzi :)

    • Skoro tak mówisz… możemy się tylko poprawiać(ić). :)

    • NIkt z nas nie jest alfą i omegą – wiele materiałów piszesz w oparciu o dostępne źródła i materiały (tzw. research). Test wiedzy nie miałby żadnego sensu

    • Peter Maciejko

      Tak samo jak test przeczytania artykułu przed skomentowaniem nie ma sensu, więc po co ten wpis?

    • Piotr, widzę, że ewidentnie coś tam do nas masz. Nie wiem co (śmiało możesz sprecyzować), natomiast weź pod uwagę, że w poważnych mediach poważnie bierze się pod uwagę oddziaływanie społeczności. Jeżeli stawiamy na dobry dla obu stron układ w dyskusji, wprowadzenie takiego krótkiego testu, który sprawdzi nie tyle zgodność poglądów czytelnika z artykułem, co jego poziom zaznajomienia z nim. To nie wyklucza przecież możliwości wskazania na błędy, które się pojawiają i będą niestety pojawiać, bo żaden z nas nie jest maszyną – tak samo, jak i nasi czytelnicy. Trudno sobie to wyobrazić, ale też śpimy, żyjemy, jemy i pijemy piwo. Szkoda, że w mediach, gdzie sporą siłą są autorzy o tym się zapomina sądząc, że jesteśmy tylko awatarami.

      Zauważ również, że skoro stawiamy na społeczność, to ona w znamienny sposób może genialnie dopełnić publikowaną przez nas treść. Dbałość o jak najlepsze zrozumienie tekstu to jednocześnie nasz wyraz troski m. in. o tych, którzy lubią buszować w komentarzach i szukać perełek.

    • minionek

      Ja moge sprecyzowac to, co @peter_maciejko:disqus ma na mysli.

      Piszecie czesto o rzeczach, o ktorych macie mgliste pojecie (vide Ty Jakubie i tematyka zwiazana z bezpieczenstwem IT – sorry, ale taka prawda, zwracalem Ci na to uwage, ale jedyna reakcja z Twojej strony bylo kasowanie moich komentarzy)

      BTW, poprawiles nazwe firmy Sucuri w notce o bledzie w WordPressie 4.7.0-4.7.1?

      I moze bedziecie teraz wymagac testu wiedzy od kogos, kto w temacie siedzi od lat?

      PS. Zrobilem tym razem printscreena. Mozesz kasowac do woli. Albo odniesc sie do komentarza.

      PS2. Jesli chcesz pomocy, moge Ci podac moj adres email – mozesz mi podsylac swoje teksty o IT security przed publikacja, rzuce okiem i wskaze co i gdzie poprawic :)

    • minionek

      Ok, sprawdzilem, olales moja uwage i nie poprawiles, nadal jest jakies Securi:

      http://antyweb.pl/wordpress-rest-api-hakerzy/

      Sucuri, na Boga!

      https://blog.sucuri.net/2017/02/content-injection-vulnerability-wordpress-rest-api.html

    • Securi – Securi – jeez, albo jestem ślepy, albo serio nie wiem o co Ci chodzi. :)

    • Peter Maciejko

      Chodzi mu o to, że we wpisie który podlinkował powinno być „Sucuri”, a nie „Securi”.

    • Tak. Jestem ślepy. :) Cholerny lapsus.

    • minionek

      Literowka, zdaza sie :)

      Jeden nie zauwazy, innego (jak mnie) bedzie to klulo w oczy, bo Sucuri znam od lat :)

      Teraz wyobraz sobie dziennikarza motoryzacyjnego, ktory w artykule zamiast Audi kilka razy popelnia blad i pisze Aubi.

      No nie szarpneloby Cie, gdybys byl fanem motoryzacji?

      To teraz wiesz, co widzi ktos obeznany w danym temacie, kto widzi takie byki. Nie ma w tym cienia zlosliwosci, bo bledy zdazaja sie kazdemu.

      Ale jak internauci zwracaja Wam na nie uwage – to nie walcie focha i albo nie olewajcie, tylko po prostu poprawcie blad. Jakos kilku z Was nie ma przed tym oporow, ale paru chyba ma okres za czesto.

    • Peter Maciejko

      Koledzy poniżej już Ci w większości wszystko wytłumaczyli, nawet podali przykłady.

      W tym co napisałeś śmiało można podmienić jedną grupę – Nas – na drugą grupę – Was – i wszystko będzie się zgadzać. Pytanie wciąż pozostaje aktualne – skoro uważacie, że Wam nie jest potrzebny test wiedzy o temacie na podstawie którego piszecie wpis, to dlaczego sądzicie że Nam jest potrzebny test znajomości treści wpisu pod którym komentujemy?

      Pachnie hipokryzją – no offence.

      „NIkt z nas nie jest alfą i omegą – wiele materiałów piszesz w oparciu o dostępne źródła i materiały (tzw. research). Test wiedzy nie miałby żadnego sensu” – Tomasz Popielarczyk

      To samo można napisać o komentujących, tylko wiedzę o temacie zamienić na wiedzę o artykule.

    • Juras

      Po to aby pokazać, że oni fajnie piszą, my ciulowo komentujemy. Oni mają kompetencje, których nie trzeba sprawdzać, bo mają, nasze trzeba sprawdzić, bo nie mamy. Co ma ci napisać, sorki, ale system sprawdzający nasze kompetencje zamknąłby nam bloga :).

    • Alot

      To jest myśl.
      Oblewamy hurtowo test, przestajemy zaglądać, bo skoro nie da się komentować to po co, i AW znika w czeluści niepamięci.

    • magneto

      Mam wrażenie, że wydawca już od dawna niczego tu nie sprawdza.

    • Obserwator_911

      Bo wydawca nie jest od sprawdzania. Od tego jest korekta której tutaj czasem brakuje.

  • @gracjangk

    Jestem za, chociaż akurat tego nie przeczytałem – widziałem to wcześniej.

  • dim

    A kiedy test wiedzy przed napisaniem artykułu?

    • Nie wiem, czy się liczy, ale… może zagram w Milionerów na fejsie i zrobię z tego relację na AW?

    • dim

      Moja wina, mało konkretny był mój komentarz (na pewno dlatego, że bez testu) – pisałem ogólnie, nie o Tobie i tym artykule. Poza bzdurnymi komentarzami problemem są też bzdurne artykuły, często na portalach uważających się za opiniotwórcze. Ale może najlepszym rozwiązaniem jest dać sobie z tymi portalami spokój.

  • Mark Zuckenberg

    To straszne,zakryje kamerę w laptopie, wsadzę papierek w dziurkę od klucza,zamuruje okna i wybuduje wielki mur.

  • Patryk

    Jeżeli byłyby to wartościowe wiadomości to OK super. Niestety zarówno na AW jak i SW większość informacji to zapychacze. Zazwyczaj czytam tytuł, koniec i komentarze. Cały wstęp i wodolanie w środku omijam bo szkoda czasu.

    • Optuję za tym, byś nam jednak dał szansę. ;)

    • Patryk

      Jakubie oczywiście zdarzają u Was się perełki, które warto przeczytac od dechy do dechy. Wiem, że nie możesz albo nie chcesz przyznać, że produkujecie za dużo.

      Przez AW i SW mam tak zapchaną listę w Feedly, że jeden dzień bez interentu i ciężko nadrobic informacje. Wiem, że to tzw. problem 1 świata ale wiadomości tylko z tych dwóch blogów są nie do przerobienia, stąd też musiałem sobie wypracować jakiś sposób.

      Szkoda, że nie macie czegoś takiego jak tl;dr.

    • Sporo się dzieje, musimy odpowiadać na potrzeby czytelników, których potrzeby nie są jednakowe. Fajnie pod tym względem działają „prasówki” Tomka, który sygnalizuje ważne na ten dzień rzeczy, my co najwyżej je potem dopełniamy. Nasz model publikowania treści odpowiada aktualnie panującym trendom i naturalnie nie możemy tego zmienić. Ale, możemy pracować nad tym, żeby wpisów, które według Ciebie warto przeczytać „od deski do deski” były jak najwięcej.

    • Patryk

      Da się dodać tylko prasówki do RSS?

    • Niestety nie.

  • mkp

    Z jednej strony przestrzeganie przed „fake news” opieranych na kłamstwach lub półprawdach, dając rady aby sprawdzać informacje u wielu źródeł. Z drugiej aprobata, by czytelnikowi wpajać jakieś szczegółowe informacje nt. artykuły, w końcu będzie musiał wrócić do tekstu, bo na coś nie zwrócił uwagi, a o co został zapytany w „teście wiedzy” związanym z artykułem. Jakby na to nie spojrzeć, pogłębiać to będzie problem „śmieciowych/fałszywych informacji”, bo odbiorcę zmusi się do zapamiętywania jakiś szczegółów, niekoniecznie istotnych, czy prawdziwych…
    A skoro czytelnik już bardziej skupia uwagę, to można przy okazji wpleść jakieś reklamy między pytania, w końcu odbiorca nie będzie mógł filtrować tego co widzi na ekranie, a nóż by coś pominął i udaremnił sobie możliwość napisania komentarza… no i jak nic, będzie przygotowany „na blachę” do udziału w Milionerach. ;)

    • Nawet, gdyby takie zjawisko wystąpiło, nie sądzę, by miało taki zasięg, jak na to wskazujesz:

      „Biorąc pod uwagę przypadek AW, gdzie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ilość komentarzy w stosunku do liczby odsłon nie stanowi z reguły nawet jednego procenta”

      Pewnie spadłaby ilość komentarzy (bo niektórzy mieliby gdzieś ów test). Problem można by było rozwiązać odpowiednio skonstruowanymi pytaniami – to wymagałoby jednak długich i żmudnych eksperymentów.

  • yagoodtp

    Heh :) Najpierw każą płacić za dostęp, teraz pomysł na jakiś gównotest a za chwilę jeszcze większy szloch i lament, że coraz mniej ludzi czyta :) Życzę szczęścia.

  • nikt

    Najpierw „by skomentować odpowiedz na pytania dotyczące tekstu”, później „by przeczytać artykuł odpowiedz na pytania dotyczące reklam” – taki anty adblock ;)

  • Alot

    Krytyka nie plaskacz.
    Gdy zacząłeś pisać dla AW, twierdziłem, że się nie nadajesz do pisania.
    Dzisiaj… opinię podtrzymuję.

    ps
    Wspomniany przez Ciebie w tekście test, przydałby się autorom, żeby sprawdzić czy rozumieją o czym piszą i czy to, co napisali, ma wartość dla czytelnika. Obawiam się jednak, że mógłbyś oblewać takie testy seriami i z hobby, pisanie stałoby się udręką, tak jak udręką jest dla tych, którzy muszą Cię czytać.

    Nie wątpię, że prywatnie jesteś sympatycznym młodym facetem, niemniej autorem jesteś kiepskim.
    I nie pomogą wytłuszczenia czy chwytliwe tytuły.

  • Nie przeczytałem całości artykułu ale bardzo mi się podoba idea ;)

  • Grzegorz Mrózek

    Ciekawe. jestem za a nawet przeciw. Pod jednym warunkiem: brak clickbait’owych tytułów.

  • Imoe i nazwisko

    Ciekawe ale to półśrodek. Sam autor zauważył „Doskonale wiem, że nikt z tych komentujących nie zrobi tego samego w stosunku do losowej osoby na ulicy. A jeżeli zrobi, będzie się tam liczył z konsekwencjami.”

    Po prostu jeśli nie ma anonimowości i wiemy, że musimy odpowiadać za konsekwencje naszych działań, wtedy zachowujemy się inaczej.

    Zatem komentarze nieanonimowe byłyby o wiele bardziej merytoryczne i widać to przecież i u Was gdy ktoś podpisuje się imieniem i nazwiskiem albo tylko psudonimem.

  • Ciekawe podejście do tematu, ale wątpię, żeby sprawdziło się na szerszą skalę. Artykuł nie posiada obowiązkowych sekcji do przeczytania. Być może ktoś szuka jednej konkretnej informacji w artykule a chce po prostu podziękować autorowi za tekst. Musiałby zatem wracać się do szukania tych informacji…prędzej wyjdzie ze strony i da znać ludziom o w jego mniemaniu „kretyńskim pomyśle”. Taki trochę miecz obosieczny. Może kiedyś się to sprawdzi, ale na pewno nie na obecnym poziomie chłonięcia wiedza. Teraz każdy chce szybko i do rzeczy, kto by tam czytał elaboraty ;)