Przeglądając oferty akcesoriów dla graczy można odnieść wrażenie, że każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy producent próbuje zaspokoić potrzeby potencjalnych klientów i w jakiś sposób wyróżnić się od pozostałych. Jedni stawiają na kosmiczne wręcz parametry, inni na niebanalny wygląd. Do wyboru, do koloru. Usatysfakcjonowani będą i miłośnicy klasyki, i awangardy. Myszka Steelseries Sensei Wireless na pierwszy rzut oka jest wręcz banalna. Żadnego efektownego designu, dziesiątków klawiszy, […]

Przeglądając oferty akcesoriów dla graczy można odnieść wrażenie, że każdy znajdzie coś dla siebie. Każdy producent próbuje zaspokoić potrzeby potencjalnych klientów i w jakiś sposób wyróżnić się od pozostałych. Jedni stawiają na kosmiczne wręcz parametry, inni na niebanalny wygląd. Do wyboru, do koloru. Usatysfakcjonowani będą i miłośnicy klasyki, i awangardy.

Myszka Steelseries Sensei Wireless na pierwszy rzut oka jest wręcz banalna. Żadnego efektownego designu, dziesiątków klawiszy, specjalnego profilowania. Jedynym co sugeruje, że to profesjonalne narzędzie dla graczy, jest podświetlane logo oraz rolka. No i po dwa klawisze osadzone na lewym i prawym grzbiecie obudowy. Kiedy jednak chwycimy urządzenie do ręki, wtedy od razu czujemy, że mamy do czynienia ze świetnie zaprojektowaną myszką, z którą aż chcemy się zaprzyjaźnić.

W prostocie siła

Sensei Wireless jest bezprzewodową odmianą dobrze znanego modelu od Steelseries, który zdobył uznanie niejednego gracza. Oglądając urządzenie z zewnątrz widzimy ergonomicznie wygiętą górną pokrywę wykonaną z antypoślizgowego tworzywa. Z takiego samego materiału wykonane są dwie boczne okładziny, na których podczas chwytu spoczywa kciuk i palec serdeczny. Pomiędzy tymi powierzchniami znajduje się ramka z czarnego, błyszczącego plastiku, na których umieszczono dodatkowe cztery przyciski – po dwa z każdej strony. Na środku myszki osadzono rolkę z gumowanym pokryciem, małą diodę sygnalizacyjną oraz przycisk domyślnie zmieniający czułość sensora. Dzięki prostemu kształtowi, Senseia mogą z powodzeniem używać osoby leworęczne.

Na spodzie w centralnym miejscu umieszczono czujnik laserowy działający w zakresie od 50 do 8200 dpi. Obok znajdziemy wyłącznik urządzenia i przycisk do parowania myszki ze stacją dokującą. Po bokach producent zamontował ślizgacze, a na samym „szczycie” znajduje się otwór do podłączenia kabla, jeśli chcemy dodać do „gryzonia” ogonek. Warto też zwrócić uwagę na specjalną blokadę, która uniemożliwia przypadkowe wysunięcie się wtyczki z gniazda. Myszka waży 115 g i jest bardzo dobrze wyważona.

Drugim elementem zestawu jest stacja dokująca, która służy za przekaźnik sygnału oraz miejsce, na którym odbywa się ładowanie urządzenia. Przede wszystkim jest ona dosyć ciężka – 290 g. To w połączeniu z dużą powierzchnią antypoślizgową powoduje, że solidnie leży ona na blacie i przypadkowe zrzucenie na ziemię jest mało prawdopodobne. Srebrna, matowa ramka okala wyprofilowaną przestrzeń ładowania, na którą należy odkładać myszkę, kiedy z niej nie korzystamy. Podświetlana „wstęga”, oprócz walorów estetycznych może też służyć jako wskaźnik naładowania baterii. Po zainstalowaniu oprogramowania możemy sami wybrać sobie kolor iluminacji, albo też całkowicie ją wyłączyć.













W wygodzie moc

Jak już wspomniałem, Steelseries Sensei Wireless świetnie leży w dłoni od pierwszej chwili. W przeciwieństwie do niektórych „gamingowych” myszek, tutaj nie ma do czego się przyzwyczajać. Bez problemu palce odnajdują swoje miejsca, wszystkie podstawowe przyciski znajdują się na swoich miejscach, a dostęp do nich nie jest w żaden sposób utrudniony.

Codzienne korzystanie z „Mistrza” jest czystą przyjemnością. Przeglądanie stron internetowych, edycja tekstu, czy inne „każualowe” klikanie, odbywa się bezproblemowo. Nawet kilkugodzinne majtanie kontrolerem nie powoduje żadnego dyskomfortu. Osoby na co dzień nie mające styczności z myszkami bezprzewodowymi (czyli np. wyżej podpisany) mogą jeszcze odczuwać coś co określiłem jako „poczucie odcięcia”, czyli takie dziwne wrażenie braku fizycznego połączenia z komputerem. Dziwne, ale nie niepokojące.

Do ergonomii nie można się przyczepić na żadnym etapie. To jedna z najwygodniej leżących w dłoni myszek, z którymi miałem do czynienia.

Równie dobrze Sensei sprawiał się w grach. Przed rozpoczęciem testów, moje największe obawy dotyczyły opóźnień w reakcjach, które mogłyby być spowodowane przez brak bezpośredniego połączenia z komputerem. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Producent obiecuje czas reakcji na poziomie jednej milisekundy. I faktycznie, w wymagających refleksu strzelankach nie zauważyłem żadnego „lagowania”. W pewnym momencie specjalnie „szurałem” Senseiem po podkładce jak szalony i w żadnej z testowanych prze ze mnie gier nie zauważyłem tego, żeby sensor się zgubił i z błędami śledził ruchy.

Dodatkowo, zestaw konfigurowalnych przycisków pozwala np. na szybkie przełączanie broni i akcesoriów w Battlefieldzie, czy przypisanie klawiszy odpowiedzialnych za przeładowywanie, albo używanie przedmiotów. W grach z innych gatunków „Mistrz” także sprawiał się wyśmienicie.

W oprogramowaniu potęga

Sensei Wireless pełnię mocy zyskuje po zainstalowaniu oprogramowania Steelseries Engine 3, które obsługuje także inne urządzenia tej duńskiej firmy. Dzięki aplikacji możliwe jest ustawienie wielu parametrów, które mogą okazać się przydatne przy codziennym użytkowaniu i graniu w gry.

Przede wszystkim, Steelseries Engine 3 umożliwia przypisywanie konkretnych klawiszy i funkcji przyciskom w myszce. To właśnie w tym miejscu określamy dwa parametry czułości sensora, kolory podświetlenia, poziom przyciągania kątowego, czy kwestie związane z oszczędzaniem energii. Bardziej zaawansowanych graczy z pewnością zainteresuje też moduł do pisania własnych makr. Te można zapisywać w locie, bądź składać kawałek po kawałku.

Wielką zaletą Steelseries Engine 3 jest jego przejrzystość i łatwość w obsłudze. Z podstawowymi nastawami poradzi sobie każdy użytkownik, a edytor makr jest na tyle przyjazny, że może do ich robienia przekonać tych mniej obeznanych z „wiedzą tajemną”.

Perfekcja ma swoją cenę

Czy Sensei Wireless jest myszką idealną? Z pewnością nie, jednak podczas testów nie udało mi się znaleźć jakiś niedoróbek. Urządzenie wykonane jest z bardzo dobrych jakościowo materiałów, świetnie leży w dłoni, jest bardzo ergonomiczne i dobrze nadaje się do gier oraz codziennej pracy. Na jednym naładowaniu baterii, z 15 minutowym czasem przejścia w tryb uśpienia, „Mistrz” odmawiał współpracy po około 15 godzinach intensywnego używania. W sytuacji awaryjnej szybko można było go „zreanimować” poprzez dołączenie kabla.

Jeśli miałbym znaleźć mankament, to z pewnością jest nim cena. Za myszkę producent życzy sobie około 500 złotych, co jest niebagatelnym wydatkiem. Jeśli jednak szukacie uniwersalnej myszki, która ma wam służyć do każdych działań, to weźcie pod uwagę usługi „Mistrza”.

  • Piotrekk

    Rozpoczynam dyskune

    • Ania

      Dołączam

    • Marek Smoliński

      To nie Wykop. :)

  • ert
  • FanAW

    500 złotych za gamingową i bezprzewodową myszkę, która nie potrzebuje dodatkowych akumulatorów to mało. Świetny wynalazek ;)

    • Artur Łukasz

      bloody r8, 110 zł i ma te same możliwości (pomijając podstawkę)
      tak samo logitech g700.

      btw. za te 500 zł mogli chociaż dać metalowe ślizgacze.

    • Adams

      IMO 500 peelenów za mysz to grubo ponad zdrowy rozsądek, ale porównywanie steel`a do A4Śmiech jest również niezbyt rozsądne. A G700 to minimum 350 pln i swoje za pazuchą też ma.

    • misiek440

      po przygodach z Logitechami, powiedziałem nigdy więcej i mam tego według Ciebie śmiesznego A4techa V8 i jestem mega zadowolony a soft do myszki jest konkretny. Tak naprawdę jedynie sensor ma lepszy

    • Marek Smoliński

      Pamiętam jak wymieniłem tanią mysz optyczną na laserową Logitecha – gdzie laser miał oznaczać to, że będzie działać na każdej powierzchni. I jak optyczna działała prawie na każdej powierzchni, tak laserowa nie działała na żadnej – w tym na niektórych podkładkach pod mysz. Na szczęście na tylnej części pudełka edycji kolekcjonerskiej Sim City działała dobrze.

      A4tech ma słabsze wykonanie, szybciej się zepsuje – czy przycisk, czy kółko… Ale Logitech to odrobinę przereklamowana marka.

    • misiek440

      v8 jest bardzo dobrze wykonana,w przeciwieństwie do Logitechów gdzie ten cały rewolucyjny scroll mogą sobie za przeproszeniem w dupę wsadzić (dwa razy się zepsuł a po wymianie na inny egzemplarz latał tak luźno że miałem ochotę wyrzucić mysz przez okno za kupę kasy). Zobaczyłem u kumpla bloody, zobaczyłem soft do myszy a jak luknąłem na cenę to byłem w szoku. Następna mysz na pewno będzie z A4techa mimo że mają beznadziejny support a i podobno te nowe są w wersji z lepszym sensorem

    • Artur Łukasz

      Mam bloody v5 w domu (pc) i bloody r8 przy laptopie.
      matowe tworzywo nie wydaje się tandetnie wykonane, czujnik w r8 doskonale daje sobie rade na każdej powierzchni.

      więc wytłumacz mi za co bym miał dopłacać 400 zł?
      za logo?
      mialem przez 6 czy 7 lat jakiegoś a4techa, jakby ślizgacze się nie wyrobiły to nadal bym jej używał :D
      bloody v5 gości u mnie od roku i tez prooblemów nie ma.

      niech spoczywa w spokoju xD

  • Michał

    To samo, od dawna oferuje Logitech G700, może oprócz tej stacji ładującej, ale za to jest kabel, gdyby komuś opóźnienia, które notabene nie istnieją, przeszkadzały.

    • Maciek

      Tutaj też jest kabel, który możesz w dowolnej chwili odpiąć ze stacji i podłączyć do gryzonia. :)

    • ZbyszekM

      Istnieją, porównaj sobie pracę w CAD. Bezprzewodowa wymaga przyzwyczajenia po sznurku.

  • jak chodzą główne przyciski, w sensie głośna klika? ;)

    • Paweł Kozierkiewicz

      Zastanawiam się w jakiej skali to podać, ponieważ pomiaru głośności nie popełnię.

    • Nie wydurniaj się. Odgłos kliknięć jak w większości myszek czy może tak klika, że mało słyszalne dla osoby w pobliżu? To chyba nie jest zbyt trudne pytanie?

      Mam obecnie Logitech MX Revolution, w której po latach wyrobił się klikacz, a że w wieczorami najczęściej pracuje to szukam czegoś nowego i cichego. Planowałem logitech T610 ale dotykowy panel i palce w powietrzu to nie za bardzo ciekawie. Ta wygląda ciekawie, i fajna opcja z tym bez przewodu albo z, więc? Możesz odpowiedzieć na pytanie czy palniesz kolejny błyskotliwy komentarz?

  • ZbyszekM

    A może byście tak recenzję Logitech M705 zrobili?? I jak ona się ma do „miszcza”?
    Cenę na pewno 3 razy mniejszą….

  • Kamil

    Mam Sensei’a Rubberized, z przewocem co prawda, ale również polecam. Coś koło 150-180zł, jeżeli chcielibyście przyoszczędzić :)