8

Test SteelSeries Rival 500. Nie szukaj myszy do MMO – już znalazłeś

Są myszy i MYSZY. Żadne z nich nie sprawią, że będziecie lepszymi graczami. Żadne też nie uczynią waszych komputerów szybszymi. A mimo wszystko przyjemnie wydaje się na nie pieniądze... My dziś bierzemy na tapetę średniaka do MMO i MOBA, model SteelSeries Rival 500.

Rynek sprzętu dla graczy rośnie. Na szczęście producenci nie podnoszą cen w nieskończoność, a wśród absolutnie topowych modeli można znaleźć po prostu średniaki. SteelSeries Rival 500 to mysz, którą producent adresuje przede wszystkim do graczy spędzających godziny w produkcjach z gatunku MMO i MOBA. Czym się charakteryzuje, że własnie w taki sposób jest pozycjonowana? I co najważniejsze – czy faktycznie warto się nią zainteresować, jeśli jesteśmy tego typu graczami? Tytuł zdradza wszystko, ale nie przestawajcie czytać!

Specyfikacja SteelSeries Rival 500

  • Liczba przycisków: 15;
  • Przełączniki główne: SteelSeries (30 milionów kliknięć);
  • Sensor: optyczny PixArt PWM3360DM, 100 – 16000 DPI;
  • Częstotliwość odświeżania: 125, 250, 500,1000 Hz;
  • Kabel: 200 cm, bez oplotu ze złączem USB 2.0;
  • Ślizgacze: 3 teflonowe;
  • Wymiary: 119 x 78 x 43 mm;
  • Szerokość chwytu: 65 mm;
  • Waga bez kabla: 133 g.

Warto na wstępie zaznaczyć, że jest to pierwsza przeznaczona do MMO mysz tej marki od dawna. Ostatni taki model nosił nazwę Cataclysm i został wydany przy okazji dodatku do World of Warcraft o takiej samej nazwie. Miało to miejsce aż 6 lat temu. To dość zaskakujące, że następca pojawia się dopiero teraz.

Konstrukcja i ergonomia

Preferowany sposób chwytu to tutaj zdecydowanie palm-grip, choć myślę, że osoby ze skłonnościami do claw-grip też nie będą czuły żadnego dyskomfortu. 

SteelSeries Rival 500 to stosunkowo duża mysz. Konstrukcja mierzy aż 119 (Dł.) x 78 (Szer.) x 43 (Wys.) mm. Zaprojektowano ją pod kątem osób praworęcznych. Preferowany sposób chwytu to tutaj zdecydowanie palm-grip, choć myślę, że osoby ze skłonnościami do claw-grip też nie będą czuły żadnego dyskomfortu. Mysz świetnie dopasowuje się do kształtu dłoni. Wierzch pokryto matową, antypoślizgową powłoką o miłej w dotyku fakturze. Po bokach zastosowano gumowe tworzywo z wypustkami usprawniającymi chwyt. Gumę znajdziemy też z tyłu obudowy, tuż przy dolnej krawędzi – wygrawerowano tutaj logo marki Rival. To również element służący do personalizacji urządzenia – producent udostępnił bowiem modele do wydrukowania na drukarce 3D, które możemy tutaj wstawić. Plakietkę łatwo wyciągnąć, wystarczy podwadzić ją palcem w odpowiednim miejscu. Nie zabrakło też podświetlenia – stanowią je dwa indywidualnie sterowane zestawy diód RGB – z tyłu (logo producenta) i pod rolką przewijania. To dość stylistyka i jakość wykonania typowe dla gryzoni SteelSeries. Rival 500 wydaje się być nie do zdarcia, a przy tym prezentuje dobrze i przyjemnie dla oka.

Nie o wygląd, a o wygodę tutaj jednak chodzi, prawda? W sumie producent zastosował tutaj aż 15 przycisków, które rozlokowano w niezwykle ergonomiczny sposób. Na wierzchu, na osobnych płytkach mamy PPM i LPM o bardzo miękkim i stosunkowo cichym kliknięciu. Mają one przetrwać do 30 mln kliknięć. Przy pierwszym znajdziemy dwa dodatkowe wyprofilowane guziczki L1 oraz L2. Przy drugim mamy pojedynczy, znacznie dłuższy – L3. Wszystkie trzy mają znacznie większy opór, a więc łatwo je poznamy. Nie ma też ryzyka, że podczas codziennego użytkowania będziemy je wciskali przypadkiem. Podświetlana rolka po środku jest również klikalna, a w dodatku odchyla się na boki. To bardzo praktyczne. Nieco za nią mamy jeszcze jeden, guziczek, który może służyć np. do przełączania DPI lub profilów (skonfigurujemy go wedle uznania).

Bardzo interesująco prezentuje się lewa strona myszy. Mamy tutaj bowiem aż pięć przycisków, które będziemy obsługiwali kciukiem. Szczególnie interesująco wyglądają te dwa przy dolnej krawędzi, które obsługuje się niezwykle wygodnie. Zresztą wszystkie z nich są rozmieszczone bardzo przemyślanie i są na tyle duże, że nie powinniśmy mieć problemów z przypadkowym klikaniem. No… prawie wszystkie. Największy został dość niefortunnie skonstruowany – jego przełącznik jest w górnej części, a więc nie ma możliwości wciśnięcia go bez zginania kciuka. Właściwie nie wiem dlaczego w takim wypadku producent nie skrócił tego guziczka, bo w takiej formie nie ma większego sensu. Poza tą jedną wpadką jest jednak bardzo dobrze. Co więcej, takie rozwiązaniem jest o wiele lepsze niż blok numeryczny, jaki często stosują niektórzy producenci z swoich myszach do MMO (to właśnie z nimi przede wszystkim rywalizuje Rival 500).

Warto jeszcze napisać kilka zdań o spodzie. Znajdziemy tutaj trzy duże teflonowe ślizgacze – oczywiście każdy z nich możemy wymienić. Od razu dodam, że spisują się one znakomicie – na każdej podkładce, z którą je sprawdzałem opór powodowany tarciem był minimalny, a ogólny komfort użytkowania bardzo wysoki. W centrum ulokowano rzecz jasna sensor. Tuż obok mamy natomiast suwaczek pozwalający na zablokowanie wybranych bocznych przycisków. Może się to przydać w sytuacji, kiedy akurat nie gramy – unikniemy wówczas ich przypadkowego wciskania. Problemem jest kabel – jego długość to przyzwoite dwa metry, ale brak oplotu bywa kłopotliwy.

Oprogramowanie i możliwości

Do konfiguracji myszy Rival 500 posłuży nam rzecz jasna SteelSeries Engine 3, który jest doskonale znany użytkownikom akcesoriów tej marki. Oprogramowanie przede wszystkim pozwala nam zapisywać wszelkie ustawienia w chmurze, a więc nie musimy się tak naprawdę przejmować tym, że po podłączeniu do innego komputera czy też reinstalacji systemu wszystkie nasze makra i profile znikną. To duży atut, ale też raczej standard na rynku sprzętu gamingowego.

Z poziomu aplikacji możemy w dostosować działanie myszy od A do Z. Przede wszystkim każdy przycisk na gryzoniu jest w pełni konfigurowalny, a więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykorzystać je m.in. do sterowania multimediami czy nawet przeglądarką internetową. Bez odrywania dłoni od myszy zmienimy zatem głośność, przełączymy utwory czy odświeżymy stronę. Możliwości jest całe mnóstwo.

W panelu z ustawieniami znajdziemy natomiast suwaki dostosowujące akcelerację, próbkowanie oraz oczywiście czułość DPI. Bardzo interesującym dodatkiem są powiadomienia wibracjami, które również możemy w zaawansowany sposób skonfigurować. Mamy do wyboru tutaj kilkadziesiąt różnych timerów, które możemy wyzwalać na różne sposoby. Do każdego z nich możemy przypisać jeden z dziesięciu sposobów powiadamiania. Wszystko to dopełnia bardzo rozbudowany edytor makr, którego możliwości mogą początkowo przytłaczać.

Rival 500 to oczywiście również szeroki wachlarz możliwości personalizacji, która przede wszystkim sprowadza się do ustawienia odpowiedniego oświetlenia. Każda z zastosowanych diod RGB może świecić w praktycznie dowolnym kolorze w jednym z kilku wybranych efektów. Nie stanowi to jednak nic wyróżniającego tę mysz na tle konkurencji. Prawdziwą gratką jest system GameSense, który pozwala grom na wykorzystanie podświetlenia oraz wibracji myszy. Niestety na liście tytułów kompatybilnych z tym rozwiązaniem znajdują się zaledwie trzy: CS:GO, DotA 2 oraz Minecraft. Dość kuriozalne, że producent nie zadbał o wypełnienie jej przynajmniej kilkoma produkcjami z gatunku MMORPG i pokrewnych. Jak możemy to wykorzystać w praktyce? Możliwości jest mnóstwo, a sam edytor bardzo zaawansowany. Przykładowo, mysz może świecić i wibrować w określony sposób w sytuacji, gdy pozostało nam 10 proc. zdrowia. Może też nas informować o odnawiającej się umiejętności oraz kończących się nabojach w magazynku lub nagradzać po ustrzelonym headshocie lub zwycięstwie. Właściwie ogranicza nas tutaj jedynie własna wyobraźnia i podejrzewam, że niejeden gracz spędzi na samej konfiguracji długie godziny. To fantastyczne narzędzie, ale jego potencjału zdecydowanie nie wykorzystano – trzy gry to za mało, żeby zdobyło szerszą popularność.

Testy

W myszy Rival 500 zastosowanie znalazł optyczny sensor PixArt PMW3360. Jest to ten sam komponent, który zastosowano w znacznie droższym modelu Rival 700. Oczywiście należy to uznać za duży atut testowanej myszy. Sensor charakteryzuje się czułością w zakresie od 100 do 16 000 DPI. Jest ona regulowana co 100 DPI, a po przekroczeniu poziomu 12 000 – co 200 DPI. Maksymalne odświeżanie myszy wynosi 1000 Hz (1 ms). Akceleracja sięga 50 g. Co to wszystko oznacza w praktyce?

Testy przeprowadziłem przy częstotliwości próbkowania 1000 Hz. Pozostałe ustawienia zostały pozostawione domyślnie. Dezaktywowałem też funkcje podnoszące precyzję wskaźnika. Do testowania Rivala 500 użyłem podkładki SteelSeries QcK+ Limited. Trzeba przyznać, że były to niezwykle satysfakcjonujące chwile, bo zastosowany sensor spisuje się znakomicie. Przede wszystkim trzeba jednak podkreślić, że nie pozwala on nam na zbyt wysokie podniesienie myszy. Już na wysokości ok. 2-3 mm kursor przestawał się poruszać. Daje to wysokość porównywalną z jedną płytą CD. Sensor charakteryzuje się też praktycznie niewyczuwalną interpolacją – nawet na wysokich ustawieniach DPI (12 000) nie zaobserwowałem „schodków” podczas rysowania okręgów. Przy 16 000 DPI sytuacja wygląda już nieco gorzej, ale to z prostego faktu, że zastosowany sensor hardware’owo wspiera jedynie czułość do 12 000, a reszta jest interpolowana. Nie zaobserwowałem też występowania jitteringu, a predykcja była minimalna (właściwie jej obecność może wynikać z mojej złej interpretacji – strzelam, że niektórzy jej nie zauważą w ogóle). Nie musicie się też obawiać akceleracji pozytywnej i negatywnej – no chyba, że sami sobie ją aktywujecie. Najtrudniej wskazać mi prędkość maksymalną, bo ta prawdopodobnie zdecydowanie przewyższa ludzkie możliwości, przekraczając 5-6 m/s.

Wykonałem krótki research, szukajac informacji na temat sensora PixArt PMW3360. Wielu graczy i dziennikarzy uważa go za najlepszy komponent tego typu na rynku. Cóż, trudno mi się nie zgodzić. Rezultaty uzyskane podczas testów dobitnie to potwierdzają. Naprawdę trudno mi wskazać jakikolwiek słaby element myszy na tym polu. Absolutne mistrzostwo. Zresztą to samo mogę napisać po testach praktycznych. Mysz znakomicie sprawdzała się w CS:GO, Battlefieldzie 4, CoD: Black Ops II. Nie jest zatem tak, że stworzono ją wyłącznie do MMO. Chociaż tutaj oczywiście wypadała najlepiej ze względu na możliwość wygodnej konfiguracji dodatkowych przycisków oraz nietuzinkowy mechanizm GameSense. Przyznaję, że nigdy wcześniej tak fajnie nie grało mi się w DotA 2. Testy skończyłem na Starcrafcie 2 i Diablo III – Rival 500 nie zaliczył ani jednej wpadki.

 

Podsumowanie

To wszystko otrzymujemy za kwotę ok. 300 złotych. Biorąc pod uwagę ceny sprzętu gamingowego, uważam to za bardzo uczciwą i atrakcyjną propozycję.

Mam właściwie żal do Rivala 500, bo w trakcie sprawdzania myszy spędziłem długie godziny przy Heroes of the Storm i Dota 2. Mam tutaj na myśli naprawdę DŁUGIE GODZINY. Mysz sprawdzała się znakomicie – szczególnie po ustawieniu makr i odpowiedniej konfiguracji przycisków – bo przecież o to tak naprawdę tutaj chodzi. Kupując tego typu akcesorium, możemy być pewni, że otworzy ono przed nami nowe możliwości. Nie zaczniemy nagle wygrywać, nie oszukujmy się. Rival 500 zagwarantuje nam szybszy i prostszy dostęp do wybranych akcji oraz czynności. Jednocześnie to bardzo precyzyjna mysz i wyśrubowanych parametrach. Zastosowany sensor sprawdza się znakomicie i z powodzeniem może być wykorzystywany w innych gatunkach gier (głupotą byłoby zmieniać mysz w zależności od tego, w co aktualnie gramy… ale wierzę, że tacy gracze istnieją). To wszystko otrzymujemy za kwotę ok. 300 złotych. Biorąc pod uwagę ceny sprzętu gamingowego, uważam to za bardzo uczciwą i atrakcyjną propozycję. Nie szukajcie zatem myszy do MMO i MOBA – właśnie znaleźliście.

  • bobok

    Logitech G600 – lepsza do tej pory nie wyszła i wątpię że wyjdzie. Tyle w temacie myszek do MMO, MOBA i… bardziej zaawansowanej pracy:P

    • No właśnie pytanie, czy każdemu się podobają te klawiaturki z boku. Ja do czasu też byłem ich fanem, bo super sprawdzały się w codziennym użytkowaniu i pracy. Z czasem jednak zaczęło mi to trochę wadzić i okazało się, że są myszki, gdzie te przyciski rozlokowano o wiele bardziej praktycznie i ergonomicznie.

    • bobok

      Co do ergonomii to fakt – są lepsze myszki na rynku, co do względów praktycznych i możliwości wykorzystania skrótów i makr to właśnie G600 jest absolutnym królem jeśli chodzi o wydajność w pracy, a i do gier jest świetna, choć fakt – są bardziej dostosowane do konkretnych gier urządzenia.

    • Programista

      Bardzo bym chciał, żeby przygotowali ulepszoną wersję tej myszki G600 np. z lepszą rolką jak w nowszych modelach i bardziej dopracowanymi sterownikami na różne systemy.

    • bobok

      Fakt faktem – rolka mogłaby być lepsza jest zwyczajna i działa jak należy, ale zawsze może być lepiej.
      Co do nowej wersji, to trochę się boję, bo nowy styl Logitecha oprócz nielicznych wyjątków specjalnie do mnie nie przemawia. Inna sprawa, to pewnie oleją trzeci przycisk, który przy dobrym ustawieniu skrótów powodował, że właśnie ta myszka góruje nad całą resztą.

    • Artur Marciniak

      Gdy grałem jeszcze w tibie (nie śmiać się ale miałem prawie 600 ED), mysz która imho jest najlepsza w swojej klasie to g700, mam 2 sztuki (druga to g700s) i oprócz MMORPG świetnie spisują się również w pracy przy photoshopie :)

      G700 ma tą zaletę, że nie jest napakowana przyciskami pod kciukiem a jednak 13 programowalnych wciśniesz, dołożysz do tego crtl i masz naprawdę pokaźną bazę hotkeyów.
      Dodam jeszcze, że podchodziłem do G600 i razer Naga (to są właściwie kopie) i ergonomia tych myszek zostaje daleko w tyle za G700. Fajną też alternatywą jest G602.

      Do CS:GO wymieniłem na Apexa g303 tez z logitecha ze względu na sensor no i g700 jednak jest ciut za ciężka do strzelanek

  • PiK IAndyI

    Swoja przygode z MMo przenioslem na wyzszy lvl dzieki myszce Razer Naga

    Cudowna mysz, piekne combosy w niej wchodzily :)

  • Michał Chrząstowski

    „To dość stylistyka i jakość wykonania typowe dla….” -> Accidentally a word? :)