5

Test Roccat Sova. Granie na kanapie nigdy nie było wygodniejsze

Zawsze marzyłem o takim urządzeniu - klawiaturze połączonej z podkładką pod mysz, która doskonale leżałaby na kolanach. W końcu się doczekałem. Roccat Sova to doskonała propozycja dla kanapowych graczy.

Roccat Sova jest dość oryginalnym akcesorium dla graczy. Producent tym razem celuje w gusta wszystkich tych, którzy zamiast biurek i kręconych foteli preferują… kanapę. Zakładam, że każdy z Was przynajmniej raz w życiu właśnie w taki sposób grał w gry. Sam nie raz zabierałem ze sobą laptopa, kładłem obok książki, a na nich podkładkę pod mysz i grałem mimo grzejącej niemiłosiernie nogi obudowy.

Roccat Sova to trochę inne podejście. Urządzenie jest określane, jako lapboard. Dedykuje się je przede wszystkim adresowane do osób, które podłączyły PC do gier do telewizora lub mają na tyle duży monitor, że mogą grać z kanapy lub fotela ustawionego kilka metrów dalej. Nie jest to zatem rozwiązanie dla każdego, co potwierdza zresztą cena. Testowana, mechaniczna wersja Roccat Sova została wyceniona na blisko 800 złotych. Model z membranowymi klawiszami jest znacznie tańsza – 649 zł – ale wciąż droga.

Konstrukcja i ergonomia

Trzeba przyznać, że to naprawdę duże urządzenie. Ale trudno się dziwić, skoro w ramach jednej konstrukcji otrzymujemy mechaniczną klawiaturę oraz podkładkę pod mysz. W rezultacie całość mierzy 64,6 cm x 28 cm x 3,7 cm (nie licząc gabek na spodzie). Idzie to w parze z dość dużą wagą. 2 kilogramy to ciężar średniego laptopa. Na szczęście łatwo się do niego przyzwyczaić. Muszę przyznać, że nawet po kilku godzinach używania Sovy, nie czułem z tego powodu dyskomfortu.

Wierzch lapboarda można podzielić na trzy strefy: podkładkę pod mysz, podstawkę pod nadgarstki oraz klawiaturę. Dwie pierwsze są wymienne. Producent obiecał wprowadzić do sprzedaży niebawem m.in. podkładki z gąbki. Na jego stronie mają też się pojawić projekty do samodzielnego wydrukowania na drukarce 3D, co pozwoli na personalizację klawiatury. Od strony praktycznej trudno mieć większe zarzuty do tych elementów. Podstawka pod nadgarstki jest wygodna, choć płaska i niewyprofilowana. Podkładka pod mysz natomiast została wykonana z plastiku, co w ogólnym rozrachunku sprawdza się dobrze, choć trudno mi oprzeć się wrażeniu, że gąbczaste obicie byłoby tutaj o wiele bardziej funkcjonalne i ergonomiczne.

W testowanym modelu zastosowanie znalazła mechaniczna klawiatura oparta o przełączniki TTS Brown, które są lekko zmodyfikowaną (lub nawet nie) wersją Cherry MX Brown. Klawisze mają oczywiście wysoki profil. Ich szybkość reakcji nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Odbicie po stuknięciu jest natychmiastowe, a duża sprężystość sprawia, że dobrze nadają się zarówno do gry jak i pisania. A przynajmniej ja w ten sposób je wykorzystywałem. Warto tutaj od razu zaznaczyć, że producent zastosował jednolite, niebieskie podświetlenie. Nie są to niestety diody RGB, a więc jego koloru nie możemy modyfikować. Jest za to możliwość sprecyzowania sposobu zachowania, o czym za chwilę.

Klawiaturę wyposażono też w pełen antighosting, co oznacza, że rejestruje ona wszystkie wciśnięte w jednej chwili klawisze. Byłaby to bez wątpienia doskonała propozycja dla wszystkich graczy, gdyby nie panujący tutaj ogromny ścisk. Rozumiem, że Roccat musiał w efektywny sposób zagospodarować dostępną przestrzeń, ale część klawiszy mógł sobie odpuścić na rzecz zachowania bardziej naturalnego i przypominającego standardowe klawiatury układu. Przykładowo nie rozumiem, po co znalazł się tutaj NumLock, skoro całość pozbawiono bloku numerycznego.

Na spodzie lapboarda znajdziemy cztery gąbki. Je również możemy w razie potrzeby wymienić. Te oryginalne zasługują jednak na duże słowa uznania, bo są bardzo wygodne i przyjemne w dotyku. Mniej więcej po środku tylnej części urządzenia mamy wyprowadzony kabelek ze złączką pozwalającą na szybkie podłączanie i odłączanie przewodów prowadzących do komputera. Pomiędzy umieszczono też dwa złącza USB, a całość dopełniają kanały, którymi możemy poprowadzić przewody myszy i np. headsetu.

Kabel łączący Roccat Sova z komputerem został zakończony dwiema wtyczkami USB. Przewód mierzy blisko 4 metry i jest stosunkowo cienki i elastyczny, a więc nie przysporzy nam większych problemów. No chyba, że za problem uznamy samą jego obecność. Prawdę mówiąc, od sprzętu tej klasy oczekiwałbym raczej łączności bezprzewodowej. Domyślam się jednak, że z punktu widzenia hardkorowych graczy kable są jedynym słusznym wyborem, więc Roccat poszedł po linii najmniejszego oporu.

Ogółem całość prezentuje się przyjemnie dla oka. Urządzenie ma nieco futurystyczne i odważne kształty, ale nie jest krzykliwe i nie stara się imitować statku kosmicznego, jak to miewają w zwyczaju robić producenci akcesoriów gamingowych. Myślę zatem, że przypadnie do gustu zarówno młodszym jak i starszym graczom.

Oprogramowanie i możliwości

Do konfiguracji i zarządzania klawiaturą służy to samo oprogramowanie, które jest wykorzystywane w każdym innym produkcie marki Roccat – Swarm. Interfejs nie zaskakuje. Otrzymujemy możliwość tworzenia własnych mark, programowania przycisków, a także personalizacji podświetlenia. Co ciekawe, twórcy oddali nam tez do dyspozycji takie ciekawostki, jak dźwięki wydawane podczas stukania w klawisze (kompletnie bezużyteczne, ale może komuś się spodoba). Wszystko to dopełniają suwaki, za pomocą których dostosujemy niektóre ustawienia działania klawiszy.

No dobrze, ale jak to wszystko działa w praktyce? Czy Roccat Sova jest wygodna i dobrze się na niej gra? Lapboarda używałem przez dobrych kilka tygodni. Podłączyłem do niego mysz Roccat Nyth oraz słuchawki SteelSeries Siberia 350. Tutaj od razu warto zaznaczyć, że Sova współpracuje tylko z headsetami ze złączem USB, bo zwyczajnie nie posiada innego. Możemy to obejść, kupując przejściówkę z USB na minijacka. Nie ma jej niestety w zestawie.

Urządzenie sprawdzałem z FPS-ami, zręcznościówkami oraz RTS-ami. W Battlefieldzie 1 i Overwatch klawiatura sprawdzała się rewelacyjnie. Momentami brakowało mi nieco przestrzeni po prawej stronie, a podkładka pod mysz wydawała się zbyt twarda. Generalnie jednak można się było do tego szybko przyzwyczaić. Nieco gorzej sytuacja wyglądała w RTS-ach, gdzie dość intensywnie wykorzystuje się inne klawisze. Tutaj we znaki dawał się ścisk panujący na klawiaturze, przez co dłoń czasami stukała w niewłaściwe miejsca. Dla odmiany podkładka sprawdzała się tutaj w porządku.

Moje odczucia są zdecydowanie pozytywne. Sova doskonale leży na nogach, jest stabilna i wygodna. Początkowo trzeba się przyzwyczaić do symetrycznego ustawienia klawiatury i myszy, co dla niektórych nie jest typowe. Po kilku tygodniach byłem jednak przekonany, że nie ma bardziej wygodnego sposobu na granie na kanapie (tu zaznaczam, że nie testowałem jeszcze innych rozwiązań tego typu, jak chociażby Corsair Lapdog).

Moja ulubiona klawiatura?

Roccat Sova to sprzęt zdecydowanie za drogi dla niedzielnego gracza, a mam wrażenie, że to głównie oni są targetem tego sprzętu. Pojawia się zatem tutaj pewien dysonans. Z jednej strony mamy mechaniczną klawiaturę, profesjonalne wykonanie i wysoką cenę, a z drugiej przeznaczenie do grania na kanapie czy fotelu. Może się mylę, ale mam wrażenie, że ci bardziej hardkorowi gracze o wiele chętniej sięgną po bardziej uniwersalne rozwiązania, które np. można zabrać zarówno na kanapę i postawić na biurku.

Nie znaczy to jednak, że Sova to zły produkt. Osobiście jestem zachwycony jego ergonomią oraz możliwościami. Przekonuje mnie też wizja grania na kanapie, bo uważam to za bardzo wygodne. Jednocześnie jednak jestem przekonany, że nie zapłaciłbym za takie akcesorium 800 złotych. Szkoda też, że nie działa ono bezprzewodowo, co wydaje się dość naturalnym rozwiązaniem w przypadku takich „kanapowych” gadżetów.

Ocena: 7/10

  • scribe_pl

    mamy wersje dla lewusów

  • Przemek

    a teraz pokażcie tą wygodę jak się siedzi na kanapie z tym na kolanach. bo zdjecia na biurku mało dają – ot ładne ustrojstwo

    • Marian Koniuszko

      no przeciez napisal ze wygodnie.