20

Czyżbym znalazł idealny plecak na wyjazdy z laptopem? Test Thule Accent Backpack 28L

Wybierając plecak macie zawsze dwie opcje - zainwestować więcej i cieszyć się nim dłużej lub zapłacić mniej, a potem w nerwach wyrzucać go na śmietnik. Thule nie jest najtańszą firmą, ale robi dobrze zaprojektowane i wytrzymałe plecaki. Accent Backpack 28L jest jednym z nich.

Pod koniec ubiegłego roku przygotowałem dla Was materiał wideo o plecaku Thule Paramount 29L. To bardzo fajna konstrukcja z przegródką na laptopa – korzystałem z niego w przeróżnych okolicznościach. Zwiedził ze mną trzy kontynenty i ani razu mnie nie zawiódł. Najlepiej jednak sprawdzał się jako plecak na drobiazgi i ubrania (gdy nie brałem w podróż dodatkowej walizki) oraz 13-calowego laptopa. Z tym, że przez jego dość miękką konstrukcją trochę obawiałem się o wrzucone do środka urządzenia elektroniczne. Ostatecznie nic im się nie stało, jednak na wypady z samym sprzętem wolałbym coś sztywnego. Szukałem i znalazłem – Thule Accent Backpack 28L.

Plecak w przeciwieństwie do Paramounta ma sztywną konstrukcję, która zachowuje swój prostokątny kształt również kiedy jest pusta. Pierwszy minus? – brak w pełni sztywnego dna. Na szczęście przegródka na laptopa jest odpowiednio umocniona. Nie ma natomiast dodatkowej osłony przez wodą, którą miał Paramount. Nie odważyłbym się wiec postawić plecaka na mokrej trawie. Na stronie producenta nie znalazłem informacji o wodoodporności, natomiast oblanie Accenta wodą pokazuje, że krople szybko spływają z materiału i nie zostawiają plam (Poliester 1680D). W razie deszczy sprzęt powinien więc być bezpieczny.

Wygoda wsuwania laptopa

Bezpieczeństwo laptopa to jedno i zwracam na to dużą uwagę, jeśli jednak do sprzętu nie ma szybkiego dostępu, jestem na nie. Accent oferuje dwa sposoby dostania się do komputera – duży suwak z szerokim otwarciem w kształcie litery U, które zapewnia bardzo wygodne wkładanie i wyjmowanie zarówno laptopa jak i wszystkiego, co włożono do głównej kieszeni. Jest to rozwiązanie o tyle fajne, że próbując wyciągnąć tylko laptopa nie ryzykuję, że wysypią się pozostałe rzeczy. Nie ma też dodatkowych zapięć, z którymi trzeba się mocować, czy „plandeki”, którą trzeba odchylać. Drugi sposób to boczny pionowy suwak dający dostęp wyłącznie do komory laptopa. I to rozwiązanie świetnie sprawdzi się przy konstrukcjach 13 calowych – trochę ciaśniej jest z laptopem 15,6 cala, ale wystarczy włożyć do trochę pod kątem i wszystko gra.

Bardzo fajnym pomysłem jest wzmocniona kieszeń opatrzona naklejką „SafeZone”. Mamy tu wyjmowany sztywny kubek i wzmocniony przód, dzięki czemu nie ma strachu przed włożeniem na przykład okularów, smartfona, czy niedużego sprzętu, który koniecznie musi mieć jakieś dodatkowe wzmocnienie.

Wzmocnione są również plecy (co oczywiście pomaga zachować sztywną konstrukcję), plecak posiada również grube paski naramienne. Dzięki nim nawet mocno obciążony nie sprawia dyskomfortu, a ciężar odpowiednio rozkłada się na ramionach. Jest też boczna rączką, przez co plecak może udawać torbę trzymaną w dłoni.

Jest oczywiście boczna kieszeń na butelkę z wodą, jest też możliwość przymocowania plecaka do walizki na kółkach – służy do tego przewlekany panel bagażowy.












Czego brakuje?

Przy raczej niewielkiej konstrukcji, jaką jest Thule Accent Backpack 28L nie można mieć wszystkiego. Grzesiek testujący kiedyś plecak ASUS ROG Nomad chwalił oddzielne, opisane kieszonki na różne rodzaje sprzętu (słuchawki, przewody itd.) Tego trochę w Accent brakuje – owszem są trzy siateczkowe kieszonki, ale mogą nie wystarczyć. Z drugiej strony jest duża komora główna, w której sprzęt będzie „latał”, ale rozwiązanie to sprawdzi się przy ciuchach czy na przykład wożonego przeze mnie bardzo często statywie Gorilla Pod. Nie ma też niestety dodatkowego paska na biodra – pozostaje jedynie cienki zapinany pasek na wysokości klatki piersiowej, który łączy paski naramienne.

Thule Accent Backpack 28L to świetnie wykonany, wygodny plecak z kilkoma fajnymi pomysłami. Niefajna jest natomiast cena, która może wielu potencjalnych zainteresowanych zwyczajnie odstraszyć. 549 złotych to sporo jak na plecak, z drugiej strony Thule nigdy nie miało tanich rozwiązań, a z ceną idzie w parze wytrzymałość. Ja już przerabiałem „okazje”, jak chociażby fajnie wyglądający plecak Lenovo za około 120 zł (w jakiejś delikatnej promocji). Po około pół roku leżał już w śmietniku, puściły szwy w dwóch miejscach, a po trzech tygodniach od tego zdarzenia nie było już sensu go używać. Z plecakami Thule tego problemu nie ma, to wydatek na lata i potwierdza to każdy, kto w tę firmę zainwestował.