Tesla-model-X
32

Tesla ratuje klientów – zdalnie zwiększa pojemność akumulatorów na czas huraganu

Nastają czasy, gdy samochody będą odbierane jako komputery na kołach - doskonałym przykładem z ostatnich dni aktualizacja, jakiej dokonała Tesla. Amerykańska firma postanowiła pomóc kierowcom opuszczającym Florydę pustoszoną przez huragan Irma. W jaki sposób? Zwiększając pojemność akumulatorów w autach. Bez konieczności odwiedzania serwisu, wszystko dzieje się zdalnie, klienci mogą być zaskoczeni tym prezentem. Dodatkowe kilometry dzięki zmianom w oprogramowaniu - jeszcze niedawno brzmiałoby to niczym opowieść z gatunku SF.

Tesla znowu na językach, tym razem nie wynika to jednak z aktywności Elona Muska w mediach społecznościowych czy premiery nowego produktu: media zwracają na nią uwagę ze względu na… aktualizację oprogramowania. Wciąż mówimy o motoryzacji, chociaż może to zadziwić „tradycjonalistów” z tego poletka. Firma wykonała ruch, który po kieszeni jej nie uderzy, a zapewni niezłą reklamę – nie tylko ze względu na promocję możliwości technicznych aut, ale też, a może przede wszystkim, z uwagi na kontekst tych działań: amerykański producent samochodów ratuje swoich klientów.

Zapewne wiecie, że za Oceanem szaleją huragany, pustoszą one Karaiby i USA. Floryda jest ewakuowana, miliony ludzi zmagają się z żywiołem. Wśród nich są właściciele samochodów marki Tesla, którzy próbują opuścić zagrożony obszar. Ich problem polega na tym, że elektryki mają mniejszy zasięg, a ich „tankowanie” trwa dłużej, niż aut z silnikami spalinowymi. Dlatego część kierowców była pozytywnie zaskoczona, gdy okazało się, że ich pojazdy zyskały większy zasięg. Chodzi o jakieś 30-40 mil na jednym ładowaniu – odległość, która może robić różnicę. Aby skorzystać z bonusu nie musieli udawać się do salonów czy serwisów producenta – wszytko odbyło się zdalnie. Jak to możliwe?

Sprawa dotyczy pojazdów, które wyposażone są w akumulatory o pojemności 60 kWh. Firma wprowadziła na rynek taką wersję w niższej cenie, by przyciągnąć więcej klientów. Ale umieszczono w nich akumulator o pojemności… 75 kWh – tak było po prostu taniej. Różnicę uzyskano za sprawą oprogramowania, po prostu wprowadzono blokadę, bateria nie była ładowana do pełna. Klient mógł usunąć ograniczenie płacąc kilka tysięcy dolarów. Sprytne rozwiązanie, obie strony mogą być z niego zadowolone.

Na czas ewakuacji ta blokada ostała usunięta, ale kierowcy za to nie zapłacą. Z większego akumulatora mogą korzystać ponoć do 16 września. W świat poszła informacja o firmie ratującej swoich klientów, do tego część kierowców może zechcieć pozostawić większą pojemność i zapłaci – zyski wydają się oczywiste. Największe wrażenie i tak robi sam proces – samochód jest w poważny sposób „doposażany” z pomocą rozwiązań, które kojarzone są raczej ze smartfonami czy komputerami. Za jakiś czas będzie to jednak standard, a producenci mogą zgarniać spore pieniądze właśnie w oparciu o te aktualizacje. Tradycyjne pojmowanie motoryzacji przejdzie do historii.

Skoro już o huraganach mowa. W dzisiejszych czasach każdy powód jest dobry, by pożartować – klęski żywiołowe nie stanowią tu wyjątku. W mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać strony i wydarzenia w tym duchu, jedno z nich zachęcało do stawienia czoła huraganowi Irma z bronią w ręku – konkretnie z bronią palną. Akcja spotkała się ze sporym odzewem, kilkadziesiąt tysięcy osób stwierdziło, że to całkiem niezły pomysł. O ile jednak większość zareaguje wyłącznie klikiem w Sieci, o tyle komuś może przyjść do głowy, by naprawdę strzelać w masy powietrza. A to nie jest najlepszy pomysł. Dlatego w mediach przestrzegano, by nie porywać się ze strzelbą na huragan, reagować zaczęli nawet stróże prawa…

Dzięki nowych rozwiązaniom możemy usprawniać zdalnie samochody i jednocześnie pokazywać, jak głupie pomysły przychodzą ludziom do głowy. Wychodzimy na zero…