95

Ten wieprz powiększył grono aniołków, czyli o poziomie polskich internautów

Nie przepadam za Tytusem, Romkiem i Atomkiem, bo nigdy nie rajcowało mnie promowanie socjalistycznego harcerstwa. Papcio Chmiel okazał się jednak geniuszem, gdy blisko 30 lat temu wymyślił gazetę „Trele Morele” i przepowiedział w ten sposób, jak będą wyglądały polskie media, w tym rodzimy Internet. I świńska afera… „Trele Morele” to pierwszy polski tabloid. Choć wymyślony, […]

Nie przepadam za Tytusem, Romkiem i Atomkiem, bo nigdy nie rajcowało mnie promowanie socjalistycznego harcerstwa. Papcio Chmiel okazał się jednak geniuszem, gdy blisko 30 lat temu wymyślił gazetę „Trele Morele” i przepowiedział w ten sposób, jak będą wyglądały polskie media, w tym rodzimy Internet. I świńska afera…

„Trele Morele” to pierwszy polski tabloid. Choć wymyślony, okazał się trafną prognozą współczesnej sytuacji – małpa zostaje dziennikarzem, teksty są ssane z palca i mają poziom chały. Sytuacja, wypisz wymaluj, z… wczoraj, kiedy to dziennikarze i internauci odkryli zaskakującą prawdę. Szok i niedowierzanie, dzień grozy – wieprzowina to mięso z wieprza! Bo dotychczas naród myślał, że mięso jest z supermarketu, a dżem z biedronki. Ale od początku…

Trochę historii

Naród to nie grupa świadomych obywateli. To tłuszcza, która podlega prawom tłumu. A tłum ma to do siebie, że lubi być oszukiwany i z chęcią popada w owczy pęd. Dowodów jest aż nadto. Jedna plotka – najczęściej głupia, niesprawdzona i niewiarygodna informacja, staje się kamieniem wywołującym lawinę.

Historia rodem z Archiwum X. W latach osiemdziesiątych w dolnośląskim Lubinie (a być może i w innych miastach) doszło do aktu zbiorowej paniki, gdy ktoś puścił w obieg plotkę, że rysy na twarzy Maryi właśnie się przedłużyły, a gdy sięgną do serca, będzie… wojna atomowa. Dzieci wybiegały podczas lekcji ze szkół i ruszały po swoje komunijne drewniane obrazki, by wraz z nimi udać się do kościoła.

To tylko jeden z wielu przykładów. W tym samym mieście wystarczyło w dzień premiery telefonii Heyah puścić plotkę o niezależnym operatorze, który będzie miał tak niskie ceny, że rząd zawiązał spisek i wstrzymał produkcję nowych numerów, by ludzie rzucili się na kioski, hurtowo wykupując prepaidy.

Więcej? Proszę bardzo. Wymyślona przez dziennikarzy słynna afera z mutantem „królisem” (jako pokłosiem Czarnobyla) szybko sprawiła, że ludzie zaczęli bać się wycieczek do lasu, a ci, którzy się na to jednak odważyli, wracali sterroryzowani widokiem potwora.

A w Puszczy Kampinoskiej grasował królis, zwierzę, które miało ciało lisa i głowę królika. Wszyscy wiedzieli, że to mutant po wybuchu w Czarnobylu. Przegryzał opony w parkujących w lesie samochodach. (źródło)

Na takich społecznych emocjach bazują tabloidy. Pierwszym takim (prawdziwym) w Polsce była gazeta „Skandale”. Do dziś pamiętam sensacyjny artykuł pt. „Gigantyczne chrabąszcze pożerają wieśniaków w Brazylii”, okraszony makrofotografią Bogu ducha winnego owada, który nawet człowieka ugryźć nie potrafi.

Szybko okazało się, że mariaż oszustwa i owczego pędu ma w Polsce kolosalną przyszłość (a w trzeciej minucie słychać strzały)…

Popularność mistyfikacji wynika poniekąd z tego, że ludzie lubią być okłamywani, o czym świadczy krótka, ale burzliwa kariera pisma „Skandale”, założonego przez Andrzeja Minkowskiego. Ten typowy przykład literata przyklejonego do Polski Ludowej doskonale odnalazł się po wybuchu wolności. Założył pismo i zatrudnił kolegę po piórze, Zbigniewa Safjana – tego samego, który wymyślił Hansa Klossa, a wcześniej donosił do bezpieki na kolegów z partyzantki. „Skandale” były pismem, na które polskie społeczeństwo czekało, zarazem nie będąc nań przygotowanym. Powszechnie sądzono, że po odejściu komunistów wszystko, co pisze się w gazetach, jest prawdą. Zarazem otwierano się na cudowności świata. Bo czy nie miło przeczytać, że w Austrii pojawiła się dwugłowa gwiazda rocka, na Marsie mieszkały dinozaury, a na Mazurach grasuje banda gwałcicielek (babcia, matka i wnuczka) wykorzystująca mężczyzn, a potem oddalająca się w niewiadomym kierunku? Relacje z poczynań gwałcicielek miały formę fotoreportaży, co jeszcze dodatkowo poprawiało odbiór całej historii. Dzisiaj trudno uwierzyć, że nakład gazety wynosił ponad milion egzemplarzy, ale cóż, takie były czasy: dużo wolności, dużo pieniędzy, wielkie nakłady. Z czasem „Skandale” przekształciły się w „Nowe Skandale”, a potem w czasopismo „Bez Pardonu”, ono zaś padło, zapewne pod ciężarem postkomunistycznych bredni, które drukowało. (źródło)

Wnioski są dwa. Po pierwsze, ludzie łykną wszystko, jak pelikan cegłę. Po drugie, owczy pęd zdefiniować można najkrócej jako „jednego trolla z milionem kretynów”.

Poniedziałek grozy – zbrodnia w Makro

Wszystko zaczęło się od zwykłej głupoty. Nie, przepraszam, nie zwykłej a wręcz piramidalnej. Klient marketu Makro (takiego, który sprzedaje towary firmom, nie osobom prywatnym) doznał szoku, widząc zafoliowane prosiaki. Szok i niedowierzanie! Bo przecież ów klient był przekonany, że słynne prosię z jabłkiem w ryju, jakie podaje się chociażby na bogatszych weselach (czy festynach parafialnych – zobacz obrazek niżej!), robione jest z proszku jak zupa instant. A szynka rośnie na drzewach.

Afera ruszyła dwutorowo. Temat podjęła Gazeta Wyborcza, a swoje dołożyli internauci. Rozpoczął się owczy pęd, którego częścią okazały się być działania fundacji walczącej o prawa zwierząt. A że lawiny nie powstrzymasz, nastroje zaszokowanych internautów sięgnęły zenitu w eksplozji intelektu, logiki, kultury i wiedzy o świecie:

No właśnie. Biedne zwierzątko „w takiej formie”. Bo w innej to już nie ma problemu. Pocięte na plasterki prosię jest OK. Niepocięte to skandal i niemoralność! Jeśli nie rozumiecie, w czym rzecz, inna internautka Wam wyjaśni:

Zaskakujące, że największe larum podniosły właśnie kobiety – przedstawicielki płci rozmiłowanej w… futrach! W latach osiemdziesiątych byłem na fermie srebrnych lisów i nutrii hodowanych na babskie fatałaszki. Prowadził ją były milicjant. Jak pozyskiwał futro? Otóż nie, nie golił zwierząt, jak to się robi z owcami, drogie panie. Tak się nie da i to też będzie szok i niedowierzanie. Facet brał lisa lub nutrię za tylne łapy, wieszał w szopie na sznurku i walił milicyjną pałą w łeb tak długo, aż mózg zmieszany z krwią wylewał mu się pod stopy. No ale futerko przyjacielem kobiety, prawda?  Warto przy tym dodać, że JEDNO futro to 20 lisów, 35 królików, 60 norek, 200 szynszyli! No ale to nic w porównaniu do biednego świńskiego dziecka…

Sprawa jest prosta. Sieć Makro dała plamę, bo:

a) świnka jest niepełnoletnia,

b) świnka jest naga (sic!) – bo przecież taka „ubrana” w przypieczoną skórkę i jabłko już nikogo nie razi.

Potwierdzam! Mało tego, podejrzewam, że sieć łamie też ustawę o ochronie życia poczętego, sprzedając… kawior! Wszak to miliony nienarodzonych rybek, którym odebrano szansę na szczęśliwe dzieciństwo, przyjemny dreszczyk okresu dojrzewania oraz prawdziwą radość zakładania związku i wydawania na świat potomstwa. Makro, wstydź się! Twoje półki to obozy koncentracyjne XXI wieku!

I tylko zastanawiam się, gdzie ci krzykacze byli, gdy na temat prosiaków uzewnętrzniali się harcerze (sami zobaczcie!), i kiedy około pięciu dni temu polski dziennik opublikował jako nius słynną informację, maglowaną przez media od przynajmniej trzech lat:

Jak widać, wyssana z d… palca afera prosiaków w Makro to najlepszy przykład klasycznego owczego pędu, którego uczestnicy potwierdzają stare prawo Einsteina mówiące, że tylko dwie rzeczy są nieskończone – wszechświat i ludzka głupota. Powiem więcej, twierdzenie, że całe prosię a prosię w plasterkach to różnica, jest bliskie nazistowskiej estetyce, w której trup może i siał zgorszenie, ale zrobione z niego mydło czy abażur już nie…

Zachorujesz, odbiorą ci wszystko: ubranie, czapkę, przemycony szalik, chusteczkę do nosa. Jak umrzesz – wyrwą ci złote zęby, już poprzednio zapisane w księgi obozu. Spalą, popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu, tyle kości, tyle mięsa, tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło, ze skóry ludzkiej abażury, z kości ozdoby. (Tadeusz Borowski, Wybór opowiadań)

Lekcja social media

Makro nie pozostawiło tematu bez odpowiedzi. Nie wiem, kto odpowiada tam za politykę social media, ale stawiam temu komuś wielki plus. Za to, że nie ugiął się pod ciężarem łajna rzucanego przez ciemnogród, i za to, że potrafił zachować poczucie humoru. Wbrew pozorom to bardzo trudna sytuacja, bo cały miniony dzień był jednym wielkim „pióropałowaniem”, które zmiotło temat referendum w stolicy, niczym bomba neutronowa drewnianą latrynę. Każdemu mogłyby puścić nerwy, wszak errare humanum est. A jednak na fanpage’u marketu pojawiła się jakże zacna i dobrze wyważona odpowiedź (z subtelnym, ledwie wyczuwalnym posmakiem drwiny):

 Drodzy Fani, Jak się pewnie spodziewacie – zamierzamy w poniższym wpisie zabrać głos w sprawie tzw. „afery prosiaczkowej”. Większość z Was wie, że jesteśmy dystrybutorem (w głównej mierze hurtowym) różnorodnych produktów, w tym również spożywczych, a zatem i mięsnych. Posiadamy Klientów z różnych segmentów rynku, między innymi z bardzo licznej grupy HoReCa (Hotele, Restauracje, Catering). Jak sama nazwa wskazuje, skupiamy w tym gronie wielu przedsiębiorców prowadzących m.in. różnorodne restauracje, hotele, bary, knajpki, domy weselne i szereg innych przedsięwzięć o charakterze gastronomicznym. Od początku istnienia MAKRO Cash & Carry w Polsce, staramy się kształtować nas asortyment w odpowiedzi na potrzeby Klientów – w tym wypadku tych Klientów, którzy prowadzą, niejednokrotnie od wielu lat, swoje własne biznesy, dzięki czemu poznali z kolei dogłębnie specyfikę swoich Klientów. Ufamy ich wiedzy i doświadczeniu, ponieważ z naszej perspektywy to właśnie przedstawiciele segmentu HoReCa wiedzą, jakich produktów spożywczych potrzebują do realizacji swoich celów biznesowych, a mówiąc ogólnie – do rzetelnego wykonywania swojej pracy. Aaa i wszystkim życzymy miłego popołudnia :)

Całą sprawę na profilu kończy wpis:

Autor stąpa tu po kruchym lodzie (lub cienkiej linie, jeśli wolicie), ale muszę przyznać, że ma cojones, a poza tym głupotę można i należy ośmieszać. Inaczej głupota stanie się prawem. Tym samym Makro rozwiązuje jednym zdaniem aferę PIG GATE lepiej, niż zrobił to Sokołów z własnym tatarem. Jak widać, nie trzeba było iść do sądu, zasłaniać się przepisami i narażać się na wizerunek bezdusznej korporacji. Można? Można! Choć wbrew pozorom takie łatwe to wcale nie jest. Makro jednak wybrnęło z sytuacji bez pozwów, napuszonych oświadczeń prasowych, replik i gotowych do walki prawników. Brawo!

Lekcja z Gwiezdnych Wojen

Kto oglądał epizod IV pt. „Nowa nadzieja”, powinien pamiętać słynny dialog między Hanem Solo a Obi Wanem Kenobim. Kiedy przemytnik nazwał starego Jedi głupcem, ten odpowiedział:

Kto jest większym głupcem? Głupiec czy ten, kto za nim podąża?

Setki, może wręcz tysiące internautów ruszyły bezmyślnie za jednym oburzonym, bo przecież prawda kole w aureolę, jak napisał Jan Izydor Sztaudynger. Bo jeść szynkę to jedno, ale wiedzieć, z czego jest robiona, to najwyraźniej drugie. Sam jestem jaroszem od przeszło dekady, ale dieta nigdy nie powinna być tłumaczeniem dla hipokryzji. Tym bardziej, że większość wegetarian do dziś chodzi w skórzanych butach, a są i tacy, którzy twierdzą, że mięsa nie jedzą, a jednak zajadają się jogurtami robionymi na… żelatynie wieprzowej!

Naturalna substancja białkowa pozyskiwana z kości i chrząstek zwierzęcych, w skład której wchodzi przede wszystkim kolagen. Żelatyna ma szerokie zastosowanie. W przemyśle spożywczym spełnia rolę substancji żelującej, zagęstnika, stabilizatora, środka emulgującego i pianotwórczego. Wykorzystywana jest do produkcji deserów, budyniów, galaretek i żelków. (źródło)

Dlatego upraszam wszystkich oszołomów – wstrzymajcie swe konie, zawróćcie i poszukajcie zagubionych szarych komórek. Bo póki co afera prosiaka z Makro to kolejny przykład na to, że żyjemy w kraju, gdzie głupota i analfabetyzm to cnoty…

 

PS. Oświadczam, że niniejszy materiał to studium przypadku. W żaden sposób nie jestem związany z marketem Makro i ani ja, ani Antyweb nie czerpiemy z materiału żadnych ukrytych korzyści.

PPS. Uwaga, Polacy! Odkrywam kolejną zaskakującą prawdę! Tradycyjna polska potrawa „flaki” robiona jest z… flaków, czyli zwierzęcych wnętrzności! Szok i niedowierzanie!

 

——