3

To najlepszy Tekken od lat. Recenzja Tekken 7

Tekken 7 nareszcie pojawił się na konsolach. Czy król bijatyk powrócił i czy twórcy byli w stanie wyjść obronną ręką z pełnoprawnego trybu opowieści? Wyjaśni to nasza recenzja.

Pierwszym kontaktem z serią Tekken był dla mnie PSX i Tekken 2. Demo dodawane na płycie ograłem w każdy możliwy sposób, później odwiedzałem znajomego by szlifować swoje umiejętności w pełnej wersji gry. Był to rok 1997.  Jeszcze więcej grałem w Tekkena 3 choć mojego Hwoaranga prawie ciągle bili Paul i Xiaoyu moich kumpli. Nigdy nie potrafiłem jednak uwierzyć, że naprawdę PSX potrafi pokazać tak fenomenalnie wyglądającą grę. Kolejnym Tekkenem, z którym spędziłem naprawdę dużo czasu był Tekken 5…ale na PlayStation Portable (z podtytułem Dark Resurrection). Nigdy nie byłem tekkenowym wymiataczem, ale kontakt z grą sprawiał mi ogromną frajdę. I wiem, że w Tekken 7 będę grał długo, choć nie jest to idealna produkcja.

Nowości

Choć chwytając pada poczujecie się jak w domu, wprowadzono tu kilka nowości, które przy pierwszym kontakcie mogą wydawać się dziwne. W Tekken 7 zdecydowanie większe znaczenie ma Rage Art, czyli specyficzna umiejętność specjalna, która potrafi przechylić losy starcia. Kiedy odpowiedni status Rage się zaświeci, wystarczy nacisnąć dwa-trzy przyciski, a później (o ile oczywiście atak „wejdzie”) obejrzeć fajną animację. Przeciwnik dostanie nieźle po głowie, a jego pasek zdrowia poważnie ucierpi. Atak ten można zablokować, na szczęście. Dostaliśmy ponadto Rage Drive (też korzysta ze statusu Rage), które przeznaczono dla zdecydowanie bardziej doświadczonych wojowników. To ponownie bardzo mocny atak, jednak można go połączyć z normalnymi kombosami, przez co wymiatacz wyprowadzi tak miażdżącą serię, że z przeciwnika nie będzie co zbierać. Tekken 7 to również Power Crush, Ruch ten niejako absorbuje uderzenie z wyprowadzonego ciosu, ale mimo tego pozwala prowadzić atak. Ot takie przebijanie się przez ataki przeciwnika – przydatne, o ile oczywiście będziecie się tego w stanie nauczyć.

Czy Rage Arty nie są za mocne? Przyznam szczerze, że cały czas nie wyrobiłem sobie jeszcze ostatecznego zdania. O ile tego typu zagrywki super pasowały do Mortal Kombat czy Injustice, to tu nie jestem do końca przekonany. Oczywiście doświadczony gracz zablokuje taki desperacki atak, ale jeśli jednak się to nie uda, wprowadza on za dużo zamieszania do starcia, na którego wynik pracuje się przecież całą rundę. Zobaczymy jak podejdą do tych zmian profesjonaliści.

Bardzo podobają mi się natomiast zwolnienia kamery, które pojawiają się na koniec starcia oraz w sytuacjach, gdy dwóch wojowników zaatakuje w dokładnie tym samym momencie. W pierwszych chwili myślałem, że zacina się konsola, ale nie – to zamierzony efekt. Głównie wizualny, przynajmniej ja nie umiem wykorzystać tego zwolnienia w samej walce, ale wygląda naprawdę fajnie. Jakkolwiek nielogicznie to brzmi, nadaje całemu starciu dynamiki. Mam też wrażenie, że dynamiczniejsza jest również kamera, którą trochę odlepiono od poprzedniego ustawienia.

Największą nowością jest jednak pojawienie się gry na PC. Tak, moi drodzy – Tekken 7 trafił na PC, pierwszy raz w historii serii.

Poza nowościami Tekken 7 to …Tekken. Jeśli kiedykolwiek graliście w którąkolwiek część (no dobrze, nie liczmy jedynki i dwójki), chwytając pada w dłoń będziecie wiedzieć o co chodzi. Oczywiście z każdą kolejną odsłoną seria się zmieniała, a system walki był rozbudowywany – jednak Tekken to Tekken, tego się nie zapomina Nie inaczej jest w przypadku Tekkena 7.

Ktoś doszedł, kogoś zabrakło

Wojowników tym razem dostaliśmy 36 (a w zasadzie 37). Lista jak sami widzicie jest dość obszerna, szkoda jednak że niektóre postacie nie zmieściły się do zestawienia – choć pewnie prędzej czy później dojdą jako płatny dodatek. Czasy mamy takie, a nie inne i takiej możliwości wykluczyć nie można. Największym zaskoczeniem pośród nowych zawodników jest bez wątpienia Akuma, który teoretycznie nie pasuje. A jednak pasuje, choć spotkałem się z opiniami, że to najsłabsza z nowych postaci. Miałem jednak wątpliwą przyjemność pograć chwilę przeciwko graczowi, który opanował tego gościa i to była masakra.

Nowe postacie pokazałem w materiale wideo, który kilka dni temu pojawił się na AntywebTV. Póki co moją faworytką jest Lucky Chloe i postaram się tego i owego u niej nauczyć.

Tryb opowieści – nie dorasta do pięt produkcjom NetherRealm Studios

W Tekkenie 7 zdecydowano się na samodzielny tryb opowieści. Świat bijatyk zmienił się przez ostatnie lata i zarówno Mortal Kombat IX oraz X, jak i dwie części Injustice pokazały, że można go zrobić świetnie. Street Fighter V pokazał, że można też zrobić odwrotnie i niestety…Tekken 7 szału nie robi w tym temacie. W zasadzie jedynym plusem trybu opowieści jest kilka wątków z życia Heihachiego, poza tym niestety – bieda.

Tryb opowieści miał w założeniu wyjaśnić wiele kwestii z poprzednich odsłon, rozpocząć kilka nowych tematów, a tymczasem dostaliśmy taką wycinanko-wyklejankę, która pokazuje za wiele, a wyjaśnia za mało. Jednocześnie skacze po tematach, przez co trudno uznać to za dobrze o powiedzianą historię. Niby trwa tylko 3 godziny, ale można się podczas jej oglądania wynudzić. Całość spina bowiem pewien dziennikarz, reporter, któremu wydarzenia z serii zniszczyły codzienność i zabiły rodzinę. Próbuje więc wyjaśnić, może nawet się zemścić. Jako narrator jest jednak tak nudny, że gdyby nie całkiem fajne animacje, usnąłbym podczas grania z 5 razy. Za dużo jest tu również kolorowych plansz z obrazkami, walki też nie należą do najciekawszych. Albo stawiamy czoła zwykłej fali minionów, albo walczymy z konkretną postacią.














Tryb opowieści posiada na szczęście ułatwienie, dzięki czemu przejdą go również laicy. Teoretycznie pozwala bowiem szybko wykonać mocniejsze ataki – w praktyce jednak po zmianie poziomu trudności zmienia się tylko to i wróg wciąż potrafi zbyt dobrze blokować i zbyt dobrze unikać naszych ataków. Coś tu ewidentnie nie dograło.

Poza główną opowieścią mamy również krótki, jednowalkowy tryb story dla każdej z postaci. Oznacza to jednocześnie, że w zasadzie nie ma po co grać arcade, nie zobaczycie tam bowiem nawet animacji, chociaż…

Zdobywaj, zarabiaj, przebieraj

Tekken 7 jest pełen przebieranek. Mamy więc wewnętrzną walutę, którą zdobywamy w trybie arcade i treasure, a następnie wydajemy na ciuchy. Jest ich cała masa, podobnie jak gadżetów. Dodatkowo tryb treasure da Wam za wygrane starcia skrzynki, które odblokują poszczególne ciuchy i akcesoria. Czy to jest potrzebne Tekkenowi? Nie, ale przebieranki nie są nowością w serii i sam chętnie się tym bawię. Dla mnie to całkiem niezły sposób na wydłużenie czasu z grą. Dodam jeszcze, że w trybie treasure battle pojawiają się modyfikatory, jest więc trochę urozmaicenia. Ogólnie zdobywamy też rangi podczas starć offline.

Co z tym online?

Działa.

W kratkę. Ale zacznę od podstaw. Mamy starcia rankingowe i nierankingowe, ponadto otrzymaliśmy turnieje (bardzo na plus, docenią je przede wszystkim organizatorzy małych imprez). I niestety póki co tryb turniejowy jako jedyny działa „w miarę”, generalnie online leży, choć oczywiście dużo zależy od szczęścia. Natrafiałem albo na problemy z połączeniem, gdzie moja konsola gubiła serwer lub takie lagi, że nie dało się normalnie grać. Mam nadzieję, że twórcy szybko to naprawią, nie bardzo mam z kim walczyć na kanapie i szczerze mówiąc planowałem szukać wyzwań online. Jeśli jednak mam walczyć przede wszystkim z technicznymi problemami gry, to chyba coś jest tu nie tak.

Stary, dobry Tekken

Jak się gra w Tekkena 7? Świetnie. Wiem, że wytknąłem grze potknięcia, ale naprawdę wierzę, że online da się naprawić (oczywiście nie usprawiedliwiam). Kto kupuje Tekkena dla trybu opowieści? Nikt i absolutnie do tego nie namawiam – to gra dla zapaleńców, którzy poświęcą długie godziny treningom. A Tekken 7 nagradza za czas z nim spędzony i jestem pewien, że dla fanów serii będzie towarzyszem na długie miesiące, jeśli nie lata. Gra się bowiem kapitalnie, szczególnie na podzielonym ekranie. Starcia są niezwykle dynamiczne, sprawiają masę frajdy. Dobrze bawić się będzie amator, oglądanie pojedynku dwóch bardziej doświadczonych graczy to natomiast naprawdę ciekawe doświadczenie, spektakl, w którym widać przywiązanie do strategii, a nie tylko wyprowadzania ciosów. To Tekken, na którego czekałem od kilku lat.

Werdykt

T7 to zdecydowanie najlepszy Tekken od lat, nie jest to jednak najlepsza bijatyka tego roku. Sieciowe problemy przy próbie gry wieloosobowej, kiepski tryb opowieści, wysoki próg wejścia. To są rzeczy, które zawodzą – a nie powinny, nie w grze takiego poziomu, nie w dzisiejszych czasach.

Poza tym Tekken 7 jest świetny. Wymusza godziny spędzone przed ekranem, a siadając ze znajomym na kanapie, zapomnicie o całym świecie. Wracają niezapomniane czasy odsłon z PSX i PS2, gdzie godziny mijały jak minuty, a rodzice krzyczeli żeby wreszcie wyjść na dwór. To jest po prostu Tekken, jego prawdziwe oblicze.

Tekken 7 zjada Tekken 6 na śniadanie – bawię się przy nim tak dobrze jak przy świetnej trójce i piątce. Ale niektóre rzeczy można było zrobić lepiej, poświęcić im więcej czasu – szczególnie, że konkurencja poradziła sobie naprawdę świetnie. Dlatego Tekken 7 dostaje ode mnie ósemkę. Mocną ósemkę, dziewiątka jest bowiem poza jego zasięgiem. Japończycy muszą koniecznie poprawić kod sieciowy, inaczej gra umrze szybciej niż powinna, czego jej absolutnie nie życzę.

Ocena: 8/10

  • Lukasz

    Tekkena uważam za najlepszą bijatykę,szkoda że największy rywal Virtu fighter już nie istnieje, te obie bijatyki razem mocno się grzmociły:-)))))))))))))))))))))))))

    • Skejcik

      Noo..Tekken 7,to zaje…ta Gierka😉

      A polecam jeszcze 1dną Gierke-Mortal Kombat XL☺też spoko Gra😉😀

  • stellarfox

    jak można porównywać tego tego tekkena z resztą żenada ………………………………….