52

Technologie wojskowe w Polsce? Dobre sobie!

Powiedzmy to sobie wprost – do wojny jesteśmy przygotowani jak zawsze. Czyli w ogóle. Co prawda mamy polskiego Arnolda, generała Polko, ale osobiście myślę, że dwudziestu tysiącom wrogich żołnierzy nawet on mógłby nie dać rady. A sprzęt? Cóż, coś tam jeździ, lata i pływa. Ponoć Niemiec płakał, jak sprzedawał. Tyle że kilkudziesięcioletnie graty hitem nigdy nie będą. Po co więc nam wojsko i ogromny szmalec w nie topiony? To proste. Nie […]

Powiedzmy to sobie wprost – do wojny jesteśmy przygotowani jak zawsze. Czyli w ogóle. Co prawda mamy polskiego Arnolda, generała Polko, ale osobiście myślę, że dwudziestu tysiącom wrogich żołnierzy nawet on mógłby nie dać rady. A sprzęt? Cóż, coś tam jeździ, lata i pływa. Ponoć Niemiec płakał, jak sprzedawał. Tyle że kilkudziesięcioletnie graty hitem nigdy nie będą. Po co więc nam wojsko i ogromny szmalec w nie topiony? To proste.

Nie jestem zwolennikiem wojen, zbrojeń, terroryzmu i terytorialnych aneksji. Nie podoba mi się to, co dzieje się za wschodnią granicą, bo najwyraźniej Władimir Władimirowicz śni o utraconej potędze Związku Radzieckiego. Z drugiej strony śmiać mi się chce, gdy słyszę o mobilizacji polskiej armii, a płakać, gdy czytam, ile mamony pakujemy w zachodni szrot.

Kiedyś w jakimś starym polskim filmie z lat siedemdziesiątych pokazano scenę, w której Niemcy w 1939 roku dają nam tęgiego łupnia, a dwójka dzieci to komentuje. I jedno z nich mówi, że damy radę, bo Polska ma przecież konie!

No właśnie – z szabelką na czołgi to narodowa polska tradycja. Ale nie oszukujmy się. Powiem Wam to, co rzekł kiedyś mój znajomy, którego wyrzucono za to ze szkoły. Polska jest granicą między cywilizowanym Zachodem a dzikim Wschodem. To taki pas ziemi niczyjej, na który spadną bomby, oddzielając od siebie walczące strony – oczywiście gdyby do takiego konfliktu doszło. I właśnie dlatego nad głową latają nam samoloty amerykańskie, jak i rosyjskie. Te pierwsze ponoć sami zaprosiliśmy, żeby podniosły ciśnienie Władimirowi. Te drugie mają prawo fruwać na mocy jakiejś tam umowy o wolnych przestworzach. Bo przecież w Polsce można wszystko.

Po co więc ta cała ta gadka o dozbrajaniu armii? Po co przetargi na komputerowe wirusy? Po co te drony z kartonu? To proste – mięso armatnie musi walczyć czymś więcej niż gołymi rękami, bo inaczej jaki byłby z nas pożytek w NATO? Poza tym gdzieś trzeba upchnąć te tajne więzienia czy odpady radioaktywne…

Wojsko, Drodzy Państwo, w Polsce zawsze służyło do czego innego. Jak i w wielu innych krajach utrzymywane jest nie dlatego, żeby bronić granic. Umówmy się, tyłków nie skopałaby nam chyba tylko Albania. Wojsko jest po to, by w razie kryzysu pacyfikować rodaków. Tak było w roku 1981, tak może być i w przyszłości, gdy zdesperowani ludzie bez pracy i płacy wyjdą na ulice. Już w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych moja zacna nauczycielka historii w szkole podstawowej mawiała – kochani, zapamiętajcie to na całe życie, kto ma wojsko, ten ma władzę. Amen.