Chińscy internauci kochają Chiny

Chińscy internauci na znak protestu przeciwko „nagonce” związanej z olimpiadą w ich kraju masowo umieszczają ikonę i napis Love China ((L)China) w komunikatorze MSN (widocznie popularnym w ich kraju).



W wielu komentarzach do tego „zjawiska” można przeczytać, że tak naprawdę chińscy internauci będą odciętymi od wolnych mediów nie znają prawdziwych powodów protestów jakie w tej chwili dotyczą igrzysk oraz znicza olimpijskiego.

Czy na taki efekt liczyli wszyscy protestujący przeciwko olimpiadzie w Chinach? – manifest i jednoczenie z krajem wyrażane przez chińskich internautów to z pewnością „woda na młyn” dla władzy w tym kraju (ciekawe czy miało one coś wspólnego z tą akcją?)

Więcej o proteście można przeczytać na techcrunch

Yahoo mówi rządowi Chińskiemu nie ! – a nasza blogosfera?

Yahoo sprzeciwiło się publikacji na łamach swojego serwisu zdjęć 19 osób które brały udział w protestach jakie odbyły się w stolicy tybetu Lhasa. Publikacji zdjęć domagał się rząd chiński który opublikował je we wszystkich podległych mu serwisach internetowych. Zdjęcia o których mowa pochodzą z ulicznego systemu monitorującego.

Jak widać amerykański koncern stara się nie powtórzyć błędów, jakim jest współpraca z rządem chiński – całkiem niedawno kilku dysydentów chińskich pozwał koncern do sądu za udostępnianie władzom w chinach treści prywatnych korespondencji.

Sytuacja Tybetu oraz nadchodząca olimpiada w Chinach wywołują coraz więcej dyskusji nie tylko w tradycyjnych mediach ale również w polskiej blogosferze.

Powstaje wiele akcji protestacyjnych przeciwko niewoleniu Tybetu takich jak freetibet.pl, powstają też mniej racjonalne pomysły takiej jak Domnika Kaznowskiego pod hasłem „Nie oglądam, Nie zabijam” czyli protest w formie nie oglądania i komentowania olimpiady.

Mam tylko nadzieję, że nasza blogosfera nie przesadzi i jak to się mówi „nie przedobrzy” bo o ile prowadzenie serwisu takiego jak freetibet.pl ma szansę być zauważone i traktowane poważnie (o ile ktoś nie wyskoczy z bojkotem całej olimpiady) przez media o tyle hasła w stylu wyrzućmy chińskie produkty czy nie oglądajmy olimpiady moim zdaniem poważnie traktowane nie będą.

Dłużej, szerzej i bardziej dobitniej o formach protestu i ich skuteczności napisał Bartek Raciborski na swoim blogu. Muszę przyznać, że zgadzam się jego opinią i argumentami jakie przedstawił – to co mogą zrobić blogerzy w sprawie Chin, Chińczyków i Tybetu to nie zapomnieć i pisać nawet wtedy kiedy inne media już przestaną.