• Organizacje antypirackie przyłapano na… piraceniu filmów

    Davy Jones… Oraz muzyki, seriali telewizyjnych i programów. Liczby pobranych materiałów również robią wrażenie – kilkaset plików ściągniętych z sieci BitTorrent. Sprawdza się stare, ale dobrze znane przysłowie mówiące, że najciemniej jak zwykle bywa pod latarnią.

    W sumie można było to przewidzieć. Człowiek jest zdolny do wszystkiego, a głównie do łamania praw ustanowionych przez samego siebie. Obłuda jednak zawsze wzbudza słuszne oburzenie, zwłaszcza w przypadku kogoś, kto powinien stać na straży prawa. O pobieraniu nielegalnych plików przez osoby z organizacji antypirackich informuje strona YouHaveDownloaded.com.

  • Piractwo jest dobre – twierdzą szwajcarskie władze i tłumaczą, dlaczego

    PiraciNa temat piractwa mówiono już różne rzeczy. A przede wszystkim mówiono dużo. Opinie są tak skrajne, że mogą wywołać mętlik w głowie – zwłaszcza wśród osób nieobeznanych z tematem. Od skrajnego potępienia (organizacje antypirackie) po gloryfikację i idealizację (Partia Piratów). Kto ma rację? Zdaniem szwajcarskiego rządu rację mają… piraci.

    Wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale władze państwowe powinny stać na straży ochrony praw autorskich. Zwłaszcza w takim kraju jak Szwajcaria, która od dawna słynie z ochrony prywatnego mienia. Okazuje się, że nie. Z opublikowanego niedawno raportu na zlecenie władz Szwajcarii wynika, że piractwo w gruncie rzeczy jest pozytywnym zjawiskiem. Trudno uwierzyć? Oto, dlaczego.

  • Google wspiera piratów? Nie do końca – ale też niespecjalnie z nimi walczy

    Android PiratTytuł tekstu jest z pewnością lekko przesadzony, kryje się jednak w nim ziarno prawdy. Nawet jeżeli Google czynnie nie pomaga piratom, to w każdym razie nie utrudnia im pracy. A mógłby – na przykład usuwając nielegalne aplikacje ze swojego e-sklepu.

  • Piraci kupują statystycznie więcej płyt niż pozostali konsumenci – łyso ci, RIAA?

    Piractwo nie zabija przemysłu, nie powoduje strat, wręcz odwrotnie. Przemysł muzyczny ma się świetnie pomimo piractwa, bo to właśnie piractwo go napędza. Wyniki najnowszych badań, potwierdzone przez pracownika jednego z działów wydawcy EMI, mówią wyraźnie, że piraci to zaangażowane w odbiór kultury jednostki, które jedynie próbują danego tworu przed jego zakupem. I o to w rzeczywistości wkurza się przemysł z RIAA na czele – z powodu piractwa konsumenci nie kupują już kota w worku. Dzięki sieciom p2p konsumentom nie da się wcisnąć byle bubla. Koncerny powinny skupić się na tworzeniu dobrych filmów, muzyki czy gier, a nie na walce z piratami.

  • Przemysł muzyczny ma się dobrze pomimo piractwa – RIAA i inne kłamią

    Twierdzenie o negatywnym wpływie piractwa na rozwój muzyki, na kreatywność muzyczną artystów, to brednie wysnute przez wielkie koncerny oraz organizacje antypirackie, których utrzymanie kosztuje więcej niż jest to warte. Pomimo tego, co twierdzą takie organizacje – np. RIAA czy IFPI – piractwo nie zabija przemysłu muzycznego, a na dodatek muzyka rozwija się znacznie lepiej niż w okresie zanim piractwo rozpowszechniło się na tak dużą skalę. Tak twierdzą nie tylko sami twórcy muzyczni, ale i amerykański ekonomista Joel Waldfogel, który poparł swoją tezę badaniami.

  • Amazon wygrał wyścig, stawiając wszystko na jedną kartę

    PiractwoTrudno mi było uwierzyć, że Amazon wyprzedził Google i Apple w wyścigu, którego metą był pierwszy – potencjalnie popularny – serwis służący do przechowywana i streamingu muzyki. Dziś pojawił się ostatni puzzel w tej układance. Amazon zagrał all-in w tym pokerze i postanowił zaryzykować starcie z przemysłem muzycznym. Gdy Google i Apple wciąż kłóci się wytwórniami i RIAA Amazon stwierdził – co nas obchodzi, licencjonowanie muzyki, która należy do naszych użytkowników?

  • Last.fm pośrednio współpracuje z RIAA (lub wytwórniami muzycznymi)?!

    Serwisu Last.fm oraz skrótu RIAA chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć. Jakiś czas temu Techcrunch wywołał małą burzę w szklance wody twierdząc, że Last.fm przekazuje dane o swoich użytkownikach do organizacji zwalczającej piractwo czyli RIAA.

    W owym czasie plotka ta spotkała się z bardzo niewybrednym komentarzem ze strony last.fm. Na blogu serwis został zamieszczony artykuł o dobitnym tytule Techcrunch are full of shit, w którym twórcy Last.fm odcinają się od tych plotek i pokazując swoją opinię na temat twórczości TC.

    Niestety (dla użytkowników lasf.fm) Techcrunch dotarł do kolejnych źródeł, które dają nieco inne spojrzenia na całą sytuację ale potwierdza, że dane były przekazywane. Okazuje się, że dane prawdopodobnie przekazuje firma matka Last.fm czyli CBS (która zapłaciło za last.fm 280 milionów dolarów) Prawdopodobnie tęż, odbywa się to bez wiedzy last.fm które proszone jest o dostarczenie danych na wewnętrzny użytek.Trudno jednoznacznie stwierdzić czy chodzi o w tym wypadku o RIAA czy o wytwórnię muzyczną, wydaje się natomiast, że tym razem TC jest dużo bardziej wiarygodny ponieważ potwierdzenia dotyczące tych przekazywania informacji pochodzą z rożnych źródeł.

  • RIAA przegrywa kolejny proces i musi zapłacić ponad 100 tysięcy dolarów.

    RIAA (Recording Industry Association of America ) to organizacja walcząca w imieniu wytwórni muzycznych i filmowych z nielegalnymi treściami w internecie. Sposób działania RIAA przypomina nieco nasze urzędy skarbowe, z tym że RIAA żąda od każdego podejrzanego około 10 tysięcy dolarów. W przypadku gdy osoba podejrzana o pobieranie nielegalnych treści z internetu nie zgodzi się na zapłatę “grzywny” sprawa kończy się w sądzie.

    RIAA w sądach nie jest już tak skuteczna jak w rozsyłaniu do ludzi oskarżeń i przegrywa coraz więcej spraw sądowych wypłacając pozwanym coraz większe odszkodowania. Ostatnia sprawa, o której głośno w internecie to przegrana RIAA z Ms. Andersen. Kobieta została oskarżona o to, że ściągnęła z internetu muzykę (gangsta rap) pod pseudonimem “gotenkito”. Później okazało się, że na komputerze oskarżonej biegli nie znaleźli żadnych śladów pobierania czy wymiany nielegalną muzyką.