• Jaki macie wynik w Google Reader?


    Mój pokazuje, że od właściwie końcówki 2006 roku do dziś przeczytałem (przejrzałem) blisko 140 tysięcy artykułów. Wynik chyba dość słaby zważywszy na to, że coraz mniej korzystam z Google Readera – głównie dzięki Facebookowi, Twitteroiw a ostatnio Googel+.

  • Mój Google Reader odżył w webowej wersji

    Wiele już zostało powiedziane o zmianach jakie Google wprowadziło w swoich usługach. Największe kontrowersje budziły jednak zmiany w Google Reader, związane z dostosowaniem jego wyglądu do pozostałych usług od Google. Mnie również, ten przesyt formy nad treścią, nie przypadł do gustu. Preferuję proste i przejrzyste narzędzia z których korzystam na co dzień. Pozostałem więc przy moim Feedly. Do dzisiaj. Jakby w odpowiedzi na te głosy krytyki powstał projekt, który zamienia ten czytnik, właśnie w czyste, pozbawione zbędnych funkcji, narzędzie do przeglądania newsów.

  • Spraw, żeby Google Reader znów wyglądał przyzwoicie

    Gorycz, którą wylewali z siebie użytkownicy Google Readera po wprowadzeniu nowego layoutu nie zna chyba granic. Trudno się im dziwić, bo faktycznie nowy layout jest bardzo niefunkcjonalny i w niższych rozdzielczościach zwyczajnie nie nadaje się do użytku. Są jednak na to sposoby, a na imię im user styles. Jak za ich pomocą dostosować googlowski czytnik i na które gotowe motywy warto zwrócić uwagę?

  • Google Reader najgorszą zmianą od czasu uruchomienia G+

    Google+ zaprezentował po raz pierwszy nowy wygląd, który powoli i konsekwentnie wdraża do pozostałych usług Google. Sam projekt jako taki jest bez wątpienia atrakcyjny – czytelny, minimalistyczny, przejrzysty. Jego dotychczasowe odsłony w postaci Dokumentów Google czy Gmaila nie budzą większych kontrowersji.  W przypadku Google Readera jest inaczej – to pierwsza usługa Google, która w nowej odsłonie ponosi całkowitą klęskę. Mamy do czynienia z całkowitym niezrozumieniem na czym polega funkcjonalność czytnika RSS/Atom.

  • Jest nowy Google Reader!

    Zapowiadane ponad tydzień temu zmiany w ostatniej z nie odswieżonych usług Google doczekało się dziś realizacji. Jak zapowiada na swoim blogu Google, w ciągu najbliższych godzin, wszyscy bedziemy bogli cieszyć się nowym interfejsem. Jak można się było domyśleć wygląd został dopasowany do pozostałych usług Google oraz dodano mozliwość dzielenia się swoimi newsami w serwisie społecznościowym Google+.

  • Czego nie zrobiło Google, zrobił amator. Oto odmłodzony Google Reader

    Wczoraj na G+ trafiłem na link do genialnego rozszerzenia dla Chrome, które robi dla Google Readera to co nowe tematy graficzne zrobiły dla Gmaila. Zamienia nieco siermiężny interfejs w ascetyczny, czysty i przejrzysty. 3 Column Reader to czytnik rss na sterydach, dla tych, których nie przekonują graficznie bogatsze rozwiązania – takie jak Feed Squares

  • Plotki o śmierci czytników RSS (przynajmniej tego od Google) są przedwczesne

    Wieszczenie końca czytników RSS jest tematem, który wraca na łamy blogów z dość określoną czestotliwością. Tym razem pretekstem do kolejnej dyskusji na ten temat jest zamknięcie bloglines.com, przy okazji którego pojawiły się głosy iż Google również niezbyt dobrze radzi sobie jeśli chodzi o ruch w ich czytniku. Podobno tracą ok 27% procent wizyt rok do roku (dane według Hitwise). Dla porównania zamknięty Bloglines stracił rok do roku aż 71% wizyt.

  • Google Reader dla blondynek

    Google Reader nie jest narzędziem łatwym, jeśli ktoś nie korzysta z RSS-ów to na pewno po wizycie w GR nie będzie zachęcony do tej metody konsumpcji treści z internetu. Google mimo to bardzo wspiera ten produkt pozwalając swoim pracownikom eksperymentować z jego funkcjami i co jakiś czas dopychać nam nowe zupełnie niepotrzebne opcje.

    Podczas jedengo z takich eksperymentów powstał Google Reader Play – jest to inna forma pokazania newsów z RSS-ów. Mamy więc coś co wygląda jak przeglądarka do galerii zdjęć. Na każdej stronie wyświetlany jest tylko jeden news i to na pełnym ekranie, boczne strzałki pozwalają przewijać do następnej informacji.

  • Więcej rekomendacji w Google Reader

    Jeśli ktoś z was liczył na to, że Google przestanie upychać w Readera coraz to więcej opcji i funkcjonalności to jest w błędzie. Wczoraj pojawiła się informacja o nowym zestawie “usprawnień” do tego czytnika. Chyba najciekawszą z nich jest możliwość sprawdzenia podobnych blogów do tego, który nam się spodobał. Nowa opcja nazywa się “more like this” i jest widoczna po rozwinięciu menu znajdującego się w lewej kolumnie obok nazwy naszego źródła.

  • Google upiększa Readera i poprawia Gmail

    Google co jakiś czas wprowadza małe poprawki do swoich produktów, niektóre zupełnie absurdalne i niepotrzebne inne całkiem użyteczne. Tym razem Google zabrało się za dalsze psucie Readera i wprowadziło favicons dla subskrybowanych źródeł. Jest to zamach na nasz wzrok i zarazem przejrzystość czytnika, która systematycznie pogarsza się poprzez dodawanie coraz to bardziej wymyślnych i nie potrzebnych dodatków. Na szczęście wyświetlanie favicons włączamy i wyłączamy na własne życzenie.

  • Magia odkrywania – zmiany w Google Reader

    Google Reader jest nadal w czołówce serwisów, których najczęściej używam. Wprawdzie zaglądam do tej aplikacji już nie częściej niż dwa razy dziennie ale nadal robię to bardzo regularnie. Ostatnie zmiany “społecznościowe” nie bardzo mi się w tym czytniku podobały. Tym razem Google wprowadziło dwie moim zdaniem ciekawe opcje.
    Pierwszą z nich jest sekcja o nazwie “Explore”, znajdziemy w niej dwie rzeczy. Popular items i Recommended sources czyli nowe możliwości na odkrywanie źródeł ciekawych informacji oraz popularnych artykułów.

    Algorytm który będzie wyszukiwał dla nas ciekawe newsy sprawdza które filmy, zdjęcia czy strony stają się w danej chwili popularne bazuje on więc nie tylko na naszych subskrypcjach. Rekomendowane źródła jest to natomiast funkcja która do tej pory była w czytniku dostępna pod inna nazwą i pokazana w innymi miejscu (teraz jest moim zdaniem lepiej wyeksponowana).

  • LazyFeed czyli czytnik dla leniwych ale nie tylko.

    Ostatnie zmiany w Google Reader coraz bardziej mnie irytują, pojawiający się znajomi, dodawanie kogoś do śledzony, multum opcji z którymi nie mam czasu się zapoznać itp. Wszystko to powoduje, że zaczynam coraz aktywniej korzystać z agregatorów (zresztą sam jeden popełniłem), dlatego też pojawienie się LazyFeed który do tej pory był w wersji beta bardzo mnie zaciekawiło.

    Serwis ten spełnia dwie funkcje. Pokazuje nam najnowsze informacje na wybrany przez nas temat. Wszystko to dzieje się jak twierdzą autorzy w czasie rzeczywistym, a informacje pobierane są podobno w czasie rzeczywistym aż z 10 tys blogów. Drugą funkcją, tą bardziej interesującą jest sugerowanie ciekawych tematów do śledzenia na bazie tego co dodaliśmy i dodaje do serwisów społecznościowych takich jak np: Twitter, Delicious, Flickr czy nasz Blog. Na podstawie naszych wpisów LazyFeed sugeruje nam temat, który powinniśmy obserwować.

  • Google Reader i bundle czyli grupy źródeł.

    Ekipa tworząca Google Readera mocno koncentruje się na funkcjach związanych z znajomymi. Dodała możliwość komentowania, dzielenia się znalezionymi artykułami, ostatnio stworzyła nawet ranking naszych znajomych którzy udostępniają najwięcej informacji. Wszystkie te dodatki dla mnie są mało użyteczne – przyzwyczaiłem się porostu do innego sposobu na dzielenie się linkami (flaker, blog, gtalk, wykop itp).

    Jednak dzisiaj została dodana funkcja która mnie zaciekawiła czyli tworzenie grup źródeł (bundles) przez użytkownika (do tej pory mieliśmy pre definiowane grupy źródeł przez Google). Stworzoną grupę źródeł, możemy udostępnić naszym znajomym. Grupy tworzy się bardzo prosto wystarczy zdefiniować nazwę i krótki opis a następnie na zasadzie drag and drop dodać źródła. Nie wiem jak wygląda udostępniona w ten sposób grupa w Google reader bo chyba nikt z moich znajomych jeszcze takowego nie stworzył, natomiast możemy do niego podać link na blogu, wysłać link mailem do znajomego czy też pobrać OPML file.

  • AdSense dla RSS-ów za 20 PLN miesięcznie to strata czasu

    Od ponad miesiąca RSS-y mojego bloga starszą reklamami serwowanymi przez Adsense. Włączyłem tę formę reklam głównie dlatego aby sprawdzić jakie to wielkie pieniądz się zarabia w ten sposób. Po ponad miesiącu testowania mogę podzielić się i pochwalić killkom spostrzeżeniami na temat reklam w RSS-ach.

    Zanim jednak zacznę chciałem podkreślić iż moje wnioski dotycząc oczywiście Polski, bloga o dość wąskiej tematyce oraz bardzo świadomych użytkowników. Myślę, że warto o tym pamiętać zanim całkowicie przekreśli się taką formę reklamy.

  • Google Reader jako kolejne miejsce na dyskusje – niestety.

    Jednym z bardziej interesujących zjawisk w internecie jest decentralizacja komentarzy czy też dyskusji dotyczących danej konkretnej treści. Jeszcze niedawno dyskusja funkcjonowała na bazie komentarzy pod artykułami. Dość niedawno zaczęła nam uciekać na różnego rodzaju serwisy społecznościowe i agregatory treści, chwilę później do internetu wpadł rozszalały Twitter a zaraz zanim friendfeed ze swoją wizją lifestreamingu. Oba te serwisy dołożyły swoje trzy grosze stając się ważnymi źródłami opinii i dyskusji. Wszystko to powoli (bardzo powoli) przeciętny właściciel treści zaczyna jak mówi młodzież “ogarniać” i śledzić – chociaż nadal uważam, że są tutaj spore możliwości do usprawnień.

    Jednym słowem dyskusja już dawno nie skupia się wokół miejsca gdzie się narodziła, – nie wiem czy trend ten mi się do końca podoba bo jak osoba która wyraża swoją opinię w internecie lubię wiedzieć co o niej sądzą inni (dla mnie to esencja blogowania). Tym bardziej wiec nie podoba mi się, że do “demolowania” dyskusji włącza się niepotrzebnie Google z swoją nową funkcją dla Google Readera.

    Na blogu zespołu tworzącego ten popularny czytniki RSS można przeczytać iż jedną z ulubionych funkcji autorów tej aplikacji jest możliwość współdzielenia wpisów znajomym. Przyznam, że dla mnie jest to jednak z bardziej zbędnych funkcji czytnika o której potrafię zapomnieć na całe miesiące.