Czy tworzenie API w Polsce ma sens ?

Zagraniczne serwisy społecznościowe przeważnie wyposażone są już na starcie w coś co się nazywa API (dzięki temu możemy tworzyć dodatkowe aplikacje do na przykład Facebook, czy też tworzyć nowe aplikacje na bazie danych serwisu, który udostępnia API).

W Polsce z API jest gorzej – wprawdzie mamy takie serwisy jak Blip do którego coraz to powstaje nowy serwis który właśnie z dobrodziejstw API korzysta. Niestety Blip to wyjątek, który nie potwierdza reguły.

Pytanie jakie chciałem głośno postawić to czy w naszych warunkach tworzenie dla serwisu interfejsu dla programistów ma sens? Przykładowy Facebook doczekał się tysięcy programów i dodatków tworzony dzięki API – czy słyszeliście o jakichś polskich aplikacjach do FB? Ja słyszałem tylko o jednej.

Oczywiście to, że nie powstają polskie dodatki do FB nie przesądza jeszcze niczego, ale czy nie dziwne jest, że w naszym kraju nikt nie chce spróbować powalczyć o chociażby ułamek promila bazy użytkowników tak dużego serwisu.

Sięgając na Polskie „poletko” – przypominam sobie jak podczas jakiegoś spotkania Maciek Popowicz (Nasza-klasa) powiedział, że nie budują API do serwisu bo nie widzą za bardzo w tym sensu (cytuję z głowy więc mam nadzieję, że nic nie przekręciłem).

Wydaje mi się, że jest w tym brutalnym stwierdzeniu dużo prawdy. Przede wszystkim nie widać chętnych (oprócz przypadku Blipa) do korzystania z API, co gorsza nie widać też dobrych pomysłów na to jak API wykorzystać.

Mam w tej dziedzinie jakiś problem czy też jakąś blokadę. Z pewnością jednym z jej elementów jest to, że nasze pomysły bardzo rzadko wychodzą poza obszar naszego kraju (i dlatego, mało kto myśli o tworzeniu rozszerzeń do FB czy Myspace), ale co z naszymi rodzimymi produkcjami. Czy nikt nie ma dobrego pomysłu na aplikację do Fotki czy też na przykład Naszej Klasy (gdyby zdecydowała się na API)?

Czy więc mamy do czynienia z zaklętym kręgiem w którym serwisy nie tworzą API bo nie ma dla kogo, a developerzy nie wykorzystują API bo mało który serwis je udostępnia?

Bardzo ciekawy jestem waszych opinii na ten temat – bo możliwe, że całkowicie błądzę z moimi pytaniami i próbami wyciągnięcia wniosków.

Zdjęcie od p373

Facebook otworzy swoją platformę

Facebook, który jak do tej pory jako jedyny z największych graczy na rynku internetowych gigantów, nie należał do serwisów typu „open Web”, ma zamiar to zmienić.

Do tej pory możliwość korzystania z kodu źródłowego Facebooka, miały jedynie te serwisy, które podpisały z nim stosowną umowę. Przede wszystkim jego własna platforma – Bebo. Teraz Facebook ma zamiar wydać swoją platformę na licencji open source, co umożliwi każdemu, wykorzystanie jego kodu w swoim serwisie. Zapewni to, m.in. możliwość uruchamiania widgetów Facebooka w dowolnym serwisie. Zgodnie z podanymi informacjami, w skład ujawnionych elementów, mają wejść: FMBL (język znaczników), FQL (kwerendy), FJS (Javascript) a także Facebook API.

Nie jest znana ani data uruchomienia platformy ani forma w jakiej zostanie udostępniona licencja. Znawcy zastanawiają się czy Facebook, znany z tego, że zawsze chadza własnymi ścieżkami i tym razem nie spróbuje jakiegoś oryginalnego rozwiązania i czy faktycznie udostępnienie kodu, będzie open source w pełnym tego słowa znaczeniu.

Autorem powyższego tekstu jest Juanna La Loca

Ile kosztuje 50 tysięcy serwerów ?

Mark Zuckerberg, founder and CEO of FacebookImage via Wikipedia50 tysięcy serwerów może być warte 100 milionów dolarów. Taką właśnie kwotę planuje pozyskać Facebook na wzmocnienie swojej infrastruktury.

Z tego co już wiadomo Facebook w tej chwili obsługiwany jest przez 10,000 maszyn. Ciekawostką jest, że sama baza danych zajmuje 1,800 serwerów które zarządzane są tylko przez dwóch administratorów.

Facebook
nie planuje jednak uruchomić kolejnej rundy finansowania aby pozyskać fundusze na infrastrukturę, zamiast tego chce skorzystać z pożyczki od funduszu (“venture lending”). Zasadnicza różnica między taką pożyczką a inwestycją jest to, że Facebook nie odda w zamian za pieniądze części akcji firmy.

W chwili obecnej nie wiadomo kto miał być dostawcą tak olbrzymiej ilości serwerów ale wiadomo u kogo do tej pory zaopatrywała się firma czyli u Rackable Systems. RS podając wyniki za pierwszy kwartał raportowało, że 17% przychodów pochodzi z kontraktów z Facebook (czyli około 11,5 miliona dolarów)

Dla przypomnienia dodam, że Facebook został do tej pory wsparty ponad 300 milionami dolarów (jest to tylko cześć inwestycji, w których suma była jawnie podana). Ciekawe więc, czy Facebook nadal nie doszedł do etapu w którym zarabia konkretne pieniądze – czy może potrzeba poprawy wydajności serwisu jest tak pilna?

Serwisy społecznościowe coraz bardziej podobne do siebie ?

Autorem poniższego tekstu jest Juanna La Loca

Facebook nadal jest w Polsce kojarzony z serwisem, który na tle myspace.com jest bardziej „elitarny”, przeznaczony dla węższej grupy użytkowników. Tymczasem ta solidna marka, której początki są związane przecież z jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie, coraz bardziej odchodzi od swoich pierwotnych założeń. O ile bowiem na początku faktycznie był to serwis związany ze środowiskiem akademickim i uczniowskim, które stanowiło pewną elitę, teraz z tej elitarności nie pozostało w zasadzie nic. Nie bez znaczenia jest tu liczba użytkowników, sięgająca obecnie aż 55 milionów.

Fakt, z którego istnienia zadawali sobie sprawę wszyscy, ostatnio został dobitnie unaoczniony. Badanie popularności, dostępnych w serwisie opcji podzielonych na 22 kategorie, pokazało, że zdecydowana większość z użytkowników Facebooka wybiera i korzysta najczęściej ze zwyczajnych pożeraczy czasu.



Kategoria „Just for fun” znalazła się na pierwszym miejscu najczęściej wybieranych przez użytkowników aplikacji z ogromną przewagą nad pozostałymi (aż 9,601 osób mieściło opcje należące do tej kategorii w swoich profilach). Tuż za nią uplasowały się gry i sporty – przeszło 2,000 każda. Całe podium jest zatem okupowane przez opcje, służące wyłącznie rozrywce. Nie budzi to żadnego zdziwienia, gdy przypomnimy sobie niedawne uruchomienie przez Matel specjalnej wersji Scrabble dla Facebooka, celem uniknięcia nielegalnego korzystania z tej opcji, po tym jak w wyniku masowych protestów użytkowników, nie udało im się wycofać nieautoryzowanej wersji gry. Aczkolwiek, co ciekawe, Scrabble zostały umieszczone w kategorii edukacja, która pomimo tego, zajęła dopiero piąte miejsce. Wyprzedziły ją jeszcze narzędzia.

Nikt jednakże nie powiedział, że Facebook ma służyć jedynie poważnym i słusznym celom zawodowo-akademickim, ale w obliczu zalewu opcji raczej głupich i mało użytecznych, należy cieszyć się z tego, że Facebook jest serwisem, pozwalającym na daleko idące dostosowanie profilu do własnego gustu. No i zamiast narzekać, zawsze można we własnym profilu zamieścić słynne cytaty, poświęcić się promowaniu młodych pisarzy lub informować o ciekawych wydarzeniach kulturalnych…

Gdyby zachowywać się w rzeczywistości tak jak w Facebook

Grupa kabaretowa Idiots of Ants nakręciła krótki skecz pokazujący różnicę między zachowaniami ludzi online (na przykład na Facebook) i w rzeczywistości.

Moim zdaniem kapitalny film, który warto obejrzeć:


Do you want to be my friend?

Jak rodzą się fikcyjne wyceny – czyli ty też jesteś milionerem.

Jak wycenić startup? – jest to zapewne odwieczne pytanie inwestorów, którzy codziennie zastanawiają się ile i w kogo zainwestować. Z rozwiązaniem problemu przychodzą serwisy internetowe takie jak Silicon Alley Insider. Analitycy tego bloga zrobili dość szybką wycenę kilkudziesięciu firm (The World’s Most Valuable Digital Startups) i opublikowali ją na swoich stronach.

Pierwsza dziesiątka nie schodzi poniżej miliarda dolarów (miliarda!) – a znalazły się w niej takie firmy jak wikipedia (7 miliardów), Mozilla Corp (4 miliardy), Facebook (9 miliardów) itp. Całą lista jest również aktualizowana poprzez indeks NASDAQ a wartości zmieniają się co 20 minut (właśnie widziałem jak Facebook stracił 20 milionów dolarów w swojej wycenie).

Jeśli chcielibyście pomóc w poprawieniu wyceny poszczególnych serwisów (czyli macie jakieś ciekawe informacje na ich temat a szczególnie słyszeliście jakieś plotki) to możecie wysłać do SAI mail – z pewnością wasze przemyślenia czy podpowiedzi błyskawicznie zmienią wartość firmy.



Jeśli jakiś startup nie zarabia pieniędzy z założenia, nie szkodzi. SAI wycenił jego potencjał na bazie tego co by się stało gdyby zaczął zarabiać. Na przykład Mahalo – jeszcze nie zarabia, właściwie jeszcze dobrze nie działa, ale już jest warte 150 milionów dolarów. Inny przykład – Wikipedia, niedawno mogliśmy przeczytać o jej kłopotach finansowych – nie przeszkodziło to jednak wycenić ją na 7 miliardów dolarów.

Ps. – Nie wiem jak bardzo można naciągać słowo „startup” aby zmieścić w jego definicji Wikipedie czy Facebook?

Ps1. – Ciekawe ile raz w najbliższym czasie liczby jakie podał SAI będą podawane w internecie jako przybliżone wyceny?

Linkedin obronił się przed Facebookiem.


Nielsen Online pokazał statystyki serwisów networkingowych za marzec 2008 (oczywiście tylko US). To co najbardziej rzuca się w oczy, to niesamowity wzrost linkedin bo aż o 319%. Wprawdzie można by powiedzieć, że startowali z dość niskiego pułapu, ale biorąc pod uwagę szaleństwo związane z Facebookiem w zeszłym roku widać, że Linkedin włożył dużo pracy która przynosi teraz efekt.



Warto wspomnieć o inicjatywach linkedin jakie doprowadziły do takiego wzrostu oglądalności tego serwisu, a trzeba przyznać, że w przeciągu ostatniego półtora roku było ich kilka czyli : odświeżenie wyglądu serwisu, wprowadzenie zdjęć do profili, własna platforma developerska, uruchomienie mini sklepu, sekcja z pytaniami i odpowiedziami, oraz profile dla firm itp.

Oczywiście same funkcjonalności to nie wszystko, wydaje mi się że Linkedin obronił się przed Facebookiem (a w pewnym momencie mówiono o tym, że Facebook pogrąży Linkedin) tym, że jest konsekwentny w realizowaniu swojej wizji serwisu. Wprawdzie wprowadził wiele elementów z nowoczesnych serwisów społecznościowych ale z drugiej strony nie doprowadził do „zasypania” użytkowników zbędnymi aplikacjami (tak jak to mam miejsce na Facebook) i mało wartościowymi treściami i dodatkami.

Z statystyk przedstawionych przez Nielsena widać również, że Myspace bardzo mocno wyhamowało jeśli chodzi o przyrosty użytkowników (co w sumie jest dość naturalne), widać również nieco tragiczną sytuację AOL-a i jego serwisów networkingowych. Spadek o blisko 40% jest chyba dość jednoznaczny.
(i tutaj nie dziwię się pracownikom Yahoo, że uważają AOL za „przegrywającą” firmę)

Ciekawe jak u nas wyglądają statystyki serwisów networkingowych, wprawdzie wiem kto jest na pierwszym miejscu ale ciekawe jest jak układa się dalsza część tabeli.

Google tylko od 18 lat – bo tak trzeba?!

Wszyscy wiemy jakie internetowe serwisy mają ograniczenia wiekowe – nikt chyba jednak nie przypuszczał, że do tego typu serwisów zalicza się również Google wraz z wszystkim swoimi produktami.

Dziennikarz z Cnet.com jako chyba jeden z nielicznych przeczytał warunki na jakich można korzystać z serwisów google i oto co znalazł w środku.

„You may not use … Google’s products, software, services and web sites … and may not accept the Terms if … you are not of legal age to form a binding contract with Google.

Warto zwrócić uwagę na określenie „legal age” które w skrócie oznacza wiek powyżej 18 lat. Pracownik Google próbował tłumaczyć ten zapis faktem, że do zaakceptowania warunków serwisu (czyli zawarcia umowy) prawo w stanach zjednoczonych wymaga pełnoletności – stąd też zapisy w warunkach używania serwisów google.

Powyższe paragrafy oznaczają, że na przykład mój 7 letni syn który jest użytkownikiem serwisów Google łamie ich warunki i powinien natychmiast przestać korzystać z produktów tej firmy.

Autor artykułu na CNET sprawdził czy zapis w warunkach google odnośnie wieku to tylko spełnienie prawnych wymagań. Okazało się jednak, że serwisy społecznościowe takie jak Facebook czy Myspace dopuszczają znacznie młodszych użytkowników (od 14 roku życia).

Prawdopodobnie przyczyną dla których google trzyma takie zapisy w warunkach i regulaminach jest fakt, że w przeciwieństwie do serwisów społecznościowych nie jest w stanie poznać wieku swoich użytkowników. Teoretycznie możliwa jest sytuacja w której Google pozwane będzie przez rodziców nieletnich którzy dzięki wyszukiwarce obejrzeli parę filmów z „golizną”.

Ciekawe co by się stało gdyby przejrzeć dokładnie warunki i regulaminy innych dużych serwisów w internecie – może okazało by się, że ze względów prawnych lepiej aby niepełnoletni w ogóle nie korzystali z internetu (z czego z pewnością cieszyła by się spora część rodziców) :)

Mark Zuckerberg kontra Sarah Lacy – Pełne video

Wracając do informacji na temat feralnego wywiadu Sary Lacy z Markiem Zuckerberg – możemy teraz obejrzeć pełne wideo i sami stwierdzić czy podane wcześniej opinie przez blogosferę oraz inne media były słuszne.



Moim zdaniem prowadząca wywiad była nieprzygotowana, nie prowadziła wywiadu w ciekawy sposób a jej zachowanie było co najmniej „dziwne” co faktycznie mogło spowodować lekką frustrację u osób które zapłaciły za udział w konferencji – niektórzy oczywiście przesadzili w sposobie okazywania niezadowolenia zarówno podczas wywiadu jak i na blogach i głównie na twitterze.

Publiczność przerywa wywiad z Zuckerbergiem (Facebook)


[image credit brian solis]

Podczas konferencji SXSW miał miejsce wywiad z założycielem Facebooka Markiem Zuckerbergiem. Wywiad ten został przerwany przez publiczność, która miała dosyć postawy osoby prowadzącej rozmowę czyli Sary Lacy (reporter zajmujący się sprawami technologicznymi dla BusinessWeek).

Mark z tego co można było zaobserwować nie jest showmanem ani też najlepszym mówcą. Niestety prowadząca zupełnie nie przygotowała się do wywiadu a co gorsza nie zadała sobie trudu aby zrozumieć kim jest publiczność przysłuchująca się tej dyskusji. Pytania od Lacy były dość prymitywne i mało interesujące dla publiczności w stylu „Jak myślisz czy Microsoft jest zadowolony z waszej umowy reklamowej?”, lub „no co ty, przecież Facebook nie jest wart 15 miliardów dolarów?”.

Natarczywe (i nieprzygotowane) pytania Sary Lacy połączone z prowadzoną autopromocją swojej osoby oraz swoich książek spowodowały w pewnym momencie na tyle długi monolog iż Zuckerberg skwitował go pytając o to jak właściwie brzmi jej pytanie? – po tych słowa Marka brawa i aplauz publiczności, trwał tak długo, że Sara poddała się i rozpoczęła się seria pytań z sali. Następnie prowadząca już tylko pogrążała się w swojej bezradności wspominając, że prowadzenie takiej rozmowy jest bardzo ciężkie i prosząc o to aby ludzie przesłali jej mailem informacje z opinią na temat tego co poszło źle w wywiadzie przez nią prowadzonym.

Jak można przeczytać w komentarzach na Mashable – prowadząca wywiad zapewne będzie miała teraz przed sobą trudny okres ponieważ kompromitacja w tym stylu nie zdarzyła się dość dawno na konferencji tej wielkości co SXSW.

Wideo z wywiadem (niestety chyba pociętym) znajdziecie w serwisie austin360.com – polecam ostatnie kilka minut wywiadu.

Powstały już nawet pierwsze rysunkowe remixy przedstawiające wywiad: