59

Tablet w szkole niczym opium dla mas, czyli jak wykreować nieistniejącą potrzebę

„Internety, tablety, po co kajety?!” – takim hasłem promuje swoją szkolną promocję jeden z operatorów komórkowych. Zresztą nie tylko on, bo tablety dla uczniów przewijają się od kilku tygodni w wielu innych spotach reklamowych. Dyskonty wciskają modele za kilkaset złotych zamiast piórników i cyrkli, a w gazetkach z promocjami z hipermarketów znajdziemy kilka razy więcej stron poświęconych elektronice niż zazwyczaj. Nagonka ta nie ma jednak […]

„Internety, tablety, po co kajety?!” – takim hasłem promuje swoją szkolną promocję jeden z operatorów komórkowych. Zresztą nie tylko on, bo tablety dla uczniów przewijają się od kilku tygodni w wielu innych spotach reklamowych. Dyskonty wciskają modele za kilkaset złotych zamiast piórników i cyrkli, a w gazetkach z promocjami z hipermarketów znajdziemy kilka razy więcej stron poświęconych elektronice niż zazwyczaj. Nagonka ta nie ma jednak żadnego przełożenia na praktykę.

Należę do pokolenia, które swoje pierwsze kroki w szkole podstawowej stawiało w latach ’90. Kolejni ministrowie edukacji eksperymentowali na mnie, wprowadzając nowy system nauczania (bazujący na gimnazjach), zmieniając maturę (na idiotycznie prostą i zabijającą kreatywność). Jednak znaczna część mojej edukacji była analogowa. Dopiero końcówka liceum i studia przyniosły cyfryzację (a właściwie jej namiastkę). Dziś jest inaczej. Od 2008 roku w sejmowych kuluarach krążą plany wprowadzenia bezpłatnych komputerów dla uczniów. I choć w gruncie rzeczy okazują się kiełbasą wyborczą, która ma jedynie wywoływać pozytywne emocje wśród rodziców udręczonych rosnącymi kosztami podręczników, to nie można zaprzeczyć, że urządzenia elektroniczne stały się jednym z istotnych filarów edukacji w szkołach.

Wykorzystują to sprzedawcy, operatorzy komórkowi i producenci, dla których początek roku szkolnego jest okresem dorocznych żniw, w trakcie których podkreśla się edukacyjną rolę komputerów, tabletów i innych sprzętów. Co do tych pierwszych trudno mieć jakiekolwiek w wątpliwości. Co jednak robią tutaj tablety?

Oczywiście z rękawa można wyciągnąć setki przykładów, wśród których na czoło wysuną się zapewne e-booki, bezpośredni dostęp do wartościowych treści w internecie, aplikacje edukacyjne itd. Sęk w tym, że w szkole aktualnie nie znajduje to odzwierciedlenia w praktyce.

Teleguru-infografika-1

Okazuje się, że zaledwie 37 proc. nauczycieli pozwala uczniom na korzystanie z urządzeń mobilnych podczas lekcji (jako ciekawostkę dodam, że w moim liceum był zakaz korzystania z telefonów zarówno podczas lekcji jak i w trakcie przerw i nie, nie była to żadna katolicka szkoła ani więzienie o zaostrzonym rygorze). Jeszcze gorzej wygląda dostęp do internetu. Choć teoretycznie ma go 81 proc. polskich szkół (średnia unijna to 95 proc.), to jedynie w 31 proc. przypadków jest on ogólnodostępny. Na ogół znajdziemy go wyłącznie w pracowniach informatycznych lub na komputerach dyrekcji, sekretariatu oraz nauczycieli.

Teleguru-infografika-2

Na tym tle dość korzystnie wypada wykorzystanie poszczególnych urządzeń, bo aż 79 proc. badanych nauczycieli przyznało, że wykorzystuje komputery stacjonarne w procesie edukacji, a w przypadku 44 proc. są to również (lub) laptopy. Ile mają tablety? Okrągły 1 proc. Większą popularnością od nich cieszą się nawet czytniki ebooków. Oczywiście otwartą kwestią pozostaje to, czy tablety nie są wykorzystywane, bo uczniowie ich nie posiadają, czy może nie ma dla nich praktycznego zastosowania.

internet w skzole

Projekt e-podręczników jest w powijakach, więc trudno spodziewać się, że na przestrzeni najbliższych kilku lat zamiast ważącego kilka(naście) kilogramów plecaka maluchy do pierwszej klasy pomaszerują z półkilogramowymi tabliczkami. Nie jest to na rękę producentom zawartości tychże plecaków. Filip Wisnander, założyciel serwisu Teleguru.pl, komentuje wyniki badania następująco:

Jeszcze długo nie doczekamy się sytuacji, w której każdy z uczniów polskiej szkoły w swoim plecaku będzie nosił, oprócz tradycyjnych przyborów i podręczników, przenośny komputer lub tablet. Historia wskazuje, że w kwestii powszechnego wyposażenia szkół w sprzęt informatyczny nie można liczyć na rządzących. Pozostaje nadzieja w inicjatywach lokalnych, bo przykłady wskazują na to, że mogą one znacznie sprawniej rozwiązać problem. Trudno jednak liczyć na to, że każdy samorząd przeprowadzi udany projekt informatyzacji szkół na swoim terenie.

Urządzenia mobilne w szkołach - infografika Teleguru.pl

Sytuacja wydaje się dość groteskowa, bo kiedy z jednej strony mamy problemy z zapewnieniem uczniom odpowiedniego dostępu do zwykłych komputerów czy nawet internetu. Z drugiej wciska się nam tablety, które są niejako kolejnym etapem tej szkolnej rewolucji. Etapem, na który polska szkoła wydaje się nie być jeszcze gotowa. W rezultacie kreowana jest tak naprawdę jedynie moda, bo choć tablet może znaleźć zastosowanie edukacyjne w domu, to w szkole, gdzie do korzystania z komputerów przyznaje się zaledwie 60,6 proc. uczniów jego potencjał jest zwyczajnie marnowany.

fot. teleguru.pl

  • Chodziłem do szkoły, nigdy nie można było korzystać z telefonów, czy tabletów, ba! Na informatykach nawet mieliśmy przymus korzystania z Windowsa XP… no ale nawet to mnie nie powstrzymało przed zainstalowaniem Ubuntu na pendrive 8 GB i przynoszenia go do szkoły ;)

    • qazz

      I jak Ty na tym grałeś w Soldata?

    • Grałem w Serious Sam 3 ;>

    • Petruszek

      Ja na informatykach korzystałem z DOS’a i Nortona 4.5.

    • Grzegorz Ciesielski

      a do tego dBase, Quattro Pro, Lotus 123, czy polski TAG, a dodatkowo jako rozrywka simcity czy prince of persia w czterech kolorach CGA

    • Turbo Pascal, jak ja tego nienawidzę ;)
      Nigdy nie będę programistą chyba, a co do dawnego życia, życie było podobne, po prostu byliśmy młodsi, a dziś, gdy zaczynamy się „sypać”, wspominamy, bo nam było dobrze ;)

  • natankraps

    Sama idea wykorzystania tabletów w edukacji nie jest zła. Problem powstaje przy oprogramowaniu tego ustrojstwa. Niestety dobrych programów edukacyjnych można szukać ze świecą, a napisanie nowych na Androida skończy się, jak to przy zamówieniach publicznych w PL, jednym wielkim skandalem.

    • Zgadzam się w całej rozciągłości. Rozwiązania są dwa. Skoro jest spory potencjał w szkołach komputerów stacjonarnych i średni laptopów, to naturalną kontynuacją jest właśnie tablet z windows. W końcu ceny poniżej tysiąca złotych przy zakupie detalicznym w warunkach edukacyjnych da się zbić do jeszcze znacznie niższych. Dotykowość, łatwe połączenie z infrastrukturą IT szkoły to same zalety. Byle tylko nauczyciele chcieli korzystać. Dzieciaki – sieciaki na pewno nie będą przeciw.
      Drugie rozwiązanie to uzupełnić wyposażenie klas do 100% w komputer na każdym biurku i ogólnopolska edukacyjna chmura. To się dałoby zrobić nawet wbrew opornym dyrekcjom szkół.
      Ciągle wydaje mi się że wszystkie gremia grzmiące o zagrożeniach kolejnych pokoleń X, Y teraz z kolei chyba C są głównym hamulcowym rozwoju społeczeństwa XXI wieku. Sami chyba znacie mnóstwo ludzi, którzy twierdzą, że najważniejsze to nauczyć dzieci sznurowania butów.
      Mówię to Wam ja, człowiek który o programowaniu komputerów cokolwiek usłyszał na chwilę przed maturą, a informatyka zaczęła być modna w Polsce w zasadzie już po moich studiach.

    • Warto też dodać, że niektóre hybrydy z Windowsem (np. GoClever) można dostać poniżej 1000 zł i w tym momencie rozwiązuje się też problem wygodnego pisania na nich. Na upartego, można by wtedy wszystko na nich robić. No i przeglądarki są duże mniej zawodne niż w przypadku systemów mobilnych.

    • jscst

      (…)to naturalną kontynuacją jest właśnie tablet z windows.(…)

      Jeju…. Czy w szkolne komputery (w xxxphonie pewnie też) musi być koniecznie muszą być królestwem Micro Softu. Dla 3 powodu dajcie szansę np. Linuksowi:
      – jest darmowy, więc przy kupnie własnego komputera nie wymusza na uczniu dodatkowego wydatku
      – posiada lepszą bazę oprogramowania należącego do obszaru zainteresowań szkolnictwa, a uzdolnionym uczniom daje ciekawą bazę narzędzi do rozwoju naukowego
      – utrudniony dostęp do gier komputerowych młodzież poczyta za wadę, ale biorąc pod uwagę przeznaczenie sprzętu to raczej zaleta

    • Oj bo zaraz będziemy rzucać noże, a tak naprawdę nie o to chodzi jaki jest system operacyjny na tablecie.
      Ważny jest uczeń/student/uczący się i jego nauczyciel/profesor/edukator. A potem narzędzie które chcemy zastosować w procesie edukacji, czyli akurat w tej dyskusji chodzi o tablet. Teraz trochę musimy zaczepić się o system operacyjny, bo im bardziej jest znany i uczniom i edukatorom tym lepiej i łatwiej wmontować narzędzie w proces edukacji. W sumie to faktycznie nie ma lepszych programów od po prostu internetu. W tym momencie możemy zacząć dyskutować czy w ogóle warto chodzić do szkoły. Posadzić ucznia w domu przed telewizorem z internetem i niech się uczy!!! Nawet 24 godziny na dobę!
      Wracając do Microsoftu i Linuksa. Dlaczego nie dać szansy Androidowi? W odróżnieniu od dwóch pierwszych da się zainstalować na sprzętach na których ani linuks ani Windows sobie nie poradzą! Też darmowy! Na temat gier się nie będę wypowiadał, ale obawiam się że jest taki sam zalew, jak w przypadku linuksa, bo w to że na linuksie jest mniej gier to raczej nie uwierzę. Może faktycznie trochę trudniej je uruchomić osobom nie obeznanym z linuksem, ale jak się stanie powszechny w szkole to nikt nie będzie miał problemów z uruchamianiem gier.
      Trochę człowieku mówisz tak jak piloci, którzy twierdzą, że jak do wrót stodoły przytwierdzić dobry silnik to polecą!

    • jscst

      (…)W sumie to faktycznie nie ma lepszych programów od po prostu internetu.(…)

      Widać się nie zrozumieliśmy. Mi nie chodziło o programy przekazujące wiedzę, a wykoujące różne działania operacyjne na informacjach np.
      GNU Plot, R. Do tego dorzucić jakieś programy astrogeograficzne, biochemiczne i wyposażyć w dostęp do renomowanych i darmowych baz danych naukowych.

    • No rzeczywiście nie zrozumieliśmy się do końca, ale chyba idziemy do przodu. Jeśli edukatorzy przeczytali to co powyżej napisałeś i wezmą sobie do serca, że razem z kałamarzami w ławkach trzeba zmieniać programy nauczania i nie uczyć już tego co jest w tej chwili na stałe w ekosystemie każdego człowieka.
      Musiałem się tych rzeczy uczyć 50 lat temu bo ich nie było w ekosystemie. Owszem wtedy co dziesiąta rodzina miała jakąś jedną encyklopedię w biblioteczce, a mundiale oglądało się jak najmajętniejszy sąsiad wystawił telewizor na okno kineskopem na zewnątrz. Czasy się zmieniły, „szklana niedziela” też już dawno za nami, ekosystem się zmienił, Internet zawiera tysiące dobrych i bardzo dobrych encyklopedii dostępnych w każdej chwili dla każdego, a szkoła dalej chce uczyć starymi metodami. Co gorsza sami uczniowie z jednej strony uciekają w gry, a z drugiej strony sami nie widzą innego wyjścia niż zakaz elektroniki w szkole.
      Potem idę do lekarza, a tam po drugiej stronie siedzi młody wykształcony człowiek i żeby wypisać receptę kartkuje mocno steraną książkę (podobno całkiem nową – dwa miesiące temu ją dostał), a w aptece farmaceuci się z niego śmieją i nabijają, i dają mi całkiem co innego niż zapisane w recepcie. A i jeszcze jeden fakt i opinia z środowiska lekarzy. „Nie można zaakceptować wystawiania recept komputerowo, chyba że ‚chora kasa’ pozwoli nam zatrudnić asystentów przygotowujących te recepty”.
      No jasne papier, ołówek, no może długopis z dobrym poślizgiem po papierze to ciągle najlepsze narzędzia ucznia w szkole!
      Uczcie się tak dalej po staremu, będziecie może specjalistami od gier elektronicznych, jednocześnie natychmiast po studiach osobami wykluczonymi cyfrowo, tak jak ten lekarz powyżej!!!

    • jscst

      (…)Trochę człowieku mówisz tak jak piloci, którzy twierdzą, że jak do wrót stodoły przytwierdzić dobry silnik to polecą!(…)

      Aż taki lekkomyślny nie jestem. Po prostu nie podchodzę do komputera jak do bomby.

    • Nie myślę, żeby piloci f16 byli lekkomyślni, Ty też nie jesteś. Przemawiają przez pilotów i także przez Ciebie, a pewnie przez większość z Was – dyskutantów łącznie z autorem nieszczęsnego artykułu pewne stereotypy społeczne chwalące bez pełnej oceny stanu rzeczy jedne postawy, a ganiące inne (też bez pełnej wiedzy i oceny). Przyznam się, że może też za bardzo się zapędziłem w pochwałę dobrych tabletów jako narzędzi w szkole. W końcu najwspanialsze i najlepsze narzędzia w rękach nieakceptujących tych narzędzi ludzi są nagminnie niszczone, a ludzie wolą pracować łopatą. Podobno była to nagminna sytuacja w firmach budujących cokolwiek po upadku socjalizmu w Polsce. Inwestorzy przywozili z Zachodu doskonałe narzędzia, które mimo szkoleń i pilnowania bardzo szybko lądowały w serwisie i na śmietniku. Takiego losu tabletom nie życzę. Szkoda też, żeby tablety się marnowały w ramach podnoszenia poziomu grywalności gier sieciowych, skoro jest taki stereotyp że muszą służyć tylko i wyłącznie do gier. Skoro wbrew psychologom dającym odpór pokoleniu C (ludzi do cna „connected” z Internetem) jest tak dobrze i młode pokolenie woli grać niż być connected ze światem i wiedzą, to po co w ogóle dyskutujemy.

    • jscst

      Programy edukacyjne?
      Za przeproszeniem wszystkie zlałem. Możliwe, że to z winy mojego gustu. Przypominają one książki z serii Oxford uczy języki, których jakoś nigdy nie ceniłem.w przeciwieństwie wydawnictwa langenscheidt.

      Po za tym czy widziałeś lepszy program od internetu?

  • ABC

    Spidersi w akcji sponsorowanej pronują tablety i hybrydy z Windows do szkól i dla uczniów.

    • Akurat hybryda do szkoły wydaje się najodpowiedniejszym sprzętem elektronicznym, bo jest mała, lekka, ma standardowego Windowsa ze wsparciem wszelkich standardów, a do tego można z niej zrobić tablet i w miarę wygodny czytnik.

    • Łukasz Ciastko

      E tam… Do plecaka polskiego ucznia, to i bez problemu stacjonarny komputer by się zmieścił… xD

  • Przemek

    tablety dla uczniów najgłupszy pomysł na świecie… teraz uczniowie mają w czterech literach co mówi do nich nauczyciel..a co dopiero z tabletem..będą grali i siedzieli na facebooku całymi lekcjami a nie tak jak myślą naiwni polityce że będą się z nich pilnie uczyli …

    Zresztą wystarczy zobaczyć na polityków na sali plenarnej.. zamiast czytać projektu ustaw to oglądają pornole :)

    • Atlantis

      I szczerze mówiąc nie dziwię im się. Dzieciaki nie są głupie. One wiedzą, że wpisanie tych wszystkich informacji nie ma sensu, skoro wszystko jest dostępne w ciągu pięciu sekund na Googlach albo Wikipedii. Tak, temat trzeba najpierw zrozumieć, żeby skutecznie wyszukiwać informacji, jednak Polska szkoła nie jest nastawiona na rozumienie tematu. Uczy się zdawania testów pod wcześniej opracowany klucz.

      Polskie szkolnictwo przestało cyfrową rewolucję. Nauczanie wciąż opiera się na schematach opracowanych w XIX, kiedy nie było innej możliwości, jak tylko pamięciowe opanowanie całej faktografii, bo nie było żadnej innej możliwości szybkiego dostępu do tych informacji. Tyle tylko, że wtedy ogół wiedzy jaką powinna posiadać wszechstronnie wykształcona osoba był nieporównywalnie mniejszy.

      Nie wspomnę już o tym, że Polska szkoła bywa często raczej miejscem państwowej i religijnej indoktrynacji, niż rzetelnej edukacji…

    • gość

      A potem dzieciaki (i na kolejnym etapie studenci) są przekonani, że wiedzę czerpie się z wikipedii i google’a (blogów i w najlepszym razie fragmentów książek), zamiast pójść do biblioteki i poszukać u źródła. Pamięciówka nie jest dobra, ale krzewienie przekonania, że wszystko jest na google też nie ma samych plusów.

    • Częściowo tak, ale trzeba po prostu mieć zdrowe podejście do różnych źródeł informacji i nie opierać się tylko na jednym. Szkoła powinna też uczyć korzystać z Internetu, bo wbrew pozorom wiele ludzi ma problemy z efektywnym korzystaniem z Google lub innych wyszukiwarek i to potrafi być znaczący problem!

    • Atlantis

      Heh… Kolejny przykład fetyszyzacji słowa drukowanego czarną farbą na białym papierze. W zwykłych książkach również można znaleźć całe mnóstwo bredni, traktujących o astrologii, new-age, homeopatii itp. Wizyta w bibliotece wcale nie chroni Cię przed fałszywymi informacjami. Po prostu w czasach słowa drukowanego wydanie tekstu kosztowało, a więc większą uwagę przykładano do redakcji, korekty i merytorycznej weryfikacji. Jednak jeśli ktoś chciał puścić w obieg bzdury, to mógł je puścić.

      W jednym i drugim przypadku lekarstwem jest wiedza na temat środków manipulowania przekazem, erystyki, sofizmatów, czy błędów logicznych. Niestety w polskich szkołach się o tym nie uczy…

    • jscst

      (…)W jednym i drugim przypadku lekarstwem jest wiedza na temat środków
      manipulowania przekazem, erystyki, sofizmatów, czy błędów logicznych.
      Niestety w polskich szkołach się o tym nie uczy…(…)

      No właśnie… Nie wiem o czym Atlantis pisze, ale podpowiadają mi, że to coś jest związane z retoryką. Więc może warto pomyśleć o wprowadzeniu tego przedmiotu (oczywiście po rozszerzeniu tej dziedziny wiedzy o obszar technologii RTV i IT) do programu nauczaniu w miejsce tak propagowanych szachów: http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,14664462,Szachy_weszly_do_szkol__To_lekcje_obowiazkowe__beda.html
      (jako http://www.cr-pzszach.pl/ew/viewpage.php?page_id=1&zwiazek=&typ_czlonka=0&pers_id=31538 zawodnik z III kategorią żywię wielki szacunek do tego sportu, ale nie wiem co zamierza przez takie coś osiągnąć PZSzach, bo argumenty, że te zajęcia będą rozwijać pamięć, inteligencję itp. jakoś trafiają mi do przekonania).

    • jscst

      (…)Zresztą wystarczy zobaczyć na polityków na sali plenarnej.. zamiast czytać projektu ustaw to oglądają pornole :)(…)

      Których głównym bohaterem jest pewien premier.

  • Obserwator

    Swoją edukację rozpocząłem w latach 90-tych gdzie komputery były czymś co zobaczyłem dopiero na informatyce w 6-ej klasie szkoły podstawowej. Mnie także objęło gimnazjum a właściwie dziwny twór o tej nazwie.
    Osobiście uważam, że kreowanie mody na tablety czy komputery jako urządzenia mające zastąpić zeszyt i długopis a także książki, to zwykły marketing o którym napisałem na moim blogu.
    poradyciekawostki.blogspot.com
    Nie ma to kompletnie sensu i jest to w dużym skrócie beznadziejny pomysł.
    Prowadzi on do tego, że za 10 albo 20 lat ludzie nie będą potrafili posługiwać się długopisem a pisanie odręczne to coś o czym nie będą mieli pojęcia.

    • szwalowski

      Jeśli wszyscy będą korzystali z klawiatur to czemu mają umieć używać długopisu? Kto dziś potrafi pisać gęsim piórem? Nie mówiąc już o patyczku do pisma klinowego.

    • Atlantis

      A ty potrafisz pisać stylusem na wojskowej tabliczce? Jak dobrze radzisz sobie z gęsim piórem i pergaminem? Jak sprawnie piszesz na „analogowej” maszynie do pisania. Albo inaczej: potrafiłby w razie potrzeby uprawiać niewielkie polerki? Widziałbym kiedy należy siać zboże ozime, a kiedy jadę?
      Wraz z rozwojem cywilizacji pewne umiejętności wypadają ze zbioru elementarnych, powszechnie znanych umiejętności.

    • Przekroczyłem 60-tkę i jak muszę coś napisać odręcznie to dostaję gęsiej skórki takiej samej jak kiedyś siadając przed dziurkarką kart perforowanych do ODRY 1204. Czy Szanowny Pan Obserwator przypadkiem nie uważa, podobnie jak cała masa nauczycieli, że nadal najważniejszym zadaniem nauczyciela jest nauczenie dzieci prawidłowego sznurowania butów, żeby nie było wypadków na przerwach?
      Jeśli masz tak lichą wyobraźnię, że nie dostrzegasz potencjału jakim jest dobrze oprogramowany tablet w ręku ucznia kierowanego przez myślącego nauczyciela to mi Cię po prostu żal.

  • revolt3421

    U mnie w technikum każdy nauczyciel ma komputer z dostępem do Internetu (w końcu dziennik elektroniczny) i w każdej pracowni informatycznej jest do niego dostęp, a tych pracowni jest gdzieś tak z 5-6.

    • Bartek

      U mnie jest dokładnie tak samo, ale np. nie mamy dostępu do wifi (taka jest oficjalna wersja, bo pewna „elita” ma hasła :D). Natomiast na zajęciach nie mamy prawa wyciągać żadnego urządzenia – laptopa, telefonu, tabletu, bo „tak mówi regulamin”.

      Jeśli chodzi o grafikę, że „37% nauczycieli pozwala uczniom na korzystanie z urządzeń mobilnych podczas lekcji” – mi się wydaje, że ten procent stanowią nauczyciele wf i katecheci, bo reszta traktuje korzystanie z urządzeń podczas lekcji jako zniewagę. :)

    • Oj, nie zawsze. Zdarzają się nauczyciele, którym nie przeszkadza elektronika na lekcjach. Inna sprawa, że należą oni najczęściej do młodszego pokolenia.

    • jscst

      (…) Zdarzają się nauczyciele, którym nie przeszkadza elektronika na lekcjach.(…)

      Ciekawe ile korzysta podpiera edukację swojego przedmiotu (po wyłączeniu informatyki) choćby z rzutnika?

    • Niestety, tutaj żadnych statystyk nie mam. Wiem jednak ze swojego otoczenia, że nawet niezbyt techniczni nauczyciele korzystają z rzutników, jeśli mają do takowych dostęp (np. historycy, poloniści, biolodzy).

  • Agnieszka Bilska

    Nie rozumiem co autor ma na myśli mówiąc, że szkoła na tablety nie gotowa. Szkoła to uczniowie, a oni równoległa edukację pod stołem uskuteczniaja na własnych smartfonowych internetach. Tablety za stowke są warte tyle samo dla dziecka, co dla businessmana. Tymczasem lekcje się prowadzi z tym co się ma – to się nazywa BYOD :) jak jest w klasie jeden pecet, jeden laptop i kilka smartfonow, to w zespołach można zdziałać cuda. Nie mówiąc o niedoscignionych klasach tabletowych – 1on1 – takich jak ta http://tableciaki.blogspot.com/?m=1 podsumowując, moda nie moda, łatwiej w tornistrze tablet nosić, niż tonę książek albo laptop. A polscy nauczyciele we wdrażaniu technologii mobilnych stanowią czołówkę wśród innych, zamozniejszych europejskich. Nie odstajemy, wręcz przeciwnie. Wystarczy poczytać Superbelfrow.

  • Mikołaj

    A może lepiej, żeby najpierw dzieci przestały chodzić do szkoły głodne/zaniedbane/bite?

  • Naprawdę mi Was żal młodzi ludzie kształceni w latach 90 i później, którzy poniżej twierdzicie, że nie widzicie czym może być dobrze oprogramowany tablet w rękach uczniów kierowanych przez mądrych nauczycieli. Sam edukację zaczynałem na początku lat sześćdziesiątych. Jak muszę się odręcznie podpisać na 30 kartkach papieru w banku, to mój dyskomfort sięga zenitu. A wy jednak uważacie, że zeszyty, długopis i papierowe książki to ciągle najlepsze narzędzia nauczania? Mam nadzieję, że nie chcecie powrotu do pisania ołówkiem, albo stalówką maczaną w kałamarzu osadzonym pośrodku ławki szkolnej. Ja takie warunki pamiętam ze swojej szkoły i za nic w świecie nie chciałbym, żeby ktoś zmuszał moje wnuki do czegoś podobnego.
    Z drugiej strony mam pytanie do autora – wsadzasz Pan kij w mrowisko, czy rzeczywiście jesteś taki malkontent, o jakim świadczy Twój tekst?
    Czy przypadkiem nie boicie się że grozi Wam wykluczenie cyfrowe ze społeczeństwa w najbliższym czasie? To by ewentualnie tłumaczyło dlaczego jesteście takimi hamulcowymi polskiej szkoły!!!
    No bardzo proszę!! Brać się za siebie, doszlusować natychmiast do aktualnego pokolenia na topie. Gdzieś słyszałem że po pokoleniu X i Y teraz mamy pokolenie C. I jednocześnie razem z nauczycielami wpoić temu pokoleniu najlepsze prospołeczne cechy swojego pokolenia niezależnie od tego jak jest nazywane.

    • Czy chciałbym, by przyszłe pokolenia umiały bezbłędnie posługiwać się tabletami, ale krzywiły na widok zwykłego długopisu i konieczności odręcznego podpisania.

      Nie chciałbym. Nawet za cenę nazwania zacofanym.

    • No i chyba nie jest Pan zacofany, skoro Pan to rozumie. Ja też mam wielki sentyment do ławek szkolnych z dziurą po środku na kałamarz. Ale jednak za chwilę długopis do odręcznego podpisywania się w banku też przestanie być potrzebny i stanie się rekwizytem muzealnym, tak samo jak dziurkarki kart perforowanych z lat siedemdziesiątych.

    • Rozumiem, że wciskanie tabletów do szkół to skok na kasę.
      Jest bowiem wiele znacznie poważniejszych problemów do rozwiązania, a tablety nie uleczą kalekiego systemu edukacji.

    • Nie mam magazynu pełnego badziewnych tabletów do sprzedania szkołom, ani uczniom. Więc żadnego skoku nie wykonam, na kasę też nie.
      W sumie czytając kolejne wpisy pod artykułem też dostrzegam, że ocena aktualnej kondycji szkoły jest kluczowa dla dyskutantów. Jest jasne że wszystkich problemów polskiej szkoły tabletami nie rozwiążemy (nawet tymi bardzo porządnymi). Powiem nawet więcej, że zakup tabletów zostawiłbym do rozważenia uczniom, a w pierwszym rzędzie doposażył nauczycieli w odpowiednie narzędzia (byle chcieli oni je wykorzystywać nie tylko parę razy w roku szkolnym, a dzień za dniem).
      Ale z oceny tabletu jako bardzo skutecznego narzędzia pracy ucznia (skuteczniejszego nawet od notebooka i komputera stacjonarnego) nie zrezygnuję.

    • jscst

      (…)Powiem nawet więcej, że zakup tabletów zostawiłbym do rozważenia uczniom,(…)

      A ci będą zainteresowani czy się da na nich uruchamiać najnowsze gry. Za przeproszeniem te tablety są nie od tego.

    • Nawet karabin maszynowy oprócz zabijania ludzi może służyć do wielu pożytecznych rzeczy. Tak jest i z tabletem. Wszystko zależy od scenariusza. Kiedy scenariusze (nawet te serialowe) schodzą na psy i łatwiznę, to i pokolenia mogą temu ulegać. Zakazy nie przeszkodzą temu procesowi. Piszmy dobre scenariusze, interesujmy nimi wszystkich na około i idźmy naprzód. Oby każdy z nas mógł czuć się coraz lepszym człowiekiem. To dzięki temu cywilizacja wyszła z jaskiń i ciągle jeszcze nie wróciła do nich.

    • Hmm, a gdzie ja gloryfikuję papier i długopis, bo nie zauważyłem. Proszę, przeczytaj Panie czytelniku raz jeszcze i zwróć uwagę na przesłanie. Bo tablet w szkole może być czymś wspaniałym, ale zakładając, że zostanie odpowiednio wdrożony i przystosowany do dydaktyki. A tak nie jest. Jest marketing i rzeczywistość, które się ze sobą ścierają. O tym jest ten artykuł.

    • No nie, papier i długopis to inni dyskutanci. Niech Pan przeczyta jeszcze raz swój artykuł! Może po moim trzecim czytaniu doszukałem się tego co napisał Pan powyżej. W pierwszym czytaniu brakuje co najmniej odnośnika do tego operatora. Akurat jestem w trakcie poszukiwania może nie tabletu, ale telefonu i zerkam na ich oferty, ale nie trafiłem na idiotyczną ofertę u żadnego z głównych operatorów. Pozostali raczej do tej pory zajmują się raczej tylko gadaniem w słuchawkę, a nie łącznością ze światem.
      Przed chwilą przeleciałem Pana artykuł jeszcze raz no i może nie ma w nim wstecznictwa, ale ciągle uważam, że jest tam więcej narzekania niż konkretów. A to prawie zawracanie Wisły kijem. Dopasowali się do Pana dyskutanci pod artykułem, no i się wkurzyłem.
      Wysłuchałem niedawno wykładu psychologa kierowanego do rodziców, gdzie skupiono się na opisie pokoleń X,Y i C, a wymowa była taka róbmy wszystko, żeby już nigdy nie było żadnych postępowych pokoleń, a wszystkim żyło się sielsko i anielsko.
      Zdałem sobie sprawę, że Ci wszyscy dyskutanci to przecież pokolenie X, jeśli oni po 10-20 latach chcą sterować szkołą bardziej zakazami nowych technologii niż dobrym ich użyciem, to albo coś przespali w młodości, albo uzależnienie od strzelanek nie pozwoliło im uczestniczyć w prawdziwym życiu pokolenia X.
      I w sumie to stanowi problem polskiej szkoły i całego naszego społeczeństwa. Pozwólmy młodym ludziom się rozwijać na miarę możliwości jakie mają i pomagajmy im w tym nie kładąc kłód pod nogi.
      A jeżeli jakiś marketolog próbuje robić ludziom wodę z mózgu, to trzeba z tym walczyć bardziej wyraźnie niż zrobił to Pan w artykule.
      Bardzo przepraszam, że zabieram głos sprzeczny z mainstreamem artykułu i dyskusji pod nim.

    • jscst

      (…)albo uzależnienie od strzelanek nie pozwoliło im uczestniczyć w prawdziwym życiu pokolenia X.(…)

      A pomyśleć, że wtedy już były BBSy i usenet!

    • Ja z tego okresu pamiętam dźwięk modemu wysyłającego moje e-maile z jednoczesnym podsłuchem rozmowy mojego sąsiada z góry (rozmawiającego na całkiem innej linii telefonicznej). Telekomunikacja Polska do tej pory nie wytłumaczyła jak to się działo.

  • Miło widzieć, że nie tylko my czytamy nasze teksty ;)

    Co do samego tematu, to tablety w szkołach (nie licząc
    podstawówki) trudno uznać za dobry pomysł. Jeśli miałyby one zastąpić zarówno
    książki, jak i zeszyty, to notowanie czegokolwiek bez klawiatury na dłuższą
    metę byłoby katorgą. Oczywiście, są użytkownicy, którzy temu zaprzeczą, ale
    stanowią oni zdecydowaną mniejszość. Pozostaje jeszcze dokupić klawiaturę do urządzenia, ale to dodatkowy koszt do pokrycia przez państwo/rodziców. Ponadto,
    przyzwolenie do korzystania z elektroniki na lekcjach mogłoby skończyć się
    absolutnym odwróceniem uwagi uczniów od tematu lekcji, tym bardziej, że każde
    zabezpieczenie da się obejść, jeśli byłaby konieczność instalowania dodatkowego
    oprogramowania na tych tabletach czy nawet laptopa.

    Niestety, niektóre szkoły popadają też w drugą skrajność.
    Zakaz korzystania za odtwarzacza muzycznego czy telefonu na przerwie trudno w
    logiczny sposób wytłumaczyć (w szkołach można natknąć się na takie restrykcje),
    a uczniowie nie dość, że łamią tego typu rozporządzenia, to jeszcze bawią się
    elektroniką na lekcjach i nic mądrego z tego i tak nie wynika. Natomiast
    laptopy na przerwach (też niekiedy zabronione) potrafią być naprawdę przydatnym
    i kreatywnym narzędziem, o ile odpowiednio się z nich korzysta.

    Zainteresowanych tematem zapraszamy do przeczytania naszego
    tekstu na ten temat (na podstawie którego powstał ten na Antyweb): http://teleguru.pl/wiadomosci/artykul/urzadzenia_mobilne_w_szkolach:_historia_porazki_263

    • Wkurzacie mnie młodzi ludzie dzisiaj totalnie. Teleguru to pseudo, które powinno zobowiązywać do góry wyobraźni, a nie do twierdzenia, że bez notatek szkoła upadnie. Jeszcze bardziej wkurza mnie częsty zakaz nagrywania audio z wykładów profesorów (ale pewnie takich bardziej z bożej łaski, bo Ci z partyjnej łaski już dawno zostali zwolnieni). Może to i jest ich własność intelektualna, ale przecież się im za to płaci.
      Przecież najlepszą notatką z wykładu byłby taki właśnie zapis audio + skan najbardziej istotnych elementów lektury na dany temat zszyty razem jakimś OneNotem, albo czymś podobnym.

    • Ale nikt nie twierdzi, że szkoła bez notatek upadnie. Faktem jednak jest, że pisząc coś, łatwiej mózg przyswaja informacje (głównie chodzi tutaj o szkoły podstawowe i gimnazja). Ponadto, pozbycie się notowania z nauczania wymagałoby sporej pracy, tylko pytanie, po co? Żeby na lekcjach lepiej sprawdzały się tablety? Jesteś też w błędzie twierdząc, że za te posty odpowiada młoda osoba. Zarówno one, jak podlinkowany tekst zostały napisane przez dziennikarza z wieloletnim doświadczeniem.

      Co do zakazu nagrywania wykładów, absolutna racja! Ponadto, jeśli ktoś nie udostępnia nagrania osobom trzecim, to spokojnie można takiego wykładowcę rejestrować.W takiej sytuacji o fakcie nawet nie trzeba go informować. Co innego jednak, gdy takie nagranie zostanie udostępnione publicznie.

      Owszem, na ciekawych lekcjach zdecydowana większość uważa, ale fakt, że nauczyciel jest słaby albo temat niezbyt interesujący nie oznacza, że ktoś może nie mieć zielonego pojęcia o czymś, tym bardziej, że gros uczniów uważa szkoły za zło konieczne i z założenia nie słucha. Ot tak, na przekór. W takiej sytuacji Angry Birds byłoby świetnym sposobem, by zupełnie przestać zwracać uwagę na to, co się dzieje dookoła.

      W innym poście podkreślasz swój wiek, więc możesz mieć mgliste pojęcie o obecnej sytuacji w szkołach, a Twoje wnuki, z którymi masz styczność, mogą być chlubnym odstępstwem od dzisiejszych „standardów”.

    • Notowanie, przepisywanie są ważne chyba jedynie przy tzw. „pamięciowym” opanowywaniu materiału. Podstawą rzeczywistego nauczenia się czegoś jest jednak zrozumienie tego o czym się mówi na lekcji i to niezależnie od tego czy jest to język polski, historia, nauka o społeczeństwie, czy też matematyka i fizyka. Dlatego tradycyjne notatki prędzej czy później znikną z nowoczesnej szkoły.
      Nawet pod względem wydajności procesu tylko „pamięciowego” notatki są najbardziej powolnym systemem uczenia się – nie da się notować szybciej niż mówi nauczyciel – sam pamiętam stękania może nawet i moje własne z prośbami o wolniejsze dyktowanie. Czytać można bez specjalnych wysiłków kilkukrotnie szybciej niż słuchać.
      Zadaniem nauczyciela jest więc przede wszystkim podanie materiału w sposób zrozumiały (mówiąc jaśniej – dający się prosto zrozumieć), a potem przekazać zakres jaki będzie obowiązywał przy wszelkich sprawdzianach.
      Jeśli szkoła nie uczy w sposób zrozumiały w tej chwili to to jest po prostu granda.

      I żeby było wszystko jasne nie stoi za mną żadna fabryka badziewnych tabletów, jakie chciałbym wcisnąć polskim szkołom, albo co gorsza uczniom.
      Znam z praktyki jak szybko można się uczyć mając komputer. Widzę że z asymilacją dotykowości też poradziłem sobie szybciej niż chyba teraz sobie radzi pokolenie X. A jest to kolejny aspekt możliwości przyśpieszenia procesu uczenia.
      Ale też miałem pewien okres zatrzymania w rozwoju. Syn musiał, a może raczej nie musiał, ale przez przypadek zauważyłem i zdałem sobie sprawę obserwując jego działania, że moje sposoby korzystania z komputera są może właśnie takie za bardzo pachnące myszką. Było to jakieś 15 lat temu.

    • jscst

      (…)Przecież najlepszą notatką z wykładu byłby taki właśnie zapis audio +
      skan najbardziej istotnych elementów lektury na dany temat zszyty razem
      jakimś OneNotem, albo czymś podobnym.(…)

      Zwłaszcza, że uwalnia uwagę uwagę od kajetu i pozwala wszcząć i prowadzić ciekawą dyskusję. Ale jest ale. O ile na zachodzie dociskanie (oczywiście merytoryczne i nie uwłaczające nauczycielskiemu autorytetowi) profesora jest nawet pożądane to u nas wykład to wykład.

    • A i jeszcze mi się przypomniało, że za moich czasów na nudnych lekcjach grało się w okręty na papierze w kratkę, a na tych ciekawych nikt nikomu kosza ze śmieciami na głowę nie wkładał. I myślę, że jednak tak jest aż po dziś, choć może warto by było jakoś zmierzyć kiedy nauczyciele bardziej przynudzali.

    • jscst

      (…)na tych ciekawych nikt nikomu kosza ze śmieciami na głowę nie wkładał.(…)

      W tamtych czasach chyba takie numery nie zdarzały się wogóle…

    • Oj, zdziwiłbyś się człowieku. Kosza na głowie nauczyciela rzeczywiście nie widziałem. Może faktycznie człowiek w sensie fizycznym (niezależnie od predyspozycji do przekazywania wiedzy) był szanowany nieco bardziej niż teraz. Ale grupa umiała pokazać bardzo inteligentnie nauczycielom kiedy przeginali. W dobie cenzury informacji „premurale” akurat w moich szkołach poszły w pięty niejednemu specjaliście od uczniowskich fryzur, ubrań i w ogóle od przesady w dyscyplinie szkolnej. Do tego stopnia, że szybko następował zanik „przesadzania”.

  • Catcher

    Ja jestem w trakcie studiów i dopiero na nich korzystanie z komputerów jest czymś normalnym, chociaż w większości pracowni nadal mamy Windows XP (studiuję informatykę na politechnice). A w gimnazjum czy szkole średniej nie wolno było nie tylko korzystać, ale nawet przynosić komórek do szkoły. A przecież to było zaledwie kilka lat temu. Z tego co wiem, to obecnie w mojej byłej szkole średniej już jest dostępne wifi dla nauczycieli, bo wprowadzili tam dziennik elektroniczny.

  • Usher

    A gdzie w całym tym zamieszaniu zgubiły się kalkulatory?

    • nie mówiąc o suwakach logarytmicznych? Choć może to za duża egzotyka dla pokolenia X, które jak mniemam wśród dyskutantów jest najszerzej reprezentowane. No chociaż moje dzieciaki z tego właśnie pokolenia suwaków w tej chwili nie używają, ale znają i potrafią zastosować. Jak by komuś był potrzebny suwak, 2 egzemplarze leżą gdzieś u mnie w mieszkaniu. A swoją drogą z ciekawostek na moich studiach, jeden z „piesków” profesora popełnił doktorat na temat oprogramowania, które miało „optymalizować” kalkulatorowe obliczenia obwodów elektrycznych wykonywane na kalkulatorze z dwoma miejscami po przecinku. Jako królik doświadczalny, miałem takie obliczenia przygotowywać, a potem sprawdzać jak się wyniki zmieniły po zoptymalizowaniu. Niestety optymalizator był wtedy na takim poziomie, że przy takich założeniach nie był w stanie nic zoptymalizować. Dopiero jak policzyłem obwód na suwaku logarytmicznym udawało się optymalizatorowi cokolwiek poprawić.