Zapraszam do gościnnego wpisu Michała Śliwińskiego (@MichaelNozbe), który tym razem opowie o swoich perypetiach związanych z zatrudnianiem programisty w firmie.

Kiedy zaczynałem moją przygodę ze startupami zawsze zaczynałem sam. Moje początki były słabe, kilka porażek po drodze, nie udało się osiągnąć sukcesu… aż uruchomiłem projekt, którego początkowo nie chciałem nikomu pokazywać, czyli Nozbe. Sam programowałem, zajmowałem się marketingiem i wsparciem klienta. Po roku działalności były pierwsze sukcesy ale też było ciężko to robić samemu, więc zatrudniłem dwie osoby – programistę i osobę od wsparcia klienta.

Miałem szczęście. Z jedną z nich pracowałem już wcześniej, czyli wiedziałem „kogo biorę” ale programistę zatrudniłem „na ślepo”, ale jak to się mówi „ślepej kurze ziarno” – czyli trafiłem w 10-tkę bo Tomek akurat chciał pracować na odległość, w nowoczesnej firmie robiące najnowsze rzeczy bardzo „cutting edge”. W tej chwili obie te osoby są filarami mojej firmy. Myślę, że wszyscy cieszymy się, że się odnaleźliśmy.

Z czasem, jak firma się rozrosła, zatrudniałem kolejne osoby i klika razy trafiłem znowu. Zespół „wsparcia klienta” działa super, grafika mam świetnego i wielu innych współpracowników też mi się trafiło. Jednak co do programistów to takiego szczęścia jak za pierwszym razem już nie miałem. Lub inaczej – nie udało mi się zbudować zespołu. Oto kilka przypadków, z jakimi miałem do czynienia:

Przypadek 1 – potrzebny „bat”.

 

„Na papierze” wyglądał świetnie, gadało też nam się dobrze, więc ustaliliśmy, że czas na okres próbny i wyznaczyliśmy wspólnie zadania na pierwszy tydzień pracy. Pierwsze dwa dni – wymieniliśmy kilka maili, praca się zaczęła. Dzień trzeci, miałem dużo spraw do załatwienia na „froncie marketingowym” i do końca tygodnia byłem na bardzo zajęty… w piątek zorientowałem się, że od nowego programisty nie mam żadnych informacji więc napisałem mu maila – odpisał mi, że we wtorek napisał do mnie maila z zapytaniem o coś i czekał na moją odpowiedź, musiałem tego maila przeoczyć, więc on ciągle czeka…

Nieźle się wkurzyłem i podziękowałem mu za współpracę – nie mogę tolerować sytuacji, że ktoś nic nie robi, bo ja mu nie odpowiedziałem na maila – to jak szukanie wymówki do nic nierobienia – przecież znał mój telefon – jeśli to było naprawdę ważne (a nie było) to mógł zadzwonić, dostać odpowiedź i pracować dalej – niestety jak się pracuje na odległość tak jak w mojej firmie, trzeba umieć sobie czas zorganizować. To nie jest korpo, gdzie mamy menadżerów od tego aby stali z batem nad ludźmi….

Przypadek 2 – potrzebna „opieka”.

 

Inny programista którego próbowaliśmy, pracował 2 miesiące – starał się, ale włożyliśmy więcej czasu w „opiekę nad nim” niż on włożył w programowanie. Każdy następny krok musiał być omówiony i nawet jeśli był, to potem nie został wykonany należycie. Problem był czysto komunikacyjny. W momencie tłumaczenia tego co trzeba zrobić, nie zadawał pytań, na pytanie z naszej strony: „czy wszystko zrozumiałe, czy są jakieś wątpliwości?” odpowiadał, że wszystko OK… po czym po efektach pracy (a raczej ich braku) widzieliśmy, że wszystko OK nie było. Niestety w pracy na odległość dobra komunikacja to podstawa.

Przypadek 3 – nieumiejętność pracy z domu

 

Ten przypadek był szczególnie ciężki – bo był to dobry programista, ale z jakiegoś powodu nie mógł się skupić na pracy…. i po rozmowie z nim wyszło na jaw, że jego brak zaangażowania wynika z trudności pracy na odległość. Niestety, takie są realia w naszej firmie, że nie mamy biura i nie chcemy mieć. Wielu osobom to nie pasuje i zupełnie to rozumiem, ale szukam dokładnie osób, którym właśnie taka praca zdalna jest jak najbardziej na rękę – co więcej – szukam osób, które chcą tak pracować – więc zrozumienie tego z obu stron jest strasznie ważne. Nie mamy biura – naszym biurem jest „chmura” – i chcemy, aby osobom w naszym zespole taki właśnie układ się podobał.

Przypadków było więcej, ale do tego się sprowadza – bat, komunikacja i dopasowanie.

 

Jak wspomniałem przy poprzednim artykule „Antypraca„, nasza firma pracuje specyficznie – każdy z domu, każdy na odległość, każdy samemu sobie organizuje prace w oparciu o ustalenia z resztą zespołu. Nie ma „bata” na nikogo – dobra komunikacja jest podstawą i dopasowanie oraz zaangażowanie w to co robimy jest strasznie ważne – ideą jest to, że chce Ci się wstawać rano do pracy, bo robisz fajne rzeczy a nie myślisz sobie „kolejny nudny dzień w biurze”.

Takie są realia – ale jak znaleźć takie osoby?

 

Po tych kilku nieciekawych doświadczeniach stanąłem trochę „w kropce”. Mamy za ambitne plany jak na tak mały zespół programistów (na razie jest nas tylko trzech w zespole na stałe) a potrzebujemy przynajmniej 4 nowe osoby aby to co robimy miało sens. Dlatego zacząłem się zastanawiać jak zatrudnić szybko taki zespół ludzi, aby ruszyć od razu do przodu z tym co mamy do zrobienia. Powstała idea „hackathonu”.

Hackathon – tygodniowe zmagania razem

 

Wymyśliłem, że aby poznać nowych kandydatów, po wstępnej pre-selekcji możemy spróbować popracować razem intensywnie przez tydzień. Najpierw na odległość przez 4 dni od poniedziałku do czwartku – po 4 godziny dziennie (tak, aby ktoś, kto ma pracę mógł wieczorem nad projektem posiedzieć) a potem w piątek wieczorem spotkamy się w jednym miejscu i przez weekend popracujemy razem „fizycznie” obok siebie.

Jak to będzie przebiegać: potrzebuję zatrudnić minimum 4 osoby, więc musimy mieć około 8-12 kandydatów wyselekcjonowanych. Zaprojektujemy do zrobienia dwa lub trzy mini-projekty w zespołach 2-4 osobowych, gdzie codziennie będzie każdy zmieniał swoje stanowisko.

W czwartek wieczorem następuje „oddanie” projektu przez każdy zespół i oceniamy ich pracę. W piątek wybrane osoby, zakwalifikowane do dalszej rundy jadą na weekend do miejsca przez nas wyznaczonego, gdzie się spotykamy i kończymy projekty pracując razem i poznając się osobiście. Po takim tygodniowym maratonie wybieramy osoby do pracy na czas próbny na etat lub pół etatu (w zależności od możliwości każdej z osób) aby docelowo po max 3 miesiącach pracy próbnej pracować już na stałe i mam nadzieję możliwie jak najdłużej.

Idealnie chodzi więcej niż tylko o „programistę”

W idealnym świecie chciałbym nie tyle znaleźć programistów, ale osoby, które będą dzieliły ze mną wizję, pracowały codziennie nad najnowszymi projektami opartymi o najnowsze technologie, z domu, na ich warunkach, i do tego w sposób w jaki lubią. Jednak nie każdy się do tego nadaje, z czego zdaję sobie sprawę.

Pytanie do Was: Czy uważacie, żę takie podejście do sprawy ma sens? Co byście w tym procesie zmienili? Jakie Wy macie doświadczenia w szukaniu pracy jako programiści lub znajdowaniu pracowników programistów? Co sądzisz o Hackathonie i o tak intensywnym tygodniu aby się poznać?

Michał Śliwiński (@MichaelNozbe) jest właścicielem aplikacji internetowej do zarządzania czasem i projektami „Nozbe„, używanej codziennie przez dziesiątki tysięcy osób na całym świecie (głównie w USA i Japonii). Jego pasją jest produktywność, dlatego też wydaje darmowy magazyn „Productive! Magazine„. Ma ambitne plany na 2012 rok, dlatego aktywnie poszukuje programistów do swojego „pracującego na odległość” zespołu. Jeśli niestraszny ci jest Javascript i najnowsze technologie i chcesz spróbować pracy w jego zespole, daj znać!

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://grzegorzdrozd.pl/ Grzegorz

    Cześć.

    Podejście fajne ale wydaje mi się, że 4 dni na zrobienie nawet mini projektu przy założeniu, że nikt w zespole się nie zna i może pracować w różnych godzinach w ciągu dnia może nie zdać egzaminu – każdy zespół musi się dotrzeć.

    Daj znać jak poszło :)

    Pozdrawiam.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1590829170 Artur Szott

      Jeśli jako mini projekt obierzemy typową działalność na Startup Weekend, to jednak się da : ]

  • Piotr

    Ja mam pytanie do autora tekstu, czy ważne jest dla Pana wykształcenie kandydata? Czy powinien być to człowiek po studiach informatycznych?
    Pytam, bo znam przypadek kiedy mój znajomy-świetny programista nie dostał pracy, bo był po studiach matematycznych. Dla pracodawcy nie liczyło się to co potrafi tylko papierek, usilnie szukał absolwentów informatyki…

    • http://www.aisystem.tek24.pl adi

      Jeśli startował na programistę to rzeczywiście bardzo dziwne, tym bardziej że matematycy potrafią być bardzo dobrymi programistami.
      Albo za wiele wymagał, albo pracodawca nie ma większego pojęcia o informatyce, albo jest to pośrednik u którego nie było w interesie zatrudniać nie informatyka, bo np. mniejsze prowizje (zależy od umowy).
      Tak czy owak jeśli jest dobry to nie wiele stracił…. ;)

    • Ogórek

      Typowa polska przypadłość. Kult papierka i pieczątki.

    • Piotr

      No to trzeba było iść na informatykę, a nie matematykę. Widziały gały, co brały. :-D Jak kolega matematyk rzeczywiście jest dobry, to robotę i tak znajdzie, więc nie wiem, czym się martwić.

    • Piotr

      Kolega znalazł świetną pracę, ale przypomniałem sobie tą sytuację po przeczytaniu tego tekstu, nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać jak to usłyszałem.

      Ja też nie skończyłem informatyki, a inne studia inżynierskie i pracuję jako programista. :)

      Piotr(autor komentarza)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

      Piotrze, dla mnie wykształcenie ma marginalne znaczenie – ważny jest talent, zaangażowanie i chęć rozwoju i pracy w taki „wirtualny” sposób w jaki pracujemy. Ja jestem programistą… po zarządzaniu :-)

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Ja mam uczulenie na osoby chcące zatrudniać na stanowisku programisty tylko i wyłącznie absolwentów informatyki. Pracowałem kiedyś przy projekcie, który zawalił facet pouczający wszystkich jak się pisze oprogramowanie „we właściwy sposób w ASP.Net”. Projekt powstawał w PHP, ale klient nie rozróżniał PHP od ASP natomiast wierzył, że jego ulubiony programista ma rację, bo jest po studiach informatycznych. Odszedłem, podobnie jak reszta zespołu.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=542339087 Tomasz Koniewski

      Jedyne wytłumaczenie to budowanie zespołu do projektów dla organizacji rządowych. Tam często w przetargach są wymagania co do wykształcenia kierunkowego członków zespołu.

    • Piotr

      Po matematycznych? Z wykształcenia jestem… archeologiem. Pracuję jako programista przy całkiem poważnych systemach ERP. Da się. Matematyków też mamy ;-)

  • Kuba

    Szczerze życzę powodzenia, gdyż ostatnio odczuwam plagę nastawienia „w dupie mam to” w środowisku programistów…

    • Marcin

      No nie wiem. Ja obecnie szukam pracy jako programista i pomimo dużego zaangażowania i chęci rozwoju bardzo często dostrzegam, że chodzi wyłącznie o doświadczenie, którego nie mam konkretnie w tej technologii w której chciałbym się rozwijać. Jest to dla mnie dziwne…

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=1313167410 Paweł Czekaj

      Będąc jeszcze studentem wysłałem 3 podania do firm w branży i 3 razy „mnie przyjęto”. W jednej pracuje do dziś.

    • Piotr

      Ja dalej studiuję i pracowałem już w 2óch firmach, robię czasem jakieś projekty jako freelancer. Niestety trafiłem jakiś czas temu na beznadziejną firmę, w której pracowałem przez krótki okres czasu. Nie będę się na ten temat rozpisywał, ale ten epizod trochę mnie zdemotywował i raczej po studiach będę się bawił w szukanie pracy, bo pracując i studiując na raz, jedno i drugie robisz na pół gwizdka. Ewentualnie, jeśli dostanę fajną ofertę pracy w niepełnym wymiarze godzin, to spróbuję, bo wszystkie dotychczasowe propozycje, to praca na etat, a studiuję dziennie. Póki co, jestem studentem, robię sobie swoje małe projekciki programistyczne i „w dupie to mam”, jak to kolega Kuba napisał. ;-)

  • maarek

    Czy da się otrzymywać info o nowych kometarzach na maila bez napisania jakiegokolwiek komentarza? ;)

  • pzo

    Pomysł z hackathonem jest dobry szczególnie dla pracodawcy, ale już nie koniecznie dla programistów. Póki nie realizujesz naprawdę innowacyjnych i/lub ciekawych projektów trudno będzie ci raczej zachęcić do hackathonu dobrych programistów, aby za darmo robili przez jakieś 30h (bez pewności, że dostanie posade). Co innego przy startup’ach, gdy takie osoby zostają też założycielami a nie jedynie klepaczami kodu. Chociaż to jest jedynie teoria i moje subiektywna opinia jako programista, sam jestem ciekaw jak inni się na to zapatrują.

  • Łukasz

    Jeśli layout nozbe.com projektował ten sam wcześniej wspomniany świetny grafik to myślę, że trzeba dorzucić do listy po za programistą jeszcze kogoś od grafiki. Strona ma klimat lat 90 i myślę, że odświeżenie dużo by pomogło w promocji.

    • Maciek

      Dokładnie!
      Dla porównania: <http://www.getflow.com/

    • Waszer

      Myślę, że przesadzasz…

    • Jacek

      Myślę, że nie w ogóle nie przesadza… Pomyślałem to samo.

    • Łukasz

      @Waszer: A widziałeś tą podstronę http://www.nozbe.com/pl/help#inbox – wygląda jak na zaliczenie z html’a w liceum ;)

    • dgh

      Myślę, że nie przesadzasz i masz całkowitą rację. Strona nie wygląda.

    • ReMi

      Odniosłem takie samo wrażenie, dotyczące strony. Sam jestem grafikiem i mam swiadomosc iz w dzisiejszym świecie, to projekt wizualny jako pierwszy przyciaga uwage. Dopiero potem przytrzymuje potencjalnego uzytkownika, funkcjonalność.

      Polecam odświeżenie strony wizualnej owej witryny.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=816391307 Radek Kozieł

      @Łukasz nie chcialbym ci psuc hejtingu, ale nie boj sie o re-design (zebym nie byl goloslowny – http://goo.gl/crNhu ) Mozesz podac do siebie jakis namiar to osobiscie ci wysle zaproszenie jak wrzucimy ostateczna wersje i wiesz – myslimy systemowo, nie wdrazamy ostatecznie kazdego nowego piksela (chyba ze jakis krotkotrwaly beta testing) od razu jak tylko sie pojawi, duzo rzeczy buduje sie za kurtyna, testuje na roznych urzadzeniach, bo tak to teraz jest – wieloplatformowo, mobilnie itd. ale przeciez o tym wiesz, prawda? ;-)

    • Łukasz

      @Radek Kozieł: Radku na wstępie chciałbym Ci przypomnieć, że granica między hejtingiem a surową oceną jest bardzo cienka. Wiele osób podchodzi bardzo emocjonalnie do swoich projektów, przez co słowa krytyki zawsze działają jak płachta na byka. Proponowałbym posłuchać opinii innych użytkowników ponieważ jak się siedzi przy jednym projekcie trochę czasu, to z dnia na dzień przestaje się dostrzegać niedoróbki. Świeże i nowe spojrzenie niezależnych osób jest czasem więcej warte, niż poklepywanie po plecach przez członków załogi. Weź również pod uwagę fakt, że z moim zdaniem zgadzają się 4 osoby na 5 w tych komentarzach (mam tu na myśli Macka, Jacka, dgh i ReMi). Ich i moja ocena powinna być dla Ciebie bezcenna i zamiast wypominać hejting po prostu podziękuj i przyjmij krytykę. Do tego wszystkiego ReMi napisał bardzo dobrze w swoim komentarzu, że „…w dzisiejszym świecie, to projekt wizualny jako pierwszy przyciaga uwage. Dopiero potem przytrzymuje potencjalnego użytkownika, funkcjonalność.” – podpisuje się pod tym rękami i nogami! Grafik projektujący layout’y, powinien być dzisiaj nie tylko specjalistą w obsłudze photoshop’a i czuć powołanie do projektowania, ale dodatkowo być psychologiem, ponieważ wiele elementów na stronie, od koloru po najdrobniejsze ikonki, zaważy na tym czy użytkownik zostanie na Twojej stronie dłużej niż na kilka sekund.

      Ktoś kiedyś dobrze powiedział, że pierwsze wrażenie jest tylko jedno – tak więc jeśli nie wykorzysta się tych 3-5 sekund, które potrzebuje potencjalny użytkownik na ocenę wizualną projektu i na zbudowanie zaufania do Twojego produktu, Twój potencjalny klient idzie do konkurencji.

      Co do zdjęcia z linka to nie chce się wypowiadać do czasu aż będzie gotowy projekt. Z przyjemnością rzucę okiem na nową odsłonę, tak więc zaproszenie spokojnie możesz wysłać na adres ldq[malpa]interia.pl. Co do procesu wprowadzania nowego wyglądu i świadomości ile rzeczy buduje się za „kurtyną” to masz rację, że wiem o tym, ponieważ jako współwłaścicielem agencji interaktywnej i dyrektorem artystycznym byłbym dzisiaj bezrobotny gdyby było inaczej.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=670197532 Cyryl Kwasniewski

      Tak jak mówi Łukasz, faktycznie przydałoby się dać oku odetchnąć. A np. screeny waszej apki mobilnej pokazują dobry kierunek : )

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=816391307 Radek Kozieł

      @Łukasz: Co do tego jak wyglada obecnie strona Nozbe.com wiem, i surowa ocena tej podstrony help’a akurat nawet podchodzi pod hejting wlasnie poprzez takie porownania do zaliczen z htmla itd. Ja tez doskonale wiem, jak wyglada ta strona i odkad tylko zaczalem prace u Michala to zwracalem na to uwage, jednak moim pierwszym zadaniem bylo „odswiezenie” aplikacji webowej a nastepnie zaprojektowanie apki desktopowej. Teraz na poczatku 2012 jest czas, zebym siadl do strony marketingowej i wdrozyl ktorys ze zaprojektowanych layoutow, uwzgledniajac wlasnie wszystkie te trendy w konstrukcji stron, szczegolnie RWD, tak zeby Marcotte sie usmiechal pod wasem.

      Bedzie dobrze, powoli wszystko zaczynamy przepinac i pewnie to kwestia paru tygodniu jak przeniesiemy wszystkie szkice ;-)

      PS: A co do reakcji emocjonalnej to nie, nie wczuwam sie w nie swoje projekty, ale juz o moich rzeczach mozemy dyskutowac. Dam znac, do uslyszenia!

      PS2: Moze to zabrzmi jakos niesympatycznie (mowie wylacznie w swoim imieniu), ale nie bardzo licze sie z ludzmi zwiazanymi z reklama, dlatego, ze czesto maja zbyt marketingowe podejscie i potrafia zepsuc najlepszy projekt kierujac sie przekonaniem, ze uwzglednione zmienne sa ostateczne i decydujace. Co do „projektowania dla wzbudzenia emocji” (org. designing for emotions) to no worries – kolory kolorami, ale wazne tez jest flow i interakcja powiazana z osobistym feedbackiem itd. Moze mialem zle doswiadczenia z ludzmi od reklamy, ale nie spotkalem sie jeszcze z osoba, ktora potrafilaby to przekodowac i zastosowac. Moze mialem pecha… No ale dzieki za lekcje zycia ;-)

    • Maciek

      Radek Kozieł: @Łukasz: …moim pierwszym zadaniem bylo “odswiezenie” aplikacji webowej a nastepnie zaprojektowanie apki desktopowej. Teraz na poczatku 2012 jest czas, zebym siadl do strony marketingowej i wdrozyl ktorys ze zaprojektowanych layoutow, uwzgledniajac wlasnie wszystkie te trendy w konstrukcji stron, szczegolnie RWD, tak zeby Marcotte sie usmiechal pod wasem….

      Czyli stosujecie przeciwieństwo metodyki Lean Startup.

  • http://www.webcoding.pl Piotr

    Pomysł w sumie ok, tylko ciekawe jak na to Ci ludzie którzy na teście zareagują.

    Ja ostatnio dostałem zadanie do wykonania do pewnej firmy tworzącej oprogramowanie.
    Zadanie polegało na wykonaniu aplikacji i podesłaniu kodu do sprawdzenia, w treści dostałem info że jak będzie ok to to te sama aplikację do napisania dadzą mi na pierwsze zadanie w pracy…. dziwne…. napisze aplikacje, będzie ok, oni powiedzą że nie pasuje a program i tak sprzedadzą klientowi hyhy.

    Gdy dodałem że mam napisaną dość dużą aplikacje w tej technologi co sam pisałem (jako pracę inż, dostali by cały kod) to nie chcieli chociaż były tam o wiele bardziej zaawansowane rzeczy niż w ich zadaniu.

    Oh taka mała ciekawostka odnośnie pracodawców w Polsce od programowania, zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał kogoś wykorzystać.

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Nie tylko w Polsce. W ubiegłym roku znajomy polecił mnie komuś, komu podobno poprzedni programista zawalił projekt. Po tygodniu wiedziałem już, że to nie programista był winien. Znajomy mocno przeprasza jeszcze dziś.

  • anon

    Jeśli ktoś chciałby, żebym za darmo poświęcił 30h – na pewno bym się nie zgłosił. Po wielu przeżyciach jako freelancer na rzecz „polskich przedsiębiorców” czułbym szwindel na kilometr i chęć wyhuśtania.

    Te hackathony to musiałaby być publiczna sprawa, opisane na blogu firmowym kiedy był ostatni, jaki kod został zrobiony, ile osób startowało, ile zostało zatrudnionych i kto dokładnie został przyjęty. I może kod jako open source? Coś co bym uwierzył, że pracowanie tydzień za darmo ma sens.

    • anon

      16h, nie wiem skad mi sie 30h wzielo ;)

  • Łukasz

    Pomysł rekrutacyjny fajny z punktu widzenia pracodawcy. Z drugiej strony, tak jak komentują przedmówcy.

    Co do jakości programistów powiem tak: skończyłem informatykę, programowania uczono mnie w C+, pokazali co to C#, coś więcej pojawiło się z Javy. Było nieco HTMLa, odrobina grafiki (obsługa Corela), trochę więcej czystego PHP. Pod koniec dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak framework. Javascriptu nic. Poza tym podstawowe struktury danych, algorytmy. Teoria z baz danych. Praktykę przemilczę. Na szczęście nauczyłem się sam MySQLa w potrzebnym mi zakresie. Nawet trochę programowania z OpenGL na zasadzie „szablon aplikacji do odpalenia, wnętrze zrób sam”. Tyle z pamięci.

    Pracy w zawodzie nie znalazłem 3 rok. Najczęściej kończy się brakiem odzewu na CV. Wymagania, doświadczenie. Nikt nie chce wdrożyć, choć wszyscy mówią, że prawdziwego zawodu nauczę się w pracy dopiero. Czas mija a ja zapominam to, czego nie wykorzystuję. I tracę nadzieję na pracę w swojej branży. Studia uważam za czas zmarnowany.

    • anon

      wybierz ulubiony projekt open source i im pomagaj – zdobędziesz wiedzę i doświadczenie. I nie żartuję wcale :)

    • Pascal

      Zamiast doświadczenia często wystarczają własne projekty. Nawet amatorskie, tworzone dla siebie, w celach edukacyjnych. Ważne, żeby pokazać, że potrafi się coś zrobić samodzielnie.

      Pomysł z rozwijaniem projektu open source jest bardzo dobry. Zwłaszcza, że sami możemy wybrać co będziemy robić.

    • moj

      Czyli jesteś typowym wyrobnikiem, nie bawi cię programowanie, traktujesz to tylko jako możliwy zawód. Lepiej poszukaj innej profesji.

  • SSTECOK

    Od 10 lat zatrudniam programistow na umowe zlecenie badz na stale (praca zdalna z domu i dobrze platna) i jednym slowem jest coraz gorzej i coraz mniej powazni ludzie sie trafiaja do tego stopnia ze programistów wole ostatnio z Pakistanu jak z Polski zatrudniac.
    Spotkalem sie ze wszystkim co jest opisane powyzej + kradzieze skryptow, grafiki czy same pomysly czyli to juz totalne dno!

    • dgh

      Ostatnio napisałem do mojego kolegi programisty. Czy by mi zrobił formularz trochę inny niż szablonowy i jak mi powiedział 2tyś to podziękowałem.

    • anon

      @dgh:

      ty widzisz jeden formularz, a to jeszcze jest warstwa bazy danych, walidacja i pewni prosty panel admina.

      Po słowach „trochę inny” (doświadczenie :] ) wnioskuję, że grzebania przy nim byłoby masa.

      Tak to jest, albo chce się coś porządnego, albo taniego.

  • Kilo

    A może po prostu podawaj w ogłoszeniu o pracę przedział zarobków jakie proponujesz? Ile to już razy byłem na rozmowach, na których wszystko było pięknie dopóki nie podałem kwoty oczekiwanej przeze mnie.
    Szkoda mojego i pracodawcy czasu. Nie chodzi o to, że chciałbym zarabiać nie wiem ile ale to jest jedno z ważniejszych chyba kryteriów podczas zatrudniania (no chyba, że zatrudniamy studentów lub ludzi bez stażu).
    Powodzenia!

  • Rafał

    Wszyscy sensowni goście mają pracę która w miarę ich satysfakcjonuje inaczej mieli by inną często z polecenia swoich równie dobrych znajomych. Musiał byś być nowym fb żeby ktoś kogo powinieneś chcieć na to poszedł… Organizując taki event raczej znajdziesz desperata nisko ceniącego swój wolny czas, raczej bez rodziny itp itd a Praca całkiem zdalna bardzo odpowiadała by właśnie osobie która ma na odwrót… No ale to Twoja firma więc powodzenia :)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    Pomysł na hackathon jest prosty – 4h przez 4 dni i potem dwa dni off site. Zupełnie za darmo to nie jest – firma stawia hotel i przejazd i wikt i opierunek w weekend (porządny hotel w centrum dużego miasta). Ja inwestuję czas i pieniądze i oczekuję czegoś w zamian – ambicji i chęci.

    Pomysł na 4h przez 4 dni to jest po to właśnie, aby osoba, która ma „nudny” etat mogła wieczorem podłubać i „zainwestować w siebie” po to aby zmienić swoją przyszłość na ambitną pracę w ambitnym zespole, który robi coś globalnego.

    To czy chcę kogoś oszukać można przecież bardzo prosto sprawdzić – podpisuję się pod postem imieniem i nazwiskiem, linki do moich stron są wszędzie, można mnie zGooglać i dowiedzieć się więcej o mnie – no i do tego dochodzi reputacja Grześka, który mnie tutaj już drugi raz zaprosił.

    Jak pisałem, stawiam cały weekend i zastanawiałem się nawet, żeby faktycznie zapłacić nawet za ten tydzień pracy online, ale doszedłem do wniosku, że wtedy z kolei dużo osób by się zgłosiło aby zarobić trochę grosza, bez chęci pracy w dłuższym okresie. Takie dylematy.

    Jednak dzięki za komentarze – mam nadzieję, że chętni się znajdą (kilku już się zgłosiło i „wyglądają” całkiem nieźle!) którzy stwierdzą, że warto w siebie zainwestować aby mieć szansę pracy w fajnym zespole nad czymś ambitnym.

    • http://olson.es Marcin

      Michael, ‘hackaton’ to świetny poligon i miejsce do wykazania się. Co prawda proponujesz rozległą formułę ale jeżeli tylko będą chętni to czego chcieć więcej. Podobna impreza miała miejsce jakiś czas temu na Politechnice W-wa [http://brama.elka.pw.edu.pl/site/bic/aktualnosci/425-hackaton_ju_za_nami] 2 dni na stworzenie prototypu aplikacji mobilnej. Życzę powodzenia w poszukiwaniach i rozwijaniu pomysłów w tym nozbe.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

      Dzięki Marcin za miłe słowa! Zobaczymy jak wyjdzie!

    • http://intrashop.pl Sklep

      A nie lepiej szukać pracowników poprzez znajomych? Polecenie przez znajomego lepsze niż największe testy.

    • Lex

      Sklep: lepsze niż największe testy.

      Mówisz z doświadczenia, czy powtarzasz komunały? (pytanie retoryczne, nie odpowiadaj)

      Ludzie z polecenia potrafią tak samo zawalić sprawę, a ty tylko sobie popsujesz relacje z osobami, które Ci poleciły dany „zasób ludzki”.

      @Michael Sliwinski, w ogłoszeniu nadal nie ma podanych widełek i nadal jest napisane z błędem „Competetive salary”. Chyba warto to poprawić.

      I tak na poprawę humoeru definicja „competitive salary” – as little as we can pay you, and that you’ll accept.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=617731217 Sławosz Sławiński

      Uważam hackaton za dobry pomysł – jest to szansa na nowe, ciekawe doświadcznie – samemu można sporo na tym skorzystać. Jednak według mnie w ogłoszeniu powinny być widełki – by nie było potem rozczarowań po obu stronach.

  • sdcsdv

    kochani moi

    sam prowadze firme, ostatnio porzegnalem sie z kilkoma klintami a wiec z szefami innych firm …. rozumiem rozgoryczenie pana u gory ale coz jak sie placi 5k to sie nie nalezy spodziewac czegokolwiem.

    Mam nawet takiego znajomego ktory mysli ze za 400zl mozna 15 kompow miec i bedzie mial informatyka ktory bedzie na kazde jego zawolanie z darmowymi dojazdami … i wiecie, znajduje takich. Tak wiec ja sie nie dziwie ze z jednej strony przesi firm maja wielkie oczekiwania za pieniadze ktore urogaja nawet manikiurzystce.

    Rozgladnolem sie po sieci, admina z dojazdem, ktory bedzie mi robil wszystko moge miec za 30zl/h … z dojazdem powatrzam. Zeby sie obciac z umyciem to ja musze zaplacic 50zl za okolo 20min uslugi.

    Nie szanuja sie informatycy to ich nikt nie szanuje a efekt jest taki ze i sama usluga jest na poziomie gimnazjum skoro lepiej zostac opiekunka do dziecka niz zainwestowac mase pieniedzy w szkolenia, nauke, sprzet i bezpieczenstwo.

    Niestety winni sa wszyscy. Jesli zlecam oprowgramowanie i dostaje cennik 10-20 tys. a w srod nich sa osoby za 500zl to wiekszosc ludzi wybierze tych za 500 i to kilka razy w nadzieji ze bedzie dobrze. A potem gorzkie zale.

    Panowie programista ktory ma glowe na karku siedzi juz dawno w niemczech albo holandii albo w polsce w zachodniej firmie za 15k netto z benefitami.

  • Tomek

    Zaraz po przeczytaniu tego artykułu pomysł mi się podobał. Po kilku chwilach już nie bardzo. Jestem programistą z 5-letnim doświadczeniem. I czemu miałbym stawać do takiego hackatonu. Już na początku widać że jest to nic innego jak zwykły konkurs na stanowisko. Jest to w moim odczuciu nawet gorsze niż rozmowa kwalifikacyjna bo wygląda jakby pracodawca znudzony rozmowami zrzucił wszystkich programistów do jednego wora (bez wzgledu na doświadczenie, umiejętności i indywidualne preferencje) i liczył się tylko z efektem czyli programem jaki otrzyma. Osobiście bardzo źle bym sie do takiej rekrutacji nastawił. Ostatecznie oceniany byłby efekt pracy całego zespołu przez co mógłbym wypaść blado mimo cieżkiej pracy. Jest to napewno dobry sposób aby sprawdzić jak ludzie radzą sobie pod presją czasu, czy sami sie zmotywują i zorganizują, i jak będą współpracować. Jednak czemu miałbym brak w tym udział? Ponosić koszta dojazdu, wyżywienia i zakwaterowania gdzieś w PL, a potem siedziec cały tydzień wieczorami i programować zamiast odpoczywać ze swoją narzeczoną? Czyżby Wasza firma była aż tak eksluzywna że trzeba się bić o możliwość pracy u Was? Ok, może nie zabrzmiało to miło (za co przepraszam), takie jest moje skojarzenie. W końcu nie widzę żadnej zachęty aby stawać do walki z przypadkowymi osobami o pracę która być może wcale nie będzie spełnieniem moich marzęń. Może szef będzie miał nieziemskie pomysły i będzie wymagał zawsze terminu na wczoraj? Skąd mam to wiedzieć? Znam Was? Podejmując u was prace dopiero chce was poznać. Bardzo często zaczynając prace nawet nie wiem w jakim projekcie będę pracował. Czy będzie to faktycznie coś ciekawego i rozwijającego. Teraz wszyscy kuszą innowacyjnymi technologiami i super projektami. Nikt (albo prawie nikt) się jednak nie zapyta o opinię programisty. Co gorsza nikt się nie pyta w którym kierunku programista chce się rozwijać, a już chyba sennym marzeniem byłaby jakaś propozycja ze strony pracodawcy w tym temacie. Potem słyszę od kolegów po fachu że zmieniają pracę bo w poprzedniej nie mogli się rozwijąć.

    Szukajcie jednak rozwiązania dalej.Napewno jakieś będzie dla Was odpowiednie. Być może jest to właśnie hackaton.

  • Acs

    Też uważam, że 4 dni klepania kodu za free to troche za duzo zwlaszcza, ze na rynku bez takich cudow mozna dostac prace za 3k netto a po 3miesiacach 5k i pracowac w normalnym biurze i „miec w dupie”.
    Czyli pewien komfort dla pracownika bo prace zostawia w biurze a zawsze sobie moze poklepac w domu jak jest cos pilnego. Nie wierze tez w rozliczenie typu pol etatu programisty w domu i dostania polowe kasy za to samo bo wiadomo, ze pracodawca bedzie probowal dokrec srube.
    Zrob cos w stylu Assessment Center i nie kombinuj bo zglosza sie tylko desperaci.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000477132175 Agnieszka Kobylińska

    A o jakich programistach mowa?
    Generalnie jak mam szukać programistów zdalnie do współpracy to wole sama zarwać noce i napisać sama, bo ani razu taki model jeszcze nie wypalił w 100%. O zlecaniu całego projektu zdalnie nie wspomnę, ściemnianie, olewanie, przeciąganie terminów, robienie po najmniejszej linii oporu – zresztą to nie tylko programiści. 80% grafików freelancerow jedyne co robią to przeglądają digarty, etc i kopiują.

  • http://www.webcoding.pl Piotr

    Agnieszka Kobylińska: A o jakich programistach mowa?
    Generalnie jak mam szukać programistów zdalnie do współpracy to wole sama zarwać noce i napisać sama, bo ani razu taki model jeszcze nie wypalił w 100%. O zlecaniu całego projektu zdalnie nie wspomnę, ściemnianie, olewanie, przeciąganie terminów, robienie po najmniejszej linii oporu – zresztą to nie tylko programiści. 80% grafików freelancerow jedyne co robią to przeglądają digarty, etc i kopiują.

    Że tak się wyrażę:
    Są Programiści i programiści :)
    Albo jeszcze lepiej:
    Są Programiści i koderzy :)

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000477132175 Agnieszka Kobylińska

      No własnie Ci pierwsi maja etaty i nie szukają pracy zdalnej.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    @Tomek – po pierwsze – wybieramy te osoby, które wystartują w hackathonie – każdego nie bierzemy – więc nie startowałbyś z byle kim w szwanki. Po drugie – tak, jesteśmy nieźli – poczytaj sobie o nas w sieci – o Nozbe jest dużo, jest mój osobisty blog (gdzie możesz mnie poznać) i mnóstwo wywiadów ze mną – wystarczy mnie zgooglować – więc nie startujesz do nie wiadomo kogo.

    Tutaj mała dygresja – zauważyłem, że dużo osób tutaj zamiast sprawdzić kto stoi za danym postem czy ofertą, po prostu z góry zakłada, że będzie źle i tej osoby nie zna – a akurat o mnie w „internetach” można się bardzo dużo dowiedzieć. O mojej firmie tym bardziej :-)

    @ Acs – jeśli Twoim celem jest „mieć w dupie” to co robisz i spędzić połowę twojego życia robiąc to co masz w d… to powodzenia – u nas dla Ciebie miejsca nie będzie, bo my lubimy to co robimy i dzięki naszej pracy tysiące osób korzystających z naszego oprogramowania usprawnia sobie życie.

    Ogłoszenie jest dla programistów, którzy chcą robić coś fajnego a nie „klepać kod” i mieć to w d… :-)

    @Agnieszka – w mojej stopce jest link do strony z ofertą pracy, tam są wszystkie informacje kogo poszukujemy:

    http://www.apivision.com/jobs

    • Tomek

      @Michael Sliwinski
      Mimo wszystko uważam że to za mało aby oczekiwać że ludzie zdecydują się poświecić za darmo tydzień aby spróbować zdobyć pracę (nawet gdyby miałabyć lepiej płatna). Poza tym pamietaj że problem może istnieć też po waszej stronie np.: niewłaściwa osoba rekrutująca, prces rekrutacji, definicja wymagań.

    • MG

      @Tomek – z takim nastawieniem, nawet gdybyś zebrał się na odwagę i przystąpił do wyzwania Mr. Śliwińskiego, to odpadniesz w starciu z ludźmi, którzy uznają wyzwanie za interesujące i podejdą do niego z nastawieniem „a co mi tam”…
      Bez mindsetu nie startuj – robiłem podobne konkursy, zgłaszały się „złote rączki”, które po prostu szukały zatrudnienia i po prostu wykładały się na tym, że w którymś momencie zabrakło chęci i przeważyło olewactwo…
      Dlatego pomysł Michaela jest taki jaki jest. Olewacze nie przejdą.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

      @MG – super, dzięki za wsparcie i dokładnie o to chodzi – olewacze nie przejdą! :-)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1603617151 Tomasz Smykowski

    Pomysł ciekawy, ale to zawsze kilkanaście godzin zmarnowanych na rekrutację. Z drugiej strony to zawsze mniej niż kilka zmarnowanych miesięcy. Niestety prawda jest taka, że potrzebujesz programistów z doświadczeniem. A takich jest niewiele wolnych. Większość ma stałe posady. Freelancerów natomiast mało. A tutaj potrzebujesz i doświadczenia w programowaniu i doświadczenia we freelancingu czyli organizacji sobie czasu, pracy. Z doświadczenia wiem, że ktoś kto wychodzi z etatowej pracy albo jest w jej trakcie zupełnie nie jest przystosowany do pracy zdalnej i obojętnie co zawsze coś spieprzy. Ta koncepcja freelancingu dla programistów wydaje mi się dosyć młoda w Polsce dlatego jest taki mały wybór. Niestety boom na naukę programowania minął i teraz jest gorzej ze znalezieniem dev-ów nowych. Także jedyne co mogę poradzić to po prostu poszukać za granicą w krajach gdzie freelancing dev istnieje dłużej i gdzie stawki są niższe niż u nas.

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    Hackatony sprawdzają się wtedy gdy wszyscy mają z nich korzyść, dlatego są tak popularne w środowisku Open Source. Programiści siadają i kują kod, bo przez to wszyscy dostają ten sam, lepszy produkt na tych samych zasadach. W przypadku gdy korzysta na tym organizator oraz kilku najlepszych „masterów”, którzy dostają pracę zostaje zawsze grupka tych, którzy poświęcili czas i umiejętności, ale nie dostali z tego nic poza doświadczeniem. To nie ma znaczenia, że hackaton jest w dobrym hotelu. Także sesje po 4h nie dają wiele, bo 4h to zwykle czas dobry na rozpędzenie mózgu programisty, ale nie na wygenerowanie dobrego kodu. Jak go wypuścisz po 4h na miasto to wpadnie pod autobus bo będzie myślał tylko o jakimś kawałku kodu.

    Masz dobrą markę, ale jeszcze raczej za słabą aby zachęcić do hackatonu dobrych programistów. Usiądź z Tomkiem i porozmawiaj o tym co chcecie zrobić i za pomocą jakich narzędzi. Spróbujcie przyciągnąć do siebie programistów na przynętę pt. „najnowsze narzędzia lub trudny problem”

    Dobrzy programiści są ambitni i chcą próbować budować nowe rzeczy za pomocą nowych narzędzi. Jeżeli chcesz zaryzykować z czymś nowym, łatwiej znajdziesz programistów chcących się wykazać i zdobyć wpis na CV, który pozwoli im znaleźć później lepiej płatną pracę (albo zostać, jeżeli będą odpowiedni stymulowani) niż jeśli będziesz szukał kogoś od PHP czy Ruby/Rails. Np. Milk Kevina Rose’a szuka programistów znających Tornado, bo żeby wiedzieć co to jest Tornado i jak z tego korzystać trzeba mieć już spore doświadczenie w programowaniu w Pythonie, pisaniu kodu backendowego i klienckiego, znać protokoły HTTP, wiedzieć co to takiego JSON, oraz umieć skalować aplikacje czasu rzeczywistego. Jeśli będziesz szukał „koderów”, dostaniesz szkoderów.

  • http://sjp.pl mz

    nie przesadzajmy z ta marka – to ze ktos sie rozbija czesto po jakichs *campach znaczy wylacznie tyle ze jest znany wsrod fanow newsow o starupach (taki technologiczny pudelek). Absolutnie nie musi sie taka `slawa` przekladac na marke wsrod (utalentowanych) programistow.

    Zajmuje sie programowaniem +5 lat (i poki co spedzam czas w miejscach ktore naprawde co roku zmieniaja polska siec) i mam:
    1) brak widelek (niby sadzenie sie na nowoczesnosc a podejscie typu `pakistan`)
    2) strone z designem z lat 90tych
    3) mozliwosc spedzenia weekendu w hotelu + zarcie (chociaz nie trzeba do tego wszystkiego dokladac ;-)
    4) brak wiekszego info nt tej super ambitnej pracy jaka by mnie czekala (co wy tam macie w bebechach tak naprawde ciekawego? macie w skladzie chociaz jedna osobe znana w tech branzy?)

    na ta chwile nie wiem wiec kogo poszukujecie ale na pewno nie mnie

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Nozbe jest jedną z pięciu tworzonych przez Polaków lub dzieci polskich emigrantów internetowych marek, o których mówi się i pisze w angielskojęzycznych podcastach i blogach bez traktowania ich na zasadzie „ładne, jak na kalekę, a teraz porozmawiamy o przycisku do lajkowania na Facebooku”. Fakt, że Michał wypromował swój produkt poza granicami Polski i radzi sobie dzielnie jako jeden z niewielu Polaków w wywiadach w j. angielskim to bardzo dobre powody do tego, żeby traktować go poważnie. Naprawdę, nie rozumiesz, że Michałowi udało się to czego nie udaje się osiągnąć większości polskich biznesmenów. Nie mam zamiaru deprecjonować Twoich osiągnięć, ale też ich nie znam. To co robi Michał poznałem słuchając angielskojęzycznych podkastów zanim przeczytałem o nim na polskich blogach. Ta sztuka udaje się niewielu Polakom.

  • sdcsdv

    zaczynaja mi sie podobac komenty :)
    widze ze ludzie jednak nie chca byc bialymi murzynami :)
    lepiej rzeby nie czytali tego dotychczasowi pracownicy owego pana ;) jeszcze sie skapna ze praca za 2tys to chyba cos nie tak

    • Tomek

      no i mieliby dużo racji. Za 2 tys to można rowy kopac i nie musisz się do tego ciągle rozwijać.

    • moj

      Tomek: no i mieliby dużo racji. Za 2 tys to można rowy kopac i nie musisz się do tego ciągle rozwijać.

      Jak ktoś nie lubi się rozwijać sam z siebie to niech lepiej idzie kopać rowy, tam czasami lepiej płacą niż programistom ;)

  • Rafał

    A co do ambitności to radze nie przesadzać. Praca jest taka jaką się ją zrobi. Ambitne projekty można robić żenująco a nudne wykonać pięknie. Do tego każdy myśli, że akurat jego jest najlepsze. Radze rzucić okiem też tutaj: http://www.joelonsoftware.com/articles/fog0000000050.html

    • Tomek

      dobry tekst

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1007477053 Filip Bartłomiej Misiewicz

    To mnie zjecie…
    case 1: absolwent logistyki, 2 lata doświadczenia w firmach rodzinnych, po kilkanaście CV w miesiącu, zero odzewu, zbiorowe rekrutacje przez paniusie typu „jakim pan się czuje zwierzątkiem”, rozmowy w korpo po 200 osób na miejsce… oczekiwania: 1,5k na ręke – o za duzo
    case 2: oferta pracy w serwisach pracowych, branżowych. mejl: bez dzień dobry i podpisu „mam kilka pytań: 1. klimatyzacja jest? 2. karnety są? 3. stołówka jest?”…

    Przepraszam, rozumiem, że inżynierowcy mają lepiej, bo są potrzebni i jest duża nadwyżka popytu. Ale to znaczy, że się nam w d___ch poprzewracało. Czy to, że chcą programistów wszędzie oznacza, że chcą ich wielkie d____ w fotelach – ja coś tam podłubię, niech się Pan cieszy, bo ja miałem tyyyyyyyyyyyyyyle ofert.

    Bez obrazy. Przeprowadziłem dziesiątki rozmów. To wyglądało, jakbym ja kogoś na kolanach błagał, by coś mi zakodował. Nikt, absolutnie nikt nigdy nie przekonywał mnie, że chce pracować… Nie przesadzam.

    Jeszcze jedna historia:
    - chciałem rozbudować zespół. Na ogłoszenie odpisał chłopak z drugiego końca Polski – z solidnym portfolio małych, ale bardzo kreatywnych pomysłów. Świetnie się umotywował. Powiedział, że będzie w Wawie na rozmowach paru to się spotkamy. Spotkanie potwierdziło. Znał moje portfolio jako firmy (jak można chcieć wejść w projekt go nie znając, to nawet ochroniarz idąc do Bierdonki idzie do niej bo nie lubi Tesco)…
    potrzebowałem tygodnia na inne sprawy w firmie.
    Spotkaliśmy się ponownie. Miałem dla niego zadanie na tydzień przez studenta 1. roku który się tym zajmował.
    Kwota z brutto się zrobiła netto. Doliczył VAT i chciał już dodatkowo na ubezpieczenie, chociaż wcześniej miał to wkalkulowane.
    Najlepsza była wycena czasowa projektu. „Właściwie to mało, ale miesiąc, może 2. Ale nie zobowiąże się na dzieło za równowartość 2 miesięcy” bo tam gdzieś mi proponowali tyle samo za godzinę…
    Zero motywacji. Jak Pan chce, to niech Pan mnie przelicytuje, ale co zrobię – to się nie zobowiąże…
    Tydzień i z ambitnego młodego kreatywnego freelancera Warszaffka zrobiła….

    • kicia

      podaj konkretne kwoty

      W Warszawie chyba trudno (niemozliwe?) o stawki ponizej 10k miesiecznie netto na FV dla normalnych programistow (inzynier oprogramowania). Obawiam sie, ze zaproponowales mu polowe stawki rynkowej, o czym gosc sie przekonal wlasnie po kilku rozmowach w Warszawie :)

    • iks

      @Filip
      Twój komentarz sugeruje Twoje problemy komunikacyjne, co wystarcza, żeby ktoś po spotkaniu mógł chcieć dwa razy więcej.

  • jarek

    Sorry, ale jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze. To tak jakby kupil chinskie badziewie i narzekał, ze co chwile sie psuje. Znam mnóstwo programistów którzy są wykształceni, pracowici i piekielnie zdolni,a szef nie narzeka, ale zarabiają wiecej jak 10k brutto….

  • Asmodemus

    Bardzo zły pomysł (ale jak to w życiu – może się udać). Największe szanse w długoterminowej współpracy daje chyba wiek kandydata. Taki powiedzmy dobry programista 30+. Żona, dziecko(dzieci?), kredyt… Dostaje kasę za to co robi od powiedzmy +- 10 lat i jak jeszcze jest w stanie coś zrobić w „nowych” technologiach to bajeczka – tzn jeszcze nie zardzewiał. Brałbym w ciemno! No ale taki człowiek „nowymi technologiami” się nie naje, ani też nie powie w domu, wiesz kochanie nie będzie mnie w domu przez tydzień bo robię sobie taki społeczny konkursik. Młody z ideałami pójdzie na ten trik, ale prędzej czy później jebnie zabawkami bo proza życia go zaskoczy. Okaże się, że owszem, nowe technologie i bajery, ale firma ma kasę z systemu napisanego X lat temu, w „jakimśczymś”, wszyscy to widzieli, wszyscy wiedzą, że to jest zło, ale nikt tego zmieniał nie będzie. Wtedy taki młody wilk krzyknie ze swojego pokoju – tak, żeby słyszeli go w innym – Mamo! Oszukali mnie, mam ich w dupie i już nic dla nich nie zrobię! OK synek, nie martw się, zapłacę Ci za telefon… Bo co go tam trzyma?

  • http://www.hrast.pl Michał

    W grafice jestem słaby, ale jak na mój gust strona „Nozbe” wygląda czytelnie.
    Co do zatrudniania programistów znam podobne przypadki. Jeden zniknął zaraz po przesłaniu pierwszej porcji kodu a drugi był z kategorii „mam to w d***e”. Obaj sami sobie ustalali warunki finansowe :)

    Łukasz: @Waszer: A widziałeś tą podstronę http://www.nozbe.com/pl/help#inbox – wygląda jak na zaliczenie z html’a w liceum ;)

  • Frędzel

    Rozumiem sens i problem szukania i sprawdzenia programisty, ale czy nie wydaje Ci się, że tym hackathonem (z wyjazdem) rezygnujesz z np. programistów, którzy z różnych powodów nie mogą opuścić swojego miejsca zamieszkania (np. niepełnosprawni, rodzice samotnie wychowujący dziecko, ktokolwiek z lękiem przed podróżami czy w ogóle, kontaktami z istotami żywymi ;)) Co do samego wyjazdu, bo padały tu zarzuty, że nikt nie będzie pracował/kodował za darmo, proponuję zacząć cały wyjazd od wspólnego spotkania, gdzie wszyscy się poznają, na którym dopiero ustalicie typ projektu, jaki wykonacie podczas tego wypadu. Z naciskiem na: pozwolicie to ustalić „rekrutom”. Już na pierwszym spotkaniu wyłowisz zapewne ludzi z konkretnymi wizjami, którzy potrafią argumentować (dzięki posiadanej wiedzy i doświadczeniu) przekonywać innych do swojej wizji i zagrzewać do pracy, którzy CHCĄ rozwiązywać jakieś problemy, programując. A co do przejrzystości hackathonu, to tak jak już ktoś wspomniał, Wy jako firma, powinniście rekrutom wydać tylko jedno zarządzenie – projekt jaki stworzą na hackathonie będzie na licencji GPL i np. opublikowany np. na Waszej stronie. I też nie suche relacje, źródła i kto „wygrał”, niech to nie będzie rekrutacja, a impreza dla programistów (uczta;)? Tak impreza, na którą przyjadą chętni się zmierzyć, stworzyć coś nowego, sprawdzić się, a Ty jako obserwator, wyłowisz sobie tych, których szukasz. To takie moje luźne przemyślenia :-)

  • c-real

    „czy wszystko zrozumiałe, czy są jakieś wątpliwości?”

    zasada numer jeden w zarzadzaniu zespolem: nie zadawaj pytan zamknietych.

    jak wszystko rozumiesz, jakie masz wątpliwości? jak zrobilbys to w 3 krokach?

    To jest wlasciwe pytanie : )

  • Janusz

    Tak sobie czytam komentarze w stylu:
    „Mam poswiecic za darmo 16 godz?? – mam w dupie – wole spedzic czas z narzeczona”
    i tak sobie mysle – pokolenie Y – do niczego nie dojdziecie i za 20 lat tez bedziecie klepali kod za 10k na reke
    :P

    • Paweł

      etacik, korpo, min 10k na rękę, „mieć w dupie”, za darmo nic nie pokażę.
      Dokładne przeciwieństwo tego co można usłyszeć z doliny.
      Po komentarzach widzę, że jeszcze sporo czasu musi upłynąć, żeby jakaś polska firma osiągnęła sukces na miarę dropbox/airbnb

      Gościu ma świeżą firmę, która działa globalnie i nie może znaleźć programistów. O czym to świadczy?

  • Tomek M.

    Jeśli chodzi o meritum wpisu – pomysł z hackatonem jest bardzo dobry, bo sprawdza właśnie zdolności komunikacyjne. (Fakt, że nie da się w ten sposób zrobić niczego dużego – choć i tu mogą się zdarzyć niespodzianki, jeśli przypadkiem zespół się zgra. Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.)

    Nie zgodzę się, że 4 godziny to za mało czasu – jeśli programista potrzebuje 4 godzin na rozbieg, a potem nie potrafi się przestawić z powrotem na myślenie o czymś innym, to znaczy, że ma problemy z organizacją pracy i do pracy zdalnej się nie nadaje.

    Owszem, jest ryzyko, że kandydat może się specjalnie spiąć i zorganizować na te parę dni, a potem w codziennej współpracy wyjdzie, że jednak dłużej to on tak nie potrafi. Ale tego się nie da wyeliminować, niestety.

    Co do historyjek opowiadanych przez przedpiśców – długo można opowiadać. Dorzucę też swoje trzy grosze.

    Jestem programistą-samoukiem z nietypową specjalizacją (Perl, SQL/MySQL/PostgreSQL, HTML/CSS/JavaScript). W tej chwili, z braku ofert dla perlowców, zamierzam się przekwalifikować – uczę się Javy i Oracle.

    Mam kilkanaście lat doświadczenia jako programista, a przez ostatnie kilka lat zajmowałem się programowaniem usług webowych w rodzaju systemów CRM dla call center, systemów wysyłek masowych email/SMS, obsługi konkursów SMS-owych – ogólnie, rzeczy wymagających wiedzy w zakresie protokołów internetowych, VoIP, wymiany danych z operatorami GSM)…

    … ale nie mam wyższego wykształcenia, więc już na dzień dobry skreśla mnie wiele firm. I nie ma znaczenia, że mam za sobą po kilka lat nieukończonych studiów na dwóch kierunkach, z czego jeden informatyczny, z dobrą średnią – tego nawet nie ma gdzie wpisać, brakuje na to pól w selektorach: ma się albo wykształcenie średnie, albo wyższe.

    A w przypadku ofert w portalach w rodzaju Pracuj.pl nie mam nawet możliwości odpowiedzieć na ofertę, bo sam mechanizm portalu blokuje wysyłkę, skoro w profilu mam wpisane średnie, a oferta wymaga wyższego. :-P

  • Aleksander

    Hmm.. Panie Micheal, od Pana śmierdzi prowizorką i nawet znajomość czterech języków nie robi na mnie wrażenia (tak wygooglałem Pana). Jako programista nie zatrudniłbym się u Polaka po zarządzaniu i to jeszcze do pracy zdalnej. Jak już ktoś wspomniał w komentarzu – traktujmy siebie poważnie i rozmawiajmy otwarcie o pensji (najlepiej rocznej dużo$/year, tak jak to ma miejsce w cywilizowanych krajach). Jeżeli nie przyświeca nam maksyma ‘w dupie to mam’, jeżeli uczciwie studiujemy, zdobywamy zawód – i nie mam tu na myśli studiów zaocznych czy wieczorowych, tylko co najmniej 5 lat ciężkiej pracy to nie tylko potrafimy wykonywać całkiem szerokie spektrum zadań, ale i w trakcie jednego spotkania potrafimy ocenić czy potencjalny kandydat jest odpowiednią osobą na dane stanowisko. Taki drobny offtop – rekrutacja Google jest dwuetapowa (45min rozmowy telefonicznej, a następnie w ciągu jednego dnia odbywa się pięć jednogodzinnych spotkań z inżynierami w siedzibie firmy), do Nvidii i Facebooka napotkamy jednogodzinną rozmowę techniczną (z kodowaniem online, bądź zadaniami programistycznymi do nadesłania zaraz po właściwej rozmowie), londyńskie City (działy IT dużych banków) po wypełnieniu testów online zapraszają na rozmowę i zwracają koszty przelotu i jednodniowego pobytu w Londynie na czas właściwego procesu rekrutacyjnego. Duże firmy potrafią skutecznie zatrudniać – a tutaj? dużo straconych godzin w ciągu tygodnia i weekend w opłaconym hotelu tylko po to aby móc potem pracować zdalnie. Ja się na to nie piszę.

  • http://www.basic-soft.pl Bassman

    Jestem sam sobie szefem prowadząc własną działalność, specjalizujemy się w pisaniu systemów dla stacji paliw. kończyłem studia 3x, a to przez wojsko, a to przez inne sprawy i zawsze będe pasjonatem programowania a nie robotnikiem. Teraz jestem po prestiżowych targach na których wystawialiśmy nasz produkt i nie moge się doczekać odpalenia pierwszych beta testów nowego projektu… Pieprzyć zbędny papier, pasja się liczy …

  • http://www.basic-soft.pl Bassman

    Asmodemus: Bardzo zły pomysł (ale jak to w życiu – może się udać). Największe szanse w długoterminowej współpracy daje chyba wiek kandydata. Taki powiedzmy dobry programista 30+. Żona, dziecko(dzieci?), kredyt… Dostaje kasę za to co robi od powiedzmy +- 10 lat i jak jeszcze jest w stanie coś zrobić w “nowych” technologiach to bajeczka – tzn jeszcze nie zardzewiał. Brałbym w ciemno! No ale taki człowiek “nowymi technologiami” się nie naje, ani też nie powie w domu, wiesz kochanie nie będzie mnie w domu przez tydzień bo robię sobie taki społeczny konkursik. Młody z ideałami pójdzie na ten trik, ale prędzej czy później jebnie zabawkami bo proza życia go zaskoczy. Okaże się, że owszem, nowe technologie i bajery, ale firma ma kasę z systemu napisanego X lat temu, w “jakimśczymś”, wszyscy to widzieli, wszyscy wiedzą, że to jest zło, ale nikt tego zmieniał nie będzie. Wtedy taki młody wilk krzyknie ze swojego pokoju – tak, żeby słyszeli go w innym – Mamo! Oszukali mnie, mam ich w dupie i już nic dla nich nie zrobię! OK synek, nie martw się, zapłacę Ci za telefon… Bo co go tam trzyma?

    hahaha dobre …

  • Paweł

    Paweł: Your comment is awaiting moderation.

    Ja nie jestem autorem tego komentarza, a mam taki komunikat + treść komentarza („etacik, korpo, min 10k na rękę”). Coś się zepsuło w moderacji czy to efekt takich samych nicków?

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    mz: na ta chwile nie wiem wiec kogo poszukujecie ale na pewno nie mnie

    Szczerze ? Po tym jednym komentarzu też bym cię nie zatrudnił:

    a) małe doświadczenie
    b) ignorancja lub celowe popisywanie się
    c) brak umiejętności analizy sytuacji
    d) koszmarne nawyki i wyciąganie wniosków po tym po czym akurat dobry programista nie powinien

    napisałem bez złośliwości.

  • gosc

    Praca zdalna to kolejny marketingowy chwyt skierowany wobec pracowników, który ma na celu wyłącznie obniżenie kosztów pracodawcy. Taki rodzaj pracy być może sprawdzi się przy głupawym klepaniu kolejnych formatek, w małym projekcie, ale na pewno nie w dużym projekcie, gdzie niemal codziennie są poruszane trudne kwestie dotyczące chociażby optymalizacji wymagające meetingów przy tablicy z flamastrem i nierzadko gorących dyskusji;). Zresztą, kto pracuje w domu mając np dwójkę małych dzieci w wieku przedszkolnym?

    • czytelnik

      Ja :) Dzieci chodzą do żłobka i szkoły. W dzień siedzę w domu i pracuję (jako programista). Wraz ze wspólnikiem ruszyliśmy niedawno z firmą. Wcześniej robiliśmy również razem ale na zlecenia. Nie mam powodów no narzekania, robimy własny projekt + inne zlecenia.

  • http://blog.kamilbrenk.pl Kamil

    Zaproponowany hackathon nie jest najlepszym pomysłem z mojej perspektywy – jestem zbyt leniwy i cenię sobie swój czas. Jak będę miał za dużo wolnego czasu to wezmę kolejne zlecenie, przysiądę nad własnym projektem, napiszę coś open source, poczytam książkę czy w końcu wyjdę na piwo ze znajomymi. Taki hacathon miałby jedynie sens przy większej firmie ze świetnymi perspektywami lub gdyby chociaż podano widełki wynagrodzeniowe. Wtedy można by zastąpić aktualne określenie tej formy rekrutacji z „naciągana oferta” do „inwestycja”.

  • Rafał

    Do piszących coś o dolinie i różnicy w podejściu… Podstawowa jest po stronie pracodawcy. W Stanach standardem są pakiety akcji które dają szanse na ogromne zyski w przypadku sukcesu co może kompensować ryzyko. Tutaj Pan Michael proponuje wyzwania bo niby gdzie indziej ich nie ma… Dopóki to się nie zmieni u nas to będzie jak jest i takie firmy będą miały problem z rekrutacją.

    • Paweł

      Nie umiem teraz znaleźć tego, ale jakiś miesiąc temu krążył wpis na blogu dokładnie na ten temat. Napisze w skrócie o co chodziło.
      Jeżeli, ktoś bierze akcje na początku to powinien być traktowany jak cofounder.
      Cofounder = duże ryzyko, praca na 200%, za darmo. Ludzie z podejściem takim, jak napisałem wcześniej po miesiącu dadzą sobie spokój, a prawdziwy założyciel zostanie z ‘intruzem’, który ma akcje i już nie pracuje.
      Bierzesz akcje = bierzesz ryzyko

  • i

    Ad Przypadek 1
    Nie chciałabym (wpół)pracować z kimś, kto zlewa maile ode mnie. Może od siebie też zaczniesz wymagać i okaże się, że część problemów „sama” się rozwiąże?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    @Tomasz Smykowski – idea jest taka, aby właśnie poświęcić ten tydzień i spróbować znaleźć zespół w ciągu tygodnia a nie wielu miesięcy okresów próbnych, docierania się, itd.

    @Jacek Artymiak – ja też nie wiedziałem, co to jest Tornado :-) Dzięki za wsparcie w komentarzach :-)

    @Filip Bartłomiej Misiewicz – dużo słabych doświadczeń, chyba nawet gorszych od moich :-/ Niestety po nastrojach w komentarzach widać, że postawa roszczeniowa ma się dobrze niestety…

    @ Asmodemus – może faktycznie ktoś 30+ jest mi potrzebny, który zna „nowe technologie” i który jednak pracę szanuje i chce się czegoś jeszcze nauczyć… ale młodzi fajni też się zdarzają

    @ Frędzel – fajne sugestie! Dzięki! Pomyślimy o tym i może faktycznie zrobimy GPL – dzięki za ten merytoryczny komentarz – o takie mi po tym wpisie chodziło! :-)

    @c-real – trafne spostrzeżenie – muszę popracować nad pytaniami otwartymi :-)

    @Tomek M. – jak pisałem wyżej, wykształcenie jest istotne jak każdy inny czynnik ale nie ma decydującego znaczenia – co do Hackathonu – to chodzi właśnie o szybkość działania, komunikację i spotkanie „w realu” na weekend ma nas poznać lepiej i zobaczyć lub „odczuć” prawdziwą chęć działania i nastawienie do pracy.

    @Aleksander – właśnie o to chodzi – praca jest dla kogoś KOMU SIĘ CHCE, kto CHCE pracować zdalnie, kto CHCE pracować w małej firmie o globalnym zasięgu a nie w dużym korpo, dlatego jeśli „śmierdzi ode mnie prowizorką” i taie osoby jak ty nie są zainteresowane, to właśnie dobrze :-)

    @Bassman – tak, pasja, drive, chęci – to się liczy! :-)

    @Rafał – ryzyko? Jakie ryzyko? W firmie która od 5 lat z powodzeniem sprzedaje na cały świat i z roku na rok się rozwija i ma klientów? Ryzyko jest w startupie, który klonuje Facebooka i nie przewiduje przychodów na najbliższe kilka lat. Ja nie rozwijam firmy na sprzedaż lub giełdę – ja tworzę wielo-letnią firmę, która chce odnosić coraz większe sukcesy na świecie.

    @Reszta:

    Poddałem w tym artykule pod dyskusję pomysł hachathonu aby dowiedzieć się co o tym sądzicie i czy macie jakieś pomysły jak zrobić to czymś atrakcyjnym dla programistów. Post okazał się sukcesem, bo wiele osób dało merytoryczne komentarze. Za te bardzo dziękuję!

    W artykule nie ma nic o stawkach, widełkach i innych rzeczach właśnie po to, aby skupić się na koncepcji hackathonu i jego sensowności a nie na tym ile kto będzie zarabiał. Problemem nie są pieniądze, bo u mnie ludzie na zarobki nie narzekają. Problemem jest nastawienie, chęć pracy na odległość i przede wszystkim pasja, której wielu ludziom po prostu brak! Życzę wszystkim więcej pasji w 2012 roku :-)

  • Adam

    Jestem programistą z wieloletnim stażem, nigdy nie miałem swojej pracy w d.., czuję się doceniony w pracy i nie zamierzam jej zmieniać.
    Jak widzę wpis typu jesteśmy super firmą, będziesz miał szczęście jeżeli będziesz mógł pracować dla nas, a z drugiej strony proponuje mi się pracę w weekend za jedzenie i pokój w hotelu, bez podania informacji co właściwie mnie czeka jeżeli pozytywnie przejdę ten etap, jest jak dla mnie niepoważnym podejściem.
    Chociaż będąc zaraz po studiach pewnie by mi się ta oferta spodobała, obecnie jednak skoro ja poważnie podchodzę do swojej pracy to wymagam aby także pracodawca poważnie podchodził do mnie.

    • Adam

      Zapomniałem dodać, że ja jestem właśnie 30+ i pracuję w dużej firmie i śmieszą mnie wpisy typu „może faktycznie ktoś 30+ jest mi potrzebny, który zna “nowe technologie” i który jednak pracę szanuje i chce się czegoś jeszcze nauczyć”, ja w swojej pracy muszę właściwie ciągle się kształcić.
      Taka moja osobista rada do młodych programistów, najpierw popracujcie w dużej firmie programistycznej, ale nie za dużej :),w takiej gdzie macie rzeczywisty wpływ na to co robicie,a dopiero później aplikujcie do małej firmy.
      Z mojego doświadczenia wiem, że duże firmy przeznaczają nieporównywalnie więcej pieniędzy na rozwój i badania, czyli na to co misie lubią najbardziej :).
      Javascipt, pomimo istnienia jquery i innych cudów, nie jest specjalnie innowacyjną technologią, chociaż bardzo modną.

  • Waszer

    Rafał: W Stanach standardem są pakiety akcji które dają szanse na ogromne zyski w przypadku sukcesu co może kompensować ryzyko.

    No tak ale zauważ, że taki układ można proponować we wczesnym etapie tworzenia produktu. Wówczas każda ze stron ponosi jakieś ryzyko. W momencie, gdy produkt już istnieje na rynku i ma swoją pozycję, niedorzeczne byłoby dawanie udziałów w firmie nowemu w zespole programiście za napisanie modułu do wystawiania faktur. Nie byłoby to uczciwe wobec tych, którzy uczestniczyli przy tworzeniu.

    Ogólnie na incjatywę Michała – Hackathon zapatruję się jako na formę promocji swojego produktu czy też samej firmy a nawet osoby. Ja raczej bym nie ryzykował takiej formy. Przytaczany do weryfikacji google bywa okrutny. I tak patrząc na komentarze powyżej, większość zapatruje się na to dość nieufnie, wręcz zarzucają nieuczciwość, mimo że nie wiedzą co z czym. Może być tak, że googlując zostanę odesłany właśnie do tego artykułu na antyweb, po czym po komentarzach będę mógł wyciągnąć fałszywe wnioski, że ludzie nie chcą pracować w tej firmie, czy z nią musi być coś nie tak .

  • http://www.kartgrafe.pl/ intervojager

    Problem z programistami wynika z tego iż w Polsce mamy nisi poziom kształcenia informatycznego. Nikt nie powinien posługiwać się terminem iż jest informatykiem, o ile nie potrafi skonfigurować sieci LAN i wi-fi, podłączyć zasilacz do płyty głównej komputera, i napisać strony internetowej w oparciu o CSS-bo posługiwania się pakietem biurowym uczą już w podstawówce. Niestety nasz system edukacji informatycznej wypuszcza co roku nie douczonych informatyków. Co z tego iż w programach studiów mieli PHP, czy C+, kiedy tej wiedzy nie wymaga się na na egzaminach końcowych i semestralnych?. Kolejny problem to nie przystosowanie programu nauczania co do oczekiwań pracodawców. O ile jeszcze uczelnie państwowe utrzymują jeszcze pewien poziom nauczania-to w uczelniach prywatnych różnie to bywa.

    P.S. Swoją stronę zrobiłem samodzielnie, po kursie z grafiki komputerowej i dwumiesięcznej samodzielnej nauki CSS na „wolnym” oprogramowaniu(qanta+). Teraz uczę się jak przystosować ją do urządzeń mobilnych.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=759260843 Anonim

      Po pierwsze, informatyk to szerokie pojęcie. Szukają programisty/dewelopera, on nie musi umieć podłączyć zasilacza do komputera.
      Po drugie, twoje P.S. i zerknięcie na stronę o której piszesz każe mi mniemać, że nie masz podstaw merytorycznych do oceny poziomu kształcenia informatycznego. Przepraszam za szczerość, ale nie mogłem się powstrzymać.

    • Adam

      Twoja strona to bida z nędzą :)

  • http://voipbilling.pl Michał

    Dziwne podejście ;)

  • Janusz

    Z wiekszości komentarzy „programistów” jawi sie obraz sytuacji w ktorej kazdy programista jest Bogiem C# i Maradoną Ruby on Rails, oczekuje wiecznych wyzwan na miare projektowania sieci neuronowych i najchetniej codziennie w pracy od 9 do 16 (czas wolny! hellooo!) z przerwa na kawe i lunch ratowalby swiat…

    Skoro kazdy chce wielkich wyzwan to kto koduje html dla Google? Ciekawe ilu programistow uwaza, ze ich umiejetnosci sa powyzej sredniej – 99%?:)

    Najbardziej rozbawil mnie komentarz: „jeżeli uczciwie studiujemy, zdobywamy zawód – i nie mam tu na myśli studiów zaocznych czy wieczorowych, tylko co najmniej 5 lat ciężkiej pracy to nie tylko potrafimy wykonywać całkiem szerokie spektrum zadań (…)”.

    Po 5 latach studiow, jesli nie jestes wsrod 2-3% wybitnych jednostek, to jako progamista, z punktu widzenia pracodawcy, nie umiesz praktycznie niczego.

    • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

      +1

    • czytelnik

      +1 :)
      Ja jako współwłaściciel w firmie wiem, że nigdy, szukając programisty, nie będziemy w ogłoszeniu pisali wymagamy wykształcenia wyższego, najlepiej technicznego :)
      Sam męczę się jeszcze niezmiernie na studiach wieczorowych (za 2 miesiące obrona inżynierki) i wiem, że czas i pieniądze poświęcone na studia mógłbym lepiej zainwestować. Obaj jesteśmy pasjonatami programowania, ale w pewnym wieku trzeba też zacząć myśleć o kasie anie tylko przyjemności (rodzina i te sprawy). Gdybym trafił na ogłoszenie, wyjedź z nami blabla – nie zdecydowałbym się. Jesteśmy w trakcie tworzenia, dużego projektu, naszego własnego. Póki co praca zdalna jaką wykonujemy się sprawdza. Wiemy jednak, że wraz z rozwojem takie rozwiązanie się nie uda. Ktoś już pisał tu o konieczności spotkań, rozmów, tablica i marker:)
      Jako programista z 7 letnim stażem mogę powiedzieć, że programiści są dziwni:) Jest to chyba jeden z najdziwniejszych typów ludzkich. Wiadomo, że każdy z nas chce zarabiać jak najwięcej. Problem w tym, że słabo opłacony i zmotywowany programista narobi więcej szkód niż pożytku. Często lubią godziny pracy inne niż reszta społeczeństwa.

  • jejejej

    zatrudniamy programistów – etat w trybie telepraca od ładnych paru lat ale rozwiązanie typu hackathon to dla mnie zupełny bezsens.

    1. nigdy bym nie pozwolił komuś pracować dla mojej firmy za darmo, nawet stażysta powinien dostać wynagrodzenie.

    2. większość najlepszych pracowników to ci z polecenia, tzn staramy się wychwycić osoby które mogą być wartościowe zanim same nas znajdą

    3. zwykle zaczynamy współpracę od małych zadań płatnych, na poziomie trudności który ustalamy z potencjalnym pracownikiem. sprawdzamy:

    - jak wygląda zaangażowanie
    - jak wygląda komunikacja
    - jak wygląda jakość pracy / efekty

  • Jacek Żebrowski

    Według mnie utopijnym jest oczeiwanie efektywności od pierwszego dnia pracy.

    Odnoszę wrażenie że sam jesteś developerem, ustanowiłeś flow pracy w firmie. Masz bardzo wysokie wymagania co do wydajności pracy – ciekaw jestem czy pracownikom pracującym w domu zapewniasz soft i hardware do pracy.

    Wymagając pracy zdalnej wymagasz ponadprzeciętnej dostępności zaburzasz pracownikom work/life balance, oraz zdecydowanie utrudniasz komunikację oraz przepływ kompetencji… i dziwisz się że ten model nie działa.

    Co do hackthonów – nie lubię wyścigów które w właściwą pracą mają niewiele wspolnego – kodowanie na wyściki w prawdziwych projektach kończy się źle.

    Podsumowując – nie chciałbym pracować w takich warunkach – a jeśli już, tylko i wyłącznie dla kasy.

  • Jacek Żebrowski

    Dodatkowo wymagasz żeby ktoś podzielał Twoją wizję i był zaangażowany równie jak Ty pracując na etacie – mylisz pracownika ze wspólnikiem….

  • Łukasz

    Nie podoba mi się pomysł takiego hakatonu :)

    Generalnie to może opis z „drugiej strony”, czyli krytyka polskich pracodawców:
    - duże wymagania a śmiesznie płacą, co często zasłaniają różnymi ściemami typu „taki jest rynek”, „to są innowacyjne projekty” itp. Pieniądze za pracę to podstawa, zwłaszcza dla ludzi poważnych. Jak byłem studentem to robiłem wiele takich projektów „za free”, po których miałem ogromny niesmak później – bo czułem się wykorzystany. Albo dostawałem jakąś śmieszną kasę, którą mógłbym zarobić na kasie w tesco pracując de facto mniej.

    - brak informacji nt. płacy na wstępie – takie coś pozwala odsiać ludzi, nie tracimy wspólnie swojego czasu – po co mam przyjeżdżać i rozmawiać, czarować itp. jeśli nie chce zapłacić tyle co ja chcę wziąć?

    - czasem śmieszny proces rekrutacji, który jest szablonowy (pytania z rozdzielnika, zero gadki. Np. zadawanie pytań w stylu „jakie są parametry funkcji X”, brak screeningu telefonicznego jest moim zdaniem dużym błędem, bo po krótkiej rozmowie na pewno da się wiele choćby o nastawieniu dowiedzieć, już nie mówiąc że da się wyłuskać ściemy w CV.

    - brak informacji na temat środowiska i zasad pracy (np. scrum? narzędzia, ścieżka projektu itp)

    - brak informacji na temat ścieżki rozwoju (tzn. gdzie będę za rok, dwa, trzy) – nie interesuje mnie ciągła „praca nad innowacyjnymi projektami”, bo praca 3 lata na tym samym frameworku, na tych samych bibliotekach innowacyjna nie jest.

    - ukrywanie że się jest fabryką kodu (klepaczownią)

    To takie szybkie myśli.

    I nie ma co narzekać, że programiści są jacy są – rynek jest głęboki, o pracę łatwo, trzeba to zaakceptować i dać coś więcej.

  • c-real

    @Michael Śliwiński: tak, to się sprawdza. Niektórzy sami wiedzą co mają robić a jak nie wiedzą to pytają. A niektórzy nie pytają, i nie jest to nic złego, czasem tak mamy. Polecam audycje z cyklu Psychologia Biznesu w TOK FM, jest materiał do pobrania i duuużo takich ciekawostek. No i świetny prowadzący więc miło się słucha : )

  • Rafał

    @Michael: „@Rafał – ryzyko? Jakie ryzyko? W firmie która od 5 lat z powodzeniem sprzedaje na cały świat i z roku na rok się rozwija i ma klientów?”

    Tak – ryzyko – oczywiscie jesli jestes absolwentem to nie ma problemu ale wlasnie o to chodzi czy naprawde ich szukasz? Bo jesli nie to wez pod uwage, ze np. dla kogos takiego jak ja (10+ lat doswiadczenia, stabilna i dobra obecna sytuacja tak zawodowa jak i finansowa w kazdej firmie w ktorej bylem (w kazdej ponad kilka lat) wyrazna sciezka progresji, znajomi w kilku innych firmach do ktorych ewentualnie mozna by sie rozgladac i raz na czas nagabywanie z firm innych via LinkedIn w tym rozne znane marki itp przejscie do Twojej firmy bylo by BARDZO ryzykowne:
    1. Kto wie jak sie nam ulozy wspolpraca
    2. Kto wie co bedzie z tym produktem za kilka lat skoro jest w segmencie gdzie podobnych produktow sa tysiace
    3. Kto wie jak bedzie wygladal rozwoj – obecny produkt to jedno – co bedzie nastepne, co bedzie za kilka lat?
    4. Jak by nie bylo „benefity” nie beda jakies niesamowite a brak akcji nie daje szans na zadna „premie za wklad”
    itp itd

    Do tego nawet z opisu firmy i produktu wyglada, ze nadal mimo wszystko jest to firma i produkt na dorobku – fakt, ze masz takie doswiadczenia z rekrutacja rowniez na to wskazuje (nawet fakt, ze sam ja prowadzisz) – wiec jak najbardziej – dla kogos kto „umie to i tamto” oferta zabawy przez tydzien z obietnica wyzwania jest bardzo slabo atrakcyjna (naprawde jest DUUUZO firm robiacych bardzo ciekawe rzeczy – i wiele z nich robiacych sorki ale duzo ciekawsze rzeczy niz systemy do zarzadzania czasem zadaniami czy projektami).

    Woec ja radze wziasc te opinie pod uwage, zdefiniowac swoj target i do niego dostosowac proces rekrutacji – polecam tez to:
    http://www.joelonsoftware.com/articles/FindingGreatDevelopers.html
    „The great software developers, indeed, the best people in every field, are quite simply never on the market.

    The average great software developer will apply for, total, maybe, four jobs in their entire career.”

  • ziew

    To jak to w końcu jest> Firma rok rocznie się rozwija od 5lat, a zatrudnia 3 programistów? :) Coś tu się nie zgadza.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1007477053 Filip Bartłomiej Misiewicz

    A ja jeszcze 3 grosze. Załóżmy, że chcemy zrobić grę na Facebooka. Ot na przykład jak dziś realizuję – sudoku.
    2 tygodnie pracy programisty + poprawki tydzień + 1/4 etatu kogoś typu menadżer… zakładając, że stawki rynkowe to 10k to + grafik + podatki (pracownik + Vat dla klienta) ni cholery nie idzie tego zrobić poniżej 15k.
    A teraz realia: NIGDZIE na Polskim rynku nie sprzedacie czegoś takiego za 15k. Rynek to albo duże agencje, które mają całościową obsługę i wynajmują freelancerów po tysiaka – dwa, albo marzący o byciu Zuckerbergiem zjadacze chleba na oferii, którzy maks dają 5 tysiaków, bo „za 10k to można mieć cały portal”…
    Tak, oddziały zagranicznych firm, pojedyńcze etaty w korpo – może i tam stawki są 10k 15k i więcej.
    Ale żaden startup, żadna firma robiąca aplikacje dla klientów programisty > 5k nie zatrudni. Science-fiction.

    • Rafał

      Wlasnie dlatego takie firmy powinny dawac akcje, a ja nie daja to pracuja u nich niedouczeni desperacji.

  • Tomasz M

    Na wstępie – nie podpiszę się nazwiskiem, bo zamierzam jeszcze popracować w zawodzie, a ludzie bywają małostkowi. Jestem programistą dobrze po trzydziestce, z dwójką dzieci i kredytem hipotecznym. Pracowałem w korporacjach oraz jako freelancer sprawdzając się w obydwu modelach (wnoszę to po długości każdej współpracy i wynegocjowanych stawkach).

    Wiele osób wypunktowało w komentarzach, dlaczego Twój sposób poszukiwania programisty jest skazany na niepowodzenie, choć te osoby niezupełnie rozumieją Twój cel, którym jest stworzenie produktu, który da się stworzyć i sprzedać przy najniższych kosztach, co zrozumiałe. Dobra praktyka inżynierska jest na dalekim planie.

    Nigdy nie zdecydowałbym się na współpracę z Tobą, bo robisz na mnie wrażenie zawodowego ściemniacza, których w tej branży jest bardzo wielu. Nie mam na myśli nierzetelności finansowej, tylko podejście do ludzi i ich pracy. To szczerość, nie złośliwość – sądzę, że wiedza o tym, jak wyglądasz w oczach wielu potencjalnych (współ)pracowników jest warta chwilowej przykrości.

    Do powyższych komentarzy mogę dodać jedną radę – nie rekrutuj programistów samodzielnie, wynajmij do tego kompetentną osobę ukierunkowaną technicznie (do której to osoby masz elementarne zaufanie) i nie wtrącaj się do rozmów oraz do procesu rekrutacji. Zwłaszcza powstrzymaj się od usprawniania procesu rekrutacji metodami zarezerwowanymi dla rekrutacji sprzedawców. Twojej firmie może to wyjść tylko na dobre, o ile tylko planujesz wieloletnią obecność i stopniowe budowanie marki.

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    Rafał: Wlasnie dlatego takie firmy powinny dawac akcje, a ja nie daja to pracuja u nich niedouczeni desperacji.

    Akcje (udziały) dostają współzałożyciele. To co masz na myśli to opcje na akcje. Firma Michała istnieje już od kilku lat. Nie wiem dlaczego miałby rozdawać udziały na dzień dobry każdemu. Na to trzeba zapracować.

    • Rafał

      „Nie wiem dlaczego miałby rozdawać udziały na dzień dobry każdemu. Na to trzeba zapracować.”

      A czy ja mowie o rozdawaniu udzialow/akcji na dzien dobry? Daje sie to stopniowo i systematycznie i daje sie to rowniez w firmach ktore istnieja duuuzo dluzej niz firma Michala – rowniez po to by ich utrzymac. A dla malej firmy na dorobku to chyba jeden z lepszych sposobow zeby sciagnac i utrzymac naprawde utalentowany i stabilny zyciowo zespol a nie jakies sorki ale eventy dla absolwentow :)

  • http://texy.co Jacek Artymiak

    Zastanawiam się ilu krytyków przeczytało ogłoszenie, ktore zamieścił Michał i wien np. co to jest NodeJS i napisało jakiś działajcy do tej pory produkcyjny backend z wykorzystaniem tego softu?

    • patafon

      Napewno ci, którzy bedą się o tę posadę starali. Co to za pytanie w ogóle?

  • http://blog.kamilbrenk.pl Kamil

    intervojager: P.S. Swoją stronę zrobiłem samodzielnie, po kursie z grafiki komputerowej i dwumiesięcznej samodzielnej nauki CSS na “wolnym” oprogramowaniu(qanta+). Teraz uczę się jak przystosować ją do urządzeń mobilnych.

    Ładna prowokacja, na bank nie zrobiłeś samodzielnie tak zajebistej strony!

    Ps. a ja jednak jestem za tym, by zamiast być „informatykiem” w sieciach, programowaniu, grafice i każdej innej dziedzinie – skupić się na jednym i w tym być najlepszym :)

  • Marcin

    Ja autorowi polecam stronę 37signals, jest tam książka, w której autor opisuje swoje sposoby rekrutacji na stanowiska i do pracy mobilnej. Myślę, że autora nie trzeba rekomendować, bo każdy chyba zetknął się z ich produktami, chociażby ze słyszenia.

    Co do pomysłu hackatonu, też jakoś tego nie widzę.

    Pozdrawiam
    Marcin

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000477132175 Agnieszka Kobylińska

    P.S. Swoją stronę zrobiłem samodzielnie, po kursie z grafiki komputerowej i dwumiesięcznej samodzielnej nauki CSS na “wolnym” oprogramowaniu(qanta+). Teraz uczę się jak przystosować ją do urządzeń mobilnych.

    Przepraszam, ale Twoja strona dobitnie utwierdza mnie w przekonaniu, że można robić kurs programowania, grafiki, itp, ale i tak nie mieć o tym zielonego pojęcie. Posiadać wiedzę, a potrafić ją wykorzystać to 2 rózne sprawy.

    • http://www.facebook.com/profile.php?id=100000477132175 Agnieszka Kobylińska

      Jak to jest prowokacja to się nabrałam ;-)

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    Pomysł z Hackathonem polegał na tym, aby szybko zwiększyć cały zespół, bo przed nami nowe wyzwania produktowe (natywne appki na prawie wszystkie platformy w JS), które są w zaawansowanej fazie, ale trzeba skończyć i dalej pociągnąć całym zespołem. Jest programistów 3 a chciałbym aby było przynajmniej dwa razy więcej i to szybko, a nie każdego po kolei zatrudniać i wdrażać po kolei przez kolejne miesiące. Nie jest celem Hackathonu wyciągnięcie od kogoś pracy za darmo, ale znalezienie fajnych ludzi na długi czas do pracy.

    Rekrutację prowadzę osobiście, bo to nie jest duże korpo ale mała ambitna firma, której kierunek wyznaczam razem z moim CTO.

    Rozumiem Wasze podejście do pomysłu „z rezerwą” bo i też o to chodziło aby sprawdzić jaka będzie reakcja ludzi. Ciągle mam dylemat z tym pomysłem pracy na odległość przez pierwsze cztery dni – to znaczy – jeśli za darmo – to wrażenie jest, że cała praca ma być za pół darmo… ale jeśli za jakieś tam symboliczne pieniądze, to będzie problem, że „za mało daję”, a jeśli za pieniądze rynkowe, to zamiast kandydatów do pracy dostanę ludzi, którzy tylko chcą się zabawić i sobie zarobić. Dlatego obstaję za „darmowym” hackathonem z możliwością pracy za dobre pieniądze w przyszłości. Do odważnych świat należy.

    Co do samej pracy na odległość, jak opisywałem w moim poprzednim artykule „Antypraca”, taki jest nasz sposób działania i szukamy ludzi, którzy właśnie tak chcą pracować. Jak ktoś potrzebuje biura i nie chce pracować na odległość – nie pasuje do nas i to jest OK.

    Z drugiej strony – często procesy rekrutacyjne trwają miesiącami – co wkurza rekrutowanych – w moim przypadku jest:

    1. Zgłoszenie
    2. Tygodniowy hackathon z weekendowym wyjazdem
    3. i odpowiedź.

    Czyli w ciągu niewiele ponad tygodnia jest jasna sprawa czy i jaka praca jest. Mi się wydawało, że to też ciekawe i dobre od tej drugiej strony, ale może jestem naiwny. :-)

    • Tomasz M

      Zrób dokładnie taką samą rekrutację w jednym państw tzw. Starej Europy i opowiedz tu, kto się zgłosił i jakie są efekty jego pracy.

      Wydaje mi się, czy wcześniej „hackathon” był czterodniowy? Daj znać, gdy rozciągniesz go do miesiąca. Nie wątpię, że chętnych znajdziesz, bo z przyczyn geopolitycznych w Polsce żeruje się na ludziach łatwiej, niż bardziej na zachód. Na Ukrainie wróżę Ci jeszcze większą karierę.

    • Rafał

      Podejscie nie jest z rezerwą – mysle, ze sygnal jest raczej taki, ze zaden naprawde doswiadczony i szanujacy sie profesjonalista nie pojdzie na taka szopke do firmy „na dorobku” ale za to bez perspektywy akcji :)

      Juz nie mowie o nazywaniu kilkuosobowej firmy mianem praktycznie informatycznego tygrysa srodkowej europy ;)

      Ogolnie wiec mierz sily na zamiary – JAK NAJBARDZIEJ organiczny wzrost jest fajny – ale poprostu badzmy swiadomi wlasnych ograniczen i rowniez zdecydujmy sie kogo chcemy – dla studentow/absolwentow opcja „no office” raczej sie nie sprawdzi – rowniez dlatego, ze w pierwszej pracy powinni sie dopiero wszystkiego nauczyc (a zatrudniamy perspektywicznych i inteligentnych) a siedzac w domu wychodzi to slabiej niz siedzac obok kogos doswiadczonego – za to naprawde doswiadczeni ludzie nie beda sie raczej bawili w takie akcje chyba, ze w gre bedzie wchodzila slawa, wino i piekne kobiety :)

  • GDA

    Zajrzałem sobie na jego stronkę i poczytałem jego BIO. Już w pierwszej części, w tym samym zdaniu, w którym deklaruje „fluently speaks English, German, Spanish and Polish” pisze ni mniej ni więcej „he’s traveled and lived all around Europe”!!! „he’s traveled”??? w jakim to języku??? ponglisz? kali podróżować, podróżować jest bosko?

    Jeśli z niego taki programista jak deklarowany poliglota, to teraz rozumiem, dlaczego jakoś wszyscy aplikujący programiści okazują się jacyś tacyś niekompatybilni, nierozwojowi i ogólnie nierozgarnięci ludzie do kitu.

    Pewnie na takiej samej zasadzie, jak brak funduszy albo skąpstwo powodujące brak biura próbuje przykryć twierdzenie, on chce biura, tak pewnie oczekuje, że dojrzali ludzie, którzy przyjdą do niego pracować za uścisk dłoni prezesa debeściaka, swoim dzieciom, kiedy usłyszą, że one są głodne, odpowiedzą: NIE BĘDZIEMY SIĘ OBŻERAĆ, BO NIE CHCEMY.

    Jak on może oczekiwać, że przyciągnie najlepszych ludzi, skoro już na etapie rekrutacji chce ich oszukać i wykorzystać???

  • Jami

    jeśli za pieniądze rynkowe, to zamiast kandydatów do pracy dostanę ludzi, którzy tylko chcą się zabawić i sobie zarobić.

    dlaczego uważasz, że jak zaproponujesz pieniądze za 4 dni pracy to zgłoszą się tylko osoby nastawione na szybki zarobek ?

    Chyba lepiej zaproponować jakieś pieniądze niż mieć tylko kandydatów, którzy nie mają w tej chwili żadnej pracy (bo chyba nikt kto by ją miał nie pisałby się na takie coś bo musiałby na tydzień brać urlop, w którym zamiast wypoczywać by pracował) i na Twoje zawołanie pojadą na tydzień pracować za darmo.

  • Tomasz M

    W rozwinięciu „he has” traveled. Bogiem a prawdą, Michael (heh) po angielsku pisze bardzo dobrze.

  • Jami

    bo wiadomo, że Ci, którzy są dobrzy w tym to mają najczęściej już pracę

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    @Jami – właśnie w pomyśle Hackathonu chodziło o to, aby nikt nie brał urlopu ale popracował „popołudniem” po pracy te max 4 godziny dziennie i aby potem na weekend mógł przyjechać.

    Ideą było, żeby nie brał urlopu tylko się spróbował „po godzinach” – taki był pomysł.

    @Tomasz M – tak, „he’s traveled = he has traveled” – GDA nie skumał – przy okazji, dzięki za komplement, szczególnie ciekawa zmiana po Twoich wcześniejszych komentarzach…

    Nawiasem mówiąc: Poddałem tutaj w tym poście pomysł hackathonu i oczekiwałem konstruktywnych opinii a nie zwyzywania od naciągaczy i oszustów, ale trudno, przyjmę na klatę jak trzeba. Myślałem, że pomożecie wypracować jakiś fajny model, który uważacie, aby był sprawiedliwy i pomógł mi osiągnąć cel – czyli powiększenie szybko zespołu. Takie miałem oczekiwania, ale jak widać zostały one zweryfikowane przez naszą szarą polską rzeczywistość… szkoda…

    • Rafał

      Jesli Twoim celem jest rozbudowanie zespolu to:
      1. Daj ogloszenie o prace
      2. Zaproponuj warunki rynkowe+ i zaznacz to w ogloszeniu
      3. Odsiej najlepszych w procesie ktory bedzie uwzglednial obecnych czlonkow zespolu, yada yada yada…

      Naprawde polecam ten text Joel’a ( http://www.joelonsoftware.com/articles/fog0000000050.html „Whaddaya Mean, You Can’t Find Programmers?” )- szczegolnie czesc:
      „when somebody tries to sell something, if they are willing to accept the market price, they will be able to sell it, and when somebody wants to buy something, if they are willing to pay the market price, they will be able to buy it. It’s just a matter of both sides accepting the market price.

      The trouble comes when people are not realistic about market prices”

    • Łukasz

      Narzekasz.

      Podano Ci linki do mądrych ludzi którzy mają procesów rekrutacji za sobą wiele, moje skromne uwagi:

      - widełki (w UK wszystkie oferty je mają, po co czas tracić na ludzi za drogich / tanich)
      - screening przez telefon (eliminacja ściem CV, sprawdzenie zaangażowania, sposobu bycia takie tam psychologiczne sprawy, możesz pytać np. o zaangażowanie w projekty OS, albo o szczegóły dot. ciekawej biblioteki którą ktoś ogarniał ostatnio)
      - rekrutacja on site (pisanie kodu słabo się sprawdza, imho lepsze jest poprawianie błędów)
      - okres próbny

    • Tomasz M

      Ocena znajomości języka i ocena praktyk biznesowych to dwie różne sprawy, sądziłem, że to oczywiste. Nie krytykuję Cię jako człowieka, tylko jako biznesmena w tej konkretnej sytuacji i zdania nie zmieniam.

      Jedyny model, jaki wydaje mi się sensowny to zatrudnienie programisty, który wydaje się sensowny i zwolnienie go, jeżeli się taki nie okaże. To, co proponujesz, ma sens dla grupki bywaczy na konferencjach, bo wooow, hackathon, hack weekend czy co tam jeszcze, to takie trendy, cool i jazzy (nie wiem, jak się teraz mówi, stary jestem). Poważny facet o dużym doświadczeniu zawodowowym, a za takiego sie uważam, może to najwyżej zbyć wzruszeniem ramion. Ja pofatygowałem się jeszcze z pisaniem komentarzy, ale to wszystko.

    • http://texy.co Jacek Artymiak

      Ponieważ j. angielski nie jest dla Ciebie przeszkodą proponuję inną strategię. Założę się, że korzytasz z wielu narzędzi Open Source i pewnie przy rozbudownie też chcesz z nich korzystać, więc usiądźcie z proramistami i zastanówcie się czego Wam potrzeba (np. NodeJS, RabbitMQ, czy coś takiego) a potem zasubskrybuj listy mailingowe tych projektów i zapytaj czy mogą kogoś polecić. Odezwą się wtedy ludzie zaintereswani stosowaniem tych narzędzi w pracy i od tego może zacznie się konkretna rozmowa. Czasami warto też pooglądać strony projektów Open Source i poszukać wpisów i stron „Who’s using x” i wtedy możesz sprawdzić kto stosuje ten kod w praktyce. Może w ten sposób będzie szybciej? Zaczynaj od małych zleceń, potem je rozszerzaj a kiedy ktoś jest dobry, zaproponuj zatrudnienie. Hackaton zostaw na ten czas kiedy będziesz gotów opensourcować kawałek kodu Nozbe.

  • Waszer

    Michael Sliwinski: Takie miałem oczekiwania, ale jak widać zostały one zweryfikowane przez naszą szarą polską rzeczywistość… szkoda…

    Zorganizuj hotel na Florydzie a nie w Koziej Wólce, ewentualnie postaw namiot w Mountain View, tak żeby programiści z google zobaczyli co tracą i jak są głupi, że chce im się chodzić do swoich szytych na miarę biur, zamiast pracować zdalnie nad mega rozwojowym produktem. Zirytowało mnie to strasznie. Polska rzeczywistość jest taka, że ludzie nie lubią być bajerowani kolorowymi naklejkami. Po prostu uścisk prezesa nie robi już na nich takiego wrażenia jak 10 lat temu. Chcesz mieć najlepszy produkt? Musisz mieć najlepszych ludzi a tych z konkursów piękności nie złapiesz.

  • Lex

    Nic bardziej nie odpycha mnie od aplikowania na daną ofertę jak określenie „Competetive salary” (pomijam kwestię, że napisane z błędem ortograficznym). Wszyscy wiemy co za tym się kryje.

    Skoro jesteście tacy „światowi” za jakich się podajecie, to wpiszcie widełki, ale i tak tego nie zrobicie z wiadomego względu.

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=589339960 Michael Sliwinski

    @Jacek Artymiak – dzięki za pomysł z tym open source’m.

    OK, podsumowuję komentarze – wg was pomysł Hackathonu jest skazany na niepowodzenie i otrzymam nie tych ludzi co trzeba. OK. Dzięki.

    Over and out.

  • http://notka.eu Darek Adamkiewicz

    @Michael Sliwinski
    Wydaje mi się, że na coś takiego to pójdzie tylko ktoś kto nie ma żadnej innej alternatywy – chętnie dowiem się jak ci poszło.

    @Everybody
    Osobiście interesuję się Javascript’em (YUI3), NodeJS (Express, Handlebars, MongoDB), ale wg mnie to są technologie zupełnie w Polsce niszowe – kto w tym w Polsce pisze i co? Na Blipie cisza, na Flakerze cisza.

  • moj

    Według Fadi Bishara dobrych programistów znajduje się wyłącznie przez polecenie. Zatrudniasz najpierw ludzi których znasz, najlepiej osobiście, a w ostateczności chociażby z forum tematycznego. Potem Ci których zatrudniłeś polecają następnych i tak można rozbudować zespół nie tylko fachowy ale również dobrze zgrany i angażujący się w pracę.
    Pomysł hackathonu dobry ale tylko w poszukiwaniu zdolnych ale początkujących programistów. Doświadczeni się raczej się nie nudzą i potrafią stawiać sobie sami wyzwania jeśli tego potrzebują.
    Oczekujesz od ludzi, że nagle zapalą się entuzjazmem do Twojego projektu. Ludzie pracują lepiej i są zdolni do poświęceń, gdy realizują własne pomysły lub gdy sądzą, że to co robią jest bardzo ważne dla świata. Więc w Twoim wypadku musisz ich zarazić entuzjazmem do tego co tworzycie, ale tego nie zrobi się tak szybko. Nie ma co liczyć, że ktoś nagle zaangażuje się w projekt i po kilku dniach będzie wykonywał pracę jakby był członkiem zespołu od dawna.
    Pracowałem trochę zdalnie i nie powtórzyłbym tego nigdy więcej. Zawsze są jakieś problemy z komunikacją, zupełnie inaczej pracuje się gdy ma się fizyczny kontakt z zespołem. Taki sposób pracy sprawdza się tylko w realizowaniu projektów open source gdzie ludzie pracują na zasadzie dobrowolności.
    Nie wiem dlaczego wydaje Ci się że możesz uniknąć problemów z pracownikami jakie mają inni pracodawcy. Zatrudnienie kogoś na okres próbny zawsze było najlepszym sposobem sprawdzenia pracownika.
    Dodatkowo faktycznie pisanie czegoś większego w JavaScript to niezłe wyznanie. Pisanie skryptów po stronie przeglądarki jest najbardziej pracochłonne z całej mojej pracy. Gdybym jeszcze musiał używać tego po stronie serwera zamiast języka statycznego to bym się chyba załamał ;)

  • anon

    Michael Sliwinski: Poddałem tutaj w tym poście pomysł hackathonu i oczekiwałem konstruktywnych opinii a nie zwyzywania od naciągaczy i oszustów, ale trudno, przyjmę na klatę jak trzeba. Myślałem, że pomożecie wypracować jakiś fajny model, który uważacie, aby był sprawiedliwy i pomógł mi osiągnąć cel – czyli powiększenie szybko zespołu. Takie miałem oczekiwania, ale jak widać zostały one zweryfikowane przez naszą szarą polską rzeczywistość… szkoda…

    Słowem wstępu: jestem szczery, a nie złośliwy.

    Dostałeś masę konstruktywnych opinii i nikt nie wyzywał Cię od oszustów. To że ludzie się boją, że zostaną oszukani to ich wina? Ich wina, że nie raz nacieli się na jakiegoś cwaniaczka (na wszelki wypadek zaznaczam, że nie mówię tu o tobie) i teraz zwyczajnie nie ufają czemuś takiemu jak praca za free?

    Dla mnie to całkowicie zrozumiałe.
    Powoływanie się, że twoja firma jest znana itd. Znany to jest google i microsoft, a Nozbe? Porządna sprzedająca się aplikacja – gdybym się swego czasu nie interesował GTD to bym w ogóle nie wiedział co to za appka/firma.

    Powoływanie na to, że pisze się o Twojej firmie w internecie nic nie znaczy. W dobie tekstów sponsorowanych i innej magii, już nikt na to ślepo nie patrzy.

    Polska mentalność? Niestety chyba za bardzo oczekiwałeś zachywtu nad swoim pomysłem, stąd zawód.

    Tak czy siak, życzę sukcesów i dzięki za, jak wyszło w praniu :), odważny wpis. Mam nadzieję, że uda ci się zorganizować ten hackathon i opiszesz wnioski na antywebie.

  • anon

    Proponuję normalne wynagrodzenie za 1h pracy + podpisanie umowy w której się ktoś zobowiązuje do rozpoczęcia pracy w Twojej firmie (jeśli zostanie wybrany) pod groźbą nałożenia wysokiej kary umownej.

    Odpędzi to cwaniaków, a normalnych upewni, że to nie przekręt. Tak to widzę :)

  • Józek K

    Hmmm jestem już od dłuższego czasu programistą (java/j2ee developer) w niewielkiej firmie i znam w sumie sytuację z obu stron.

    Z tego co widzę to u autora całość działa troszkę na zasadzie pospolitego ruszenia ;) Jest coś tam do zrobienia, Ty zrobisz to ty tamto, ok ? Dobra, to do roboty ;) I koniecznie od samiutkiego początku na full.

    Powiem jak ja to widzę i w jakiej atmosferze mi się pracuje najlepiej. Przede wszystkim lubię metodologię Scrum i to zarówno jako pracownik jak i osoba nadzorująca. Scrum to takie iteracyjne podejście polegające na rozplanowaniu projektu, podzieleniu go na dłuższe fazy trwające powiedzmy około miesiaca zwane sprintami. Sprint z kolei składa się z „historyjek” (story, backlog item), a te z kolei składają się z malutkich zadań zwanych taskami.

    I teraz osso chodzi ? :) Ano o to, że w tej całej metodologii jest taki typek jak Scrum Master. On codziennie przeprowadza tzw. DSM czyli daily scrum meeting, trwające 15-30 minut, podczas których osoby pracujące w projekcie odpowiadają na pytania takie jak: co zrobiły w projekcie od ostatniego spotkania (czyli najczesciej od wczoraj), jakie miały problemy w realizacji zadania, co będą dzisiaj robiły.

    Jakie plusy sa ? No cóż, nie ma takich zonków, że np. „pracodawca” nie odpowie na maila więc pracownik nic nie robi. Nie winiłbym szczególnie pracownika za to. w niektórych korporacjach to norma, ze proces decyzyjny trwa – wysylasz waznego maila i … czekasz kilka dni i przez to sam musisz sobie organizowac prace co jest troche smieszne bo jesli jestes „tylko” programista to pracodawca ma placic tobie za programowanie, a nie za organizowanie sobie pracy. Oczywiscie duzo zalezy od podejscia. Im bardziej elastyczny pracodawca, tym bardziej elastyczny pracownik.

    W scrumie nie chodzi o „bat” nad głową, o rozliczanie z każdej minuty i np. pretensje do pracownika, ze oszacował coś na 4 godziny, a zajęło mu 10 godzin.

    Bardziej chodzi o to, aby pracownik wiedzial co ma robic, nie wypalil sie szybko. w duzych projektach to bardzo wazne, aby pracownik widzial progres tego co robi, dlatego jest podzial na sprinty, story, taski – raz, ze pracownik widzi, ze wszystko posuwa sie naprzod, a dwa , ze i manager projektu tez widzi czy wszystko idzie zgodnie z planem.

    Rozliczanie z zegarkiem w reku nie ma sensu , sa nawet badania, z ktorych wynika , ze czlowiek standardowo ma tendencje do niedoszacowywania zadan mu powierzonych. dopiero z czasem, jak juz dluzej pracuje przy takiej metodologii to nabiera doswiadczenia, a i osoba trzymajaca pieczę nad teamem wie już mniej więcej, że np. ogólnie zespół me tendencję do niedoszacowywania tasków więc np. grubym palcem może dorzucić +20 % do czasu realizacji danego sprinta na przykład.

    Ja jako pracownik lubiłem sprinta bo przede wszystkim wiedziałem co będę danego dnia robił więc mogłem nawet w domu chwile o tym pomyśleć, wpaść na jakiś pomysł. Jako scrum master też mi się to podobało, bo po prostu widać, że jest jakaś osoba która prowadzi projekt, nie ma typowego pospolitego ruszenia, gdzie niby „robimy coś”, niby ktoś tam powiedział co robić, a tak naprawdę każdy jest pozostawiony z osobna. Takie krótkie spotkania mimo wszystko też w jakimś tam małym stopniu integrują. Wydaje mi się, że takie spotkania mogą być w miarę luźne – chodzi o to, żeby to nie był bat, i żeby nikt na DSM’a nie szedł jak na ścięcie (no chyba, że cały team zawalił i już wiadomo, że są lata świetlne po terminie ;D).

    Tak więc – autorowi polecam podejście scrum.

    Praca zdalna ? w tej technologii, w której pracuję, nie wyobrażam sobie abym jako np. początkujący, którym byłem mógł pracował zdalnie. wg mnie początkujący pracownik musi nabrać trochę ogłady, pobyć z innymi programistami, bardziej doświadczonymi, nauczyć się dobrych wzorców. No a wtedy właśnie może być gotowy, aby zacząć zdalną pracę, aby umieć samemu (ewentualnie z drobną pomocą kogoś bardziej doświadczonego – np. na DSM może wyjść jakiś większy problem i scrum master może np. przydzielić jakiegoś bardziej doświadczonego programiste, aby usiedli razem czyli uprawiali XP – extreme programming polegające m.in. na programowaniu w parach – VNC / Teamviewer – dzisiaj wszystko jest możliwe. ) zrobić praktycznie wszystko.

    Choć zdaję sobie sprawę, że w różnych technologiach może to ciut inaczej wyglądać. Php (bo pewnie w tym napisane nozbe) to mimo wszystko dość lekka technologia, gdzie czas „odpalenia” nowego programisty jest relatywnie krótki. w javie samo stawianie zgliszczy projektu może trwać i miesiąc więc ktoś mało doświadczony może ugrzęznąć i ogólnie tam pracownik niedoświadczony jest znacznie mniej samodzielny. Dlatego często przez pierwsze np. 3 miesiące zarabia mniej, a dopiero później normalną stawkę, choć oczywiście jeśli to jest projekt taki, że trzeba „teraz i już” na 100 % no to nie zawsze można sobie pozwolić na komfort prowadzenia kogoś za rączkę.

    ———————————-
    Na pewno jest tak, że programiści troszkę obrośli w piórka bo pracy jest na pęczki. Wymagania finansowe też mają bo coraz częściej można się zatrudnić u pracodawcy zagranicznego – nawet pojechać na miesiąc, dwa, a potem zaproponować opcję obniżenia zarobków np. o 20-30 % i pracy zdalnej. Często przechodzi, a zarobki są nieporównywalne.

    Ponadto, za granicą jest … jeszcze gorzej jeśli chodzi o jakość. Można powiedzieć, że to co jest u nas teraz (czyli pokolenie gimnazjum), oni tam mają od 10 lat :D Dlatego u mnie w pracy mówią krótko – najlepsze pokolenie do pracy to roczniki 198x bo IT najczęściej uczyli sie dlatego, że to była ich pasja, na uczelniach uczyli ich pascala czy c++ więc innej technologii musieli się uczyć sami, a prawda taka, że samouk jest lepszy bo na uczelni żadnej (!) nie nauczą porządnie. Zresztą, dzisiaj idą na uczelnie informatyczne bo „kasa będzie”. Z takim podejściem to nie dziwota, że potem ktoś nie może znaleźć pracy…

    php trochę cierpi na tym, że jest technologią łatwo przyswajalną. Jedna, dwie książki i już ktoś tam będzie szukał pracy bo umie. Natnie się pracodawca na takiego jednego, drugiego i faktycznie może nabrać przekonania, że słabo z programistami. w javie nie ma opcji bo tam początkujący to nawet nie wiedziałby … jakie książki kupić :D więc jak już ktoś pare lat w tym siedzi to można spokojnie przyjąć, że na tym co robi zna się nieźle.

    Zarobki ? Na pewno w stosunku do reszty spoleczenstwa sa przeszacowane, no ale cóż – to raczej zarobki reszty spoleczenstwa nalezaloby dostosowac do zarobków programistów, a nie odwrotnie.

    jak weryfikować jakoś szybko umiejętności programisty i potencjalnego pracownika ? Szczerze mówiąc nie wiem, jakbym zakładał z kumplami firmę to byśmy szukali wśród swoich, a jeśi nie udałoby się znaleźć to na pewno kogoś „z ulicy” byśmy nie wzieli od razu do pracy zdalnej. Niby są jakieś narzędzia typu: http://codility.com/ do testowania potencjalnych programistów, ale szczerze mówiąc nie mam do tego przekonania, choć tak na poważnie nie próbowałem. bardziej do mnie przemawiają projekty i rzetelna rozmowa – najlepiej osoby technicznej. wtedy krotkie pytania , w jakim projekcie uczestniczyl, co tam robil, za jaka warstwe odpowiadal no i pytania juz bardziej szczegółowe w tej technologii, w której człowiek robił – jak na jakieś dość ogólne rzeczy błądzi no to znak, że należy szukać innego :)

    • Piotreek

      Scrum to metodyka, nie metodologia.

  • Małgorzata

    Witam,
    zajmuję się rekrutacją programistów, również do pracy zdalnej. Opisane przez Ciebie historie nie zdarzyły się wyłącznie Tobie, ale to pewnie marne pocieszenie.
    Pomysł który opisujesz jest świetny! Nawiązuje do Assessment Center, najmocniejszej z profesjonalnych metod weryfikacji kompetencji kandydatów. W idealnym świecie na pewno by się sprawdził. Po takim tygodniu wiedziałbyś wszystko o mocnych i słabych stronach uczestników projektu. Niestety, jak wynika z komentarzy potencjalnych kandydatów, nie będzie łatwo ich namówić do udziału, a potem do wytrwania do końca. To prawdopodobnie największe zagrożenie.
    Dodam też, że mało osób jest w stanie aż tak zaangażować się w poszukiwania pracowników. Szacun ode mnie bo zapowiada się intensywna i żmudna akcja, ale druga strona rekrutacji raczej nie będzie świadoma twojego wysiłku. Niemniej życzę powodzenia i czekam na doniesienia o rezultacie.

    • Adam

      Po wpisie widać, że zajmujesz się rekrutacją :). „Mocne i słabe strony”, aż ręce opadają. Mam pytanie, wcale nie złośliwe, a znasz się może poza technikami rekrutacji na temacie rekrutacji, czyli programowaniu ?

    • Rafał

      Ciekawe tez dla kogo bylby to swiat idealny – imho napewno nie dla programistow czy ogolniej pracownikow – raczej wyglada to na targ niewolnikow z mozliwoscia wymiany towaru do tygodnia bez podania przyczyny – napewno idealne dla ludzi chcacych kupic niewolnika…

      Jaka rekrutacja/podejscie takie pozniej efekty (a czesc z nich widac nawet w tym poscie prawda?)

  • rk

    Tak to jest jak marketingowiec bierze się za HRowanie ITowców.

    Normalne bóle… wymyślanie cudów podczas gdy jest to dużo prostsze… ale dlaczego tak żenujący wpis pojawia się na poczytnym antyweb-ie? Jeśli wpis miałby rzeczywiście zachęcić do dyskusji to po co wyrzucać jakieś brudy o ludziach (co z tego, że anonimowo)? To żadna nowina, że ludzie(pracownicy) bywają baaardzo różni. Chyba każdy kto pracuje w branży wiele lat zna wiele historii dotyczących nowo zatrudnionych pracowników IT. To co opisałeś to jakieś pierdoły są, z którymi można mieć do czynienia na co drugim (źle zatrudnianym) nowym pracowniku. Jeśli Ty piszesz, że rozczarowałeś się, bo nowy pracownik nie był tak efektywny jak sądziłeś, to to jest śmieszne.

    Pomysł z wielodniowym testowaniem pracowników jest może i ciekawy dla studentów szukających pierwszej pracy – będą mieli okazje się sprawdzić, itp. Ale na pewno nie dla specjalistów z wieloletnim stażem. Ci drudzy bazują na konkretach i nie pracują za free. I tu twoja kwestia kogo szukasz: człowieka, którego sam będziesz musiał szkolić/uczyć/opiekować się/kontrolować itp. czy eksperta, który będzie potrafił się sam odnaleźć i będzie posiadał wiedzę (lub prawidłowe umiejętności do jej zdobycia) w zakresie który potrzebujesz.

    Jak nie umiesz rekrutować to może wysyp ogłoszenie z jasnymi warunkami dotyczącymi pensji, np 6k netto w okresie próbnym oraz 12k netto po okresie próbnym. Gwarantuje Ci, że będziesz miał sporo aplikacji, w śród których (o ile potrafisz) dobrze wybierzesz. Nie będzie się trzeba użalać, że nie ma kompetentnych ludzi, bo gwarantuje Ci, że są.

    • Józek K

      Hehe, no prawda taka, że jakby mi pracodawca zaproponował ten hakaton czy jak tam ;) czyli darmowe testy, gdzie rywalizujesz z 10 innymi to … bym podziękował za współpracę. Dlaczego ? Bo to nie casting do ‘You Can Dance’ ;) Rywalizuję to ja raz w tygodniu grając w piłkę ;) O pracy mojej świadczą projekty, w których brałem udział. Pracodawca może mnie zapytać o każdy projekt z osobna, może przejść na detale techniczne, aby zobaczyć jak głęboko tkwiłem w projekcie. Gwarantuję, że są tacy programiści (czy czort wie kto to hehe), którzy nawet nie potrafią powiedzieć co robili w projekcie :D

      Wiem wiem, tego zwyczajny head hunter nie potrafi, to musi być osoba techniczna, np. dobry, firmowy programista kumający czaczę ;), a przy tym nie będący na maxa odludkiem (może wystraszyć 99 % kandydatów :D). Wtedy bardzo szybko wykryje ściemniacza, albo przynajmniej znacząco zmniejszy ryzyko.

      Perspektywa jakichś darmowych testów i traktowania ludzi nie jak indywidualną jednostkę tylko stado lemingów skutecznie moglaby mnie do takiego pracodawcy zniechecic. Dlaczego ? Bo na takim goldenline tygodniowo na priva po 2-3 oferty się dostaje, całkiem dobrze dopasowane. Jest to rynek pracownika, a jesli ten pracownik jest dobry to przyszlosc dla niego zapowiada sie dobrze bo jak sami wszyscy widzicie, mloda konkurencja słabo naciska ;)

  • Asmodemus

    Komentarzy dużo (ciekawe jak to wygląda na tle średniej liczby komentarzy do „wpisów” na blogu). Wnioskuję, że tematy wynagrodzeń, pracy, rekrutacji, relacji pracodawca-pracownik to duży problem w branży IT. Przepraszam za offtopic ale chciałbym zwrócić uwagę na coś co może zachęci autorów bloga do zrobienia osobnego wpisu w tym temacie (Panowie to się sprzedaje!). Wg mnie problem IT polega na braku norm, tzn one gdzieś się tam pojawiają ale chyba na wyższym poziomie, gdzie (w dużym uproszczeniu) mnoży się jakąś stawkę (stawki) przez płynny parametr (często życzeniowy, lub wynikający z poprzednich doświadczeń) wydajności programisty. Wynikiem jest koszt projektu. Programowanie to branża inżynieryjna w której brakuje tego co jest w branży budowlanej. Tam jest wszystko opisane, murarz w dzień powinien wymurować X m2 ściany. Każdy rodzaj ściany ma określony koszt za m2. Są powszechnie znane stawki za prace ziemne (przeliczane na m3) lub prace np kanalizacyjne (za metr bieżący). Do czego zmierzam. Brak standardów, stawek, ich podziału prowadzi do ogromnych rozbieżności pomiędzy tym ile „my” chcemy zarobić, a tym ile „oni” myślą, że to powinno kosztować. Wszystko jest uznaniowe i płynne. Rynek jest psuty przez wybryki typu zleceniaprzez.net itd. Młodych karmi się jakimiś dyrdymałami o pasji, nowych technologiach (nawiasem w IT to wszystko jest nową technologią). Absolwenci powtarzają jak mantrę puste frazesy typu: „jesteś wyrobnikiem, zmień zawód, to nie Twoja pasja, bla bla bla”. Trik polega na tym, że branża nie potrzebuje geniuszy (no może paru, ale tacy już mają swoich opiekunów). Pracodawca potrzebuje rzemieślników całe to gadanie o misji to ściema. Jesteśmy zasobami i lepiej zrozumieć to na początku. Pozytywne jest to, że jesteśmy cenionymi zasobami, jesteśmy potrzebni, wykonujemy skomplikowaną pracę, rozwiązujemy problemy. Pracujemy w ciepłych biurach gdzie jest kawa i inne rozrywki. Musimy się rozwijać, żeby pracować – tutaj nie ma opcji czy nam się chce, żeby zostać na rynku trzeba wiedzieć co w trawie piszczy, trzeba umieć się przystosować. Trzeba pogodzić się z tym, że przez większą część czasu będziemy poprawiać błędy (swoje i cudze) i w tym trzeba być wytrwałym. Dobry programista nie będzie robił szefowi fochów tylko dlatego, że kluczowy klient nie wie czego chce i 10 raz zmienia wymagania dotyczące już działającej aplikacji. Nie musisz być ninja żeby być wartościowym dla firmy. Jedyne co musisz umieć to czytać dokumentację ze zrozumieniem, myśleć i wyłapywać błędy architektów/managerów, adoptować się do technologii jaką się tobie narzuca (czyli, bierzemy jakiś przykładowy kod, ogarniamy jak on działa, modyfikujemy go i potrafimy to później utrzymywać). Nie ma nic uwłaczającego w byciu dobrym rzemieślnikiem :) Na koniec wymowny song: http://goo.gl/QVJte

    Z partyjnym pozdrowieniem!

  • pk

    haha, jednego gościa zwolnił z powodu własnej niekompetencji. kolejny polski pracodawczyk….

  • Szymon S

    Jestem studentem informatyki na 5 semestrze. Nie wiem czy jest to interesujące, ale może warto nieco powiedzieć o tym jak wygląda w tym aspekcie, nasza polska rzeczywistość.

    Czego się uczy młody człowiek z pasją?
    Otóż jako pełen zapału absolwent szkoły średniej z całkiem niezłymi wynikami po kilku pierwszych semestrach:

    - zrozumiałem jak to jest stracić cały zapał i pasję, jaką się posiadało wcześniej.
    - wiem jak to jest w trakcie studiów umieć mniej niż, zanim się je rozpoczęło :-) niestety ale ciężko (dosłownie) pracując na utrzymanie się i opłacenie studiów, a jednocześnie próbując przygotowywać się do egzaminów z historii informatyki ciężko jest znaleźć czas na rozwijanie swoich zamiłowań…

    Nie twierdzę, że każdy aspekt pojawiający się na studiach nie jest przydatny programiście, czy ogólnie informatykowi. Ale jak to jest że na 5 semestrze 50% moje grupy na myśl o programowaniu dostaje drgawek?

    Rzeczywiście to ich wina, ale kilka słów jak wyglądają takie zajęcia.

    Ptowadzący doktor oczywiście

  • Szymon S

    …Prowadzący, doktor oczywiście najpierw przedstawia się jako światowej sławy specjalista i zaczyna się. zajęcia wyglądają gorzej niż czytanie dokumentacji…

    teraz zrobimy klasę z dwoma właściwościami, którym przypiszemy wartości poprzez metody potem je wywołamy 5-cioma rodzajami konstruktorów, a na koniec usuniemy obiekt przy pomocy destruktora…

    No dobra to teraz sami napiszcie program z dwoma klasami każda po 5 zmiennych 5 konstruktorów itd…

    Te zajęcia naprawdę uczyły kreatywności ;-)

    Aktualnie po tych prawie trzech latach zacząłem maksynalnie olewać studia a oszczędzony czas staram się wykorzystywać na rozwijanie tego co lubiłem przed studiami. Pozostaje mi uczyć się samemu, zgłębiając dokumentację. A szkoda bo o ileż szybciej by to wszystko mogło pójść, gdyby czas tych 5 semestrów wykorzystać inaczej i zamiast uczyć się definicji maszyny turinga nauczyć sie wykorzystywać algorytmy sortowania w PRAKTYCE.

    Studia świetnie uczą jak mieć wszystki gdzieś… jest to przykry fakt ale prawdziwy i współczuje pracodawcą którzy muszą z takim światopoglądem się zmagać. Z drugiej jednak strony dzięki temu prawdziwi fachowcy mogą zarobić należne im pieniądze;-)

    Mam nadzieję że będę tym wyjątkiem, który nie podda się beznadziejnemu systemowi szkolnictwa w naszym kraju. Pozdrawiam

    • Józef K

      Dlatego ja osobiście studiowałem na uczelni ekonomicznej bo coś tam z tego chciałem się dowiedzieć, a pasję rozwijałem sam w domu. Branża IT jest na tyle demokratyczna, że nikt nie zagląda w papierek. Praktycznie nikogo nie obchodzi to na jakiej uczelni studiowałeś. w IT twoją wizytówką są projekty i wiedza. Możesz być absolwentem jakiejś tam filologii, a będziesz robił projekty IT dla wielkich tego świata i nikt Ci złego słowa nie powie.

      Wiem, pewnie dowiedziałeś się o tym po fakcie ;)

  • Adrian

    Gdybyś podał widełki cenowe w ogłoszeniu, to być może kilku programistów wartych uwagi zgłosiłoby się. Tak jak już wielu napisało, dobrzy programiści mają swoją pracę, ale często chcą spróbować czegoś innego. Tym bardziej, że piszesz o projektach raczej globalnych. Tak więc konkretne widełki potencjalnych zarobków może wielu przekonać do poświęcenia tych kilku dni w niepełnym wymiarze.

    Jeśli natomiast zarobki są średnioniskie jak na Polskę, to sorry ale z „gó**a bata nie ukręcisz”. Z czegoś trzeba utrzymać rodzinę lub odłożyć żeby ją założyć.

    Programista jak każdy inny z pracowników musi robić pozytywny ROI (zysk z pracy przewyższa pensje) dla firmy. Tak więc jeśli tego nie robi to albo programista cienki albo projekty złe ;-) Skoro Twoje projekty zarabiają to może warto zainwestować trochę pieniędzy w jakość i zamiast czterech nowych zatrudnić np. dwóch.

    PS. Tak poza tym powodzenia w projektach, bo widać w mojej części Internetu Twoją determinację ;-)

  • Aleksander

    Cieszy mnie całkiem ciekawa dyskusja, która sugeruje, że jednak da się znaleźć sporo kompetentnych ludzi do pracy wśród osób wypowiadających się w komentarzach.

    Dorzucę jeszcze swoje trzy grosze: nie odnajduję nic atrakcyjnego w sformułowaniu ‘firma o globalnym zasięgu’. Nigdy się tym zbytnio nie interesowałem, ale aby móc stworzyć taki byt (tj. firmę o globalnym zasięgu) myślę, że wystarczy ~250zł – 25zł na domenę (.com), tyle samo na jakiś hosting (nie wspominam o usługach typu amazon cloud czy google app engine), no i niestety 200zł za jakiś inkubator (aby formalnie stwierdzić jestem firmą mam KRS i NIP) – wymieniam to co jest dostępne dla mnie od ręki, chociaż z tego co mi się wydaję to i tak istnieją spore ulgi dla nowych przedsiębiorstw i nie zawsze trzeba płacić na starcie 700zł zusowi. Tyle. No i mam firmę o globalnym zasięgu – otwieram konto paypala i obsługuję klientów z całego świata. Nie jest to dla mnie żadna filozofia – chociaż muszę przyznać, że umieszczenie serwerów nozbe w Nikaragui robi na mnie wrażenie (tylko po co? – ja mam hosting w atmanie który mi wystarcza, ale cóż pewnie to ja nie rozumiem magicznego ‘globalnego zasięgu’). Swoją drogą gorąco polecam czytelnikom antyweba wtyczkę do chromea: https://chrome.google.com/webstore/detail/dmchcmgddbhmbkakammmklpoonoiiomk.

    @Małgorzata: „Dodam też, że mało osób jest w stanie aż tak zaangażować się w poszukiwania pracowników.” Coś mi tu brzydko pachnie zbyt ładnym PRem – czy Pani na pewno istnieje? Jak dla mnie każdy pracodawca w pełni angażuje się w poszukiwanie pracowników. I nie ma tutaj nic zaskakującego. Największym zagrożeniem może być w tym przypadku niekompetencja pracodawcy, który do projektu wnosi tylko know-how wyniesiony z książki Getting things done. Dobry bezrobotny programista (taki oksymoron) jest w stanie odpalić sobie taki startup w miesiąc. Pytanie tylko co dalej i jak mogą układać się relację w takiej firmie, skoro wszystko jest zdalne.

    I ostatnia uwaga: bardzo nie podoba mi się wykorzystywanie wikipedii do celów komercyjnych – jeżeli czytam o „Getting things done” na wikipedii i natrafiam na frazę: „Do popularnych aplikacji zgodnych z metodą GTD należą [...]” i nozbe na pierwszej pozycji (niech już by to było alfabetycznie, klarowny podział bezpłatne/komercyjne) to od razu nabieram sporego dystansu do takiego projektu.

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji porządnych projektów i satysfakcji z ich wykonania.

    • Piotreek

      Aleksander:
      …Dorzucę jeszcze swoje trzy grosze: nie odnajduję nic atrakcyjnego w sformułowaniu ‘firma o globalnym zasięgu’. Nigdy się tym zbytnio nie interesowałem, ale aby móc stworzyć taki byt (tj. firmę o globalnym zasięgu) myślę, że wystarczy ~250zł – 25zł na domenę (.com), tyle samo na jakiś hosting (nie wspominam o usługach typu amazon cloud czy google app engine), no i niestety 200zł za jakiś inkubator (aby formalnie stwierdzić jestem firmą mam KRS i NIP) – wymieniam to co jest dostępne dla mnie od ręki, chociaż z tego co mi się wydaję to i tak istnieją spore ulgi dla nowych przedsiębiorstw i nie zawsze trzeba płacić na starcie 700zł zusowi. Tyle. No i mam firmę o globalnym zasięgu – otwieram konto paypala i obsługuję klientów z całego świata. Nie jest to dla mnie żadna filozofia…

      Jak sobie zrobisz zakupy spożywcze to też mówisz, że masz ogólnopolską sieć handlową?

  • Józef K

    Piotreek: Scrum to metodyka, nie metodologia.

    Bardzo możliwe, że masz rację – nie jestem fanem polskiego słownictwa w IT.

    Tak naprawdę scrum to jest … framework :)

  • rk

    W komentarzach padło wiele słów (czasami bardzo krytycznych). Ja jednak chciałbym zadać pytanie, na które odpowiedź wyjaśni wiele kwestii. Na jakich warunkach ci „nierzetelni” pracownicy byli zatrudniani? Pytam o rodzaj umowy oraz wprost o pensje.

    • Rafał

      +1

  • http://intrashop.pl Sklep

    Jacek: jego ulubiony programista ma rację, bo jest po studiach informatycznych. Odszedłem, podobnie jak reszta zespołu.

    Niestety też się zgadzam. Strona wygląda „źle” – choć nie wiem co jest tego powodem … ale sprawia ogólnie wrażenie „szumu”.

  • Łukasz

    Tak jeszcze na zakończenie z mojej strony, bo sądząc po ostatnim wpisie pan Michał już nas prawdopodobnie nie zaszczyci obecnością.

    Dostajemy na portalu posta, w którym jest to co wszyscy wiedzą i z czym się wszyscy spotkali – na rynku są ludzie, którzy są kiepscy. Dostajemy też pomysł na innowacyjną metodę rekrutacji. Zastanówmy się nad nią przez chwilę:

    co wiemy o zadaniu:
    1) 16h roboczych pracy po godzinach
    2) weekend (powiedzmy że drugie 16h) pracy po godzinach w weekend + czas poświęcony na dojazd
    3) praca w teamach czyli grupowa odpowiedzialność za wykon.
    4) szczegóły nt. zadań do wykonania? brak.
    5) co się stanie z pracą wykonaną podczas testu? kwestie praw autorskich i wykorzystania kodu? brak.
    6) technologie do wykorzystania w zadaniach? brak.

    za co możemy otrzymać:
    1) okres próbny na nie wiadomo jakich warunkach (stawka, forma zatrudnienia)
    2) nie wiadomo jaką stawkę po okresie próbnym
    3) nie wiadomo jakie warunki pracy po okresie próbnym
    4) ile godzin dziennie, jakie godziny, jaka forma kontaktów itp itd.

    Czyli de facto – wymaga się zaangażowania w zamian nie oferując nic. Gdzie tu jest marketing? Jeśli chcę ludzi przekonać do tego żeby za darmo (!) poświęcili swój prywatny czas to muszę im dać jakąś obietnicę. Toż to podstawy marketingu.

    A jak ludzie napisali wprost, że pomysł jest OKDR to się p. Michał obraził i napisał, że (cyt. z pamięci) „szara Polska rzeczywistość”.

    Nie chcę być złośliwy, ale to takie trochę dziecinne mi się zdaje. Takie tupnięcie nóżką bo się pomysł nie przyjął. A gdzie refleksja? Czy to na pewno jest tak, że wszyscy komentujący tutaj (bo miażdżąca większość skrytykowała pomysł) mylą się?

    Pozdrawiam

    • anon

      piękne podsumowanie, niestety Pan Michał pozostawił po sobie bardzo niesmaczny wizerunek: rzucił pomysłem, obraził się, że nikt się specjalnie nie zachwycił ideą, nie wyciągnął _żadnych_ wniosków, niepowodzenie całości zwalił na szarą polską rzeczywistość, odciął się od dalszej dyskusji.

      Mimo złośliwości niektórych osób, pojawiło się tutaj _masa_ bardzo dobrych opinii i sugestii które trzeba rozwiązać przed zorganizowaniem hackathonu.

    • Tomek

      A mógł tak ładnie na tym wyjść. Poświęcić kilka godzin swojego cennego czasu, wysłuchać krytyki, wyciagnać wnioski, podziękować. Oczekiwał pomocy i przecież ją dostał. Zna zdaje środowiska – to bardzo duża pomoc. Do tego gdyby sie tak nie obraził w połowie to pewnie nawet zapadłby bardzo pozytywnie w pamieci tych co przeczytali wszystkie komentarze. A tak, coż , pozostawił po sobie tylko standardową pieczątkę pracodawcy który wymaga wiele , płaci mało, a dodatkowo nie chce słuchać krytyki odnośnie swoich pomysłów.
      Gdzieś na górze pisałem że nie znam ani Nozbe ani pracowników Nozbe ani szefów Nozbe aby wiedzieć czego sie po nich spodziewać. Teraz mogę powiedzieć że poznałem szefa Nozbe i nie spodobał mi się ten człowiek.

  • iks

    Michael Sliwinski: Ciągle mam dylemat z tym pomysłem pracy na odległość przez pierwsze cztery dni – to znaczy – jeśli za darmo – to wrażenie jest, że cała praca ma być za pół darmo… ale jeśli za jakieś tam symboliczne pieniądze, to będzie problem, że “za mało daję”, a jeśli za pieniądze rynkowe, to zamiast kandydatów do pracy dostanę ludzi, którzy tylko chcą się zabawić i sobie zarobić. Dlatego obstaję za “darmowym”

    To się kupy nie trzyma…
    Po pierwsze – ten cały maraton jest zdaje się wyłącznie dla poznania stylu pracy, bo kompetencje sprawdzisz na początku w ciągu jednej godziny, i nikt je posiadający nie będzie się w ów maraton „zabawiał”; a jak ewentualnie ktoś z dalszej współpracy zrezygnuje, to wyłącznie ze względu na bliższe poznanie Ciebie (zakładam, że warunki zatrudnienia uzgadniasz przed maratonem).
    Po drugie – jest ledwie marginalna różnica, czy ktoś postanowi odejść po hotelowym spotkaniu, czy np. po dwóch tygodniach współpracy.

    Kilku ludziom ze sporą wiedzą chcesz zająć kawał czasu w imię zgodności z własnym gustem… Odbierasz sobie szansę pozyskania znacznej ilości programistów – mniemam, że tych lepszych. Jeśli nawet faktycznie mogliby istnieć „chętni do zabawy”, to jestem przekonany, że poświecenie im tych środków jest niewspółmiernie mniejsze od kosztów utraty wielu szans. Zauważ, że nawet dobra stawka za kilka dni pracy też może niektórych zniechęcać.

    Weź też pod uwagę, że ci ludzie z którymi się rozstałeś, mogli być zniechęceni do pracy z powodu Twoich zachowań (a ludziom sukcesu trudniej o samokrytykę). Ten darmowy maraton, to Twój wybór, i ja go nie oceniam, ale jednak zdradza pewne Twoje cechy osobnicze – zapewne zapaliłby mi żółtą lampkę, gdybym rozważał pracę z Tobą. Wielu ludzi ciężko znosi ubytki w logice postępowania przełożonego (w ich subiektywnym mniemaniu), bo wtedy osłabia się ich zaangażowanie w wykonywaniu poleceń, komfort pracy, itp.

    A jeśli na dodatek zależy Ci na czasie, to tym bardziej: właściwa odpowiedź jest tylko jedna.

    • http://notka.eu Darek Adamkiewicz

      +1

  • Michał

    Czytałem te komentarze łącznie przez dwa dni. Jestem załamany. Programiści. Grupa zawodowa, która myśląc, że ma garści tak tajemną wiedzę, może trząść wszystkim i wszystkimi. Która pompuje niesamowicie bańkę spekulacyjną swojego wynagrodzenia i umiejętności. Która jest przerażająco zamknięta intelektualnie i społecznie (tak wynika z komentarzy), poprzez jedynie pragmatyczne myślenie, w których każdy kto ma pomysł, proponuje udziały, wejście w spółkę, szuka wspólnika technologicznego (nie mówię, że to robi Michał, ale pojawiały się różne wątki w comentach), jest cwaniakiem, krętaczem szukającym ogórków do skrojenia. Który zwąchał już na 1. roku studiów (czytając takie komentarze), że może ssać za nic kasę i żądać zaporowych kwot, porównując z jakąkolwiek inną branżą. A tak naprawdę zamienił HUTĘ na KLAWIATURĘ i jest wyrobnikiem XXI wieku. Mam firmę, wypuszczamy niedługo pierwszy startup. Robię go od 1,5 roku. Nie mamy ani grosza, jesteśmy studentami. Projekt był pozytywnie weryfikowany na spotkaniach branżowych, zarządy dużych serwisów, itd. Nie wyciągnęliśmy z niego jeszcze ani grosza, a od 1,5 roku po 10h dziennie, 7 dni w tygodniu robimy tylko to. Udało się zwerbować do projektu chętnych marketingowców, sprzedażowców, nawet ludzi, którzy z pasji robią social media. Dobraliśmy się tak, żeby stanowić grupę, w której każdy daje impuls drugiemu do rozwoju. I tylko programiści (a odbyłem dziesiątki rozmów), to właśnie ludzie tak skrzywieni społecznie, którzy nie umieją tak naprawdę samodzielnie myśleć i są karmieni taką papką jak tutaj, że każdy z nich na wejście chce wielką kasę, a nie może – jak inni – popracować kilka miesięcy na rzecz wypuszczenia produktu, a następnie być jego udziałowcem (gdzie dzisiaj prawie wszystko wycenia się na miliony…). Taką rozmową i krytyką ofert pracy Michała, pogłębiacie tylko – być może stereotyp – o tym, jak konsumpcyjną, a tak naprawdę często tracącą swoją szansę – grupą jesteście.

    • Rafał

      „a nie może – jak inni – popracować kilka miesięcy na rzecz wypuszczenia produktu, a następnie być jego udziałowcem”

      Hmmm… Wlasnie brak tego typu punktow byl wskazywany jako glowny problem tej oferty np. przezemnie (see above). Albo placimy rynkowo albo dajemy przynajmniej uczciwa obietnice premii za ryzyko i wtedy to jest czysty uklad. Jesli chcesz to ustosunkuj sie merytorycznie do co ciekawszych postow i porozmawiamy konkretnie a nie krzywdzacymi ogolnikami.

    • Asmodemus

      Chyba się zagalopowałeś w swojej „fantastycznej zajebistości”. Po pierwsze skoro masz 10h dziennie przez 7 dni w tygodniu na swój startup z którego nie wyciągnąłeś jeszcze ani złotówki to:
      - taki z Ciebie student jak z koziej d… chyba, że studia na jakiejś lokalnej sorbonie tudzież wyższej szkole lansu i bansu – faktycznie tylko po to, żeby mieć papier. Jest jeszcze możliwość taka, że nie śpisz od 1,5 roku czego efekty widać w Twoim komentarzu ;)
      - żyjesz za kasę rodziców i nie masz pojęcia co ile kosztuje – życie to zweryfikuje jak np zatrudnisz pierwszy raz dajmy na to glazurnika lub innego budowlańca – to będzie pierwsza lekcja ekonomii :)

      Osoba która proponowała Hackathon szuka: „Javascript-ninja developer” czy wg Ciebie jest OK gdy oczekujemy dużego skilla ale kiwamy głową gdy ktoś taki chce zarobić więcej niż średnia? Kiedyś to zrozumiesz, że ludzie którzy dobrze się cenią (ich umiejętności weryfikuje się szybko) zazwyczaj dobrze pracują w efekcie czego są tańsi niż rotacja – szczególnie w małych zespołach jest to bardzo ważne. Zarzucasz innym, że chcą zarobić dużo, a sam już masz w głowie te miliony ze swojego startupu, bo jak napisałeś: „dzisiaj prawie wszystko wycenia się na miliony”. Na koniec gratuluję startupu, gratuluję zacięcia w pracy i życzę wielu sukcesów. Dobrze dla Ciebie, że jeszcze nie miałeś okazji paść ofiarą biznesmena ze świetnym pomysłem, wizją i ustami pełnymi obietnic bez pokrycia…

    • anon

      fajnie, ale co to ma wspólnego z pomysłem autora? To co opisujesz to sytuacja przy startupie który totalnie nie ma kasy. Wtedy programista/ktośtam uczestnicząc w nim, zgadza się, że kasy może nie będzie, że w ogole nic nie wiadomo. Wtedy osoby które włożyły masę pracy w projekt, są współzałożycielami a to totalnie inna bajka.

      1,5 roku pracy za free? A skąd bierzesz kasę, żeby włożyć coś do przysłowiowego gara? Zgaduję, że od rodziców.

      startup != hakaton. Jedyne co wspólne w obu przypadkach to praca za darmo i mżonki o wspaniałej przyszłości. W tym, że w startupie „wiadomo o co chodzi”, a w hakatonie?

      Powodzenia przy startupie, mam nadzieję, że się nim pochwalisz na antywebie, naprawdę szczerze ci tego życzę ja, zamknięty intelektualnie programista.

  • Michał

    @Rafał – czytałem, co pisałeś. Zgadzam się z Tobą. Nie byłem w stanie ustosunkowywać się do każdego z postów z osobna.

    @Asmodemus – będzie mnie tu obrażał! :) Robimy to tak długo, bo nie ma wokół nas rdzenia, czyli programistów na stałe. Było kilka koncepcji, które trzeba było weryfikować. 1,5 roku: SAD-y pisane przez dziennikarzy i filologów (niczym projekt budowlany robiony przez nie wiem…kierowcę autobusu), oferty, badania preferencji, prognozy finansowe, spotkania branżowe, wyjazdy, nauka i obsługa social mediów, zarządzania czasem, ludźmi, managerowanie projektem, konieczność bycia HR-owcem, marketingowcem, reporterem, key account managerem, ekonomistą. Biznesplany i wnioski do UE – mało jak na półtora roku nauki i pracy nad wszystkim od podstaw w dwie/trzy osoby? Chyba nie wiesz, jak się to robi.

    @anon, Asmodemus – kasa od rodziców? Nie. Dotacja na razie z PO KL 6.2., która już jest na wyczerpaniu. A kapitał początkowy był faktycznie 0 PLN. I co? Miałem nie robić? I patrzyć jak inni prędzej czy później zrobią? Przedsiębiorcza postawa, duże własne ryzyko, dobry zespół. Brakuje tylko technologicznych i opisałem w poprzednim comencie swoje wrażenia z rekrutacji. A że coraz mniej ma to wspólnego z tematem komentowanego artykułu – trzy dni dyskusji powyżej to wypracowały ;)

    • Michał

      P.S. nie wyciągnęliśmy ani złotówki, bo projekt jeszcze nie wystartował. Nie chcę wypuszczać półgotowego bubla w pogoni za kilkoma złotymi, bo to nic nie da.
      P.S.2 – jasne, że pochwalę się na antywebie. Czekam, aż mnie zeżrecie :)

    • anon

      „Robimy to tak długo, bo nie ma wokół nas rdzenia, czyli programistów na stałe.”
      skomentuję to tak: lolwut? Dla dobra projektu powinienes miec chociaz JEDNEGO stałego programistę.

      Ok, włożyłeś masę pracy, ale tak na prawdę co mnie to obchodzi (disclaimer: podziwiam zacięcie i wolę walki)? Twoje posty to 30% nawiązanie do dyskusji, a potem 70% o Tobie. Powtarzam, co ma mnie to obchodzić? Świat jest pełen pracowitych ludzi.

      Napisz ile chciałeś płacić (__na rękę__) / w jakim języku aplikacja / jakie warunki pracy. Bo coś ciągle odnoszę wrażenie, że wszyscy chcą specjalisty za psie pieniądze, a potem płacz, zgrzytanie zębów i narzekanie na polską szarą rzeczywistość.

    • anon

      „Nie chcę wypuszczać półgotowego bubla w pogoni za kilkoma złotymi, bo to nic nie da.” – wypuść produkt z dopieszczonymi paroma funkcjonalnościami, a resztę dorób w miarę działania aplikacji. Bo z życia wiem, że żadnej (web)aplikacji tak na prawdę nigdy się nie kończy :)

    • Asmodemus

      No to ja nie wiem jakie tam wały na FV robicie ale wg mnie mieszkanie, ubrania, jedzenie to nie są koszty kwalifikowane w PO KL 6.2 ;) Nie chciałem Cię obrażać – nie mam w tym interesu. Wręcz przeciwnie życzę szczęścia i milionów ze startupu. Na marginesie, nie tylko wiem „jak to się robi” ale także wiem co ile kosztuje, ale to może wynikać z różnicy wieku między nami. Ucz się ucz! :)

    • Michał

      Dzięki mentorzy! Ważne, że jesteście :)

    • anon

      rozumiem że moje pytanie o wynagrodzenie zostało zignorowane?

  • fff